Jesteś w ciąży? Wspaniale! Kliknij w ten link
| Juul na poniedziałek, cz. 92 – “Dziecko ma prawo do obojga kompetentnych rodziców”

Juul na poniedziałek, cz. 92 – “Dziecko ma prawo do obojga kompetentnych rodziców”

Jesper Juul jest duńskim pedagogiem i terapeutą rodzinnym o światowej renomie. Propaguje idee szacunku i współdziałania we wzajemnych relacjach z dzieckiem oraz dojrzałe przywództwo dorosłych.

List ojca:

Muszę to napisać: Jesper Juul stoi po stronie matek.

A dokładniej mówiąc, nigdy nie podejmuje tematów, w których „czarną owcą” będzie matka. Jest przecież wiele kobiet – byłych partnerek, które nie pozwalają spotykać się ojcu z dziećmi. Kobiet, które zachowują się przemocowo wobec swoich dzieci i byłego partnera. Ale czy kiedykolwiek dostaliśmy dobre rady od Jespera Juula w tych sprawach? Nigdy.

Przecież dla rozwiedzionego ojca, bycie świadkiem przemocy fizycznej lub psychicznej, której doznaje dziecko w domu, jest równie bolesne. Tak samo, jak niemożność spotykania się z własnymi dziećmi. Dla wielu rozwiedzionych ojców to codzienność. Najwyższy czas, byśmy jako ojcowie stworzyli wspólny front przeciwko tej niesprawiedliwości, która dotyka nas i nasze dzieci.

Odpowiedź Jespera Juula:

Ma pan zupełną rację, mówiąc, że pytania od kobiet i matek przeważają wśród pytań, do których się odnoszę. Powód jest taki, że przychodzi do mnie niezwykle mało listów od mężczyzn i ojców.

Jeśli zaś chodzi o realia porozwodowe, które pan porusza, niestety psychologia często przegrywa z prawem. Każdego dnia sądy wydają oburzające wyroki albo odrzucają sprawy, które zasługują na sprawiedliwe traktowanie (o ile w ogóle możemy mówić o sprawiedliwości). Tak to wygląda w każdym europejskim kraju, w którym pracowałem.

Komentowałem niegdyś credo, którym posługują się sądy: „Dziecko ma prawo do obojga rodziców”. Uważam, że powinno się to uzupełnić o: “obojga kompetentnych rodziców”. Rodzice pozostający ze sobą w stanie wojny, używający dzieci jako broni lub tarczy, są niekompetentni i nie nadają się do swojej roli. Mówimy tu zarówno o kobietach, jak i mężczyznach. Pozostaje jednak pytanie, czy państwo albo społeczeństwo powinno wziąć za to odpowiedzialność?

Nie bez przyczyny, rola matek w historii była i jest gloryfikowana. Ale pracowałem też w krajach, gdzie matki wyrządzają swoim dzieciom, zwłaszcza synom, wiele krzywd, a mimo to są tam stawiane na piedestale. Jednak nie tylko one są za to odpowiedzialne! Nikt nie kwestionuje tam podejścia matek, ponieważ ojcowie stali się niezwykle pasywni i nieobecni w życiu kobiet i dzieci.

O wytworzeniu się bliskiej relacji między rodzicem i dzieckiem decyduje ciągły i intensywny kontakt przez pierwsze cztery lata życia. Liczy się także sposób, w jaki ta relacja rozwija się przez resztę życia dzieci (nigdy nie jest za późno, aby ją poprawić). Ten niezwykle ważny kontakt między ojcem i dzieckiem z historycznego punktu widzenia był boleśnie zaniedbany. W pokoleniu moich rodziców może 2-5 procent ojców budowało taką relację. W moim pokoleniu było to pewnie 10-15 procent, a dziś optymistyczna wersja to 30-40 procent.

Przez ostatnie trzydzieści lat, przy każdej okazji próbowałem przekonywać matki, że dobre dla wszystkich stron będzie, jeśli zostawią ojca i ich roczne dziecko na tydzień samych w domu. To dobry pomysł na wzmocnienie relacji między tatą i dzieckiem. W krajach skandynawskich ta propozycja spotyka się z pozytywnym przyjęciem matek i ojców, ale w pozostałych krajach europejskich główną reakcją jest oburzenie. Mówi się tam, że żadna matka nie może zostawić swojego dziecka na więcej niż parę godzin, zanim nie ukończy ono dwóch lat. W pracy spotykam wielu rozwiedzionych ojców, którzy skarżą się, że mają mniej satysfakcjonującą relację z dziećmi, nawet jeśli dzielą się z matką opieką po równo. Winą za to obarczają matki. Po chwili rozmowy jednak okazuje się, że mimo iż partnerki nie zawsze były skłonne do oddania kontroli, to prawdziwym powodem niezadowalającej relacji z dzieckiem jest… słaby z nim kontakt przed rozwodem.

Mam dużo zaufania do dzisiejszego pokolenia ojców i chciałbym mieć swój wkład w zapobieganie tragediom, o których mowa. Dlatego napisałem książkę „Być mężem i ojcem”. Faktem jest, że potrzeba dwojga, by stworzyć szczęśliwy związek, i dwojga, by uczynić go nieszczęśliwym. To samo dotyczy zarówno przyzwoitych, jak i destrukcyjnych procesów rozwodowych. W miłości między dwojgiem dorosłych ludzi nie ma katów i ofiar, dlatego nie ma sensu dzielić się winą. Chyba, że chcemy ograniczyć się do taniego moralizowania. Czasami postępują tak sądy i należy im się za to krytyka, ale nikt nie oczekuje, że prawo weźmie odpowiedzialność za grzech zaniechania matek lub ojców. Każdy musi to zrobić sam. Im szybciej, tym lepiej dla nas i dla naszych dzieci.

Egoizm i niedojrzałe zachowanie dotyczy ludzi w każdym wieku. W dłuższej perspektywie nie łączy się ze sprawiedliwością, bliskością albo miłością, ale z rolą ofiary, która psuje radość życia. To jeden z powodów, dla których ważne jest oddzielenie walki prawnej od osobistej. Nie jestem wyjątkowym sympatykiem ani kobiet, ani mężczyzn, ani dzieci. Jestem zwolennikiem relacji, ponieważ wiem, że to właśnie jakość relacji międzyludzkich jest kluczowa dla odczuwanej przez nas jakości życia.


Dzieci są ważne

Redakcja serwisu dziecisawazne.pl.
Odwiedź stronę autorki/autora: https://dziecisawazne.pl/




Książeczki Pucio – zabawy logopedyczne dla najmłodszych

Książki wspierające wszechstronny rozwój najmłodszych dzieci

Naprawdę przeciwsłoneczne okulary dla dzieci (Real Kids Shades)

Czy można urodzić bez bólu? Fragment książki “Poród naturalny”

„Czas związany z rodzeniem pozostaje w pamięci do końca życia”. Rozmowa z Katarzyną Oleś

“Poród naturalny” – nowa książka Wydawnictwa Natuli

Przejdz do: