Kategorie
Rozwój społeczny Wychowanie

Praca z szacunkiem do siebie. Uczmy jej dzieci i siebie

Zaharowywanie się do utraty sił nie tylko nie daje gwarancji sukcesu, lecz także odbiera zdrowie fizyczne i psychiczne. Nasze dzieci powinny być uczone szacunku do siebie i wyznaczania granic, a nie „zasuwania” w imię wzrostu gospodarczego.

W późnym kapitalizmie mit self-made mana, który osiągnął wszystko wyłącznie ciężką pracą (najlepiej po 16 godzin na dobę), pełni często funkcję motywacyjną, aby dawać z siebie jak najwięcej. Jednak konsekwencje uczestniczenia w maratonie nieustannego podnoszenia sobie poprzeczki bywają opłakane – czasami zamiast wieńca laurowego i wielkiej fortuny wycieńczony młody człowiek „zdobywa” problemy psychiczne, frustrację i samotność. Na szczęście jako rodzice możemy zaproponować naszym dzieciom inne podejście do pracy i rozumienie sukcesu.

Uwaga! Reklama do czytania

Jak zrozumieć małe dziecko

Poradnik świadomego rodzicielstwa

Cud rodzicielstwa

Wsłuchaj się naprawdę w głos swojego dziecka

Tylko dobre książki dla dzieci i rodziców | Księgarnia Natuli

Bieg, w którym nie ma mety

Czy kiedykolwiek zastanawiałeś się, czemu właściwie ma służyć ciągły wzrost gospodarczy, który w kapitalizmie jest traktowany jako rodzaj najwyższego celu, do którego musimy dążyć ze wszystkich sił? Ja przez dłuższy czas – nie. Podobnie jak wielu z nas nie zastanawia się, czy rzeczywiście nasza praca jest opłacana odpowiednio do wkładanego w nią wysiłku. Byliśmy wychowywani w kulcie ciężkiej pracy (bez której „nie ma kołaczy”), czytaliśmy liczne artykuły, których autorzy zamartwiali się, gdy prognozowany wzrost gospodarczy miał zwolnić. Przyjmowaliśmy, że wysokie zarobki są synonimem szczęścia i kluczem do życia bez cierpienia – a jeśli ktoś zarabia mało, to często „sam jest sobie winien”, bo pewnie trwonił pieniądze, zamiast zainwestować w sesje coachingu.

Uczestniczymy w wycieńczającym biegu na wiele kilometrów, który charakteryzuje się jednak tym, że… nie ma w nim mety. Zawsze przecież można mieć jeszcze wyższe stanowisko i jeszcze więcej ukończonych szkoleń – to zgodnie z założeniami kapitalizmu ma być przepustką do szczęścia. Przyjmując przekonanie, że na bycie szczęśliwym można zapracować sobie karierą w korporacji, możemy wyrządzić krzywdę samym sobie – wszakże żadna nagroda czy ilość uznania nie uleczy poczucia pustki bądź myśli, że jest się nie dość dobrym. Jeśli czujemy się źle ze sobą, to rozwiązaniem są terapia i odrzucenie koncepcji, że ktoś lub coś może nas uszczęśliwić, a nie próby podniesienia poczucia własnej wartości poprzez uzyskanie awansu w pracy. 

Jesteś ok, gdy dostajesz trójkę 

Przekonanie o tym, że jesteśmy warci tyle, na ile wycenia się naszą pracę, często jest skutkiem nie tylko zderzenia z krwiożerczym systemem pracy, ale także słuchania niektórych przekazów w dzieciństwie. Jeśli dziecko dostaje od rodziców i nauczycieli komunikat, że oceny są najważniejsze, szkoła ma być na pierwszym miejscu, a brak czerwonego paska na świadectwie oznacza porażkę i przekreśla szansę na życiowe szczęście, to młody człowiek zaczyna uzależniać swoją wartość od zadowolenia innych oraz własnego „performance’u”. Innymi słowy, myślenie o sobie w kategoriach korporacyjnych nierzadko jest wpajane już w latach szkolnych (a niekiedy przedszkolnych). Jestem jednak przekonana, że wartości naszych dzieci nie określają ani oceny, ani osiągnięcia sportowe czy liczba języków, którymi się posługują – i że pociechy mają prawo o tym wiedzieć. Każde dziecko zasługuje na komunikat: „Jesteś ok, gdy dostajesz trójkę, dwójkę czy jedynkę – i zawsze będę przy tobie”.

Uwaga! Reklama do czytania

Jak zrozumieć małe dziecko

Poradnik pomagający w codziennej opiece Twojego dziecka

Zobacz w księgarni Natuli.pl

Miłość rodzicielska to przecież nie konkurs świadectw ani nagroda za odpowiednio dobre sprawowanie. Dziecko ma także prawo do gospodarowania wolnym czasem zgodnie z własnymi potrzebami – nie uczmy naszych latorośli, że chwile spędzone na pisaniu opowiadań, wygłupach z kolegami czy turlaniu się po podłodze to czas zmarnowany – po pierwsze dlatego, że nuda i swobodna zabawa pozwalają dziecku wyrażać emocje i rozwijają kreatywność, a po drugie – bo przez wymaganie od dziecka „zajęcia się czymś sensownym” możemy przyczynić się do powstania u niego obsesji produktywności. Wielu pacjentów, których spotykam w swoim gabinecie, to osoby, które nieustannie męczą się z poczuciem, że marnują czas i tym samym „niczego już nie osiągną” – w takich sytuacjach potrzebna jest często dłuższa praca nad tym, by znów pozwolić sobie na odpoczynek i wyzwolić się spod ciężkiego jarzma perfekcjonizmu. Zamiast skłaniać dziecko do nieustannego wysiłku i zainteresowania zajęciami pozalekcyjnymi, postarajmy się zrozumieć jego życie wewnętrzne, potrzeby, lęki i fantazje – może to być o wiele bardziej pasjonujące niż omawianie zagadnień, które mają pojawić się na najbliższym sprawdzianie. 

„Bez ciężkiej pracy nic bym dziś nie miał!”

Jednak świat późnego kapitalizmu – jak niemal każda epoka – zdążył już wypracować swoją mitologię, z którą z pewnością spotkają się nasze dzieci. Na pewno usłyszą one o pucybutach, którzy zostali milionerami; dowiedzą się, że jeśli tylko popracują przez 16 godzin dziennie, to pewnego dnia uzyskają szacunek otoczenia i pasywny dochód; w końcu spotkają zapewne kogoś, kto z własnej historii próbuje uczynić uniwersalną opowieść. Taki człowiek chętnie podzieli się swoją perspektywą, zgodnie z którą „bez ciężkiej pracy nic by dzisiaj nie miał, więc wie, że w życiu trzeba dawać z siebie wszystko”. Bez wątpienia nie brakuje na świecie osób, które naprawdę zapracowały na swój dobrobyt – jednak w większości przypadków osiągnięcie bogactwa lub wyjście z biedy jest możliwe dzięki nie tylko własnej determinacji, ale także pewnym przywilejom: rodzicom, którzy pomagają zdobyć wykształcenie, dobremu zdrowiu, możliwości skupienia się na pracy, podczas gdy partner zajmuje się dzieckiem, etc. 

Sądzę, że nasze dzieci zasługują na prawdziwą wersję wiedzy o świecie – czyli na opowieść nie tylko o możliwościach jednostki, ale także o nierównościach społecznych i innych ograniczeniach, z którymi niejeden z nas spotyka się w życiu. Wskazanie dzieciom, że nie wszyscy mają szansę zostać milionerami, może nauczyć młode pokolenie wrażliwości na problemy innych, a także uchronić jego przedstawicieli przed frustracją spowodowaną brakiem „sukcesu” mimo naprawdę ciężkiej pracy. O wiele bardziej wychowawcze wydaje mi się również uczenie dziecka szacunku do każdego człowieka niezależnie od wykonywanej pracy niż straszenie malucha, że jeśli nie będzie się dobrze uczyć, to skończy „jak ten pan” (czyli osoba zajmująca się na przykład pracą fizyczną). 

Wreszcie – pamiętajmy, że zdrowie naszych dzieci (fizyczne i psychiczne) jest ważniejsze od szkolnych ocen i liczby nagród, które można otrzymać za wyniki w korporacji.

Autor/ka: Angelika Szelągowska-Mironiuk

Psycholożka, psychoterapeutka, dziennikarka. Pracuje na uczelni jako asystentka oraz w gabinecie jako psychoterapeutka. Razem z mężem prowadzi blog i fanpage „Katolwica&Mąż”.


Mądry rodzic, bo czyta…

Sprawdź, co dobrego wydaliśmy ostatnio w Natuli.

Czytamy 1000 książek rocznie, by wybrać dla ciebie te najlepsze…

1 odpowiedź na “Praca z szacunkiem do siebie. Uczmy jej dzieci i siebie”

Jest sporo racji w tym artykule natomiast przychodzi mi do głowy jeszcze jedna kwestia – dziecko musi mieć w którymś momencie świadomość, że pieniądze nie spadają z nieba. I nie chodzi tu o to, żeby koniecznie być bogatym, ale o to, że utrzymanie się, które kiedyś przecież ich czeka związane jest z mniej lub bardziej ciężka pracą. A jeśli wyrosną w przekonaniu, że mogą robić w wolnym czasie co chcą to mam obawę, że w dorosłym życiu czeka ich ciężkie zderzenie z rzeczywistością, kiedy okaże się, że za turlanie po podłodze to jednak nikt nie daje pieniędzy, za które można sobie kupić chociażby jedzenie. Poza tym myślę też o tym, że dzieci jednak żyją w tym konsumpcjonistycznym świecie i często to one mają różne pomysły na drogie rzeczy, które chciałyby mieć i niekoniecznie to musi zawsze wynikać z próżnych wartości, które wyznają rodzice. Myślę, że dobrze by było żeby się jednak dowiedziały, że istnieje związek przyczynowo-skutkowy pomiędzy pracą a posiadaniem drogich rzeczy. Oczywiście to co wybiorą w swoim życiu to już ich sprawa. Podobnie też jest z ocenami. Mam poczucie, że dzieci często mają magiczne podejście do tego. Że nie widzą związku pomiędzy dobrymi ocenami a swoją pracą. Nie uważam też żeby zupełne bagatelizowanie tego tematu było ok. Oczywiście, że oceny nie definiują wartości człowieka. Co nie zmienia faktu, że jeśli ktoś się uczył i dostał 5 to zrobił coś więcej niż ten kto się nie uczył i dostał 1. Takie podejście, że wszystko jedno jest moim zdaniem krzywdzące dla tych, którzy wybrali pracę nad czymś, za którą otrzymali konkretny wynik.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.