Kategorie
artykuł sponsorowany Rozwój dziecka Rozwój przez zabawę

Czy dzieciństwo jest pod zaborami dorosłych?

Czy dożyliśmy czasów, kiedy dzieci mają najlepsze warunki rozwoju? Czy w końcu doczekaliśmy ery zrozumienia i poszanowania dla dzieciństwa? Rozmowa z Pawłem Borodziukiem, wychowawcą dzieci i twórcą zabawek.

Czy dożyliśmy czasów, kiedy dzieci mają najlepsze warunki rozwoju?

Paweł Borodziuk: I tak, i nie. Rzeczywiście, w dotychczasowej historii w skali społeczeństwa wydaje się, że nie znajdziemy lepszych czasów – od warunków bytowych, po lepsze zrozumienie dzieci i – co za tym idzie – traktowanie ich. Niektórych dorosłych nawet kusi, by pomysleć, że “dzieci mają wszystko, czegóż im jeszcze trzeba?”. Jednak w błędzie będzie ten, kto twierdzi, że doszliśmy już do końca drogi w zrozumieniu i uszanowaniu dzieciństwa.

Zatem “czegóż dzieciom jeszcze trzeba”?

Paweł Borodziuk: Tego, byśmy jako dorośli odkryli i uszanowali ich świat. Nie tylko uszanowali, ale i zakochali się w tym świecie. Zwykło się myśleć o zakochaniu, jako stanie przyjemnego, ale niegroźnego zadużenia czy zaślepienia, chwilowego braku równowagi, kiedy bezkrytycznie podchodzimy do wszystkiego, co związane z drugą osobą. Rudolf Steiner – filozof i twórca pedagogiki waldorfskiej stawia pytanie: “A co, jesli to tamten stan zakochania jest normalny, a świat naszej codzienności jest czymś… nad czym powinniśmy jeszcze popracować?”. Może to jest tak, jak pisze Św. Paweł: “Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz”? A może owo “wtedy” już kiedyś było, albo bywało w dzieciństwie?

zabawki

Ekologiczne zabawki drewniane

Rękodzieło dla dzieci: naturalne drewniane zabawki montessori i waldorfskie, ręcznie wykonane w Polsce

Ale, czy to nie jest tak, że rolą dorosłego jest wprowadzać dzieci w świat, pokazywać wartości, uczyć je i wychowywać?

Paweł Borodziuk: Zgadza się, jednak można tę rolę różnie realizować. Jeżeli dorosły daje dziecku kartkę i kredki, za każdym razem narzuca mu co i jak ma narysować, a następnie je ocenia, to można powiedzieć, że dzieciństwo nadal pozostaje pod zaborami dorosłych. Takie traktowanie dzieci potwierdza tylko nasz kolonialny stosunek do obszaru dzieciństwa. Kolonializm również w tym znaczeniu, że chcemy czerpać z niego korzyści – podporządkować sobie dzieci i uczynić według własnej koncepcji.

Kolonialiści nie pytali Indian: “Czym żyjecie?”, czy Aborygenów: “Jaki jest wasz świat?”. Z góry założyli, że ich świat był lepszy i w imię tego dali sobie prawo do podporządkowania przemocą tamtego świata. Rdzenni mieszkańcy musieli przyjąć standardy myślenia najeźdźców, tylko dlatego, że mieli oni przewagę cywilizacyjno-rozwojową. Dla kolonizatorów było rzeczą oczywistą, że to oni są tymi lepszymi, a tubylcy, jeśli się podporządkują, mają szanse stać się w przyszłości takimi (czytaj lepszymi) jak ci, którzy do nich przybyli. To myślenie, wbrew pozorom, nie jest takie odległe – Aborygenów wykreślono z listy fauny i flory Australii dopiero w latach 60. i nadano im prawa wyborcze.

Zapewne niewielu dorosłych utożsamia się dziś z działaniami europejskich kolonizatorów, odżegnujemy się również od praktyk, których ofiarami byli Aborygeni, twierdząc, że należą one do historii. Nie dziwi nas jednak zjawisko kolonizacji świata dzieci. A przecież jesteśmy uczestnikami tego zjawiska w dwójnasób – najpierw doświadczamy go jako autochtoni, potem jako kolonizatorzy.

Czy  to znaczy, że dzieci nie potrzebują, by dorośli uczyli je świata?

Paweł Borodziuk: Dziecko jest szczęśliwsze – uśmiecha się sto razy częściej, niż dorosły, a jednak to dorosły wprowadza dziecko w swój świat, a nie odwrotnie. I tak jesteśmy już na dobrej drodze, choć przed nami jeszcze trochę poszukiwań i wiele ślepych zaułków.

Nie tak dawno dzieci wykonywały pracę dorosłych, traktowano je jako tanią siłę roboczą, stawiając brutalnie w realiach świata dorosłych. Teraz już jest znacznie lepiej – nie każe się dzieciom pracować, ale wciąż jeszcze dzieciom narzuca się standardy świata dorosłych. Jako przykład weźmy tak zwane zabawki edukacyjne – one temu właśnie służą, bo ktoś uznał, że uczenie dziecka w wieku przedszkolnym treści szkolnych wyjdzie mu na zdrowie. Tymczasem dzieci mają swój własny świat! Prawo do przebywania dzieci w zaczarowanym świecie baśni i fantazji powinno być zapisane w prawach dziecka.

Chciałbym, by dorośli poważnie traktowali ten niezwykle ważny obszar dzieciństwa. Niestety, dzieje się to zwykle tylko w jednym aspekcie: tym wynikającym z tradycji, albo z religii. Zwykle pozwalamy dzieciom wierzyć w Świętego Mikołaja i jego grudniową działalność i czekamy, aż dziecko samo dojdzie do momentu, kiedy będzie chciało zrewidować swoje podejście.

My dorośli musimy “spuścić trochę powietrza”, wyłączyć głowę, by lepiej słuchać serca. Nie chodzi o to, by stracić kontrolę, ale – jak w medytacji – uśpić myśli, wyciszyć głowę. Odkrywać coś z pasją, zapomnieć się w czymś. Podejrzewam, że raj z którego przychodzą do nas dzieci, to miejsce, w którym jest przede wszystkim “tu i teraz”. To świat, gdzie nie ma konkretnych oczekiwań, a jest otwartość. To świat bez wizji, że “trzeba się stać jakimś”, bo ktoś ma taką koncepcję. Dobre jest to, co jest. Totalna akceptacja.

Takie widzenie dzieciństwa to ideał. Czy to jednak nie utopijna wizja?

Paweł Borodziuk: Różnica pomiędzy utopią a rajem wydaje się być umiejscowiona w tym, kto te słowa wypowiada i zależy od wiary w możliwość osiągnięcia tego stanu. 

Co zatem dorosły może zaproponować dziecku? Jak powinno wyglądać przyjazne dla niego otoczenie, zabawki?

Paweł Borodziuk: Daleki jestem od twierdzenia, że dorosły nie ma nic do zaproponowania dziecku. Na szczęście możemy im dać bardzo dużo. Jesteśmy dla nich przykładem, który dzieci biorą jako swój wzorzec do naśladowania, w dodatku całkowicie bezkrytycznie. I to już jest pracą na lata. Pracą nad sobą, nie nad dzieckiem! 

Jeśli chodzi o zabawki i otoczenie dziecka, szcunek do dziecka objawi się również w tym, że zaproponujemy mu zabawki proste, które mogą stać się wszystkim, które są inspiracją do zabawy, a nie zabawą samą w sobie. I tu możemy się wiele od dzieci nauczyć. Z dużą satysfakcją patrzyłem, jak okazało się, że to, co proponujemy w naszym sklepie Krasnoludek.pl pod hasłem “drewniana kuchenka dla dzieci”, może w mgnieniu oka stać się świetnym pojazdem. Wystarczyło położyć ją na plecy i wejść do piekarnika. Tego nauczyłem się od moich czteroletnich nauczycieli. 

Takie podejście – obserwacja pełna szacunku, by zaproponować lub otoczyć tym, co najlepsze jest dla mnie wyrazem podmiotowego wychowania. Jako rodzic pełnoletnich dzieci i wychowawca, jestem przekonany, że czas, który jest nam dany, to wspólna wędrówka razem, to czas, kiedy uczymy się od siebie nawzajem.

Czy dorosły ma szansę być dla dziecka autorytetem?

Każdy, kto obserwuje dziecko w wieku przedszkolnym (czy młodszym), szybko dostrzega, że jest ono istotą działającą, prowadzącą nieustannie badania w formie eksperymentów. Widzi, że potrzeba sprawczości to jedna z dominujących w tym czasie potrzeb – ten, kto szybko biega, umie skoczyć z wysoka, czy wdrapać się na drzewo, to jest “gość”.

Autorytetami dla dzieci stajemy się wtedy, kiedy umiemy zrobić coś, czego one jeszcze nie umieją – kierować samochodem, naprawić zabawkę, stworzyć domek, czy szałas. Ale pamiętajmy, że to są rzeczy z obszaru działania. Nie zaimponujemy przedszkolakowi sprawnością formułowania myśli, czy poziomem wiedzy. Większość z nas pewnie pamięta film “Zaczarowany ołówek”. Dlaczego był on dla nas takim fenomenem? Bo jego bohater realizował marzenie o sprawczości! Sprawczość to rycerz, a fantazja to jego ukochana. To on ją uwalnia – wyzwala poprzez swoje działanie i potem żyją długo i szczęśliwie.

W świecie wartości dziecka przedszkolnego logika i racjonalne myślenie to jest element skostniały, bez życia. Swoją drogą nieźle wpisuje się tu w archetyp czarownicy. Spotykam osoby, które patrząc na nasze puzzle waldorfskie mówią“O, jakie ładne! Ale co się z tym robi?”. To jest moment, kiedy królewna-fantazja jeszcze śpi, a rycerz nie dojechał. Kiedy jednak dorośli wezmą do ręki łuczki czy puzzle waldorfskie i zaczynają układać, następuje “obudzenie śpiącej królewny przez rycerza”. Wkraczają w nową, twóczą rzeczywistość. Stanowczo zbyt wiele osób dzisiaj zniewolonych jest własnym umysłem i jego “superprodukcjami”. 

Ale dzieci bardzo często same wybierają plastikowe, grające, świecące zabawki. A rodzice mają dylemat – czy podarować dziecku zabawkę, na widok której świecą mu się oczy, czy taką, która jest rozwojowa, ale będzie leżała zakurzona na półce?

Paweł Borodziuk: I tu jako dorośli możemy pomóc, budząc nieco wyobraźnię dziecka. Zanim podarujemy prostą figurkę zwierzątka, skrzata, czy ludzika, opowiedzmy historię, baśń, opowieść o tej zabawce. To ożywi tę zabawkę, nada jej “duszę” i podmiotowość. Pewnie niewiele jest osób, które patrząc na rzeźbę Rodina pomyślą: “Patrzę na kamień”, ponieważ tam jest opowieść, a w opowieści jest życie. Dzieci szukają w zabawkach życia. 

Myśląc o tym, czym otaczamy dziecko, nie myślę tylko o zabawkach. Z pewnością trudniej będzie dziecku zająć się patyczkiem i kasztanem dłużej, jeżeli wcześniej karmiło swoją uwagę szybką kreskówką na ekranie. Kreskówki z ekranu, czy gry komputerowe mają to do siebie, że działają zabójczo zarówno na działanie, jak i na fantazję, którą działanie ma uwolnić. 

Czytasz NATULI dzieci są ważne… i słusznie.

Oprócz pisania tekstów, wydajemy książki oraz prowadzimy księgarnię internetową – dla rodziców i dzieci.

Proste zabawki są jak nieprzetworzone jedzenie, są najbardziej wartościowe dla dziecka. Zabawka tym bardziej odżywi i wzmocni siły fantazji, im mniej będzie skomplikowana, a przede wszystkim zrozumiała dla dziecka. Zabawka jak pokarm – niech będzie różnorodna, ale najlepiej pochodzenia naturalnego: proste drewniane zabawki, płachetki materiałów, czy koce. Trzeba się przecież jakoś ubrać, chcąc być piękną królewną. Paski czy sznurki, muszelki, które, jak tylko znajdą się w królestwie fantazji dziecka, stają się łódeczką, zastawą stołową, łopatką i wieloma innymi przedmiotami. Potrzebne będą kamienie, patyczki, proste klocki o nieregularnych kształtach.

Pracuje w przedszkolu waldorfskim 23 lata i już wiele razy wydawało mi się, że już widziałem wszystko, co można zrobić z płachetki czy prostego włóczkowego paska. Za każdym razem się myliłem. To uczy pokory. 

Czy takie właśnie są zabawki, które tworzysz?

Paweł Borodziuk: To co my robimy wynika z dwóch kierunków -naśladowania natury i ciągłego podpatrywania dziecka w zabawie: czym się bawi, czego potrzebuje i jak to wpływa na jego rozwój. W ten sposób powstała seria naszych łuczków – prostych klocków, które raz stają się łódeczką, czasem kołyską, często ogrodzeniem, bywa, że abstrakcyjną konstrukcją, która wymaga od swojego budowniczego dużego wyczucia równowagi. Piękne jest w takich niedpowiedzianych zabawkach, że one się nie narzucają. Trochę tak, jak podczas spaceru po lesie – mijamy zwalone drzewo, a ono kusi żeby wejść, powspinać się trochę lub przeskoczyć, ale też nic się nie stanie, kiedy je po prostu miniemy. Kiedy natomiast nie ułożymy wymyślonego przez producenta w instrukcji zestawu klocków, lub obrazka z 500 puzzli, to gdzieś pod skórą tli się komnikat, że nie udało się, przegrałeś. A przecież mogło być tak, że zestaw był podarowany dziecku za wcześnie. 

Jest jeszcze jeden ważny aspekt – estetyka zabawki. Kiedy otaczamy dziecko przedmiotami pokazującymi piękno tego świata, dopracowanymi, których samo trzymanie w dłoni sprawia przyjemność, to staje się to dla dziecka standardem. Dlatego między innymi lubię materię drewna – tam samo ułożenie słojów to dzieło naturalnej sztuki. Pamiętajmy, że małe dziecko uczy się świata od nas i to co mu damy, przyjmie jako wzorzec znacznie wcześniej, niż samo będzie w stanie zweryfikować, czy to jest dobre czy złe, czy to jest piękne czy brzydkie. 

Czyli tworzysz zabawki niedopowiedziane z szacunku dla fantazji dziecka…

Paweł Borodziuk: Tak, ale nie tylko! Nie mamy pojęcia, do jakich czasów wychowujemy dzieci. Jakich umiejętności, czy cech potrzebować będą obecne przedszkolaki, kiedy dorosną. Rozmawiamy w czasach pandemii – mnóstwo ludzi zostało zmuszonych, by z dnia na dzień przekwalifikować się zawodowo. W dzisiejszych czasach powstają setki nowych zawodów, ale też  bezpowrotnie giną setki innych. Kiedyś w cenie była wiedza. Przyszły czasy internetu, a to zmieniło kolosalnie rzeczywistość wszystkich i nikt nie był w stanie przewidzieć konsekwencji, które z tego wynikną. Jedyną w miarę pewna rzeczą, która spotka nasze dzieci, to zmiana. Przeżyją ci, którzy będą umieli się odnaleźć, którzy będą gotowi i otwarci na nowe, niespodziewane. Co o tym zadecyduje ? Nasze zasoby kreatywnosci i elastyczności oraz poczucie własnej wartości. 

Bądźmy dla dziecka tym, kto daje papier i farby, ale nie narzuca tematu – zabezpieczmy przestrzeń, stwórzmy warunki, ale odpuśćmy nadawanie kierunku, bo możemy coś po drodze zgubić. Dzieci zbyt często poddają naszym pomysłom, nam dorosłym to oczywiście odpowiada, niestety nie zawsze bywa tak, że grzeczne dzieci najlepiej na tym wychodzą. 

Dziecko potrzebuje zabawki klarownej i zrozumiałej. Z jednej strony chcemy, by dziecko było ciekawe świata, ale z drugiej serwujemy mu zabawki, które nie odpowiadają na proste pytania – dlaczego, kiedy naciśnie się jakiś przycisk w zabawce, to ona gra, błyska i buczy? Jaki to ma związek? Kiedy dziecko stara się ułożyć wieżę z prostych klocków, to szybko odkrywa zależność, że jak krzywo ułoży, to wieża się przewraca. A to uczy wyczucia równowagi i zrozumienia świata. Jeżeli coś lepiej rozumiemy, to łatwiej jest się nam z tym utożsamić i zaprzyjaźnić. Dziecko samo jest w stanie to odkryć.

Przypomnijmy sobie uczucie, kiedy szukało skarbu i w końcu się go odkryło – te emocje, ta satysfakcja! Kiedy przychodzi dorosły – pełen dobrych chęci, ale mało empatyczny, to nie da dziecku odkryć. On mu powie wcześniej, żeby dziecko wiedziało. No i zabierze dziecku całą rodość. Kogo z nas nie kusiło, by prowadzać za rączki maluszka, który nie umie jeszcze samodzielnie chodzić? Czy przypadkiem nie pozbawiliśmy dziecka tego samodzielnego dokonania? Tych pierwszych emocji, kiedy się udało złapać równowagę, ustać i jeszcze zrobić parę pierwszych w życiu kroków?

Czy w takim razie potrafimy jeszcze w dzisiejszych czasach uszanować delikatne światy dzieci?

Paweł Borodziuk: Zabawki, które dajemy dzieciom wchodzą w delikatną i ulotną przestrzeń zabawy – albo szanując to, co się w tym jego świecie właśnie dzieje, albo narzucają się np. kolorem zabawki, przy którym ten motyl, co właśnie wyfrunął fantazji dziecka zostaje zdeptany intensywnym kolorem, koszmarnym odgłosem… Przy którym delikatność fantazji dziecka pryska, jak mydlana bańka. Czy my sami potrafimy spokojnie pracować w skupieniu, kiedy w otoczeniu np. czuć bardzo intensywny zapach? Więc dlaczego dzieci maja się bawić pstrokacizną, która na nieszczęście wydaje jeszcze jakieś dźwięki?!

Nie jesteśmy w stanie opisać słowami piękna harmoni muzyki Bacha, żółci słońca na obrazach Van Gogha, czy zmysłowości i intymności, którą Rodin był w stanie wydobyć z zimnego marmuru za pomocą swojej rzeźby. Podobnie jest z zabawą dziecka. Jest ona jednocześnie zarówno sztuką w działaniu, jak i medytacją. I jedno, i drugie wymyka się umiejętnościom percepcyjnym głowy, bo głowa jest z innego świata i porozumiewa się innym językiem. Głowa jest związana z obszarem, który leży poza nią – sferą przeżywania i sferą działania. To, że będziemy umieli wymienić i pięknie sklasyfikować rodzaje miłości nie spowoduje, że bardziej pokochamy. Z zabawą rzecz ma się podobnie. 

JAK DOBRZE, ŻE TO REKLAMA KSIĄŻEK

Jak zrozumieć się w rodzinie
34 PLN
Jak zrozumieć małe dziecko
35 PLN
Kiedy szkoła jest problemem
35 PLN

Czyli lepiej wybrać zabawki proste i naturalne, niż te wielofunkcyjne i edukacyjne?

Paweł Borodziuk: Natura inspiruje artystów, architektów, muzyków, dlaczego nie tych, którzy tworzą zabawki? Takie naturalne zabawki nie dają natychmiastowych mocnych wrażeń. Podobnie, jak proste, nieprzetworzone pokarmy, zabawki mogą przesładzać, albo odżywiać. Zwykle potrzebujemy cukru wtedy, kiedy nasz organizm jest w nierównowadze. Warto zastanowić się, co w obszarze dzieciństwa może stwarzać taką nierównowagę. 

Jeśli zabawki będą szanowały fantazję dziecka, to ona odwdzięczy się wyniesieniem człowieka na wyższy poziom. Zastanówmy się, jakimi narzędziami lubimy się posługiwać? Pewnie takimi dobrej jakości, wygodnymi, przemyślanymi już na etapie ich projektowania. Myślę, że stereotyp, że dzieci psują zabawki, wynika z tego, że to dorośli je wymyślają, nadają im funkcję, jaką przeznaczył im dorosły, wykonane są według wizji świata i wyobrażeń dorosłego, a na koniec jeszcze ociosane są kosztorysem produkcji. 

Co to jest zabawka edukacyjna? To znaczy ucząca tego, czego chce dorosły. Ukierunkowująca. Znowu kolonializm. Bo dorosły chce wcisnąć czerolatkowi umiejętność liczenia, czytania, a nie dostrzega, że on ma dużo innych ważniejszych rzeczy do zrobienia w swoim życiu, które w znacznie większym stopniu będą decydowały o jakości jego życia, niż poznanie literek na etapie przedszkola. 

Jakich rzeczy?

Paweł Borodziuk: Takich, które służą temu, byśmy mogli jak najdłużej pozostać w stanie zafascynowania się światem. Temu służyć ma dbanie o prawidłowy poces integracji sensorycznej, rozwój zmysłów, poczucia bezpieczeństwa i poczucia własnej wartości. 

Obecnie dzieci mają znacznie mniej możliwości swobodnego ruchu niż potrzebują. Wiadomo, że w przypadku małego dziecka ruch i działanie jest motorem rozwoju. Kiedy dziecko biega, buduje pod stołem domek, kopie w piasku wykonuje kluczową dla rozwoju a niewidoczną gołym okiem pracę. To integracja sensoryczna, to koordynacja wzrokowo ruchowa. To też eksperymentowanie i nabywanie doświadczeń to pielęgnowanie pasji działania, to odnajdywanie siebie poprzez działanie w świecie uczenie się go. Kiedy to się dzieje z innymi dochodzi kolejny niezwykle ważny aspekt – rozwój społeczno-emocjonalny. Współdziałanie w grupie, umiejętność komunikacji, zawierania kompromisów, stawiania granic. Bezcenna nauka jeśli chodzi o jakość życia i budowanie swojego potencjału. Kiedy przedszkolaki chcą nam się pochwalić czymś ważnym dla nich, to opowiadają o swoich dokonaniach. I są to najczęściej umiejętności motoryczne, koordynacyjne czy sprawnościowe. One w tym wieku czują intuicyjnie, że tego potrzebują więc przebija sie to w ich świecie wartości gdzieś na początek. Kto nie słyszał przechwałek jak ja szybko biegam, jak umiem skoczyć z wersalki, jak umiem wejść na drzewo. Dziecko nabiera przekonania wziętego z doświadczenia, że sobie poradzi, przecież z tyloma przeszkodami i wyzwaniami sobie już poradziłem. Ma to kolosalny wpływ na poczucie bezpieczeństwa i poczucie wartości w świecie które w tym wieku mocno umocowane jest na dotychczasowych doświadczeniach wolitywnych nie na wiedzy. 

Paweł Borodziuk – ojciec czwórki dzieci, wychowawca waldorfski, od 23 lat pracuje w przedszkolu. Razem z żoną Bernadettą założył i prowadzi  Przedszkole Waldorfskie Ziarenko w Krakowie. Tworzy i projektuje zabawki, które są dostępne na Krasnoludek.pl

NATULI dzieci są ważne

Autor/ka: NATULI dzieci są ważne

Redakcja NATULI Dzieci są ważne

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *