„Bo nie!”, czyli antyargumentacja rodzicielska
| „Bo nie!”, czyli antyargumentacja rodzicielska

„Bo nie!”, czyli antyargumentacja rodzicielska

Wychowywanie dzieci to ogromne wyzwanie. Człowiek poznaje własne granice, gdy mierzy się z kształtującym się charakterem jednej z najukochańszych istot na świecie. Czasem trudno zaakceptować potrzebę dziecka, która jest odmienna od rodzicielskiej, szczególnie gdy ma ona niewiele wspólnego ze zdrowym rozsądkiem.

Od razu pojawia się obawa o jego bezpieczeństwo, zdrowie czy samopoczucie – bo nie je, nie chce umyć rąk po spacerze, woli zimą założyć majtki na głowę zamiast czapki lub sandały. By osiągnąć swój cel, rodzic jest w stanie zrobić i powiedzieć wiele rzeczy. Oto kilka niefortunnych przykładów.

1. Gdy robi się niebezpiecznie:

– bo się pobrudzisz,

– bo sobie zrobisz krzywdę\bo spadniesz,

– bo sobie zniszczysz ubranie,

– bo będziesz brzydko wyglądać.

Na plecach pojawiają się ciarki, gdy maluch wejdzie za wysoko na drabinki? Córeczka w nowej sukience właśnie zagląda do dziupli w drzewie? Syn chce pokroić sam ziemniaki? Na usta od razu cisną się „ostrzeżenia” rodem z poprzedniej epoki. Bardzo ważnym aspektem rozwoju dziecka jest jednak umiejętność stawiania czoła „rzeczom naprawdę ryzykownym” z jego perspektywy. Wysokość, prędkość, ogień – to wyzwania, które wręcz instynktownie pociągają maluchy. Dzieci w każdym wieku pod nadzorem opiekunów można z tymi zagadnieniami zapoznawać. Dużo efektywniejsza jest przecież “próba ognia” niż opowiadanie o nim, a zbliżając rękę do piekarnika, dziecko samo poczuje ciepło.

Przeczytaj: Dziecko mówi “nie”, rodzic mówi “nie”, czyli jak się dogadać bez przemocy

Oczywiście zadaniem rodzica jest zapewnienie dziecku bezpieczeństwa i dbanie o jego komfort oraz obserwacja, czy podczas zabawy czuje się pewnie. 

Maluchy poznają świat przez doświadczenia, eksperymenty. Rodzice muszą umieć odpowiednio reagować na tę ciekawość. Jednym z pomysłów na pokazanie dziecku, jak działa świat, a  jednocześnie próbą nauczenia go sztuki zaufania samemu sobie, jest plac zabaw The Land w Północnej Walii:

2. Gdy dziecko nie chce jeść:

– bo ci mama\siostra\wujek zje,

– bo nie dostaniesz słodyczy,

– bo zachorujesz i pójdziesz do szpitala.

Kolejny dzień obiad jest tylko rozgrzebany, surówka wciąż tkwi na talerzu jak rodzicielski wyrzut sumienia. Problemy z niejedzeniem stają się prawdziwą zmorą dla rodziców. Zazwyczaj opiekun stara się podjąć próby mediacji i przekupstwa. Intencje są dobre, ale ich artykulacja niestety nie. Straszenie dziecka, że ktoś inny przyjdzie im grzebać w talerzu, jest krzywdzące i dla niego, i dla osób, które są używane za „straszaki”. Dziś, kiedy cukier jest przemycany dosłownie wszędzie, słodycze nie powinny być formą nagrody, a szpital to miejsce, gdzie trafiają bardzo chore osoby, a nie takie, które nie jadły marchewki z groszkiem. Z jednej strony, warto po prostu odpuścić i zaufać dziecku, że jest już najedzone. Z drugiej – można spróbować utrzymać siłę argumentów, ale ująć ją w inny sposób:

– ciocia Bożena bardzo lubi marchewkę z groszkiem, opowiem ci dlaczego…

– może po obiedzie zrobimy razem ciasto marchewkowe?

– może wymyślimy razem bajkę o piratce Marchewce i kapitanie Groszku?

3. Gdy „nie słucha”:

–  bo cię nie będę kochać,

–  bo tacie będzie przykro,

–  bo będę smutna,

–  bo ci nie poczytam książki na dobranoc,

–  bo mama będzie krzyczeć,

–  bo się dzieci będą z ciebie śmiały.

Szantaż emocjonalny jest kiepskim środkiem wychowawczym i odnosi zupełnie inny skutek. Dziecko powinno być wychowywane w szacunku dla jego odrębności oraz akceptacji jego wolnej woli. Małego człowieka, który dopiero uczy się reakcji na otaczający go świat, bardzo łatwo zmanipulować. Będzie to miało bardzo poważny wpływ na całe jego życie. Skutkiem stosowania takiego szantażu może być stworzenie tzw. ambiwalentno-lękowej więzi, która charakteryzuje się skrajnymi reakcjami emocjonalnymi i trudnościami w nawiązaniu równej, wzajemnej relacji intymnej.

4. Gdy kara wydaje się wyjściem:

– bo dostaniesz klapsa!

Kary cielesne mają katastrofalne skutki dla podstawowego poczucia bezpieczeństwa u dziecka. „Każdy człowiek ma prawo do ochrony własnej integralności fizycznej, a dzieci to ludzie” – powtarza dr Peter Newell, koordynator organizacji End All Corporal Punishment of Children. Przemoc rodzi przemoc również w życiu nastoletnim i dorosłym.

5. Gdy argumenty nie działają:

–  bo cię zabierze pan,

–  bo cię oddam pani,

–  bo cię tu zostawię\bo sobie pójdę,

–  bo czarownica\olbrzym\potwór przyjdzie,

–  bo bozia patrzy.

Dla dziecka równie straszny jest „pan”, jak i zmyślony potwór czy obserwująca go „bozia”. Należy pomóc rozróżniać dziecku dobro od zła, dając przykład własnym postępowaniem oraz polegając na jego intuicji, a nie przy pomocy wyimaginowanych straszydeł z tego czy innego świata. Nie należy karmić go na każdym kroku własnymi lękami i nowymi zagrożeniami. Termin rodzic helikopter, stworzony przez Lawrence’a J. Cohena, odnosi się właśnie do takich rodziców, którzy kontrolują dziecko i całą sytuację wokół niego, są nadopiekuńczy, nie wierzą, że mogłoby dać sobie radę, np. idąc samo do sklepu czy na boisko. Zastraszanie dzieci sprawi, że wyrosną na zlęknionych i przeżywających własne traumy dorosłych, a nie na szczęśliwych, pewnych siebie, asertywnych ludzi.

6. Gdy „powinno rozumieć, co to konsekwencje”:

–  bo zostaniesz sprzątaczką\bo będziesz kopał rowy,

–  bo wyłączę komputer, telefon, TV,

–  bo ci wyrzucę zabawki,

–  bo oddam innym dzieciom.

Oczywiste, że rodzice chcą spokojnej i dostatniej przyszłości dla swoich dzieci. Starają się nauczyć je poszanowania dla rzeczy materialnych, dla wiedzy, próbują zwrócić uwagę na niedostatki innych, by mogło docenić własne szczęście. Prawdą jest jednak, że dziecko nie nauczy się niczego doceniać, pokonywać przeszkód, póki nie doświadczy straty czy upadku. Należy mu pozwolić na popełniane, w mniemaniu rodziców, błędów. Dwója z fizyki naprawdę nie jest końcem świata, a i tak większość obecnych uczniów będzie pracować w zawodach, które jeszcze nie istnieją…

Rodzic, starając się chronić lub motywować, często zapędza się tak, że gubi zasadniczy cel swoich działań – dziecko, które wierzy w siebie, we własne możliwości i umiejętności. Niech mityczny sukces, którego rodzic pragnie ponad wszystko dla swojego dziecka, nie oznacza tylko bycia naj. Niech będzie zdefiniowany poprzez pokazywanie własnej postawy życiowej – nauki postawy „frontem, a nie plecami do świata” czy podnoszenia się z klęsk. Wszak udowodniono, że to dzielenie się daje poczucie szczęścia i bezpieczeństwa. Chcąc, by dzieci nie powielały lęków, którymi karmiono ich rodziców, trzeba o wiele więcej niż „bo nie!”.

Bibliografia:

  • theatlantic.com/magazine/archive/2014/04/hey-parents-leave-those-kids-alone/358631/
  • wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53664,19882389,karmimy-dzieci-lekami-dla-ich-dobra.html
  • youtube.com/watch?v=kR7QeqLhhSA
  • endcorporalpunishment.org/

Foto: flikr.com/modenadude

Więcej dobrych artykułów? Kliknij lajk

Karolina Kowalczyk

Mama dwóch córek, żona jednego męża, wojowniczka o zdrowie fizyczne i psychiczne swojej rodziny. Humanistka, ateistka, gaduła i zwolenniczka terapii śmiechem (nawet przez łzy). Organizatorka, której marzeniem jest napisanie książki, otwarcie restauracji i przespanie ośmiu godzin.
Odwiedź stronę autorki/autora:




Książeczki Pucio – zabawy logopedyczne dla najmłodszych

Książki wspierające wszechstronny rozwój najmłodszych dzieci od wydawnictwa Tekturka

Naprawdę przeciwsłoneczne okulary dla dzieci (Real Kids Shades)

Noszone dzieci płaczą mniej

Breast Crawl, czyli o podróży noworodka do piersi

10 przepisów na zdrowe zamienniki mniej zdrowych dań i przekąsek

Przejdz do: