Mama weganka
Święta, święta, święta... zobacz PREZENTY dla dzieci
| Mama weganka

Mama weganka

Rozmowa z Martą Nitecką- Barche– zaangażowaną działaczką na rzecz obrony praw zwierząt, weganką, Mamą rocznego, wegańskiego Einara.

Dzieci Są Ważne: Gdzie zaczyna się Twoja historia?

Marta Nitecka- Barche: Ciężko powiedzieć. Od małego mama wpajała mi, że trzeba szanować zwierzęta, choć wychowywałam sie w domu, gdzie jadło sie mięso. Niemniej zawsze było we mnie dużo empatii do zwierząt. W szkole podstawowej zadano mi pytanie, czy wolałabym zabić człowieka czy świnię? Odpowiedziałam, że człowieka. Człowiek może sie bronić, świnia nie. Masę znajomych śmiało się ze mnie. A ja zdania nie zmienilam do dziś… Z domu wyniosłam przekonanie, że zwierzęta mogą być częścią rodziny. Sama doszłam do tego, ze nie ma różnicy między psem i świnią, w sensie ich odczuwania. W wieku 18 lat przeszłam na wegetarianizm (trochę później na weganizm) i czułam wielką potrzebę, żeby działać na rzecz zwierząt. Moje decyzje rodzice taktowali jako młodzieńczy bunt. Kiedy wracałam do domu z jakiejś akcji, tato zawsze mówił: „Zobaczysz, kiedyś sie doigrasz”. Kiedy dorosłam i nie wyrosłam z weganizmu i moich idei, rodzice zaakceptowali to i dostałam oddzielną lodówkę:) Moi rodzice wychowali mnie w wolnosci, nigdy mi niczego mi nie narzucali.

DSW: Jak dalej potoczyła się Twoja praca na rzecz praw zwierząt?

MNB: Po ogólniaku rozpoczęłam filozofię, którą rzuciłam po 2 miesiącach… to nie było dla mnie. Byłam świadoma cierpienia zwierząt, tego że są maltretowne, poniewierane i giną, w każdej sekundzie, jaką spędzałam na uczelni. Pewnego dnia wyszłam po zajęciach i już nigdy więcej się nie pojawiłam. Związałam się z organizacją Empatia i przez rok zajmowałam się tylko zwierzętami. Tam poznałam Filipa, mojego obecnego męża:) Od tamtego czasu razem działamy na rzecz zwierząt, a moje idee i poglądy tylko się umocniły. Filip, podobnie jak ja, jest weganinem i od 20 lat działa na rzecz zwierząt. Jest współzałożycielem Empatii, ma na koncie ponad 1000 interwencji, nie tylko w Polsce. Doprowadził do pierwszego w Polsce wyroku za zabicie zwierzęcia gospodarczego po uchwaleniu ustawy o ochronie zwierząt. Potem pojawiła sie możliwość wyjazdu do USA i działalności na rzecz zwierząt.

DSW: Czy taki aktywny związek ma czas na rodzinę? Jak wspominasz czas swojej ciąży?

MNB: Oczywiście że tak! Einar- nasz synek- już w brzuchu uczestniczył w demonstracjach, warsztatach wyzwolenia zwierząt. Całą ciążę byłam bardzo aktywna i jeszcze na 2 tygodnie przed porodem jeździłam na wyjazdowe demonstracje, które trwały kilka godzin. To był magiczny czas w naszym życiu. Wspominam ciążę z dużym sentymentem. Bardzo dbałam o dietę, jadłam bardzo dużo zielonolistnych warzyw w połączeniu z sokiem z cytryny i produktów pełnoziarnistych. Ciąża przebiegała idealnie. Odmówiłam przyjmowania wszelkich suplementów.
Przez większość ciąży mieszkalismy w Danii, w Kopenhadze. W 8 miesiącu przenieśliśmy się do Szwecji, gdzie urodził sie nasz synek. Zarówna w Danii, jak i w Szwecji ciąża nie jest traktowana jak choroba, ale jako naturalny stan. W Danii ciążę prowadzi położna i lekarz pierwszego kontaktu. W Szwecji tylko położna. Ginekolog wkracza, kiedy są komplikacje. Oczywiście cała opieka dla kobiet w ciąży jest bezpłatna. Wszystkie badania USG wykonywane są przez specjalistę. Ja miałam tylko 2 USG przez całą ciążę, w 17 i 26 tygodniu, co było mi oczywiście bardzo na rękę.

DSW: To Twoja pierwsza ciąża, byłaś pewna swojej decyzji o wegańskiej diecie?

MNB: Temat zmiany diety w ogóle nie pojawił się w naszym domu, kiedy dowiedziałam sie o ciąży. Po prostu byłam pewna, że jej nie zmienię. Skoro kobiety jedzące mięso pełne hormonów, konserwantów i antybiotyków rodzą zdrowe dzieci, dlaczego ja, na zdrowej diecie wegańskiej miałabym mieć watpliwosci? Dania jest krajem zamknietym na weganizm, dlatego nie powiedziałam lekarzom o swojej diecie. Chodziłam na wyznaczone wizyty, robiłam potrzebne badania. Wyniki były idealne, a ciąża rozwijała się bez zarzutów, więc nie widziałam potrzeby mówienia lekarzowi o diecie. Wspomniałam o niej dopiero w Szwecji, kiedy zostałam o nią zapytana. Położna zareagowała spokojnie. Sprawdziła mój poziom żelaza i podała informacje do szpitala.

DSW: Podczas ciąży nie przyjmowałaś suplementacji. Czy przekonały Cię do tego wyniki badań, czy świadomość, że odpowiednio konkrolujesz swoją dietę?

MNB: Świadomość odpowiedniej diety była dla mnie bardzo ważna, choć nie wyliczałam niczego z tabelek. Jadłam ekologiczne produkty, żadnego cukru i kofeiny. Starałam sie eliminować konserwanty, jak to tylko możliwe. Wyniki badań utwierdzały mnie w przekonaniu, że to co robię jest właściwe. Wierzę w naturalność ciąży. W to, że organizm zdrowej kobiety poradzi sobie naturalnie z okresem ciąży. To była główna przyczyna odmowy suplementacji. Jestem przeciwna zastępowaniu zdrowej diety garścią witamin w tabletce.

DSW: Jak leczyłaś się podczas ciąży?

MNB: Nie leczyłam się, bo nie musiałam:) Choruję bardzo rzadko i przez całą ciążę nie miałam nawet kataru. Myślę, że poradziłabym się położnej. Nie wiem, czy zaakceptowałabym wszystko, co by mi zaleciła. Niemniej, w przypadku poważnej choroby, nie zrobiłabym niczego na własną rękę. Jestem bardzo ostrożna z lekami i unikam ich, jak mogę. Głównie dlatego, że są testowane na zwierzętach.

DSW: Czy przygotowywałaś swoje ciało do porodu?

MNB: Nie przygotowywałam się w żaden specjalny sposób. Wierzę, że ciało kobiety samo potrafi odpowiednio przygotować się do naturalnego procesu, jakim jest poród. Nie chodziłam do szkoły rodzenia, ponieważ wiedziałam, że kiedy przyjdzie czas, mój organizm będzie wiedział, co robić. Nie spędzałam ciąży leżąc na kanapie i opychajac sie czym popadnie. Codziennie dużo spacerowałam, chodziłam po schodach. Na tydzień przed porodem wyraźnie poczułam, że muszę zwolnić tempo, więcej odpoczywałam. Moje ciało zbierało siły na poród. Czułam, że już niedługo poznamy naszego synka. Wierzę, że ciało kobiety jest mądre z natury i wystarczy sobie zaufać.

DSW: Jak wspominasz poród Einara? Jak wyglądały Wasze pierwsze wspólne chwile?

MNB: Poród, to dla mnie cudowne doświadczenie. Nie odczuwałam strasznego bólu i wszystko bardzo szybko się potoczyło. Początek porodu spędziłam w domu, co bardzo sobie cenię. Do szpitala weszłam na 40 minut przed urodzeniem Einara. Nawet nie zdążyłam przebrać się w ubrania szpitalne. Bóle obudziły mnie o 2.13 w nocy, o 4.40 weszliśmy do szpitala, a o 5.27 urodził się nasz syn! Większość drogi na porodówkę szłam pieszo. 300 metrów od szpitala zobaczył mnie kierowca karetki i zaproponował, że nas podwiezie. We wszystkim towarzyszył mi Filip. Poród odbył się naturalnie, bez żadnych leków przeciwbólowych, bez komplikacji. Filip odcinał dziecku pępowinę.
W Szwecji przy porodzie uczestniczy położna i pielęgniarka. Einar zaraz po urodzeniu został mi oddany i położony na mojej piersi. Bez problemu zaczął ssać i wtulił się we mnie. Było to jedno z najpiękniejszych doświadczeń w moim życiu.
Tutaj nie myje się dzieci po porodzie. Einar pierszy raz był wykąpany dopiero w domu. Dziecko po porodzie nie jest odbierane rodzicom, nawet na pół sekundy. Rodzice je sami ubierają, a następnie dostają poczęstunek. W naszym przypadku był to posiłek wegański (nikt nie był zaskoczony naszą dietą, ponieważ szpital został poinformowany  o tym, że jesteśmy rodziną wegańską przez moją położną).
W szpitalu spędziłam tylko półtora dnia. Sale poporodowe są na ogół dwuosobowe. Ojcowie dzieci mogą wchodzić na salę w każdej chwili i spędzać tak dużo czasu jak chcą, z dzieckiem i żoną. Nikogo nie dziwiło, że Einar od pierwszych chwil leżał ze mną w łóżku, a nie w łóżeczku przeznaczonym dla dziecka.
Do domu wyszliśmy następnego dnia po porodzie. Zaraz po tym, jak lekarz obejrzał synka. Chciałam wyjść ze szpitala jak najszybciej i żałowałam, że w Szwecji nie praktykuje się porodów laboratoryjnych, jakie są w Danii. Polega to na tym, że kobieta nie jest przenoszona na salę poporodową, tylko zostaje z dzieckiem w sali porodowej i jeśli poród odbył się bez komplikacji i wszystko jest w porządku, to 6 – 8 godzin po porodzie można zabrać dziecko do domu.

DSW: Jak w Szwecji wygląda opieka poporodowa i opieka nad niemowlęciem?

MNB: Po wyjściu ze szpitala po wszelką pomoc dotyczącą niemowlaka można zwrócić się do sióstr środowiskowych, które pracują w tzw. Barnens Hus. Jest to taki „dom dla rodziców i dzieci”. To nie jest przychodnia, ale miejsce spotkań rodziców, gdzie można się skonsultować z siostrami, albo z lekarzem. Na pierwszą wizytę siostra przychodzi do domu. Następne wizyty (do 3 miesiąca życia dziecka) odbywają się, dość często, w Barnens Hus. Potem wizyty są już rzadsze. W razie choroby dziecka idzie się do ośrodka zdrowia (podobnie jak w Polsce). Siostry środowiskowe (pielęgniarki specjalizujące się w opiece nad noworodkami i małymi dziećmi) służą wszelkim wsparciem i radą. Można się do nich śmiało zwracać ze wszystkimi wątpliwościami. Młode matki często mają wiele pytań i wątpliwości, więc pomocne jest wsparcie osób doświadczonych i wyedukowanych w opiece nad małymi dziećmi. My na szczęście nie mieliśmy poważniejszych problemów, ale pamiętam, że pytałam o drobnostki typu: ile Einar powinien spać w ciągu dnia, kiedy był zupelnie mały.

W Barnens Hus jest też oddzielne miejsce dla starszych dzieci (od 5-6 miesiąca), które mogą tam spędzać czas z rodzicami, od 9 do 12, od poniedziałku do piątku. Tam jest kilka edukacyjnych pokoi, gdzie dzieci mogą sie bawić i rozwijać. Zawsze są dwie osoby, które prowadzą zajęcia, np. z malowania, śpiewu… Jest też pokój jadalny, gdzie rodzice mogą przyrządzić dziecku jedzenie. Takich ośrodków jest bardzo dużo. Można sobie wybrać, do którego chce się chodzić.

Tak jak już mówiłam, cała opieka jest za darmo. Kobieta, która rodzi dziecko w Szwecji otrzymuje zasiłek rodzicielski, który uzależniony jest od jej wcześniejszych zarobków. A jeśli kobieta wcześniej nie pracowała, wynosi 180 koron dziennie. Rodzicom przysługuje łącznie 480 dni płatnej opieki nad dzieckiem.

Sześć tygodni po porodzie przychodzi zawiadomienie o kontrolnej wizycie dla mamy u położnej. Na takiej wizycie rozmawia się o porodzie, karmieniu piersią, wykonuje się badanie krwi. Co jeszcze warto podkreślić, to że w Szwecji żłobki nie przyjmują dzieci młodszych niż roczne.

DSW: Karmisz synka piersią. Czy zmieniłaś dietę na czas karmienia?

MNB: Karmię Einara piersią i nie wyobrażam sobie, żeby było inaczej. Diety specjalnie nie zmieniłam. Jedyne zmiany, to ograniczenie roślin strączkowych i przypraw. Przez całą ciążę i teraz, nie spożywam żadnej kofeiny, nawet w postaci zielonej herbaty. Sporadycznie pozwalam sobie na wegańską czekoladą. Podstawa diety to warzywa, owoce i kasze.

DSW: Kiedy podałaś Einarowi pierwsze posiłki stałe? Co to było?

MNB: Stałe jedzenie zaczęliśmy wprowadzać w 6 miesiącu życia. Najpierw wprowadziliśmy ekologiczne kaszki z pełnego zboża, bez dodatku cukru i konserwantów. Krótko potem banany. Niemniej Einar jest typowym niejadkiem i jedzenie lądowało w koszu do 11 miesiąca życia. Próbowaliśmy różnych produktów i wprowadzaliśmy coraz to nowe rzeczy. Einar próbował kęs, może dwa i na tym nasze starania się kończyły.

Podstawowym jedzeniem Einara do 11 miesiąca życia było moje mleko. Dopiero później zaczął bardziej interesować się jedzeniem. Teraz staramy się, żeby zjadał 2-3 posiłki dziennie (oprócz karmienia piersią), choć wciąż są dni, kiedy je bardzo mało. Einar jest dzieckiem bardzo aktywnym i zdrowym. Nie panikujemy, kiedy odmawia jedzenia. Nie zmuszamy go do jedzenia. Od pierwszych prób ze stałym pożywieniem, nie chciał jeść jedzenia przetartego tzw. papek. Świeże owoce i warzywa dostaje w cienkich plasterkach.

Nie podajemy mu żadnych suplementów. Nie dostaje też witaminy D3. Witaminę D czerpiemy ze słońca, na którym spędzamy tyle czasu, ile to możliwe.

DSW: Jak wygląda jego przykładowy dzienny jadłospis?

MNB: Zaraz po przebudzeniu daję mu pierś. Półtorej, do dwóch godzin później dostaje ekologiczną owsianką na mleku owsianym, z dodatkiem świeżych oraz suszonych owoców moczonych przez noc (daktyle, morele). Dodajemy mu do pożywienia ekologiczny, tłoczony na zimno olej rzepakowy. Bardzo czesto Einar odmawia stałego śniadania, więc staram się, żeby zjadł chociaż świeże owoce, albo koktajl ze świeżych owocow na bazie mleka kokosowego. Chociaż kończy sie to różnie. Na obiad zawsze są surowe lub gotowane na parze warzywa, makaron, kasze, często avocado. Na kolację dostaje (w zależności od tego, co bylo na obiad) świeże lub gotowane warzywa, kanapkę z masłem orzechowym, migdałowym, albo avocado. Zawsze dostaje inaczej skomponowany obiad, a inaczej kolację. Jestem ostrożna z produktami strączkowymi. Synek nie dostaje ich częściej niż raz, dwa razy w tygodniu. Najczęściej jest to czerwona soczewica. Nie podajemy mu soi. Dostaje tofu, które -jak wiadomo- pochodzi ze sfermentowanej soi i, w przeciwieństwie do świeżej soi, jest zdrowsze. Dodajemy też sporo nasion dynii, słonecznika i sezamu..

DSW: Jaka będzie Wasza decyzja, kiedy Einar będzie miał ochotę spróbować produktów odzwierzęcych, np. mięsa?

MNB: Einar od małego wychowywany jest w szacunku do zwierząt. Kiedy będzie wystarczająco duży będziemy mu wyjaśniać, w przystępny dla niego sposób, skąd pochodzi mięso. W naszym domu nie ma i nigdy nie będzie mięsa, więc Einar w domu na pewno go nie spróbuje. Chcemy wychować dziecko świadome, dlaczego nasze jedzenie jest takie, a nie inne. Chcemy go nauczyć, co jest etyczne, a co nie.

DSW: Czy Einar choruje, czym go leczycie?

MNB: Do tej pory nigdy nie chorował. Jeśli będzie konieczność podania leków, najpierw sięgniemy po medycynę naturalną. Chemiczne leki to ostateczność.

DSW: Szczepicie synka?

MNB: Nie szczepimy. Mamy to szczęście, że w Szwecji szczepienia nie są obowiazkowe. Tutaj wielu rodziców odmawia szczepień wiedząc, jak mogą być niebezpieczne.

DSW: Jak w Waszym domu buduje się bliskość?

MNB: Noszę Einara w chuście od małego. Nigdy nie przespał też żadnej nocy w swoim łóżeczku. Śpi ze mną w łóżku. Przykładamy dużą wagę do tego, aby wychowywał się w ciepłej i czułej rodzinie. Uważam, że noszenie w chuście  buduje bliskość między dzieckiem a rodzicem, daje mu poczucie bezpieczeństwa, dlatego towarzyszy nam od pierwszych chwil. My lubimy noszenie w chuście, a wózka nigdy nie używamy. Przykładamy dużą wagę do wspólnych posiłków. Staramy się, aby chociaż jeden posiłek dziennie spędzić razem. Wtedy wszyscy jemy to samo, a Einar może wyjmować jedzenie z naszych talerzy:)

DSW: Czy czujesz, że stając się Mamą musiałaś z wielu rzeczy zrezygnować?

MNB: Nie czuję że musiałam z czegokolwiek zrezygnować! Może jedynie przełożyć kilka planów na później. Bycie Mamą jest najcudowniejszym doświadczeniem w moim życiu, a każdy dzień z Einarem jest bezcenny.

DSW: Czy Einar chodzi już w Wami na demonstracje ochrony praw zwierząt?

MNB: Tak, bywał już na zwierzęcych demonstracjach, jednak wiele z nich jest organizowanych poza naszym miastem i nie zawsze niestety możemy w nich uczestniczyć. Nasz synek ma bardzo dobry kontakt ze zwierzętami. Uwielbia naszego psa i kota, którzy bardzo często śpią razem z nami w łóżku. Oni są członkami rodziny i w takim duchu wychowywany jest Einar. Spędzamy też dużo czasu w parkach, które są pełne gęsi i innych ptakow. Einar bardzo lubi na nie patrzeć. Najchętniej popływałby z nimi w wodzie. Staramy się, żeby nasz syn był blisko zwierząt.

Więcej dobrych artykułów? Kliknij lajk

Dzieci są ważne

Dobry Duch serwisu Dziecisawazne.pl:)

Odwiedź stronę autorki/autora: http://dziecisawazne.pl/




Książeczki Pucio – zabawy logopedyczne dla najmłodszych

Książki wspierające wszechstronny rozwój najmłodszych dzieci od wydawnictwa Tekturka

Naprawdę przeciwsłoneczne okulary dla dzieci (Real Kids Shades)

Ciąża i poród w Finlandii

Korzystanie z urządzeń elektronicznych i ich wpływ na rozwój dziecka – Jesper Juul

Poród naturalny i karmienie piersią a rozwój flory bakteryjnej dziecka

Przejdz do: