Kategorie
Archiwum

List czytelniczki – Dziecko uczy

Dzień za dniem uczę się podążać za Śmieszką. To ona jest moją przewodniczką, prowadzi mnie, a ja z ufnością idę za nią coraz bardziej rozluźniona, bez napięcia, ze spokojem w sercu. Mając przy sobie tak wielką nauczycielkę niełatwo jest dotrzymać jej kroku. Istnieje duże ryzyko, że albo rozpędzę się za bardzo i niechcący zamienię nasze role i sama będę chciała uczyć, albo zostanę zbytnio z tyłu i stracę prawdziwy kontakt z moją przewodniczką

Zachęcamy Was do pisania! Opisywania swoich doświadczeń i problemów. Zapraszamy do czytania „Listów”. Oto jeden z nich – osobisty, poruszający, szczery.

listy

Lekcja I – Zmiana

Byłam wtedy w 28. tygodniu ciąży. Wszystko zaczęło się w sobotę rano, kiedy poczułam ból brzucha. Tego dnia byliśmy w szkole rodzenia na zajęciach: „Jak poznać, że to poród”. Dziwnie się czułam, bo wszystko odczuwałam fizycznie: skurcze, ból. Myślałam, że moja głowa przeżywa to wydarzenie do tego stopnia, że od razu wysyła sygnały do ciała. Jednak objawy nie ustępowały. W poniedziałek trafiłyśmy do szpitala z zagrożeniem przedwczesnego porodu.

Wtedy otrzymałam pierwszą lekcję: Mamo proszę zwolnij, przestań już pracować, obie potrzebujemy wypoczynku i spokoju. Zmień swoje priorytety. Posłuchałam.

Lekcja II – Poród

Bardzo chcieliśmy rodzić naturalnie, tak naprawdę naturalnie, bez znieczulenia, w odpowiedniej pozycji, razem. Chodziliśmy na gimnastykę dla par i wieczorami rozmarzaliśmy się o tej chwili, kiedy wspólnie usłyszymy pierwszy krzyk Śmieszki. W 36. tygodniu ciąży lekarz wypisał skierowanie na cesarskie cięcie i oznajmił, że córeczka, co prawda, może jeszcze przyjąć „właściwą pozycję” i obrócić się główką do dołu, ale szanse są niewielkie. Czułam, że ona się już nie obróci, ale wstydziłam się to powiedzieć innym, przecież to tak jakbym w nią nie wierzyła, bo naturalnie przyjęłam, że poród naturalny byłby dla niej lepszy.

Wtedy otrzymałam drugą lekcję: Mamo, dlaczego założyłaś, że poród naturalny byłby dla nas lepszy? Przecież wybrałam dla siebie właściwą drogę przejścia. Zaakceptuj to, że nie zawsze będę szła ścieżką, którą mi wskażesz, która Tobie wydaje się właściwa.

Lekcja III – Chusta

Smoczek, butelki, mleko – nie myśleliśmy o takich akcesoriach komponując wyprawkę dla Śmieszki, ale chusta była elementem obowiązkowym. Wspólnie z mężem do perfekcji opanowaliśmy typy wiązań, które można stosować już od pierwszych dni życia dziecka po tej stronie brzucha. Trudno było więc ukryć rozczarowanie, że przez pierwszy miesiąc Śmieszka nie była w stanie wytrzymać w chuście nawet minuty. Dusiła się w niej, brakowało jej przestrzeni.

Wtedy otrzymałam trzecią lekcję: Mamusiu, każde dziecko jest inne i każde ma inne potrzeby. Przestań myśleć schematami, otwórz się na nieoczekiwane.

Lekcja IV – Pulchne ciałko

Obsesja na punkcie mojego ciała towarzyszyła mi przez większość  życia. Podświadomie od samego początku bardzo chciałam uchronić przez kompleksami moją córeczkę. Jednak na chwilę obecną jej ciałko jest rozkosznie pulchne. Słyszę więc od rodziny i znajomych różne uwagi, od tych milszych: O jaki śliczny borsuczek, po te mniej przyjemne dla mych uszu, jak na przykład od pani pielęgniarki: Chodź, grubasie, zważymy cię. Bolały mnie te słowa, myślałam: Ona wcale nie jest gruba, dlaczego tak mówicie o jej ciele? Aż pewnego dnia podszedł do nas 6- letni chłopiec i powiedział: OOO, jakie ona ma fajne grube nóżki. Wtedy zrozumiałam, że nie powinnam denerwować się na innych za to, co mówią, bo przecież jej ciałko jest pulchne.

Wtedy otrzymałam kolejną lekcję: Mamusiu, będę miała piękne, grube nóżki tak długo, jak będziesz miała wobec mnie jakiekolwiek oczekiwania. Moje ciało jest moim ciałem, pozwól mu rozwijać się we własnym, idealnym dla niego tempie.

I tak dzień za dniem uczę się podążać za Śmieszką. To ona jest moją przewodniczką, prowadzi mnie, a ja z ufnością idę za nią coraz bardziej rozluźniona, bez napięcia, ze spokojem w sercu. Czasem się zapominam, czasem widzę za mało, dopada mnie bezradność. Wtedy ona patrzy na mnie, a jej oczy mówią: Mamusiu kocham Cię za to, że jesteś, a nie za to, jaka jesteś. To jedno spojrzenie wystarcza, by wrócić do siebie, poczuć się znowu bezpiecznie.

Mając przy sobie tak wielką nauczycielkę niełatwo jest dotrzymać jej kroku. Istnieje duże ryzyko, że albo rozpędzę się za bardzo i niechcący zamienię nasze role i sama będę chciała uczyć, albo zostanę zbytnio z tyłu i stracę prawdziwy kontakt z moją przewodniczką. Lekcje trwają zaś nieustannie, a najcenniejsze informacje Śmieszka zawsze przekazuje nieoczekiwanie. Dlatego ćwiczę swoją uważność jak tylko potrafię i czujnie obserwuję każdy jej gest, ruch, spojrzenie.

Autor/ka: Emilia Góźdź

Szczęśliwa i nieustannie spełniająca się mama, autorka książki "Atrakcyjna mama. Sztuka poznawania siebie". Od 2013 roku współpracuje z innymi kobietami poprzez sesje indywidualne i korespondencje mailową, wspierając je w odkrywaniu swojej atrakcyjności.

7 odpowiedzi na “List czytelniczki – Dziecko uczy”

Dziękuję. Tak sobie pomyślałam czytając Twój komentarz, że w dzisiejszym świecie często używamy zbyt wielu słów, a obcując z dzieckiem okazuje się, że one wcale nie są potrzebne. To pozwala odnaleźć równowagę.

Cudowna jest pokora, która przychodzi wraz z tymi lekcjami. Jestem młodą mamą z bardzo podobnymi doświadczeniami, ten list pomógł mi na nie “zdrowiej” spojrzeć. Dziękuję i pozdrawiam ciepło!

ja nie potrafię przeczytać o co chodzi, gdy płacze a ja jadę autostradą i nie mogę się zatrzymać, gdy płacze “bo tak” i nic nie pomaga, gdy wracam z zakupami, wózkiem, dzieckiem na ręku i słychać szloch a mi brak ręki by ją uspokoić; gdy wkładam do chusty – a nagle coś nie gra, gdy zamiast płaczu jest histeryczny szloch… już 3 miesiące a jest gorzej a nie lepiej

Chciałabym coś mądrego napisać, dać rozwiązanie, albo chociaż wskazówkę, ale to wcale nie jest proste. Z mojego krótkiego doświadczenia mogę jedynie polecić nieustanne ćwiczenie swojej uważności i życzyć dużo cierpliwości. A ponieważ czytając Twój komentarz pod innym artykułem, wnioskuję, że jesteś szczęśliwą mamą, to myślę, że także na tym polu będziecie się z córeczką coraz lepiej dogadywać.

Wraz z chwilami wielkiej miłości przychodzą i chwile wielkiego zwątpienia – jakby proporcjonalne do tego ile otrzymałam. Jestem bardzo szczęśliwa ale chyba zapomniałam dać Martynie prawo by czasem i Ona była smutna, “bo tak”. Nie zapewnię Jej przecież 100% szczęśliwych chwil i tego właśnie muszę się nauczyć, że perfekcjonizm potrafi zgubić. A chyba mi ciężko bo nie zawsze potrafię ją odczytać a Jej nieutulone łzy bolą jak sztylety. Mimo iż w ramionach osoby kochanej podobno płacze się łatwiej. Pozdrawiam i dziękuję:)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *