Zanim powiemy: „Najważniejsze, że masz zdrowe dziecko”...
| Zanim powiemy: „Najważniejsze, że masz zdrowe dziecko”…

Zanim powiemy: „Najważniejsze, że masz zdrowe dziecko”…

Zdrowie i życie nowonarodzonego maluszka jest wartością bezcenną i trudną do porównania z czymkolwiek innym. Czasem jednak kobieta doświadcza trudnego bądź traumatycznego porodu i odczuwa potrzebę wsparcia i podzielenia się swoimi uczuciami i emocjami. Wówczas ma prawo czuć się źle i ma prawo o tym mówić!

Ten moment w życiu…

Poród jest doświadczeniem bardzo intensywnym. Wiele mądrych głów pisało już o tym, jak ważne jest odpowiednie przygotowanie do niego, ale ciągle mało mówi się o tym, że ważne jest też oswojenie się z tym, co się już przeżyło. Intensywność porodowych doznań zostaje w kobietach na długie tygodnie, miesiące, a nawet lata.

O ile są to wspomnienia dobre i dodające sił, pozostaje sobie jedynie życzyć, by były pieczołowicie pielęgnowane i aby nigdy nie poszły w niepamięć. Jeśli wspomnienie tego wydarzenia budzi w kobiecie pokłady siły, energii i pewności siebie, to jest to scenariusz cudowny, taki jakiego życzę sobie i wszystkim innym. Niestety… wiele mam ma skrajnie odmienne doświadczenia. Myśl o narodzinach budzi wtedy nie siłę, lecz zwątpienie, nie łzy wzruszenia, a skulenie ciała w dawno temu doznanym bólu.

Towarzyszenie w cudzie narodzin

Utraciliśmy magię narodzin na rzecz zmniejszenia ryzyka śmierci okołoporodowej. Nie mnie dyskutować o tym, czy to dobrze, czy źle. Pragnę jedynie zaznaczyć, że dawna instytucja akuszerki, wiedzącej, doświadczonej starszej kobiety została dziś przejęta przez położne i lekarzy. Kobieta przychodząc do nich w tym wyjątkowym momencie oddaje w ich dłonie nie tylko swoje ciało – oddaje im również swoje marzenia, emocje i plany. Choć towarzyszenie w tym szczególnym wydarzeniu jest dla niektórych częścią codziennych obowiązków, dla kobiety, której pomagają, jest zawsze wydarzeniem odmieniającym życie. To właśnie w tych chwilach jest szczególnie bezbronna i krucha. I nie chodzi wcale o doznania bólowe czy intensywność porodu – ciało kobiety doskonale wie, jak rodzić, gdy mu się nie przeszkadza, znajduje najlepszy dla siebie sposób na poddanie się sile rodzenia. O wiele bardziej chodzi właśnie o tę cichą sferę marzeń i emocji. O to jak kobieta wyobrażała sobie narodziny dziecka. Jak chciała w tym czasie wyglądać. W jaki sposób chciała, aby jej pomagać. W tym momencie osoba towarzysząca kobiecie może jednym złym słowem bądź nieprzychylnym spojrzeniem zasiać w jej duchu ziarno zwątpienia i niepewności lub jednym ciepłym gestem i cichym uśmiechem pobudzić jej serce do otwarcia się i przyjęcia roli matki.

O ile w erze przedszpitalnej kobiety walczyły z lękiem o życie swojego dziecka, dziś bardzo często borykają się z niepokojem o to, z kim przyjdzie im się spotkać na sali porodowej. Przywilej opłacenia czy wybrania sobie osoby towarzyszącej (położnej/lekarza) dany jest jedynie nielicznym. Oznacza to, że przed porodemi wiele kobiet nie zna swoich towarzyszy – spotyka swoją położną dopiero na oddziale i zmuszona sytuacją musi powierzyć w zupełnie obce dłonie całą siebie.

I jeszcze jedna, jakże ważna, a rzadko podnoszona kwestia… Z narodzin nie ma powtórki! Tak samo jak nikt nie napisze dokładnego scenariusza porodu, tak samo nie da się go odegrać po raz drugi. Oto jego wyjątkowość – rodzi się człowiek. Ten konkretny, mały człowiek ma szansę urodzić się tylko raz. Oto jego początek życia. Jego matka robi wszystko, co w jej mocy, aby ten start był jak najlepszy. My, wszyscy dookoła, winni jesteśmy jej swoje stuprocentowe zaangażowanie i oddanie.

Drugie dno prostego przekazu

Zdanie „niedługo zapomnisz o bólu” niesie w sobie tezę, że nie powinnaś się skarżyć. Podobnie przytoczone wcześniej, często powtarzane „najważniejsze, że dziecko jest zdrowe”, zamyka kobiecie usta. Tak, jakby fakt posiadania maleństwa oznaczał, że musi puścić w niepamięć to, co się stało. Próbując to zrobić odwraca się sama od siebie – stara się okłamać swoje ciało, które może czuć się okaleczone; stara się myśleć o sobie jak o matce, która miłością dała życie, podczas gdy wszystko w jej środku krzyczy o cierpieniu, którego doznała. Traci wewnętrzną spójność i równowagę, które są jej tak potrzebne w ciągu tych nieprzespanych nocy, jednostajnych dni, podczas monotonnych obowiązków. W końcu kiedyś zamiast opowiedzieć o cudzie, którego była częścią, przekaże swojemu dziecko historię smutną lub dramatyczną o tym, jak nikt nie potrafił jej pomóc lub w najlepszym wypadku nie opowie jej wcale.

Gdy przychodzą do mnie kobiety po porodzie często słyszę z ich ust, że żałują. Chciałyby być w tym czasie silniejsze, mniej uległe, umieć lepiej zawalczyć o siebie i swoje marzenia. Czują się odpowiedzialne względem dziecka, że zgodziły się na pewne procedury medyczne lub ich odmówiły, że nie zaprotestowały przeciw czemuś, co im się nie podobało. W końcu czują też zwyczajną złość na to, że w tym wyjątkowym momencie i w chwilach tuż po narodzinach w ogóle zmuszone były do walki. Często pojawia się też smutek, że o tym wydarzeniu nie mogą opowiadać lub że ich ciągle żywe emocje budzą niezrozumienie w najbliższym otoczeniu.

Dlatego nie warto mówić: „najważniejsze, że dziecko jest zdrowe”. To umniejszanie roli kobiety, jej odczuć, jej przeżyć, jej walki (zarówno przed porodem,  jak i w jego trakcie). Kobieta ma prawo czuć żal. Ma prawo być niezadowolona z całości lub z jakiegoś konkretnego elementu porodu.

Ponadto w zdaniu tym kryje się nakaz, aby już nie mówiła. Niech zachowa swoje cierpienie dla siebie. Teraz powinna się już tylko cieszyć i myśleć o dziecku. Nie daje się jej w ten sposób czasu na oswojenie z tym, czego doświadczyła. Zabrania jej się mówienia, a tym bardziej pisania oficjalnych skarg i zażaleń.

Miłość i inne emocje

Ostatecznie zaś chcę powiedzieć, że w dzisiejszym świecie mało która kobieta doświadcza cudu narodzin więcej niż dwa razy. Oznacza to, że jest to wydarzenie niesłychanie ważne i wyjątkowe. Oczekiwane. Związane są z nim wielkie nadzieje, lęki i marzenia. Przeżycie to kształtuje przyszłą mamę, wpływa na sposób postrzegania samej siebie. Zawsze, bez względu na to, czy było dobre czy złe, jest punktem zwrotnym w jej życiu. Dlatego nie odbierajmy kobietom prawa do mówienia o porodzie i narodzinach – mogą to być opowieści dobre bądź złe, mogą nieść radość lub łzy, ale są potrzebne. Ciało, umysł i serce kobiety szykują się na tę chwilę przez 9 miesięcy, a często – gdy o ciążę trzeba się starać – znacznie dłużej. Dajmy kobiecie czas na ochłonięcie, na uleczenie własnych ran lub na świętowanie tryumfu. Bądźmy przy niej w tym czasie, zachęcajmy do ekspresji emocji, pomagajmy w miarę naszych sił i możliwości.

Foto

Więcej dobrych artykułów? Kliknij lajk

Karolina Piotrowska

Psycholog, seksuolog z uprawnieniami do stosowania hipnozy na terenie UE. Autorka programu "Cud Narodzin" i książki “Błogosławiony stan umysłu. Bajki terapeutyczne dla kobiet w ciąży” oraz inicjatorka oddolnej inicjatywy walczącej o prawa kobiet w porodzie “Lepszy poród”. Głównym celem jej pracy jest oswajanie porodu i niwelowanie lęku przed nim. W ramach spotkań indywidualnych, warsztatów i grup wsparcia, pracuje z parami starającymi się o dziecko, kobietami w ciąży i młodymi mamami, ucząc relaksacji, zachowania spokoju i tworzenia więzi. Prywatnie mama dwójki chłopców.
Odwiedź stronę autorki/autora: http://www.cud-narodzin.pl/




Książeczki Pucio – zabawy logopedyczne dla najmłodszych

Książki wspierające wszechstronny rozwój najmłodszych dzieci od wydawnictwa Tekturka

Naprawdę przeciwsłoneczne okulary dla dzieci (Real Kids Shades)

„Człowiek to jedyny ssak, który odstawia swoje potomstwo, zanim ono będzie na to gotowe”. 3 historie o samoodstawieniu się dziecka od piersi

Czy faktycznie myślisz, to co myślisz? O wielkiej roli przekonań w naszym życiu

Juul na poniedziałek, cz. 63 – Wszystkie dzieci potrzebują autorytetu osobistego

Przejdz do: