Kategorie
Rodzicielstwo

„Kochajcie się, mamo i tato” nie skłoni nikogo do miłości

Kampania billboardowa „Kochajcie się, mamo i tato” dotyka ważnego obszaru życia dziecka, ale nie skłoni nikogo do miłości. Zamiast plakatów potrzebujemy walki z wykluczeniem, poprawy warunków bytowych polskich rodzin, dostępnej psychoterapii oraz skutecznej walki z przemocą.

Raz, dwa, trzy – kochasz rodzinę ty

Czy ktokolwiek zaprzeczy, że rozwojowi dziecka sprzyja wychowywanie się pod skrzydłami troskliwych, kochających siebie nawzajem rodziców? Nie sądzę. Nie zmienia to jednak faktu, że plakaty nawołujące do miłości pomiędzy mamą i tatą budzą wiele trudnych emocji – przede wszystkim u osób, które są rodzicami bądź pragną nimi zostać, ale też psychologów. 

Zanim jednak skupię się na samej kampanii, podzielę się z Czytelnikami pewną subiektywną opinią: otóż uważam, że my, Polacy, raczej słabo umiemy w kampanie społeczne. Nasze akcje billboardowe czy reklamy nierzadko albo są przaśne, albo tandetne, albo po prostu słabo zrealizowane. Mamy również ogromny problem z tak zwanym „visual pollution” – krajobraz naszych miast jest po prostu totalnie „zanieczyszczony” neonami oraz wielkoformatowymi reklamami. Plakaty „Kochajcie się…”, które sygnuje Wspólnota Trudnych Małżeństw Sychar, nie są nawet w połowie tak nachalne, jak reklamy blachodachówek z kobiecymi piersiami w roli głównej czy iluminacje zapraszające na hamburgery przy głównej drodze. 

seria rodzicielska

Jak zrozumieć się w rodzinie

Książka o tym, jak zazwyczaj mówimy do siebie, dlaczego często jesteśmy nieskuteczni w komunikacji i co zrobić, by dogadać się w rodzinie.

Miłości nie da się zbudować billboardami

W przeciwieństwie do reklamy dachówek czy hamburgerów, które mogą skłonić klientów do zakupu, billboardy „Kochajcie się…” raczej nie będą miały wysokiej skuteczności (o ile w ogóle jakąś). Miłość rodziców nie działa przecież na zasadzie „raz, dwa, trzy – kochasz rodzinę ty”. Nie słyszałam o żadnym przypadku, aby hasło obecne na plakacie czy innej powierzchni reklamowej skłoniło kogokolwiek do troski czy miłości. Miłość i dobra relacja wymagają bowiem o wiele więcej niż billboardowy nakaz.

Do kochania kogoś nie da się przymusić ani nakłonić – a na pewno nie jest w stanie tego zrobić dziecko. Z perspektywy psychologicznej sytuacja, w której dziecko czuje się odpowiedzialne za miłość rodziców, a dorośli są ze sobą „dla dziecka”, jest zresztą przejawem dysfunkcji. Warto, aby miały to na uwadze wszystkie osoby projektujące kampanie społeczne, gdy przychodzi im do głowy w podobny sposób wykorzystać wizerunek dziecka bądź atrybuty dzieciństwa, takie jak szkolne, dziecięce pismo. 

Pomoc dla rodziny? Tak, ale realna!

Polska bez wątpienia potrzebuje działań, które wspomogłyby polskie rodziny i dzieci, które doświadczają trudności będących między innymi wynikiem konfliktów w domu. Jednak krokiem w stronę poprawy sytuacji polskich rodzin NIE są akcje billboardowe „promujące” rodzinną miłość. Co więc może być takim realnym wsparciem, lepszym od plakatowych sloganów? 

Powszechniejsza dostępność psychoterapii to realne wsparcie

Realnym wsparciem zamiast plakatowych sloganów byłaby na przykład dostępność psychoterapii (także rodzinnej i małżeńskiej). Dzięki procesowi terapeutycznemu rodzice mają szansę przepracować własne problemy i w efekcie nie „przerzucać” ich na swoje dzieci. Natomiast dzieci i młodzież dzięki terapii zyskują możliwość wglądu we własne emocje i nauczenia się ich „obsługi”. Terapia może być również pomocna tym rodzinom, które doświadczają trudności związanych na przykład z chorobą czy śmiercią któregoś z członków – wydarzenia tego rodzaju mogą przyczyniać się do występowania rodzinnych kryzysów. 

Poprawa sytuacji w polskiej psychiatrii dzieci i młodzieży, by rodzina miała się lepiej 

W parze z dostępnością psychoterapii powinna iść poprawa sytuacji, w jakiej znajduje się w Polsce psychiatria dzieci i młodzieży. Brak miejsc w szpitalach dla dzieci i młodzieży mających objawy głębokiej depresji (w tym myśli samobójcze) jest po prostu skandalem, uderzającym w najmłodszych Polaków i ich bliskich. Bywa, że powodem rozpadu związku są trudności z dzieckiem. Często wtedy matka zostaje sama albo nawet pozostając w związku, nie doświadcza pomocy od partnera, który nie radzi sobie z tym problemem. Oczywiście bywa też odwrotnie i to ojciec zostaje sam na froncie. W takich momentach dobrym rozwiązaniem byłaby np. systemowa terapia rodzinna, praca nad komunikacją w rodzinie, uczenie rodziców jak wspierać dziecko i siebie nawzajem w kryzysie. I oczywiście terapia dziecka. 

Jak zrozumieć się w rodzinie
Być razem

Złość w związku

Edukacja antyprzemocowa i poruszenie kwestii socjoekonomicznych

Potrzebujemy również edukacji antyprzemocowej w programie nauczania. Taka edukacja jest jednym z czynników zapobiegających przemocy wobec kobiet, która to w oczywisty sposób niszczy rodziny i jest zaprzeczeniem miłości pomiędzy rodzicami. Chęć pomocy rodzinom wiąże się również z koniecznością poruszenia kwestii socjoekonomicznych – niskich zarobków w wielu sektorach, które zmuszają rodziców do pracy ponad siły i powodują, że mają oni mniej czasu na pielęgnowanie relacji ze współmałżonkiem i dziećmi albo które skłaniają Polaków (także tych mających dzieci) do podjęcia pracy za granicą.

Problematyczna dla wielu rodzin jest również kwestia posiadania własnego miejsca do życia – ceny mieszkań i domów dla wielu Polaków są zbyt wysokie, aby móc sobie na nie pozwolić, co nie ułatwia decyzji o powiększeniu rodziny, może powodować konflikty i skłaniać do wspomnianej już emigracji zarobkowej lub pracy po godzinach. Niezbędna jest także walka z wykluczeniem – na przykład tym cyfrowym, którego skalę poznajemy podczas pandemii – oraz skutecznych systemów wsparcia osób doświadczających przemocy domowej, która nie jest bynajmniej problemem marginalnym.

„Bije? To znaczy, że kocha!”

Musimy również pamiętać o tym, że nie zawsze „razem” oznacza „dobrze dla dziecka”. Kiedy w rodzinie – na przykład między mamą i tatą – ma miejsce przemoc, to zwykle jedynym słusznym rozwiązaniem jest izolacja od oprawcy. Osobom, które podejmują taki krok, należy się pomoc, a NIE obwinianie ich o „niszczenie rodziny” czy o to, że nie dość kochały swojego współmałżonka. Kiedy jeden z małżonków czy partnerów bije lub wyzywa drugiego, niszczy należące do niego przedmioty albo szantażuje go ekonomicznie – jest to przemoc, która może przyczynić się do wystąpienia u dziecka zaburzeń lękowych, zaburzeń osobowości czy zachowania, a także mieć negatywny wpływ na to, w jaki sposób dziecko w przyszłości będzie nawiązywało relacje z innymi. 

Odejście od sprawcy przemocy nie jest wyrazem braku lojalności wobec rodziny, choć niestety zdarza się, że osoba decydująca się na rozstanie słyszy takie słowa od innych osób. To  wyraz miłości wobec dziecka. W praktyce terapeutycznej bardzo często zdarza się spotykać dorosłe już dzieci z przemocowych rodzin, które często czują się winne temu, że „nie obroniły” reszty rodziny przed przemocą, że były „niegrzeczne” lub że to przez nie rodzice byli razem mimo agresji. Takie dzieciństwo to trauma, która rzutuje na całe życie człowieka. Osoby, które w dzieciństwie doznały przemocy lub były świadkami przemocy rodzica wobec rodzica, często mają również poczucie, że zasługują na złe traktowanie lub że agresja ze strony partnera może być wyrazem jego uczuć. Bywa też inaczej – takie dorosłe dzieci przemocowca same stają się przemocowe. Niestety – chociaż być może trudno w to uwierzyć – w niektórych rodzinach wciąż pokutuje przekonanie, że jeśli ktoś bije, to znaczy, że kocha.

Pieniądze wydane na billboardy zainwestujmy w zwalczanie przemocy

Sądzę, że autorzy kampanii postąpiliby roztropniej, gdyby pieniądze wydane na billboardy „Kochajcie się, mamo i tato” przeznaczyli właśnie na prawdziwą pomoc rodzinom, w tym zwalczanie przemocy.

Autor/ka: Angelika Szelągowska-Mironiuk

Psycholożka, psychoterapeutka, dziennikarka. Pracuje na uczelni jako asystentka oraz w gabinecie jako psychoterapeutka. Razem z mężem prowadzi blog i fanpage „Katolwica&Mąż”.

1 odpowiedź na “„Kochajcie się, mamo i tato” nie skłoni nikogo do miłości”

Zgadzam się z potrzebą zmiany u podstaw i rozwiązywania problemów, które powodują przemoc, ale kampania zwraca uwagę na problem i to też jest wartościowe. Pokazuje też rozpaczliwą sytuację niekochanego (w zdrowym sensie) dziecka czy dziecka w rodzinie, która się rozpada – pokazuje wagę miłości/dobra. Poza tym jest jeszcze trochę krzywdzących zachowań skali między „wszystko jest dobrze i faktycznie działamy z punktu dobrze rozumianej miłości” a „patologia cały czas” – kampania może wyłapać tych, którzy zaczynają mieć problemy albo posiadają zdolność samokrytyki/samoobserwacji lub mogą pomóc komuś w swoim otoczeniu. Kampania nie ma rozwiązywać problemu, tylko mobilizować do jego rozwiązania. Tak myślę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *