"Każda zmiana, jakiej dokonamy w sobie, przekłada się na świat zewnętrzny". Rozmowa z Aleksandrą Bagińską i Joanną Nowicką
| „Każda zmiana, jakiej dokonamy w sobie, przekłada się na świat zewnętrzny”. Rozmowa z Aleksandrą Bagińską i Joanną Nowicką

„Każda zmiana, jakiej dokonamy w sobie, przekłada się na świat zewnętrzny”. Rozmowa z Aleksandrą Bagińską i Joanną Nowicką

Rozmowa z Aleksandrą Bagińską i Joanną Nowicką - trenerkami, propagatorkami idei Porozumienia bez Przemocy wśród dzieci i dorosłych.

Natknęliśmy się na filozofię Porozumienia bez Przemocy w Internecie, na warsztatach, może nawet przeczytaliśmy książkę Rosenberga… Teoria nas zachwyciła albo co najmniej zachęciła. Jak zacząć wprowadzać ją w życie?

Aleksandra Bagińska: U mnie najbardziej sprawdza się powiedzenie “zacznij od siebie”, jak w zaleceniach w samolocie. W razie awarii w samolocie zaleca się, aby nałożyć maskę tlenową najpierw sobie.

To z jednej strony pytanie o to, jaki każdy z nas ma styl uczenia się. Jeśli najchętniej, najłatwiej uczę się przez modelowanie czy zewnętrzne wsparcie, można poszukać warsztatów z PbP. Na początek warto pójść do kilku trenerów. Jeśli nie warsztaty, to można zacząć od grup praktyki empatii, w Polsce powstaje ich coraz więcej. Takie spotkania dają okazję posłuchać, jak inni rozumieją założenia PbP, ale też daje możliwość praktyki. Z takich zajęć możemy zaczerpnąć sposoby na wprowadzanie PbP w życie.
Są też osoby, które nie czują się swobodnie w grupie (zwłaszcza na początku) albo uczą się poprzez praktykę. Wtedy można samodzielnie na podstawie ćwiczeń z książek praktykować w życiu codziennym. Życie przynosi nam codziennie, z chwili na chwilę wiele okazji do wprowadzania PbP.

Uważam, że lepiej wprowadzać filozofię Rosenberga do swojego życia stopniowo. To jak nauka nowego języka czy tańca. Kiedy zachwycimy się parą tańczącą tango, to próba natychmiastowego powtórzenia ich wyczynu może okazać się frustrującą katastrofą (oczywiście o ile wcześniej nie uczyliśmy się tego tańca). Najpierw zapoznajemy się z podstawowymi krokami (np. przez lekturę), potem ćwiczymy każdy z nich (powtarzając tyle razy, aż poczujemy się z nim swobodnie), następnie zaczynamy kroki składać w małe i większe układy, aż pewnego dnia odkrywamy, że tańczymy przez cały utwór.

Warto też swoje rozumienie treści książkowych w jakiś sposób skonfrontować z rozumieniem ich przez innych. Może to się odbyć w właśnie podczas warsztatów czy grupy empatycznej, możemy się spotykać z innymi osobami zainspirowanymi tematem, możemy dołączyć do grup tematycznych na Facebooku (są zarówno takie ogólne, jak i dla rodziców czy nauczycieli).

Joanna Nowicka: Tak, zapraszam do grup praktykujących NVC, działających już w kilku miastach. Docelowo mam marzenie, które realizuję, aby taka grupa działała w każdym mieście w Polsce. Jeśli chcesz, by powstała gdzieś, gdzie jej jeszcze nie ma, możesz skontaktować się ze mną, a wesprę cię w jej uruchomieniu i działaniu.

Może się tak zdarzyć, że bezprzemocowe komunikaty nie działają tak, jak byśmy tego chcieli, że nie ma natychmiastowego efektu. Dziecko nie uspokaja się, kiedy mówimy do niego “Widzę, że jest ci smutno…”.

Aleksandra Bagińska: Mnie od razu nasuwa się pytanie: “Jak to nie działają?”. PbP to nie metoda wychowania, czy wywierania wpływu. W pewnej mierze można powiedzieć, że to sposób, w jaki się komunikujemy. Dla mnie najważniejsze jednak jest to, jaka intencja stoi za wprowadzaniem PbP w swoje życie. To podejście służy kontaktowi. I chodzi tu zarówno o tzw. w środowisku PbP kontakt ze sobą – świadomość tego, co się ze mną dzieje, co jest dla mnie ważne, jak i o kontakt z innymi w każdej możliwej relacji w naszym życiu. Jeśli zatem sięgam do PbP, aby wywołać jakiś efekt, spowodować, aby ktoś jakoś się zachował bądź zatrzymał swoje zachowanie, to może się okazać, że będzie ono działać z naszymi założeniami. Sięgając po PbP, wybierając to, co nam oferuje, wybieram kontakt i budowanie dialogu czy relacji z drugą osobą (dzieckiem, drugim rodzicem, panią w przedszkolu/szkole, partnerem…).

Mówiąc inaczej – kiedy powiem “Widzę, że jest ci smutno…” i powiem to, bo chcę, aby dziecko się uspokoiło, to moja uwaga będzie skupiona na tym efekcie. Dziecko może w tym momencie nie mieć gotowości się uspokoić, a do tego dzieci mają niesamowity radar wyczuwania motywacji dorosłych i będą podskórnie wiedziały, że to zdanie właściwie oznacza “Uspokój się już…”.
Jeśli jednak powiem “Widzę, że jest ci smutno…” jako początek nawiązania kontaktu – moją intencją będzie autentyczna ciekawość tego, co się dzieje. Dziecko odczyta naszą ciekawość, nasze zainteresowanie, poczuje się dostrzeżone (a bycie widzianym to przecież jedno z największych ludzkich pragnień) i zamiast stawiać opór może coś odpowiedzieć albo zmniejszyć natężenie płaczu czy krzyku. Zatem kiedy sięgam po PbP, to często zachowania innych się zmieniają, ale nie jest to celem samym w sobie.

Często spotykam się ze stwierdzeniem, że trudno jest przestawić się na żyrafi język, ponieważ brzmi po prostu sztucznie. Co o tym myślicie?

Joanna Nowicka: Tak często spotykam się z taką opinią. Z językiem serca jest tak jak z każdym innym językiem. Gdy się go uczymy, brzmimy z nim nienaturalnie i sztucznie. W miarę praktykowania i integrowania go w procesie uczenia się zaczynamy brzmieć coraz bardziej naturalnie. Ten język staje się po prostu naszym zwyczajowym naturalnym językiem.

W “Porozumieniu bez przemocy” Marshall B. Rosenberg mówił o tzw. rozróżnieniach kluczowych – jednym z nich jest rozróżnienie żyrafy klasycznej od żyrafy ulicznej. Chodzi w nim o język, jakiego używamy. Gdy zaczynamy się uczyć języka żyrafy, wyrażamy siebie, trzymając się pewnej formuły. Użyję metafory rusztowań: kiedy budujemy dom, potrzebujemy rusztowań – tak jak gdy uczymy się czegoś nowego, potrzebujemy pewnej struktury. Gdy już jesteśmy wprawieni i znamy strukturę, pojawia się nawyk i rusztowania przestają być potrzebne. Budynek stoi. Tzw. żyrafa uliczna używa języka zrozumiałego i brzmiącego potocznie dla wszystkich.

Czy da się rozmawiać językiem żyrafy bez używania metody czterech kroków?

Joanna Nowicka: To zależy o co pytasz? Cztery kroki to metodologia, którą Marshall B. Rosenberg wykorzystał, aby opisywać życie z momentu na moment. Narzędzie czterech kroków – czyli: obserwacja, uczucie, potrzeba, prośba – to jest to, co właśnie się dzieje, co jest żywe we mnie. Widzę czy słyszę coś, przez co czuję coś i to, co czuję, informuje mnie o tym, że czegoś potrzebuję, więc mogę o coś poprosić siebie czy drugą osobę. Np. Kiedy słyszę, że mówisz, że cię nie wspieram w obowiązkach domowych, czuję frustrację, bo potrzebuję jasności, dlatego proszę cię o wyjaśnienie, jak chcesz, abym cię wsparła (żyrafa klasyczna); Mówisz, że nie wspieram cię w obowiązkach domowych, słyszę i jednocześnie chcę wiedzieć, co konkretnie masz na myśli, abyśmy mogli porozmawiać o tym, jak mogę ci pomóc. Jak to jest dla Ciebie? ( żyrafa uliczna).
Więc gdy mówię z serca, to jest to naturalne i nie zawsze powiem według formuły czterech kroków, bo nie zawsze jest to niezbędne, aby się porozumieć. A w PbP chodzi o to, aby się porozumieć, aby się usłyszeć, zobaczyć i dać komuś lub sobie szansę na ubogacanie życia, mojego i innych, czyli o bycie w relacji, czasem pomimo trudności.

Jednocześnie czy z czterema krokami, czy bez nich – cokolwiek robimy, robimy po to, aby zaspokoić nasze potrzeby. Zazwyczaj nawykowo mówimy o tym, czego chcemy, stosując różne strategie, albo mówimy wprost, czego potrzebujemy, albo mówimy o strategii, którą chcemy zrealizować przy pomocy kogoś, albo mówimy interpretacjami i liczymy, że ktoś domyśli się, o co nam chodzi, albo żądamy czegoś. Możemy też mówić tylko o uczuciach, co często wywołuje bunt i/lub poczucie winy w słuchaczu. Mogę powiedzieć tylko o prośbie albo o potrzebie i prośbie, a mogę powiedzieć o wszystkim. Cztery kroki są też rusztowaniem do słuchania drugiego – do bycia w empatycznym kontakcie:

Aleksandra Bagińska: Ja bym powiedziała, że najważniejsza jest intencja, aby nawiązać kontakt. Zatem jeśli pomocne i jasne jest dla mnie wyrażanie siebie w czterech krokach, to czemu nie. Jeśli jednak brzmi dla mnie albo dla odbiorcy sztucznie, to skupiłabym się na tym, aby wyrazić, o co mi chodzi, bez pominięcia serca NVC, czyli potrzeb.
Czyli wchodząc do pokoju syna, mogę powiedzieć w czterech krokach: “Widzę klocki, książki i układanki na podłodze. Czuję się zaniepokojona, ponieważ nie mam zaufania, że bezpiecznie dotrę do twojego łóżka w nocy. Proszę, odłóż wszystko na miejsce, nim pójdziesz spać”. Ufff! Na szczęście mój syn ma 13 lat i dotrwa do końca komunikatu. Jeśli jednak byłby młodszy albo dla mnie samej to zdanie brzmiałoby sztucznie, powiedziałaby: “Widzę te rzeczy (wskazując ręką na podłogę) na podłodze, chcę bezpiecznie dotrzeć do twojego łóżka. Odłożysz je na miejsce, zanim pójdziesz spać?

Czyli w PbP wcale nie chodzi o komunikację? Albo chodzi tylko trochę?

Joanna Nowicka: Funkcjonujemy w relacjach. Żyjemy relacjami i dzięki relacjom. Jesteśmy współzależni, nawet jeśli chcemy myśleć o tym inaczej i wierzymy w niezależność czy zależność. Człowiek, ssak, zwierzę stadne, tworzące społeczności i wspólnoty – nie przeżyje sam. Komunikowanie się ewoluowało na przestrzeni tysiącleci. Rozwinięcie aparatu mowy dało nam słowa, których możemy używać. Bądź nie. Nie potrzebujemy słów, aby połączyć się ze sobą i z drugim człowiekiem. Możemy rozumieć i słyszeć drugiego, być w kontakcie z nim bez używania słów.

Chodzi o komunikowanie się na poziomie serca. Czyli przejście od porozumiewania się wyłącznie pojęciami i definicjami do czerpania z naturalnych zasobów – mądrości serca i połączenia na poziomie uczuć i potrzeb, czyli natury.

Czy chcąc wprowadzić PbP do swojego domu, warto zacząć od dzieci, partnera, a może od siebie?

Aleksandra Bagińska: Tak jak wspomniałam, według mnie najbardziej sprawdza się powiedzenie “zacznij od siebie”. Po pierwsze dlatego, że jeśli czegoś nie mamy (przestrzeni, zrozumienia, empatii dla siebie), to trudno nam to zaoferować drugiej osobie. Po drugie najłatwiej ćwiczyć, obserwować zmiany na sobie. Siebie mamy zawsze pod ręką, aby zabrać na warsztat, aby zadać sobie pytania: Co się ze mną dzieje? Czego teraz chcę? Czy mam jakieś prośby? Jakie?

Wierzę też szczerze, że każda zmiana, jakiej dokonamy w sobie, przekłada się na nasz świat zewnętrzny. Zaczynając od tego bezpośredniego, po szeroko pojęte społeczeństwo. Jeśli zaczniemy od siebie, to jakbyśmy wrzucili kamień do wody… Kręgi na wodzie będą się rozchodzić coraz szerzej – tak samo z NVC. Jak powiedział Mahatma Ghandi: “Bądź zmianą, którą prag­niesz uj­rzeć w świecie”.

Założyliśmy sobie zmianę komunikacji, myślimy o tym, pracujemy nad tym, dowiadujemy się nowych rzeczy, ale stare schematy wciąż powracają i czujemy się z tym źle. Jak zrozumieć ten proces?

Joanna Nowicka: I będą powracać, to proces polegający na zaakceptowaniu dualności natury ludzkiej. Marshall B.Rosenberg nazwał części dualnej natury żyrafą i szakalem. Więc trudnością może być zaakceptowanie tego, że nie da się “zlikwidować” szakala. “Likwidowanie” go i dążenie do bycia żyrafą może paradoksalnie odcinać nas od kontaktu ze sobą. Jest opresyjne, bo gdy walczysz ze sobą i wygrywasz, to kto przegrywa?

Jednym z rozróżnień kluczowych w NVC jest “być żyrafą” a “robić żyrafę”. Szczególnie na początku procesu nauki zdarza się, że dążąc do bycia żyrafą, zapominamy, że szakal jest częścią nas. Sposobem, żeby być w pełni sobą, jest akceptacja żyrafy i szakala w nas. Uznanie, że szakal jest tą częścią, która czasem nie ma dostępu do przestrzeni serca. Łamiemy siebie, bo chcemy być NVC – czyli stosujemy przemoc wobec siebie samych. Niektórzy nazywają to pułapką NVC lub paradoksem. Jednocześnie już sama świadomość takich procesów i wiedza, że tak się dzieje, jest kolejnym krokiem do przodu. Może pokażę to na przykładzie metafory trenerki NVC, Evy Rambali.
Wyobraźmy sobie, że niesiemy na plecach bagaż swoich doświadczeń. Niesiemy go tyle lat, ile aktualnie mamy. Przyzwyczailiśmy się do ciężaru plecaka i wiemy, jaką ma zawartość. Nasze ciało nosi go w taki sposób, aby utrzymywać równowagę. Są tam nasze doświadczenia, wiedza, wartości, przekonania, uwarunkowania, tożsamość i cele. Zbierane całe życie. Co stanie się, gdy nagle zrzucimy z siebie ten plecak? Możemy zachwiać się i upaść? Czy utrzymamy równowagę? Gdy dotąd działaliśmy nawykowo, z automatu, czyli nasze reakcje na bodźce były wyuczone i utrwalone przez wielokrotne powtarzanie, czy można to zmienić z dnia na dzień? Jeśli posiada się czarodziejską różdżkę, to tak. (śmiech)

Proces, jak sama nazwa mówi, to szereg małych zmian rozłożonych w czasie. Trawa nie rośnie szybciej od ciągnięcia za nią… Każdy ma swój indywidualny czas. Rozwój, kontakt ze swoją świadomością i integrowanie wartości spójnych z tym, co ważne, trwa dla mnie całe życie. Ostatnio uczę się akceptować to, że nie akceptuję. (śmiech) Założenia założeniami, a życie sobie. Jak to mówi Agnieszka Pietlicka (trenerka CNVC): “Bo życie to szelma, przychodzi i mówi: sprawdzam”. I tak mnie nieustannie sprawdza, jak tam moje zintegrowanie NVC. Niebezpieczeństwem jest to “czucie się źle” z tym, że stare schematy wracają. Może nas to zatrzymać w błędnym kole poczucia winy i sprawić, że dostaniemy dodatkową pracę, czyli transformację poczucia winy. Więc nie dość, że czujemy się źle z tym, że być może nie widzimy postępu, efektu czy skuteczności już wykonanej pracy, czyli zmiany nawyków, to zaczynamy się czuć winni z tego powodu.

Rozpoznawanie i szanowanie potrzeb to fundament NVC. Jak w takiej zwykłej codzienności, kiedy np. zostajemy w domu z dwójką małych dzieci, dbać o (również swoje) potrzeby, kiedy czeka na nas niekończąca się lista rzeczy do zrobienia? Czy to jest w ogóle możliwe?

Joanna Nowicka: Później już o tym nie myślimy, staje się nawykiem widzenie za każdym zachowaniem potrzeb. Oczywiście zawsze mam wybór, jak zareagować. Mogę zareagować z energii szakala, a mogę z energii żyrafy – w zależności od zasobów w danym momencie. Pocieszające jest, że ugłaskane szakale ciszej szczekają. (śmiech) I im częściej widzimy potrzeby, o jakie dbają, i im częściej jesteśmy z nimi w empatycznej przestrzeni, tym szybciej i skuteczniej umiemy zadbać o te potrzeby, zanim zaczną ujadać.

Drugą sprawą, o którą warto zadbać, jest nasz kontakt z dorosłymi. Słychać o tzw. napełnionym kubeczku, chodzi o znalezienie strategii na zaspokajanie swoich potrzeb wśród dorosłych. Dzieci nie są strategiami na ich zaspokajanie. Za relację dziecko–dorosły odpowiedzialny jest dorosły. A więc dopóki dziecko nie znalazło innej strategii na zaspokojenie potrzeby, to rodzic ją zaspokaja. Tutaj jest pole do kreatywności. Jak mówił Marshall B. Rosenberg, jest 100 tysięcy strategii na zaspokojenie każdej potrzeby. Gdy widzimy tylko jedną strategię na zaspokojenie potrzeby, wysoce prawdopodobne jest, że będziemy cierpieć z powodu jej niezaspokojenia. Tak jak na zaspokojenie potrzeby zabawy u dziecka, tak na zaspokojenie naszej potrzeby sprawczości, efektywności czy struktury w związku ze wspomnianą listą rzeczy do zrobienia jest sto tysięcy strategii. I im bardziej integrujemy nowe nawyki w naszym życiu, im więcej praktykujemy tym, więcej widzimy możliwości i sposobów, odklejamy się od konceptu “albo–albo” na rzecz “i – jednocześnie”.

Kiedy nasze funkcjonujące w duchu Porozumienia dziecko spotyka się z przemocową komunikacją w świecie zewnętrznym, nawet w kontekście osób, które mają jak najlepsze intencje (“Zjedz wszystko, babcia się tak starała”). Jak reagować? Albo inaczej: co waszym zdaniem zyskuje dziecko otoczone na co dzień językiem żyrafy, żeby móc w takim świecie funkcjonować?

Joanna Nowicka: Powiedziałabym, że zyskuje życie. Życie w świadomości. Świadomości siebie, swoich wartości, swoich uczuć i potrzeb, uczuć i potrzeb innych. Świadomości sensu życia, swojego znaczenia jako istoty ludzkiej, swojej wartości i unikalności. Świadomości wartości kontaktu i relacji. Zyskuje też czas i przestrzeń. Podczas gdy my odkręcamy się na terapiach, coachingach i warsztatach, ono startuje ze świadomością i umiejętnościami, których my się uczymy teraz. A właściwie oduczamy się niewspierających nas nawyków i przekonań, w których zostaliśmy wytrenowani. Dla mnie bycie z dzieckiem w idei NVC nie jest trzymaniem dziecka pod kloszem. NVC to życie, więc nie może nie działać. Dziecko uczy się postawy! I choćbyśmy nie wiem jak bardzo chcieli je czegoś nauczyć, coś wpoić, i tak będzie takie jak my – najbliżsi opiekunowie. To doskonałe lustro, odzwierciedlające nas w pełni.

Co widzimy? Są elementy, które nam się mogą nie podobać, są też takie, z których jesteśmy bardzo zadowoleni. Nie bez powodu mówi się, że dziecko jest najlepszym nauczycielem dla rodzica. Pokazuje nam obszary do pracy. Pracy nad sobą. Jeśli podejmiemy to wyzwanie, możemy obserwować w tym lustrze swoje piękne zmiany. Tylko sobie na to pozwólmy. Dzięki naszej zmianie i naszej świadomości dziecko wchodzi w zaufaniu w interakcje ze światem. Wie, że różnorodność jest naturalna, różnimy się strategiami, ale wszyscy mamy takie same potrzeby. Wie, że każde zachowanie jest dążeniem do zaspokojenia potrzeb, a więc nikt nie robi nic przeciwko nam, a dla zaspokojenia swoich potrzeb. Funkcjonuje więc w świecie ze świadomością jego dualności, różnorodności, w zaufaniu, bo wie, że zawsze ma wybór i że ma wpływ na swoje życie. Wie też, że może swoimi działaniami wpływać na życie innych, bo wszyscy jesteśmy współzależni. Tak więc widzi potrzeby babci, która mówi, żeby zjadło wszystko, i może zareagować daniem babci uznania, mówiąc, że widzi, jak się starała, i wyrazić wdzięczność zamiast włożyć w siebie kolejny kawałek ciasta albo buntować się i krzyczeć. Gdy jest zbyt małe na to, by mogło w ten sposób reagować, my jako rodzice możemy to robić w jego imieniu. Ale to już chyba temat na kolejny artykuł albo książkę.

Aleksandra Bagińska (Fundacja Świadomego Rozwoju) –

psycholożka, trenerka. Na co dzień propaguje metodę Porozumienia bez Przemocy, szczególnie w środowisku edukacji. Jest akredytowaną facylitatorką programu Esencje Kobiecości i Męskości. Pracowała z dziećmi i młodzieżą w szkole oraz w Ośrodku Pomocy Społecznej. Jest zaangażowana w praktykę i propagowanie metody Kręgów Naprawczych. Wspiera szkoły i przedszkola we wdrażaniu PbP – pracuje zarówno z dorosłymi zaangażowanymi w prace placówki, jak i z dziećmi.
Założona przez nią Fundacja Świadomego Rozwoju propaguje empatyczną komunikację, między innymi przez współuczestnictwo w wydawaniu książek z zakresu PbP. Ola jest mamą 13-letniego Kacpra i 11-letniej Marty.

Joanna Nowicka (Świadomość daje wybór – Przestrzeń porozumienia) –

trenerka, coach, mediatorka w oparciu o ideę Porozumienia bez Przemocy. Prowadzi warsztaty, coaching, mediacje i wyjazdy rodzinne z NVC “Lato z empatią” i “Zima z empatią”, wspierając rodziców w ich rodzicielstwie. Współtworzy Organizację Leance, skupiającą m.in. trenerów coachów, której misją jest promowanie idei NVC oraz turkusowego podejścia do kultury organizacyjnej. Współpracuje z Fundacją Świadomego Rozwoju i Fundacją Trampolina dla szerokiego propagowania idei NVC i wdrażania jej w edukacji, organizacjach i biznesie.

Współtworzyła Polski Festiwal NVC 2017. Aktywnie współtworzy ogólnopolską społeczność NVC, kreując społeczności lokalne wokół idei i wspierając mentoringowo liderów tych społeczności w facylitowaniu Grup praktykujących NVC. Jest mamą 7-letniej Lili, która uczy się w formule edukacji domowej i chodzi do szkoły alternatywnej opartej na NVC.

Więcej dobrych artykułów? Kliknij lajk

Dzieci są ważne

Dobry Duch serwisu Dziecisawazne.pl:)
Odwiedź stronę autorki/autora: http://dziecisawazne.pl/




Książeczki Pucio – zabawy logopedyczne dla najmłodszych

Książki wspierające wszechstronny rozwój najmłodszych dzieci od wydawnictwa Tekturka

Naprawdę przeciwsłoneczne okulary dla dzieci (Real Kids Shades)

„Człowiek to jedyny ssak, który odstawia swoje potomstwo, zanim ono będzie na to gotowe”. 3 historie o samoodstawieniu się dziecka od piersi

Czy faktycznie myślisz, to co myślisz? O wielkiej roli przekonań w naszym życiu

Juul na poniedziałek, cz. 63 – Wszystkie dzieci potrzebują autorytetu osobistego

Przejdz do: