Wakacje z dziećmi, wakacje bez dzieci, wakacje bez rodziców? > zobacz
| Dlaczego warto pozwolić dzieciom ubierać się samodzielnie?

Dlaczego warto pozwolić dzieciom ubierać się samodzielnie?

“Nie można być wolnym, jeśli nie jest się samodzielnym. Zatem aby dziecko zdobyło niezależność, jego aktywne oznaki wolności osobistej muszą być akceptowane od najwcześniejszego dzieciństwa” Maria Montessori.

Każdy, kto obserwował dwulatka próbującego założyć sobie skarpetki (po 30 minutach zastanawiania się, które wybiera), wie, o czym mowa. W codziennym pośpiechu może być trudno znaleźć w sobie gotowość do towarzyszenia dziecku w nauce samoobsługi. Tym bardziej że te pierwsze próby bywają mocno nieporadne i zajmują z reguły bardzo dużo czasu. Mimo wszystko warto zagryźć zęby i uzbroić się w cierpliwość. Dlaczego samodzielne decydowanie o tym, w co się ubrać, to ważny element rozwoju dziecka?

Moje dziecko świadczy o mnie?

Jako rodzice nierzadko czujemy opór przed tym, aby dać dziecku wolną rękę w decydowaniu o swoim ubiorze. Skąd to się bierze? Najprawdopodobniej winne temu jest nasze mniej lub bardziej uzasadnione przekonanie, że nasze dzieci (a tym samym ich wygląd i zachowanie) świadczą o nas i o naszych rodzicielskich kompetencjach. Dlatego tak trudno nam pozwolić na to, by nasze dzieci w pełni podejmowały decyzje o tym, jak chcą wyglądać. A co, jeśli ubiorą się nieadekwatnie do pory roku lub okazji? Lęk przed oceną społeczną sprawia, że łatwiej nam przychodzi narzucenie dziecku naszej woli niż zezwolenie mu na samodzielne decydowanie o sobie i tym samym narażenie nas na ewentualną krytykę.

Warto uświadomić sobie, że nie wszystko, co robią i mówią nasze dzieci, jest odzwierciedleniem naszych rodzicielskich działań. A już na pewno ich ubiór nie świadczy o naszych umiejętnościach (no może negocjacyjnych) i byciu dobrym lub kiepskim rodzicem.
Wystrojone maluchy i padające zewsząd: Uważaj, nie siadaj, zaraz się pobrudzisz! Czy musisz się wszędzie wycierać? to dość powszechne zjawisko na placach zabaw. Wysublimowany strój psuje humor i dziecku, i rodzicowi. O ileż wygodniej i mniej stresująco dla wszystkich byłoby, gdyby malec mógł założyć wygodne dresy lub spodnie przeciwdeszczowe i bez skrupułów eksplorować otaczający świat?

O wiele trudniejsza jest sytuacja, gdy to my jako rodzice mamy problem z zaakceptowaniem wyborów dziecka

O ile nie widzimy nic niezwykłego, gdy dziewczynka bawi się autami i nosi spodnie i bluzy, o tyle chłopiec w spódnicy i różowej bluzce budzi co najmniej zdziwienie. W naszej kulturze podział jest dość jasny. Przy kompletowaniu wyprawki porodowej szybko orientujemy się, że dziewczynkę “trzeba” otaczać różem i bielą, a chłopca błękitem, ewentualnie szarościami. Asortyment jest mocno ukierunkowany i ubranie dziewczynki w czerń i granat łączy się z tym, że nieświadomie narażamy się na komentarze: O jaki śliczny chłopczyk!

Warto sobie uświadomić, że nie zawsze przebieranie się w dziewczęce ubranie musi być powodem do niepokoju i świadczyć o zaburzeniach identyfikacji płciowej. Być może po prostu chłopiec ma starszą siostrę, która jest dla niego wzorem, i naśladuje ją we wszystkim. Obserwujemy przecież jedynie wycinek sytuacji, nie znamy całego jej kontekstu.

Choć taka sytuacja może być trudna dla rodzica (poza lękiem przed oceną społeczną dochodzi często lęk o dziecko i o to, aby nie było napiętnowane przez rówieśników), warto wyjść poza strefę swojego komfortu. Pozwalanie dziecku na samodzielne dokonywanie wyborów, akceptowanie jego “odmienności” jest dla niego sygnałem, że rodzice kochają go bez względu na wszystko. To kamień milowy w kształtowaniu jego samooceny i samoakceptacji.

Podział na różowy i niebieski dość szybko zostaje przeniesiony do dziecięcego świata. Dzieci błyskawicznie pojmują, że “różowy jest dla dziewczyn”, co uruchamia całą lawinę podziałów i stereotypów. Takie podejście jest wyjątkowo krzywdzące, zwłaszcza dla dziewczynek (ponieważ im przypadają w udziale głównie zabawki skupione wokół bycia mamą i związane z ogniskiem domowym, natomiast chłopcy mają do dyspozycji całą masę zabawek konstrukcyjnych). Czy naprawdę na tym nam zależy jako rodzicom?

Dlaczego nie warto hamować dziecięcej samodzielności?

“Ja sam”, “Ja sama”! Moment, w którym dziecko zaczyna dążyć do samodzielności i coraz wyraźniej akcentuje swoją autonomię, to spore wyzwanie dla rodziców. Z jednej strony może rozpierać ich duma, że maluch rośnie i nabywa nowych umiejętności, z drugiej strony niejednokrotnie rodzicielska cierpliwość zostaje wystawiona wtedy na ciężką próbę.

Okres od około 18 do 30 miesiąca życia, przez wielu zwany “buntem dwulatka”, to tak naprawdę moment, w którym dziecko zaczyna odkrywać swoje miejsce w świecie: bada granice, poznaje swoje (rosnące z każdym dniem) możliwości i testuje nieznane mu dotąd rozwiązania.

Potrzeba zdobywania nowych doświadczeń idzie w parze z rosnącą autonomią. Osiąganie coraz większej niezależności to naturalny i nieodłączny element rozwoju. Współtowarzyszenie w tym procesie i łagodne wspieranie go to bardzo ważna część relacji rodzic – dziecko. Jak twierdzi Jesper Juul:
(…) to decydująca faza rozwoju dla dziecka, żeby wykształcić nowe umiejętności, zdobyć pewność siebie i rozwinąć poczucie własnej wartości. Wtedy także kształtuje się charakter i jakość relacji między rodzicem i dzieckiem. Proszę nie traktować rosnącej niezależności dziecka jako problem – lecz jako prezent! Całkiem łatwo jest “złamać” dwulatka, żeby był miły, posłuszny i grzeczny, ale potem wszyscy za to zapłacą. W tym okresie uniezależniania się dziecka, a także w czasie dorastania przekaz rodziców powinien brzmieć: “Jesteś OK taki, jaki jesteś. I takiego cię kochamy”.

Umożliwienie dziecku podejmowania decyzji dotyczącej tego, co chce założyć, uszanowanie tego, jakie ubranie lubi nosić, to ważny czynnik dla jego kształtującej się tożsamości. W końcu my, dorośli, także nierzadko ubiorem manifestujemy nasze sympatie, poglądy, przynależność do grupy społecznej lub chociażby nastrój. Niemożność noszenia tego, na co mamy ochotę, próba ujednolicenia strojów (jak chociażby obowiązujący w wielu korporacjach dress code), przez wielu z nas byłaby odebrana jako zamach na naszą wolność, niezależność i prawo do samostanowienia. Nasze dzieci aż tak wiele się od nas nie różnią…

Ubieranie się a rozwój poznawczy

Samodzielne ubieranie się jest ważne nie tylko ze względu na rodzącą się autonomię dziecka. Wykonywanie wszystkich “prawdziwych” i “dorosłych” czynności zaspokaja też dziecięcą potrzebę bycia aktywnym, doskonali precyzję, trenuje koncentrację i ćwiczy cierpliwość (rodzica również).

My, dorośli, zapominamy o tym, że ubieranie się to czynność bardzo złożona, która wymaga zaangażowania wielu procesów poznawczych. Sekwencja ruchów, którą dziecko musi wykonać, pogłębia jego świadomość własnego ciała. Zakładając skarpetki czy spodnie, malec poznaje schemat ciała, uczy się orientacji lewa – prawa strona czy doskonali motorykę, a te czynności wymagają nie lada precyzji! Umiejętności te są niezwykle ważne, ponieważ somatognozja (czyli właśnie poprawny obraz, identyfikacja własnego ciała) jest zalążkiem orientowania się w przestrzeni i rozwoju tzw. orientacji kierunkowej, czyli umiejętności określania kierunków, orientacji na mapie itp. Zaburzenia w tym obszarze mogą rzutować na naukę czytania i pisania, nieprawidłowe odwzorowywanie kształtów geometrycznych i proporcji, posługiwanie się pojęciami geometrycznymi i przestrzennymi. Nie mówiąc już o jeździe samochodem w przyszłości. Sznurowanie butów czy zapinanie guzików to z kolei czynności, które doskonalą pracę dłoni, niezwykle potrzebną chociażby w nauce pisania.

Reklama sponsora artykułu

Body MyBasic

Body uszyte w Polsce, z najwyższej jakości certyfikowanej bawełny. Cena: 25.90 zł.

ZOBACZ

Bluza MyBasic

Bluza z bezniklowymi napami. Cena: 47.90 zł.

ZOBACZ

Spodnie MyBasic

Spodnie mają wygodną i nieobciskającą gumę w pasie oraz lekko obniżony krok. Cena: 32.90 zł.

ZOBACZ

Samodzielne ubieranie się: jak to zrobić, żeby nie zwariować?

Ta z pozoru banalna (ale i czasochłonna) czynność jest bardzo ważna dla dalszego prawidłowego rozwoju dziecka. Warto pozwolić maluchowi na swobodne dokonywanie wyborów. Jeśli obawiamy się, że ubierze się nieadekwatnie do okazji czy pogody, można na wszelki wypadek ograniczyć jego wybór: zawczasu pochować letnie rzeczy, tak by nie miał szansy w listopadzie znaleźć w swojej szufladzie krótkich spodni.

Jeśli zaś chodzi o respektowanie norm społecznych, warto nabrać do tego nieco dystansu. To, jak wygląda nasze dziecko, niekoniecznie jest świadectwem naszych rodzicielskich kompetencji. Maluch powinien czuć się przede wszystkim dobrze i komfortowo – zamiast obcisłych, sztywnych jeansów znakomita większość dzieci wybierze wygodne dresy. To zupełnie naturalne, skoro większość czasu spędzają bawiąc się na podłodze lub biegając po dworze. Żeby zaoszczędzić rano trochę czasu, można zasugerować malcowi, żeby ubranie na dzień następny naszykował sobie wieczorem.

No i przede wszystkim warto uzbroić się w cierpliwość. Prędzej czy później nasze dziecko dojdzie do perfekcji. Ale wtedy na pewno pojawi się kolejne wyzwanie na horyzoncie!


Ewa Krogulska

Psycholog, redaktorka, doula i certyfikowana przez CNOL Promotorka Karmienia Piersią. Współorganizatorka oddolnej inicjatywy Lepszy Poród walczącej o prawa kobiet w porodzie. Prywatnie mama dwóch chłopców.
Odwiedź stronę autorki/autora: http://www.lepszyporod.pl/




Książeczki Pucio – zabawy logopedyczne dla najmłodszych

Książki wspierające wszechstronny rozwój najmłodszych dzieci

Naprawdę przeciwsłoneczne okulary dla dzieci (Real Kids Shades)

Zacznijmy traktować ojców poważnie!

7 “metod wychowawczych”, których warto unikać w relacji z dzieckiem

15 wartości, które podnoszą jakość rodzinnego życia

Przejdz do: