Kategorie
Niemowlę

Chusta solidnie dociągnięta, czyli dlaczego dzieci lubią mieć ciasno?

Zakupiwszy chustę rodzice często zastanawiają się, jak mocno powinna być zawiązana. Aby pozycja dziecka była zdrowa i sprzyjająca rozwojowi, chusta musi być solidnie dociągnięta. Maluszek, który jeszcze nie trzyma samodzielnie główki, powinien oprzeć ją o klatkę piersiową rodzica, i żeby mu w tym pomóc, musimy chustę dokładnie dociągnąć, zwłaszcza w okolicy karku dziecka

Świetne książki dla rodziców i dzieci... zobacz naszą KSIĘGARNIĘ NATULI

Zakupiwszy chustę rodzice często zastanawiają się, jak mocno powinna być zawiązana. Aby pozycja dziecka była zdrowa i sprzyjająca rozwojowi, chusta musi być solidnie dociągnięta. Maluszek, który jeszcze nie trzyma samodzielnie główki, powinien oprzeć ją o klatkę piersiową rodzica, i żeby mu w tym pomóc, musimy chustę dokładnie dociągnąć, zwłaszcza w okolicy karku dziecka.

chusta

Stabilnie ułożona główka

Po włożeniu dziecka do chusty, często odkrywamy, że trzeba asekurować główkę, ponieważ wciąż mamy wrażenie, że jest niestabilna. Oznacza to, że chusta potrzebuje poprawek w dociąganiu. Jeżeli jest to chusta tkana, ciągniemy jeszcze raz pasmo po paśmie. Jeżeli elastyczna, wyciągamy dziecko i zawiązujemy chustę ciaśniej. Zdarza się, że podczas dociągania materiału dziecko w chuście postękuje, a rodzic robi się coraz bardziej spocony z wysiłku. Ale dopiero po tak solidnym dociągnięciu główka malucha trzymana jest stabilnie pasmem tkaniny wokół karku.

Nie za ciasno?

Wielu rodziców zastanawia się wtedy, czy brak przestrzeni jest wygodny dla dziecka. Często pojawia się myśl, że maluchowi być może jest za ciasno, a może nawet materiał wrzyna się w delikatne ciałko. Czy nasze dziecko nie czuje się nieprzyjemnie skrępowane? – pytają rodzice pełni niepokoju.

Mocne zawiązanie dziecka w chuście daje maleństwu ucisk głębszych partii ciała. Dociskany jest grzbiet i pośladki przez naprężony materiał, oraz brzuszek, klatka piersiowa i twarz przez przywieranie dziecka do ciała dorosłego. Paradoksalnie tego rodzaju skrępowanie nie jest dyskomfortem, zwłaszcza dla noworodka. Dla dorosłych określenie „ciasno” niesie negatywne skojarzenia; dla małego dziecka jest czymś wyciszającym, rozładowującym napięcie i stymulującym rozwój zmysłów. I nawet jeżeli nasz maluch postękuje podczas dociągania chusty, nie musi to oznaczać, że dzieje się coś złego. W podobny sposób działa na nas wizyta u masażysty, który pracuje nad spiętymi partiami ciała – zdarza nam się jęczeć pod wpływem mocniejszego ucisku masujących dłoni, ale, gdy wstajemy z łóżka po zakończonym masażu, czujemy rozlewającą się po naszym ciele błogość.

Zmysł czucia

W ciele człowieka istnieje zmysł czucia głębokiego, który niczym wewnętrzne oko informuje mózg, w jakim położeniu znajdują się nasze mięśnie, stawy i ścięgna, z jaką siłą pracują i jak szybko poruszają się w przestrzeni. Aby zmysł ten mógł się rozwijać, dziecku potrzebne jest uciskanie ciała. Taki ucisk występuje już w łonie matki, gdy ścianki macicy ciasno opatulają płód w ostatnich tygodniach ciąży. Największy nacisk swojego życia przeżywa człowiek podczas porodu, gdy przepycha się przez kanał rodny. Jest tam niewyobrażalnie ciasno, ale jednocześnie jest to niezwykle istotne dla rozwoju zmysłu czucia głębokiego.

Gdy zmysł ten nie działa dobrze, osobę określa się jako nieskoordynowaną, niezdarną lub niezborną. Ktoś taki często się potyka, uderza o meble, upuszcza przedmioty, obgryza ołówki, ma trudności z siedzeniem spokojnie, jazdą na rowerze i grą w piłkę. Dlatego warto pomagać dziecku w rozwoju wyczucia własnego ciała.

Nieagresywny ucisk stymuluje zmysł czucia głębokiego, ale również uspokaja nas i przywraca równowagę, gdy jesteśmy za bardzo lub za mało pobudzeni w obrębie innych zmysłów. Dzieci wiedzą o tym instynktownie. Starsze czerpią przyjemność z turlania się po zboczu góry, z zakopywania się po szyję w piasku, z robienia fikołków na łóżku i ze skakania na trampolinie. Instynktownie stymulują rozwój czucia głębokiego, uspokajają lub pobudzają zmysł, który się tego przez całe dzieciństwo bardzo domaga. W chwilach trudnych dzieci intuicyjnie szukają nacisku na ciało, aby poradzić sobie z emocjami lub brakiem potrzebnych bodźców. Z tej przyczyny mój dziewięcioletni syn, gdy przychodzi ze szkoły pełen skumulowanej energii, namawia młodszego brata na zapasy i oboje zakleszczają się w uścisku, kotłując się na podłodze, śmiejąc się i krzycząc z radości. Z tej samej przyczyny mój trzylatek przywierał do mnie mocno podczas trudnych pierwszych rozstań na progu przedszkola, a sześcioletnia córka po każdym intensywnym dniu pełnym wrażeń, budzi się w nocy, przychodzi do naszego łóżka, owija się ciasno kończynami wokół mojego ciała i trwa tak, dopóki nie zaśnie głęboko.

Spowijanie

Identycznie działa ciasne zawinięcie noworodka lub niemowlęcia w kocyk. Jeżeli ułożymy rączki ściśle wzdłuż tułowia, następnie zawiniemy w pasmo miękkiego, naturalnego materiału (tak, aby rączki pozostały nieruchomo) i weźmiemy taki kokonik na ręce, układając bokiem w swoich ramionach, a następnie zaczniemy kołysać delikatnie ruchem poziomym, u dziecka natychmiast wyzwoli się odruch wyciszania płynący ze zmysłu czucia głębokiego. Płacz ucicha, spięta wcześniej twarzyczka rozluźnia się, powieki w krótkim czasie zaczynają opadać, a oddech staje się płynny i regularny. Po chwili przychodzi sen. Wiedzę o uspokajającym działaniu spowijania kobiety mają od setek lat i choć przez wieki nie wiedziano, jaki proces zachodzi w organizmie dziecka, stosowano tę metodę intuicyjnie, wierząc w jej dobroczynne działanie.

Zawinięcie w kocyk lub chustę jest regulujące układ nerwowy – może wpłynąć pobudzająco na dziecko, które wiele godzin musiało spędzić w biernej pozycji, np. w foteliku samochodowym oraz może wpłynąć uspokajająco na dziecko, które miało wcześniej nadmiar wrażeń.

Nie bójmy się solidnego dociągnięcia chusty. Jeżeli dziecko nie wpada w nagły, alarmujący płacz podczas układania w chuście, a jedynie stęka lub pojękuje, odbierzmy to jako  komunikację z nami. Wsłuchajmy się w małego człowieka. Może próbuje nam powiedzieć: „Ależ mnie, mamo przyjemnie uciskasz. Rób tak dalej”.

Foto

Autor/ka: Weronika Siwecka

Mama trójki dzieci, doradca chustowy, kobieta pomagająca innym kobietom na początku ich macierzyństwa. Pasjonatka Rodzicielstwa Bliskości, ludzkiego mleka i karmienia dzieci metodą BLW. Jeździ do domów, uczy wiązać chustę, pomaga w trudnościach z karmieniem piersią i przy dylematach związanych z opieką nad noworodkiem. Jest dobra w uważnym słuchaniu.


Bestsellery księgarni NATULI

Tematy, którymi się zajmujemy:

2 odpowiedzi na “Chusta solidnie dociągnięta, czyli dlaczego dzieci lubią mieć ciasno?”

Bardzo istotny artykuł, dziękuję że Pani opisała ten temat. Ze swojej strony dodam, że opisywane czucie głębokie związane z układem przedsionkowym aktywowane jest głównie przez zmianę położenia ciała w przestrzeni. Czyli mocno dociągnięta chusta przenosi ciężar ciała na rodzica i dzięki temu dziecko może wykonywać bezpiecznie wszystkie ruchy wraz z rodzicem. Wykonywanie tych ruchów pobudza błędnik i wszystkie receptory czucia głębokiego. Szczególnie ważne są wszelkie ruchy skrętne. Ta stymulacja jest niezwykle pozytywna i skuteczna, ponieważ ruchy rodzica są dla receptorów dziecka niespodziewane i nie występuje zjawisko przyzwyczajania się do bodźca. Z mojego punktu widzenia samo dociągięcie chusty nie ma bezpośredniego wpływu na czucie głębokie. Podobnie w łonie matki: ciasne ścianki macicy stymulują dziecko dotykowo, dlatego w pierwszych tygodniach życia tym zmysłem odbiera świat. Czucie głębokie w łonie stymulowane jest poprzez ruch matki i tym samym ruch dziecka. Dobrze widać to u wcześniaków, które często mają problem z “nauczeniem się swojego ciałą”. Brakuje im kilku tygodni ruchu w łonie matki. Z mojego doświadczenia wynika, że jeżeli dziecko ma niedostymulowane czucie głębokie to samo spowijanie nie rozwiąże problemu jeżeli nie towarzyszy temu ruch. Możemy w ten sposób rozwiązywać problemy z niedowrażliwością i nadwrażliwością czucia skórnego. Czy zgodzi się tu Pani ze mną Pani Weroniko?
Pani Weroniko, przepraszam za to wtrącenie, ale temat jest za niezwykle ważny, szczególnie dla dzieci z jakimikolwiek zaburzeniami ruchowymi- zamiast dosyć mozolnych ćwiczeń propriocepcji, można wyjść z dzieckiem na spacer w chuście i przynajmniej część tych ćwiczeń w konsultacji z terapeutą w ten sposób zastąpić :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *