Wakacje z dziećmi, wakacje bez dzieci, wakacje bez rodziców? > zobacz
| Juul na poniedziałek, cz. 78 – Kiedy starsze dziecko traktuje dom jak hotel

Juul na poniedziałek, cz. 78 – Kiedy starsze dziecko traktuje dom jak hotel

Jesper Juul jest duńskim pedagogiem i terapeutą rodzinnym o światowej renomie. Propaguje idee szacunku i współdziałania we wzajemnych relacjach z dzieckiem oraz dojrzałe przywództwo dorosłych.

Wraz z Wydawnictwem MiND przygotowaliśmy 85 unikatowych tekstów Juula. Czytajcie je w każdy poniedziałek na dziecisawazne.pl.

Pytanie rodzica:

Mamy piętnastoletniego syna, dobrego chłopca, który uczy się nie nagorzej i ma dobrych kolegów. Jego największą pasją są gry komputerowe, w które gra przez Internet z kolegami z całego świata. Poza tym lubi grać w pilę nożną i judo.

Problem polega na tym, że w ogóle nie chce pomagać nam w domu. Ponieważ to nasze jedyne dziecko, więc nigdy wcześniej nie przykładaliśmy większej wagi do jego obowiązków domowych. Teraz tego żałuję, bo widzę, że całą moją pracę w domu i wszystko, co dla niego robię, na przykład pranie lub posiłki, uważa za zupełną oczywistość.

Obraża mnie fakt, że nie jest w stanie nawet wrzucić swojej brudnej bielizny do kosza na pranie i nigdy sam z siebie nie zaproponuje, żeby pomóc przy zakupach, w wyniesieniu śmieci lub czymkolwiek innym.

Zastanawiamy się, czy wszystko to nie wzięło się stąd, że nadmiernie syna rozpieściliśmy. Jestem tym wszystkim totalnie sfrustrowana. 

Odpowiedź Jespera Juula:

Wielu rodziców zastanawia się nad tym, jakie wymagania można stawiać nastolatkom. Niedawno pewna matka powiedziała mi, że jej szesnastoletni syn zachowuje się tak, jakby mieszkał w hotelu, a ona była jego pokojówką: nawet przez myśl mu nie przejdzie, że mógłby przyłożyć się jakoś do ich wspólnego życia. Przychodzi i wychodzi, kiedy chce, nie mówi, czy będzie na kolacji, oczekuje jednak, że jego ubranie zostanie wyprane, łóżko pościelone i w razie potrzeby zawsze ktoś jego albo jego przyjaciół zawiezie samochodem tam, gdzie trzeba. Jego matka wraz z mężem do tej pory uważali, że dopóki ich jedyny syn przynosi dobre stopnie i zajmuje się swoim hobby, dopóty nie musi robić w domu nic ponadto.

Odkąd pracuję jako terapeuta, rodzice zawsze przychodzili do mnie ze skargą, że ich nastoletnie dzieci zachowują się tak, jakby mieszkały w hotelu. Moja ‒ przyznaję, nieco bezceremonialna ‒ odpowiedź brzmi wtedy: owszem, nastolatki z reguły tak właśnie się zachowują, jeśli rodzice nie mają im nic więcej do zaoferowania, niż hotel oferuje swoim gościom ‒ czyli dobrą obsługę.

Najlepsze książki dla dzieci i rodziców - księgarnia Natuli.pl

Dzieci zawsze współdziałają zarówno z wewnętrznym, jak i zewnętrznym postępowaniem rodziców: jeśli dorośli robią z siebie służących i traktują dziecko jak gościa, ono krok po kroku dostosowuje się do tej roli. W pewnym sensie jest to skrajnie niesprawiedliwe: wszak rodzice dają mu także olbrzymią dawkę miłości i troski ‒ coś, czego nie oferuje żaden hotel. Problem polega jednak na tym, że ich miłość wyraża się zawsze w formie obsługi, a dzieci się do niej przyzwyczajają.

W Waszej rodzinie miłość do syna także przybiera postać obsługi. A przecież to jest coś innego niż miłość. Obsługiwanie to obsługiwanie. Oczywiście, nie chcę powiedzieć, że Wasz syn nie wzbudza w Waszych sercach żadnych ciepłych uczuć. Chodzi o to, że nie dostaje od Was pokarmu, którego każde dziecko potrzebuje, żeby wzrastać i zdrowo się rozwijać.

Kiedyś mawiano, że posiadanie obowiązków jest zdrowe dla dziecka ‒ co jest zarówno prawdą, jak i fałszem. Owszem, wypełnianie obowiązków połączone ze świadomością, że ma się wartościowy wkład w życie rodziny, może mieć dobry skutek dla dziecka, jednak wypełnianie obowiązków dla samych obowiązków ‒ bez realnej potrzeby w domu ‒ nikomu nie da takiego poczucia.

Wasz piętnastoletni syn był z pewnością gotowy i chętny do pomocy tak samo jak wszystkie inne dzieci. Jednak uważaliście, że lepiej będzie, jeśli pogra w piłkę z kolegami, odrobi lekcje albo spotka się z przyjaciółmi. Tak bardzo chcieliście wnieść coś wartościowego w jego życie, że nie zauważyliście, iż on także chciałby cieszyć się poczuciem bycia kimś wartościowym dla Was.

Tak to właśnie często bywa z nami, rodzicami. Tak bardzo skupiamy się na tym, co dajemy swoim dzieciom, że nie dostrzegamy ich potrzeby, aby także dać nam coś od siebie. Zapominamy zadbać o równowagę we wzajemnych relacjach, a dzieci nie są dość doświadczone, żeby od razu wyczuć nieprzyjemną stronę jednostronnego brania. Na dłużą metę nikt nie czuje się dobrze, jadąc na gapę albo na koszt innych.

Bardzo ważne jest zatem stworzenie dzieciom możliwości aktywnego przyczyniania się do wspólnego dobra całej rodziny. Jest to ważne dla ich poczucia własnej wartości, szacunku dla samych siebie oraz poczucia odpowiedzialności za siebie i innych. Nie ma przy tym znaczenia, czy nazwiemy to obowiązkami, czy jakoś inaczej. Zależy to tylko od nastawienia rodziców i ich potrzeby porządku i reguł.

Kiedy dzieci mają osiem‒dziewięć lat, przejawiają wyraźną niechęć do pomagania w domu czy do jakiejkolwiek innej aktywności na rzecz rodziny. Nie należy się tym jednak przejmować. Ta niechęć wynika tylko z tego, że mają wiele ciekawszych zajęć ‒ i bardzo dobrze! Wcale nie muszą pomagać z radością na twarzy. Od piętnastolatka można jednak z pewnością oczekiwać, że przejmie odpowiedzialność za siebie i swoje rzeczy, czyli ubranie (mycie, pranie, prasowanie), naukę (chodzenie do szkoły, odrabianie pracy domowej) i czystość w swoim pokoju. Do tego dochodzą czynności na rzecz domu. Dlatego zamiast zarzucać synowi, że Wam nie pomaga, czyli że dostosowuje się do tej odmiany miłości, jaką mu okazujecie, lepiej odbyć wspólną rozmowę, w której szczerze przyznacie się do błędu i ustalicie z nim zakres jego osobistego wkładu w życie rodziny.

Przyniesie to kilka pozytywnych skutków. Po pierwsze, syn nauczy się brać na siebie odpowiedzialność za swoje życie. Po drugie, będzie miał swój wkład w dobro całej rodziny, dzięki czemu dowie się, że miłość to nie tylko branie, ale również dawanie. Najczęściej córki dowiadują się o tym bardzo wcześnie, natomiast synowie są tak wychowywani przez matki ‒ również te wyemancypowane ‒ że potem nawet one same nie chciałyby ich na swoich zięciów. Do tego często dochodzi zły przykład ze strony pasywnych ojców.

Taka zmiana nie będzie łatwa dla Waszego syna, jednak nigdy jeszcze nie widziałem, żeby po krótkim czasie dziecko nie dostosowało się do nowych okoliczności. Natomiast często obserwuję, jak rodzice, pozbawieni wszystkich czynności obsługowych, które wykonywali dla swojego dziecka, wpadają nagle w coś w rodzaju próżni. Muszą teraz znaleźć inną formę dla własnej miłości i troski. To jeden z przykładów, jak dziecko może inspirująco działać na rozwój osobisty rodziców!

Fragment książki: Nastolatki. Kiedy kończy się wychowanie, Wydawnictwo MIND 2014.


Dzieci są ważne

Redakcja serwisu dziecisawazne.pl.
Odwiedź stronę autorki/autora: https://dziecisawazne.pl/




Książeczki Pucio – zabawy logopedyczne dla najmłodszych

Książki wspierające wszechstronny rozwój najmłodszych dzieci

Naprawdę przeciwsłoneczne okulary dla dzieci (Real Kids Shades)

Nie dajmy sobie wmówić, że ktoś inny wie lepiej, jak karmić piersią nasze dzieci! Rozmowa z Magdą Karpienią

Czy plastik jest naprawdę lepszy od szkła?

Juul na poniedziałek, cz. 91 – Odpowiedzialność matek za relacje dzieci z ojcem – to nikomu nie przynosi korzyści

Przejdz do: