| Gerber – odwiedzamy fabrykę

Gerber – odwiedzamy fabrykę

Zostałyśmy zaproszone przez Nestle Polska S.A. na dwudniowy wyjazd do Rzeszowa, na którym miałyśmy możliwość poznania zarządu firmy Gerber, zwiedzania fabryki, gdzie produkuje się żywność słoiczkową dla dzieci, wejścia na linię produkcyjną, uczestniczenia w konferencji prasowej zorganizowanej dla dziennikarzy.
Wyjazd zrobił na nas duże wrażenie, dlatego postanowiłyśmy podzielić się naszymi spostrzeżeniami w formie rozmowy, jaką przeprowadziłyśmy po przyjeździe.

Alicja Szwinta-Dyrda – redaktorka naczelna Dziecisawazne.pl

Joanna Mendecka – psycholożka i doradca żywieniowy: Mamowanie.pl

Joanna: Jakie miałaś wrażenia, kiedy dostałaś zaproszenie od Gerbera?

Alicja: Byłam w szoku, że mnie zaprosili. Wiedziałam, że zaprosili mainstream’owe media parentingowe. Zastanawiałam się, jaki może mieć cel Gerber w zapraszaniu redaktorki serwisu promującego żywność naturalną?

Joanna: Ja też byłam w szoku. Myślałam, że będzie tam masa ludzi, a w tym ja. Tymczasem była to ekskluzywna impreza zamknięta.

Alicja: Leciałyśmy czarterowanym samolotem, spałyśmy w luksusowym hotelu, było dobre wino… Po co to wszystko?

Joanna: Ogromna kasa wydana przez firmę niedługo po kryzysie (sprawa MOM), w celu ugłaskania mediów i skłonienia ich do napisania pochlebnych artykułów.

Alicja: Podawałaś kiedyś swojej Zuzi słoiczki? Zdawałaś sobie sprawę z tego, jak przebiega proces produkcji takiego słoiczka? Ja się właściwie nad tym nigdy nie zastanawiałam, tylko myślałam o tym, czy to są produkty bez dodatków chemicznych, jaką mają wartość odżywczą, jak są skomponowane…

Joanna: Tak, dawałam czasem słoiczki z atestami ekologiczneymi BIO. Wcześniej kontaktowałam się z producentem, czy na pewno niczego chemicznego w nich nie ma.

Alicja: Decyzja w sumie jest trudna: podać dziecku słoiczek, który wiemy że zawiera produkty z minimalną ilością pestycydów i innych zanieczyszczeń, czy np. świeżą marchewkę z targu, która zapewne jest nawożona chemikaliami?

Joanna: Zawsze mówię, że najlepiej dać ekologiczną, świeżą i raczej nie zaczynać od marchewki. Ale wiadomo, że ekologiczne są droższe. Niestety, droższe, ale i zdrowsze. Najtańsze są kaszki błyskawiczne…:) Świeże jedzenie od słoikowego różni się tym, że zawiera więcej składników odżywczych – głównie witamin, ponieważ nie przechodzi długiego procesu przetwarzania, jaki przechodzą owoce i warzywa słoikowe. Proces wzrostu rośliny jest taki sam, chodzi o to, co dzieje się z tą , powiedzmy marchewką po zerwaniu. Zwykle trafia ona w ciągu kilku dni na bazar, do domu, do garnka i do buzi dziecka, a ta słoikowa jest mrożona, skupiana przez fabrykę, rozmrażana, pasteryzowana, ładowana do worków, czasem powtórnie mrożona, po kilku – kilkunastu miesiącach znów pasteryzowana oraz mieszana według receptury, ładowana do słoików, do magazynu i do sklepów. Taki produkt jest czymś całkiem innym niż ta świeża z bazarku. I co z tego, że na słoiku jest wypisana lista składników odżywczych, skoro ich bioprzyswajalność jest nieporównywalnie mniejsza niż ze świeżych produktów. Nie wystarczy włożyć do buzi odpowiedniej ilości składników, one muszą się jeszcze strawić i przyswoić!

Alicja: Gerber podobno ma produkty najwyższej jakości, wszystko przebadane, sprawdzone, bezpieczne. W spotach reklamowych mówią o zaufaniu jakie mają do ich marki rodzice. Pamiętasz ostatnie wydarzenia związane z tym, że dodawali do słoiczków MOM, czyli mięso oddzielone mechanicznie i to tylko po to, żeby uzyskać gładką postać mięsa. Czy jakikolwiek MOM może być “najwyższej jakości”? Ten problem dotyczy kwestii standardów, kompromisów, priorytetów jakie stawia sobie producent…

Joanna: Absolutnie żadne MOM nie jest wysokiej jakości i nie ważne, jaka jego ilość i w ilu słoikach jest dodana. To jest po prostu marketing. Producenci mówią: „Mamy same najwyższej jakości, śweże  produkty”, a w gruncie rzeczy te produkty są wielokrotnie przetwarzane (mrożenie, pasteryzacja, przechowywanie, itd), więc świeże to one były w momencie skupu (chyba, że zostały kupione mrożone). I jak można mówić o wysokiej jakości, przy tak masowej produkcji i użyciu mięsa MOM?

Gerber chwali się świetnie zbilansowanymi proporcjami – pod względem zawartości mikroelementów, ale nikt nie myśli o tym, czy te świetne mikroelementy w ogóle się przyswoją. Podają dokładne zawartości witamin, ale czy zawsze są to witaminy naturalne – nie. Sztuczne witaminy są często rozpoznawane przez organizm jako ciało bliżej niezidentyfikowane. Poza tym, sztuczne to taka podróbka witamin naturalnych – to te naturalne dzięki swemu unikalnemu składowi i budowie są w pełni przyswajalne. Wielu lekarzy mówi, że witaminy z aptek wydalamy w całości i nie ma sensu ich w ogóle kupować. Nasz organizm najlepiej żywi się produktem, który jest jak najmniej przetworzony – chodzi o to, aby w danej ilości (którą jesteśmy w stanie zjeść) były zawarte naturalne, dobrze przyswajalne mikroelementy.

Alicja: Jeżeli chodzi o witaminy, to dodawana jest syntetycznie witamina C. Rozmawiałam o tym z tamtejszym ekspertem. Podobno nie da się tego robić inaczej.

Joanna: W produktach pasteryzowanych wit. C jako jedna z najmniej trwałych faktycznie zanika. Trzeba by do każdego słoika dodać świeży sok, np. z porzeczki, aby miał zawartość naturalnej witaminy C, a to by bardzo podwyższyło koszt produkcji.

Alicja: Odwiedziłyśmy laboratorium, faktycznie imponujące są te wszystkie metody badania produktów Gerbera. Czyli mogą to być najlepsze produkty, które są bezwartościowe dla dzieci?

Joanna: One nie są najzdrowsze, one są po prostu najczystsze mikrobiologicznie, czyli nie zawierają mikroorganizmów. Są sprawdzane pod kątem zawartości metali ciężkich oraz zanieczyszczeń, czyli spełniają normy unijne dla dzieci. Różnią się od warzyw i owoców z atestem BIO tym, że te drugie nie zawierają żadnych pestycydów ani metali ciężkich. Trzeba podkreślić, że słoiczki je zawierają, ale w aktualnie obowiązujących i przyjętych normach! Oprócz tego, zasadniczym problemem jest ich przyswajalność.

Alicja: Zauważyłaś, że w słoikach nie ma żadnych produktów pełnoziarnistych? To prawda, co mówią producenci, że „białe” jest łatwiej strawne dla małych dzieci?

Joanna: Łatwiej tak, ponieważ jest już obrobione – tzn. węglowodany proste szybciej się trawią niż złożone, co nie znaczy, że jest to lepsze dla dziecka. Na żywienie trzeba spojrzeć całościowo – dzieciom powinniśmy podawać posiłki lekko strawne, ale wartościowe, odżywcze. Czyli kasze pełnoziarniste, ale dobrze przepłukane i przegotowane. Kasze pełnoziarniste są droższe, trudniej je przechowywać długi okres czasu, a słoiki mają datę spożycia 2 lata.

Alicja: Specjaliści Gerbera przedstawili plan żywieniowy niemowląt, według którego wprowadzanie nabiału powinno nastąpić w 11-12 miesiącu życia dziecka. Tymczasem w deserku od 6-mca jest twarożek. Argumentem było tutaj to, że producenci konsultowali się z Instytutem Matki i Dziecka, który na to zezwolił. Rozumiesz tą logikę?

Joanna: To jest logika marketingu, to jest sprzeczne z ogólnymi zaleceniami pediatrów. Z jednej strony Gerber mówi: „My dbamy o dzieci, przygotowujemy wszystkie dania zgodnie z normami”, a z drugiej strony robi dania, które nie są zawsze zgodne z zaleceniami. Tłumaczą: „Każda matka ma rozum i powinna sama sprawdzać”. Tylko która matka sprawdza, czy jeśli na słoiku jest napisane od 6-mca, to czy jest to zgodne z tabelami żywieniowymi?

Alicja: A co myślisz o rybach w słoikach? Podobno są to ryby bezpieczne, bezrtęciowe łososie. Ale to nie są dzikie łososie, tylko łososie hodowlane oceaniczne, które pochodzą z połowów przemysłowych: to są gigantyczne połowy nastawione na ilość nie jakość, są długo przechowywane, mrożone, transportowane. Ryby są w słoiczkach od 9-mca życia!

Joanna: Ryby są generalnie wycofywane z diety dziecka, ponieważ zawierają metale ciężkie – ze względu na duże zanieczyszczenie mórz. Proces połowu, przechowywania, transportu i obróbki jest długi i zgubny dla żywności. To nie jest tak, że ryby w słoiczkach nie mają rtęci, one mają rtęć w normie! Mimo zapewnień producentów, że stosują wszystkie zalecenia, okazuje się, że jednak nie wszystkie: nabiał i ryby są w słoikach za wcześnie. Zgadza się, że “Matki same mogą wybierać, jeśli nie chcą, nie muszą kupować”, jednak koncern stara się przekonać, że jedzenie słoiczkowe jest najlepsze dla dziecka.

Alicja: Może minąć 3 lata (biorąc pod uwagę datę przydatności do spożycia) od zebrania warzywa czy owocu do zjedzenia słoiczka przez dziecko. Czym taki słoiczek różni się od moich przetworów, które robię latem, żeby zjeść w zimie?

Joanna: Różni się od własnych przetworów tym, że tamto jedzenie było kilkakrotnie mrożone, przetwarzane w fabryce, leżało w magazynach, w workach i beczkach, stało w magazynie sklepowym nie wiadomo w jakiej temperaturze. W przypadku swoich przetworów masz pewność, co jest w słoikach, a w kupowanych nie.

Każdy technolog żywienia potwierdzi fakt, że im więcej zabiegów przechodzi produkt spożywczy, tym więcej właściwości oraz składników traci. To jest proces produkcji na wielką skalę.

Alicja: Wiele warzyw i owóców do produkcji jedzenia słoiczkowego jest kupowanych mrożnonych, albo jest mrożona w procesie produkcji. Przyjęło się, że mrożenie jest nieiwazyjne dla żywności. Jak to jest z punktu widzenia diety naturalnej?

Joanna: Oczywiście, że jest inwazyjne. Każdy zabieg termiczny jest. Każde mrożenie zabiera część składników odżywczych. Najmniej zielonym liściastym warzywom, ale jednak. Można mrozić, ale sporadycznie – chodzi o to, aby nasze pożywienie w większości było świeże. Dużą część produktów Gerber kupuje właśnie w tej postaci, to jest kwestia długiej przydatności do spożycia i łatwego transportu. Energetycznie rzecz biorąc – produkt mrożony nie ma wartości.

Alicja: Tylko 18% produktów używanych do produkcji słoiczków pochodzi z Polski! Reszta jest importowana. Importuje się nawet marchewkę i jabłka! To bardzo mało, biorąc pod uwagę możliwości polskiego rolnictwa.

Joanna: To kolejny fakt przemilczany przez koncerny. A wiadomo,transport wymaga pewnych zabezpieczeń, użycia szczególnych środków, aby zminimalizować straty…

Alicja: Wstrząsnęło mną stwierdzenie, że “Matki nie są w stanie prawidłowo karmić swoich dzieci” bo nie znają norm, nie potrafią dobrać odpowiednich proporcji, nie wiedzą ile jest potasu, cynku, żelaza w konkretnym produkcie… Stanowi to prosty przekaz: tylko słoiczki zapewnią twojemu dziecku zdrową i zbilansowaną dietę.

Joanna: W zdrowym żywieniu naprawdę nie chodzi wyłącznie o proporcje! Chodzi o wchłanialność pożywienia, o przygotowywanie świeżych posiłków, o wspólne jedzenie. To jest cała masa procesów, które wpływają na jakość życia. Ba, które kształtują nawyki żywieniowe naszych dzieci.

Z jednej strony Gerber z wielką siłą prowadzi kampanię i przekonuje, jak bardzo kocha i uszczęśliwia dzieci (wszędzie uśmiechnięte buźki, „W trosce o najmłodszych”, dba o normy i standardy produkcyjne, a z drugiej strony w podtekście jest nieuczciwy przekaz podkopujący wiarę matek w same siebie. To znaczy głośno mówią: “My z troski o dobrostan dzieci oferujemy super produkty”. A w podtekście jest silny przekaz: “Matka nie jest w stanie dobrze żywić swego dziecka, bo nie wie, jak komponować posiłek pod katem zawartości witamin”. To jest wyłącznie prawo rynku.

Alicja: Mam wrażenie, że teraz standard opieki nad dzieckiem kreują koncerny i media: mleka modyfikowane, kaszki w proszku, słoiczki, wszystkochłonne pieluchy. Nie dowiadujemy się tego od mam, babć, tylko z reklam…  Rozszerzania diety dziecka uczymy się z etykiet na słoiczkach. Mamy często nie wiedzą, że kaszkę można zrobić samodzielnie.

Joanna: Faktem jest, że ludzie lubią ułatwienia – to leży w naszej naturze. Najgorzej, że pokolenie babć to wspiera mówiąc: “Za naszych czasów nie było tych cudów”. Wychowanie i dbanie o zdrowie wymaga wysiłku oraz uwagi, nie ma w tym ułatwień. Grupa rodziców to świetny zarobek, więc firmy robią co mogą, aby sprzedać swoje produkty.

Alicja: Polityka Gerbera nie jest taka, że dobrze jest podać słoiczek od czasu do czasu, jak się nie ma czasu na gotowanie. Ich marketing promuje żywienie dziecka wyłącznie słoiczkami do 2 roku życia, bo inne jedzenie jest dla dziecka niezdrowe. Czyli potencjalnie 2-latek powinien nie znać takiego owocu jak jabłko!

Joanna: Tak, ale na zdjęciach reklamowych jest użyty wizerunek dziecka gryzącego jabłko.

Alicja: Krzywa sprzedaży słoiczków spada proporcjonalnie do wieku dziecka. Dlatego Gerber wprowadził posiłki dla dzieci powyżej roku.

Joanna: No tak, bo im młodsze dziecko, tym większy o nie niepokój. Marketing i przekonywanie, że dziecko około drugiego roku życia powinno jeść słoiki, jest co najmniej dziwne.

Tyle się mówi o otyłości wśród dzieci, o tym , jak często u jej podstaw leży czynnik behawioralny. Sam Gerber zatrudnia dietetyka, który opowiada o tym procesie mówiąc, że dobrą profilaktyką jest uczenie dziecka jedzenia produktów stałych (gotowane warzywo do rączki), a jednocześnie namawiają matki do podawania dzieciom słoika! Z jednej strony mówią: “Wspieramy wszystkie kampanie na rzecz zdrowia dzieci, walczymy z otyłoscią”. A prawda jest taka, ze się do niej pośrednio przyczyniają. Bo promują żywienie dziecka słoiczkami, zamiast podawania normalnego jedzenia w kawałkach, zamiast swieżych produktów, dają przetworzony mus z kawałkami owoców!

Zadaniem rodziców jest robić co w naszej mocy, aby podawać dziecku jak najmniej zanieczyszczony oraz jak najmniej przetworzony produkt, ponieważ pojawia się coraz więcej mutacji genetycznych, problemów z alergiami, niepłodnością, które nie biorą się z kosmosu, ale są wynikiem naszego uprzemysłowionego życia.

Alicja: Jaki realny wpływ może mieć żywienie dziecka wyłącznie jedzeniem słoiczkowym?

Joanna: Myślę, że żywienie słoikowe płynnie przechodzi w żywienie fast foodami – to też łatwe i przyjemne – kupisz na mieście, nie musisz gotować, ani zmywać – luksus. Ale luksus na krótkich nogach, ponieważ wcześniej czy później odbije się to na zdrowiu.

Skutki zdrowotne są długofalowe – złe nawyki żywieniowe, kłopoty z jedzeniem, ze zgryzem, z trawieniem, choroby – cukrzyca, otyłość, podwyższony cholesterol… Z trawieniem, bo jeśli dziecko nie uczy się gryźć, szybko łyka, omija pierwszy etap trawienia w buzi (mało miesza pokarm w ustach ze śliną) i dostaje jedynie wysoce przetworzony produkt, to jego układ pokarmowy nie ma możliwości zrównoważonego rozwoju, uaktywnienia wszystkich enzymów trawiennych. Nawet jeśli w słoiczkach są kawałki jedzenia – kawałek jedzenia mocno przetworzonego w słoiku, to nie to samo, co kawałki świeżych warzyw i makaron. Tak naprawdę doniesienie naukowe na ten temat pojawią się za kilkadziesiąt lat, kiedy pokolenie słoikowe będzie dorosłe. Podkreślam, że tutaj mówimy o pewnej skrajności, czyli zagrożeniach płynących z regularnego żywienia słoikami.

Alicja: Co myślałaś widząc fabrykę, linię produkcyjną? Tyle nowoczesnych, wielkich, głośnych maszyn. Nie mogłam pozbyć się obrazu małego dziecko, które jest częścią tej strechnicyzowanej rzeczywistości. Pojawia się na świecie i my, żeby podać mu pokarm musimy posługiwać się kilometrami taśmy produkcyjnej, laboratorium, wielkim i drogim sprzętem, zamiast traktować pokarm naturalnie.

Joanna: Byłam autentycznie wstrząśnięta. Ja wiem, że każda fabryka żywności tak wygląda, ale mnie przeraża masowa produkcja żywności, trochę jak w Matrixie – mnóstwo technologii, kilometry taśmy produkcyjnej, wielokrotne przetwarzanie, długie przechowywanie, te pojemniki na żywność… – co z tego, że z atestami?

Alicja: Za kilka miesięcy twoja Zosia będzie już jadła coś więcej niż mleko mamy. Co jej podasz? Będziesz dawała od czasu do czasu słoiczek?

Joanna: Rozszerzanie diety zacznę od dobrze przegotowanych kasz (pewnie jaglana) – w postaci kleiku, potem dodam do niej warzywo (cukinia lub dynia), potem zmielone siemię lniane. Będę wyławiać warzywo z zupki dla całej rodziny lub będę odkładać Zosi z tych gotowanych dla wszystkich na parze. Nie zamierzam podawać jej słoików w ogóle. Mając drugie, starsze dziecko i tak muszę gotować oraz pilnować zdrowych posiłków.
Natomiast kiedy miałam jedno małe dziecko zdarzało się, że podawałam jej kleik ryżowy/kukurydziany, poping z amarantusa oraz słoiczek z atestami BIO, np. na dłuższych wyjazdach, gdzie miałam tylko czajnik.

Jeżeli chodzi o to, że matka nie jest w stanie zdrowo wyżywić swego dziecka, to jak my byliśmy żywieni? Słoiki są powszechnie dostępne dopiero od kilkunastu lat. Bioprzyswajalność mikroelementów ze słoików jest mniejsza niż ze świeżych pokarmów. Poza tym, jak już mówiłam, zdrowe żywienie to nie tylko określona ilość składników odżywczych w pokarmie. Każda mama jest w stanie zdrowo i naturalnie karmić swoje dziecko, bez udziału fabryk i laboratoriów.

 

Matki „siedzące w domu” z dzieckiem?

Filary samodzielności

Juul na poniedziałek, cz. 1 – Jak rozpoznać dobrą metodę wychowawczą?

Co kryje magiczny domek na drzewie, czyli o przygodowo-edukacyjno-fantastycznej serii książek dla dzieci

Nie daj się komarom!

Szczęście, przyjaźń i szkoła według Duni – seria książek dla dzieci rozpoczynających przygodę ze szkołą

Przejdz do:
Ponad 100 tys. rodziców w społeczności dziecisawazne.pl
DOŁĄCZ DO NAS
Wszystko co robimy, o czym piszemy trafia na facebook. Dołącz do nas i bądź z nami w kontakcie.