Karmienie piersią i rozszerzanie diety - kilka mitów i naprawdę ważnych faktów. Rozmowa z Małgorzatą Jackowską
| Karmienie piersią i rozszerzanie diety – kilka mitów i naprawdę ważnych faktów. Rozmowa z Małgorzatą Jackowską

Karmienie piersią i rozszerzanie diety – kilka mitów i naprawdę ważnych faktów. Rozmowa z Małgorzatą Jackowską

Odżywianie w trakcie karmienia to temat rzeka. Bywa, że zalecenia lekarzy specjalistów nie przystają do aktualnej wiedzy o karmieniu piersią i mocno niepokoją świadome mamy. Na porządku dziennym są przedwczesne zachęcanie do rozszerzania diety, namawianie do odstawienia zbyt dużego (zdaniem lekarza) niemowlęcia lub leczenie alergii preparatem mlekozastępczym. O tym, co może jeść mama karmiąca, o alergiach, o rozszerzaniu diety i innych ważnych kwestiach rozmawiamy z Małgorzatą Jackowską – specjalistką żywienia człowieka i dietetyki, doulą, prezeską Fundacji Promocji Karmienia Piersią.

Pokutuje bardzo silne przekonanie, że mama karmiąca powinna uważać na to, co je. Czosnek, cebula, kapusta, brokuły, kotlet schabowy, kawa (zwłaszcza z mlekiem) to produkty widniejące na tzw. nieoficjalnej czarnej liście. Czy to, co je mama, może w jakikolwiek sposób zaszkodzić dziecku? Skąd w ogóle bierze się takie przekonanie, że sposób jedzenia może wpłynąć na samopoczucie dziecka?

Najlepsze książki dla dzieci i rodziców - księgarnia Natuli.pl

Małgorzata Jackowska: Szczerze mówiąc, nie wiem, skąd to się bierze. Pewnie są to zaszłości sprzed wielu lat, kiedy nie wiedzieliśmy za dużo o tym, jak powstaje mleko mamy. Bardziej zaawansowane badania nad fizjologią i składem mleka to jest ostatnie 10, 15 lat. Opierając się na wiedzy sprzed lat 30, faktycznie wydaje się, że każda rzecz, którą mama zjada, będzie powodowała natychmiastową zmianę składu mleka. Tymczasem mleko powstaje właściwie niezależnie od tego, jak kobieta się odżywia. Jest produkowane w komórkach mlecznych (laktocytach) częściowo z tego, co jest w krwiobiegu mamy (są to cząsteczki już metabolizowane przez jej organizm), a częściowo – zupełnie od zera. Owszem, istnieje kilka czynników, które mogą wpływać na skład mleka mamy, ale są tu potrzebne długoterminowe zmiany w sposobie żywienia, np. rodzaj tłuszczu w diecie mamy może w dłuższej perspektywie wpłynąć na ilość poszczególnych kwasów tłuszczowych w mleku mamy.

Ale jednorazowe zjedzenie ryby nie poprawi sytuacji?

Nie. Dlatego zaleca się, aby jeść ryby regularnie albo suplementować kwasy DHA w tabletkach. I to jest jedna ze stałych rekomendacji dla mam karmiących.

Wiedza wiedzą, ale wiele mam i tak upiera się, że mimo że lekarz zalecił, żeby jeść wszystko, ona zjadła na przykład bigos i dziecko było niespokojne.

Mam wrażenie, że tutaj współgrają dwa czynniki. Z jednej strony mamy głęboko zakorzenione w podświadomości przekonanie, że to, co jemy, jednak ma wpływa na mleko i nawet jeśli zachowanie dziecka wynika z czegoś innego, to najłatwiej to z tym powiązać. Mając zaprogramowaną taką wiedzę, trudno sobie uświadomić, że to nie powinno mieć związku. Ja sama, mając dużą wiedzę, miałam czasem „w podświadomości” obawy, czy to przypadkiem nie coś, co zjadłam, powoduje, że dziecko akurat płacze.
Z drugiej strony jeśli kobieta zje coś o wyrazistym smaku, faktycznie wpływa to na smak mleka. Dziecko może zareagować niezadowoleniem: jeśli nie smakuje mu mleko z aromatem kapusty, może się denerwować przy piersi. Nie oznacza to, że nie możemy jeść takich produktów. Wręcz przeciwnie. To, że mleko zmienia smak, jest korzystnym czynnikiem, bo dzięki temu dziecko poznaje aromaty diety rodziców, zanim samo zacznie jeść coś innego niż mleko. Nie powinnyśmy ograniczać produktów, które na co dzień jadamy, bo przez to dziecko ma uboższe doświadczenia smakowe.

Coca-cola nie sprawi więc, że mleko będzie gazowane?

Fizyczne zjawiska jak wzdęcia, gazowanie czy słynne pestki z truskawek (które według niektórych mitów mogą zatykać kanaliki mleka – przypis red.) nie dostaną się do mleka, bo fizycznie nie mają takiej możliwości. Nasz układ pokarmowy działa tak, że wzdęcia powstają dopiero w jelicie grubym, a tam wchłania się już tylko woda, więc żadna moc wzdymająca nie ma się jak przedostać do mleka. Najpierw musiałaby się przedostać do krwiobiegu, a potem jakimś cudem jeszcze do mleka. To jest fizycznie i fizjologicznie nie do zrobienia.

Jednak mimo wszystko o dietę warto dbać, dlaczego?

Przede wszystkim dla siebie, bo mleko powstaje z zapasów organizmu i jest produkowane w taki sposób, by miało jak najlepszy skład. Jeśli mama ma dietę ubogą na przykład w wapń, to organizm wykorzystuje zapasy wapnia z kości do produkcji mleka, a nie ma jak go sobie dostarczyć. Poza tym kobieta karmiąca powinna jeść trochę więcej, bo na produkcję mleka potrzebnych jest trochę więcej kalorii, chyba że ma duże zapasy po ciąży, to wtedy te dodatkowe kalorie są mniej istotne.

Wiele niemowląt w pierwszych miesiącach życia miewa mniej lub bardziej nasilone reakcje alergiczne: czerwone policzki, drobną wysypkę. Lekarskie antidotum na wszystko to wyeliminowanie nabiału z diety mamy karmiącej. Czy to tylko moje wrażenie, czy lekarze zbyt szybko wysyłają mamy na diety eliminacyjne?

Diety eliminacyjne to skomplikowany temat. Jeżeli rzeczywiście dziecko ma jakiś problem z białkiem mleka krowiego, to krótka dieta eliminacyjna może być zasadna, żeby potwierdzić lub wykluczyć, czy winowajcą jest faktycznie to białko. Podkreślam, że chodzi o białko, a nie o laktozę, która jest cukrem i występuje naturalne także w ludzkim mleku. Fakt, czy jemy nabiał, nie ma wpływu na jej obecność.

To dlaczego mówi się o nietolerancji laktozy?

To jest trochę pomieszanie pojęć. Zarówno laktoza, jak i białka mleka krowiego występują w produktach mlecznych. I jeżeli ktoś nie do końca wie, jaka jest różnica między białkiem mleka krowiego a laktozą, to może mówić o nietolerancji laktozy, a mieć na myśli skazę białkową. Prawdziwa nietolerancja laktozy zdarza się u dzieci karmionych piersią i jest jednym z bardzo nielicznych przeciwwskazań do karmienia mlekiem matki. Dziecko, które nie toleruje laktozy, powinno być odstawione od piersi, ale to są naprawdę niezwykle rzadkie przypadki. Najczęściej problem z laktozą to tzw. przekarmienie laktozą. Jeśli niemowlę często zmienia piersi przy karmieniach albo przy nawale, gdy jest bardzo dużo mleka, to najada się mlekiem, które nie jest tak bardzo bogate w tłuszcze. Laktozy jest w nim tyle samo, ale mniej tłuszczu pomagającego w jej wchłanianiu, więc jeśli dziecko zjada go za mało, może mieć problemy z trawieniem cukrów zawartych w mleku. Stąd ból brzucha czy np. pieniste kupy. Ale jest to element fizjologiczny, który może się zdarzyć. Zwykle pomaga karmienie dłużej z jednej piersi albo dwa razy z tej samej. Z reguły to się z czasem poprawia, bo układ pokarmowy dziecka się dopasowuje, podobnie jak laktacja, jeśli karmimy według potrzeb. Wiedza o tym pozwala uniknąć kropelek na wzdęcia i na trawienie tej laktozy oraz niepotrzebnej diety u mamy.

Jeśli chodzi o białka mleka krowiego, to faktycznie mogą uczulać, zresztą dzieci mogą mieć alergie na białka różnych rzeczy: na białka jaja, białka glutenu, a nawet białka występujące w owocach i warzywach. Jeżeli mama zaobserwuje, że faktycznie istnieje związek przyczynowo-skutkowy pomiędzy wysypką albo biegunką a białkiem, to można spróbować wyeliminować je z diety, ale na okres nie dłuższy niż trzy tygodnie. Wtedy odstawia się białko mleka krowiego ze wszystkich produktów i obserwuje. Jeżeli po około trzech tygodniach nie ma poprawy, to właściwie można wykluczyć na nie alergię. Jeżeli jest poprawa i po kolejnej ekspozycji na mleko krowie znowu wracają objawy, wtedy możemy podejrzewać, że to to. To jest dość trudna sprawa, bo nie wszyscy lekarze mają wystarczająco dużą wiedzę o tym, jak powstaje mleko i o karmieniu piersią w ogóle, i z tego wynika dużo niedomówień.

Zdarza się, że antidotum na wszelkie “odstępstwa od normy”: reakcje alergiczne, zbyt małe czy zbyt duże przybieranie na wadze, bóle brzuszka… to mieszanka. Dlaczego mleko mamy pomaga, a nie szkodzi?

Istnieje wiele czynników, dla których mleka modyfikowane są polecane przez lekarzy. W toku edukacji medycznej praktycznie nie ma wiedzy o karmieniu piersią. Absolwent akademii medycznej wie, że karmienie piersią jest zdrowe i że warto karmić piersią przez pół roku, a przecież wiedza o laktacji to bardzo obszerna dziedzina. Jeśli specjalista się nie dokształca i nie aktualizuje wiedzy, to wie tyle, ile wyniósł ze studiów, a to po prostu może nie wystarczać, żeby rozwiązać problemy laktacyjne. Ale dotyczy to nie tylko lekarzy, także położnych, dietetyków i innych specjalistów. Na dodatek łatwo dostępna jest ”edukacja” komercyjna. Producenci żywności dla niemowląt dysponują materiałami edukacyjnymi i reklamowymi zarówno dla personelu medycznego, jak i dla rodziców, ale też takimi, które lekarz czy położna mogliby przekazać rodzicom. Cel wydaje się być szczytny, ale faktycznie to część marketingu produktów zastępujących mleko kobiece. O karmieniu piersią nikt nie przychodzi opowiadać w przychodni. Nie ma programu rządowego, który by to zapewniał. Widać tu wyraźną dysproporcję. Jeżeli zaś chodzi o traktowanie mleka jak lekarstwa, to wydaje mi się, że jeśli lekarz nie ma narzędzi i nie wie, jak pomóc, np. w przypadku przekarmienia laktozą, to proponuje to, co jest dla niego najprostsze, i to, co jest znane – mleko bezlaktozowe, bo to zna i wie, jak to zrobić. I myślę, że zwykle robi to, żeby pomóc, ale efekt niestety jest taki, że połowa dzieci w Polsce jest odstawiana od piersi w pierwszych dwóch miesiącach po narodzinach.
Jeżeli chodzi o alergików, to mleko mamy dostarcza nie tylko optymalnych składników żywieniowych, bo jest dopasowane do indywidualnych potrzeb dziecka, ale jest też źródłem enzymów, które wspomagają trawienie, jest źródłem żywych komórek, komórek macierzystych, które pomagają dojrzewać organizmowi dziecka, zawiera także bakterie probiotyczne i prebiotyki. To najbardziej optymalny sposób żywienia niemowlęcia i małego dziecka. Istnieje dosłownie kilka przeciwwskazań do karmienia piersią i alergia nie jest na tej liście. Są tam: zakażenie wirusem HIV, czynna choroba alkoholowa, niektóre choroby psychiczne u matki, a u dziecka – choroby metaboliczne, które uniemożliwiają trawienie mleka mamy i są bardzo, bardzo rzadkie. Alergie nie należą do tych czynników, które powodują, że dziecko należy odstawić od piersi, i to nieprawda, że alergie się leczy mlekiem modyfikowanym.

Analogicznie do mieszanki traktowane jest przedwczesne rozszerzanie diety – ma być antidotum na wszelkie problemy. Co w ogóle znaczy “zbyt wczesne”? Kiedy jest na to optymalny czas?

Z literatury wynika, że rozszerzanie diety po czwartym miesiącu nie jest dla dziecka szkodliwe, stąd często mówi się o ukończonym 17 tygodniu jako o dacie granicznej. Ogólnie przyjmuje się, że po 17 tygodniu można zacząć rozszerzanie diety – nie powinno się to wiązać z żadnym niekorzystnym efektem dla dziecka. Chociaż większość rekomendacji mówi o tym, żeby poczekać z tym do około pół roku. Na dodatek maluch powinien wykazywać oznaki gotowości: siedzieć stabilnie z podparciem lub bez i nie wypychać językiem jedzenia, które mu proponujemy. (Niemowlęta do pewnego czasu mają taki odruch – przypis red.). Natomiast rozpoczęcie rozszerzania diety przed końcem czwartego miesiąca wiąże się z ryzykiem niedożywienia. Dziecko nie dostaje mleka, którym powinno się odżywiać. Zwiększa to także ryzyko chorób metabolicznych w późniejszym wieku: cukrzycy, nadwagi, otyłości. Przed tym trzeba przestrzegać. Jeżeli mama usłyszy, żeby coś podawać przed 17 tygodniem życia, to absolutnie nie powinna tego robić, nie jest to porada zgodna z aktualnym stanem wiedzy. W pierwszych czterech miesiącach życia nie podajemy żadnych kaszek ani soczków – niemowlę powinno dostawać tylko mleko. Według zaleceń WHO generalnie przez pierwsze pół roku powinno dostawać tylko mleko. Okres pomiędzy końcem czwartego a końcem szóstego miesiąca to czas, w którym według aktualnej wiedzy rozszerzanie diety jest dla dziecka bezpieczne. Chociaż moim zdaniem od wieku ważniejsza jest fizyczna gotowość, o której wspomniałam.

Nie wiem, z czego wynikają zalecenia przedwczesnego rozszerzania diety ze względu na niskie albo wysokie przyrosty masy ciała. Normą jest, że dziecko z czasem przybiera na wadze coraz mniej, to element fizjologii. Powinno się brać pod uwagę harmonijny rozwój, porównać do przyrostów długości ciała, sprawdzić na siatce centylowej. Rozszerzanie diety może pomóc, jeśli dziecko naprawdę potrzebuje więcej jedzenia, ale jednak nie jest to recepta na każdy problem z jedzeniem czy masą ciała.

W związku z tym nasuwa się pytanie, czy faktycznie pediatra jest kompetentną osobą, która może radzić mamie w sprawach karmienia piersią…

Jest wiele braków w polskiej opiece laktacyjnej. Lekarz pediatra jest jedną z ważniejszych osób sprawujących opiekę medyczną nad dzieckiem po porodzie i powinien mieć aktualną i obszerną wiedzę na temat karmienia go.
Nie chcę robić czarnego PR-u wszystkim lekarzom, ale jeśli oprzemy się tylko na wiedzy ze studiów, to o karmieniu piersią wie się po prostu za mało, żeby skutecznie pomóc. Wpływ tego, jak żywimy dziecko w tym pierwszym etapie życia, na jego dalsze życie i zdrowie jest ogromny. Dużo się mówi o programowaniu żywieniowym i to nie jest żaden wymysł producenta mleka modyfikowanego, tylko wiedza akademicka, oparta na dowodach naukowych. Sposób odżywiania w ciąży i sposób żywienia dziecka w ciągu pierwszych trzech lat życia ma ogromny wpływ na to, jak rozwija się organizm dziecka. Uważam, że trzeba dołożyć wszelkich starań, by dziecko było dobrze żywione, szczególnie w tym początkowym etapie. A jeżeli ktoś udziela porad, które są nieprawdziwe albo sprzeczne z aktualną wiedzą, to myślę, że trzeba mu dać do zrozumienia, że oczekujemy rzetelnej informacji. Dobrze jest zapytać o źródło tych zaleceń – wiedza lekarza powinna się na czymś opierać, więc jeżeli usłyszymy poradę, która będzie nam się wydawać nieadekwatna, to należy spytać, skąd się biorą takie rekomendacje, konkretnie – jakie towarzystwo naukowe, który ekspert tak twierdzi. Może lekarzom podpowiadają tak własna praktyka i doświadczenie, ale dobry specjalista nie powinien obrazić się na pacjenta, który dopytuje, tylko szczerze odpowiedzieć. Pacjent ma prawo do aktualnej porady i pomocy.

Gdzie zatem szukać pomocy? Gdzie można weryfikować informacje?

Jeżeli dziecko jest karmione piersią i pojawiają się jakieś problemy zdrowotne, to najlepiej pójść prosto do doradcy laktacyjnego. Idealnie, jakby to był lekarz doradca, ale takich jest jak na lekarstwo.

Zapraszam także do Fundacji Promocji Karmienia Piersią, do kontaktowania się z nami i zgłaszania, jeżeli widzicie coś, co wydaje się wam być nierzetelnym działaniem. Oczywiście nie możemy się zająć wszystkim, ale staramy się o ogólną poprawę opieki laktacyjnej z różnych stron. W wielu miejscach odbywają się spotkania grup wsparcia dla mam, np. Mlekoteka. Osoby prowadzące zwykle mają kontakty do sprawdzonych doradców czy lekarzy. Powiedziałabym, że wsparcia można szukać w Internecie, ale trzeba umieć to robić, bo nie wszystkie źródła są rzetelne. Warto weryfikować przeczytane wskazówki. Jeśli nie ma doradcy w okolicy, trzeba się skontaktować ze Stowarzyszeniem Doradców Laktacyjnych albo z Centrum Nauk o Laktacji i poprosić o wskazanie kompetentnej osoby. Są też Banki Mleka Kobiecego i one również powinny mieć kontakty do osób, które mogą pomóc. Niestety fachową poradę laktacyjną często trudniej jest uzyskać niż kupić puszkę mleka modyfikowanego, ale jestem pewna, że warto. Często wystarczy jedno, dwa spotkania z doradczynią, żeby pomóc i sobie, i dziecku.

Małgorzata Jackowska –

specjalistka żywienia człowieka i dietetyki, prowadzi warsztaty i indywidualne konsultacje żywieniowe dla rodziców niemowląt i małych dzieci. Prowadzi Fundację Promocji Karmienia Piersią, jest doulą ze stowarzyszenia Doula w Polsce i autorką bloga malgorzatajackowska.com. Pracuje nad doktoratem o rynku żywności dla dzieci. Mama dwóch chłopców.

Foto: flikr.com/roxeteer

Więcej dobrych artykułów? Kliknij lajk

Ewa Krogulska

Psycholog, redaktorka, doula i certyfikowana przez CNOL Promotorka Karmienia Piersią. Współorganizatorka oddolnej inicjatywy Lepszy Poród walczącej o prawa kobiet w porodzie. Prywatnie mama dwóch chłopców.
Odwiedź stronę autorki/autora: http://www.lepszyporod.pl/




Nauka jazdy na rowerze. Co warto o tym wiedzieć? Rozmowa z Wojciechem Kozłowskim

Stern na piątek, cz.1 – Czy brak szkoły – uczęszczania do placówki szkolnej – oznacza, że nie można zostać lekarzem?

Zupełnie inna nauka czytania

Przejdz do: