Juul na poniedziałek, cz. 63 – Wszystkie dzieci potrzebują autorytetu osobistego
| Juul na poniedziałek, cz. 63 – Wszystkie dzieci potrzebują autorytetu osobistego

Juul na poniedziałek, cz. 63 – Wszystkie dzieci potrzebują autorytetu osobistego

Jesper Juul jest duńskim pedagogiem i terapeutą rodzinnym o światowej renomie. Propaguje idee szacunku i współdziałania we wzajemnych relacjach z dzieckiem oraz dojrzałe przywództwo dorosłych.

Wraz z wydawnictwem MiND przygotowaliśmy 85 unikatowych tekstów Juula, które czytajcie w każdy poniedziałek na dziecisawazne.pl.

Autorytet osobisty i poczucie własnej wartości

Każdy z nas przychodzi na świat z przyrodzonym autorytetem osobistym: od początku z wielką pewnością siebie wyrażamy swoje życzenia, potrzeby i wyznaczamy własne granice w obcowaniu z innymi. Dopiero później uczymy się czuć winni z powodu własnych uczuć i pragnień. Żeby rozwinąć w sobie ten naturalny autorytet, potrzebne jest pewne minimum poczucia własnej wartości. Dlatego powiem najpierw kilka słów o tym.

Poczucie własnej wartości ma dwa komponenty. Pierwszy to cała wiedza, jaką posiadamy o sobie, o swoim zachowaniu zewnętrznym i wewnętrznym, o swoich uczuciach i wartościach, w które wierzymy, oraz granicach, które są dla nas ważne. Cała ta wiedza o nas samych zmienia się w czasie i poszerza się przez całe nasze życie zależnie od tego, jak wyglądają nasze interakcje z otoczeniem.
Drugi komponent poczucia własnej wartości to sposób, w jaki odnosimy się do całej tej wiedzy o sobie, jak na to reagujemy emocjonalnie i moralnie. Ta część zależy całkowicie od naszych interakcji z rodzicami lub innymi ważnymi osobami w naszym życiu. Dzieci współdziałają z rodzicami i przejmują od nich postawę względem samych siebie, czyli ich uznanie lub akceptację (w najlepszym wypadku) albo krytykę, moralizowanie, osądy, karcenie czy też fizyczną i psychiczną przemoc.

Zdrowe poczucie własnej wartości można poznać po tym, że człowiek ma do siebie trzeźwy, ale akceptujący stosunek. Lub mówiąc inaczej: wie, że ma dokładnie takie samo prawo do istnienia na tym świecie jak wszyscy inni ludzie.

Jeśli ktoś posiada niewielkie poczucie własnej wartości, a przez to także niewielki szacunek dla siebie i nie potrafi traktować siebie poważnie, to będzie mu trudno zdobyć ten szacunek u innych ludzi i być przez nich traktowanym poważnie. Wciąż jeszcze zdarza się, że szczególnie kobiety mają z tym problem na skutek patriarchalnego wychowania ostatnich kilkudziesięciu lat.

Miłość macierzyńska i samopoświęcenie

Kiedyś pewna matka zapytała mnie po moim wykładzie: “Mam troje dzieci: czteroletnią córkę oraz synów w wieku sześciu i dziewięciu lat. Stale walczą one o moją uwagę, a przez to także walczą ze sobą. Mój mąż wiele podróżuje, więc ciągle nie ma go w domu, a ja pracuję na pół etatu. Jestem już tym wszystkim tak zmęczona, że nie wiem, co robić. Jak mam je przekonać, żeby przestały rywalizować o moją uwagę i żeby dały mi w końcu trochę odetchnąć?”.

Moja odpowiedź brzmiała tak: “Musi pani zacząć traktować siebie poważnie. To znaczy zacząć uwzględniać swoje potrzeby, uczucia i granice”. I zaproponowałem jej taki sposób: “Kiedy przyjdzie pani dzisiaj do domu, będzie pewnie jedenasta wieczorem. Proszę obudzić dzieci, zebrać je w jednym pokoju, spojrzeć im w oczy i powiedzieć: “Moja miłość należy do mnie i rozdzielam ją tak, jak chcę. Moja uwaga należy do mnie i rozdzielam ją tak, jak chcę. Moja energia należy do mnie i wykorzystuję ją tak, jak chcę. Życzę wam teraz dobrej nocy! Śpijcie dobrze”.

Ta propozycja była dla niej dość szokująca, choć jak zauważyłem, zrozumiała, o co mi chodzi: “Nie mogę przecież obudzić dzieci w środku nocy. A co, jeśli poczują się odrzucone? Albo zaczną mnie nienawidzić? Czy mogę zachować się tak egoistycznie?”.

Rozumiałem te wątpliwości, ponieważ moja rada szła pod prąd tradycyjnego, ukształtowanego przez pokolenia rozumienia miłości macierzyńskiej równoznacznej z samopoświęceniem. Po dwóch tygodniach otrzymałem jednak e-mail: “Wiedziałam, że pana propozycja jest właściwa, ale miałam wiele wątpliwości. Dlatego potrzebowałam tygodnia, żeby się na to odważyć. Nie obudziłam jednak dzieci ze snu, tylko zawołałam je wieczorem przed spaniem i powiedziałam im to, co pan radził. Najpierw słuchały mnie w ciszy, a potem najstarszy syn podszedł do mnie i bardzo mocno mnie uściskał. Pozostałe dzieciak też się przytuliły i ku mojemu zaskoczeniu wszyscy wydawali się szczęśliwi, jakby doznali jakiejś ulgi. Od tej pory zachowują się z większym respektem dla mnie i nawet po południu dają mi pół godziny spokoju, żebym mogła sobie, na przykład, poczytać”.

Matka, która stawia siebie dzieciom do dyspozycji przez dwadzieścia cztery godziny na dobę, a jednocześnie cierpi z tego powodu − nie jest wiarygodna. Podporządkowuje się pewnej archetypicznej wizji macierzyństwa i wchodzi w rolę, która nikomu nie sprawia radości. A przecież może zamiast tego dowiedzieć się czegoś o sobie i znaleźć przestrzeń, żeby pokazać swój charakter. Jeśli tego nie zrobi albo o tym zapomina, dzieci z pewnością jej o tym przypomną. Nasze własne dzieci są pierwszymi osobami, które stawiają przed nami takie wyzwanie i przez to zwracają naszą uwagę na konieczność traktowania siebie poważnie. To jest prawdziwy dar z ich strony. To jest prawdziwy dar dla tych z nas, którzy nigdy nie czuli się widziani, nigdy nie nauczyli się mówić “nie”, chowali się za jakąś rolą albo kultywowali swoje ego, zamiast być po prostu sobą. Dla tych, którzy zamienili kontakt i bliskość na władzę i dominację.

Wszystkie dzieci potrzebują autorytetu osobistego

Wielu z nas przechodzi podobne kryzysy w relacjach z dziećmi, partnerami czy rodzicami albo w pracy, gdy czujemy się zupełnie wypaleni. To sprowadza nas z powrotem do samych siebie, żebyśmy mogli ocenić, co jest dla nas naprawdę ważne.

Gdy nam się to uda, wtedy zmienia się energia, jaką emanujemy, i nagle ludzie zaczynają traktować nas inaczej. Oznacza to, że zbudowaliśmy pierwsze piętro naszego autorytetu osobistego. Obserwowałem ten proces niezliczoną liczbę razy u wielu ludzi, którzy uważali się za ofiary bezwzględnych szefów, dominujących dzieci, wymagających rodziców czy kontrolujących matek.

Nie trzeba być kimś niezwykłym, żeby uzasadnić swoją egzystencję. Wystarczy być po prostu sobą. To jest dokładnie to, co próbują przekazać nam dzieci, kiedy zachowują się nieznośnie albo skrajnie prowokująco. Mówią swoim zachowaniem: “Nie chcemy, żebyś przed nami udawał kogoś, kim nie jesteś. Chcemy ciebie prawdziwego!”.

Nikt nie powinien spokojnie przyjmować zniewag, nawet jeżeli pochodzą od dzieci czy nastolatków, ale złudzeniem jest sądzić, że dzieci przestaną zachowywać się w ten sposób, jeśli zamiast się rozwijać, sięgniemy po argumenty władzy rodzicielskiej. Przywództwo oparte na władzy odeszło już do przeszłości.
Wszystkie dzieci potrzebują autorytetu osobistego – i to dużo więcej, niż nam się wydaje. To dla nich najlepszy środek profilaktyczny na świecie. Ale autorytet osobisty wzbogaci także wasze relacje z innymi ludźmi. Mnie zajęło to około pięćdziesięciu lat, ale na szczęście nie wszyscy są tak oporni na naukę jak ja!

Tekst opublikowany w austriackim piśmie „Der Standard”, udostępniony dzięki wydawnictwu MiND i FamilyLab.

Więcej dobrych artykułów? Kliknij lajk

Dzieci są ważne

Dobry Duch serwisu Dziecisawazne.pl:)
Odwiedź stronę autorki/autora: http://dziecisawazne.pl/




Książeczki Pucio – zabawy logopedyczne dla najmłodszych

Książki wspierające wszechstronny rozwój najmłodszych dzieci od wydawnictwa Tekturka

Naprawdę przeciwsłoneczne okulary dla dzieci (Real Kids Shades)

Jak uczy się mózg i dlaczego szkoła nie wspiera naturalnych procesów uczenia się?

Juul na poniedziałek, cz. 67 – Diagnozy – mogą być pomocne, ale mogą także stygmatyzować

Bliskość wspiera mowę. Rozmowa z Wiolą Wołoszyn

Przejdz do: