Księga wymagającego dziecka
| Księga wymagającego dziecka

Księga wymagającego dziecka

Jest to kwestia „bądź rodzicem teraz“ albo „bądź rodzicem później“. Gabinety psychiatrów są pełne wymagających dorosłych, którzy potrzebują rodziców.

Searsowie

Gdyby czas na rodzicielskie zamartwianie się wykorzystać na lekturę jednej jedynej książki… Recenzja “Księgi wymagającego dziecka” Searsów.

ksiega-wymagajacego-dziecka

To się zaczyna w pierwszej sekundzie życia dziecka. Ta rozbieżność między oczekiwaniami i rzeczywistością, która im umyka. Bo maluch dostał za mało punktów Apgar, bo nie jest różowiutki, bo cichnie tylko, gdy noszony na rękach… Z czasem nasze małe zatroskania jeszcze się zagęszczają. Bo Agatka JUŻ siedzi, bo Jaś dzieli się zabawkami, bo Krzyś zjada wszystko, co zaserwuje mu jego mama. I te dziesiątki dzieci wokół, które – według relacji ich rodziców – zasypiają same, przesypiają całe noce i budzą się gaworząc radośnie dając swoim rodzicom pospać do południa.

Zamartwianie ma oczywiście swoją pozytywną rolę do spełniania. Pozwala nam nie przeoczyć alarmujących sygnałów. Ćwiczy nas w uważności na dziecko. Pomaga odsiać rzeczy ważne od mniej ważnych. Ma jednak również swoje koszty.

I tak, jak dla przeciętnego rodzica zamartwianie się bywa zwyczajnie dokuczliwe, tak rodziców WYMAGAJĄCEGO dziecka może wpędzić w rozpacz. I całkowicie wyczerpać. Bo nawet, gdy dzielnie przetrwamy te najtrudniejsze pierwsze 3 miesiące, pierwszy męczący rok, bunt dwulatka etc., okazuje się, że  nasze wymagające dziecko dopiero się rozkręca. A my coraz mniej wierzymy w swoje rodzicielskie umiejętności.

A gdyby tak zamiast tej gonitwy myśli, wyrzutów sumienia, porównań naszego dziecka z tymi nie-wymagającymi – przeczytać w najnowszą książkę małżeństwa Searsów…? Ile dobrego moglibyśmy tym zdziałać dla siebie i dla dziecka. „Księga wymagającego dziecka“ jest jak plasterek na zbolałe rodzicielskie serce, jak kubek kakao w zimny poranek, a przede wszystkim jak przepastna skrzynka rodzicielskich narzędzi – niektórych podanych wprost, wielu takich, które same wpadają do głowy po lekturze książki.

Już sam tytuł książki pozwala na pozytywne przeformułowanie naszej rodzicielskiej sytuacji. Nie jesteśmy już przecież rodzicami TRUDNEGO dziecka, doświadczamy raczej rodzicielstwa z dzieckiem o większych potrzebach, wrażliwszym, wymagającym. >>„Wymagający“ brzmi jak wyjątkowy, inteligentny, jedyny w swoim rodzaju i skupia zainteresowanie na osobowości dziecka, uwalniając rodziców od poczucia, że zachowanie dziecka jest wynikiem ich błędów wychowawczych. […] Określenie „wymagające“ sugeruje, że rodzice mogą podjąć działanie, aby pomóc swojemu dziecku. Podkreśla koncept, że takie dzieci zwyczajnie potrzebują więcej: więcej dotyku, więcej zrozumienia, więcej wrażliwości, bardziej pomysłowego wychowania .<< – piszą we wstępie Searsowie.

Wymagające dzieci są nadwrażliwe, zazwyczaj mniej śpią (a gdy śpią to najpewniej w łóżku rodziców), więcej krzyczą, są bardziej wrażliwe na rozłąkę, bywają na bakier z instytucją przedszkola, wykańczają otoczenie swoim uporem i wybujałymi oczekiwaniami. Ich zachowania są często postrzegane przez otoczenie jako niewłaściwe i wymagające korekty. Searsowie i tu jednak fundują nam pozytywne przeformułowanie. Ich stanowisko w tym temacie możnaby streścić słowami – jakie to szczęście, że takie właśnie są! Gdyby ich wyjątkowym potrzebom nie towarzyszyła taka właśnie silna (i głośna!) osobowość, dzieci te nie miałyby szans, by rozwinąć się prawidłowo. To dzięki temu, że mają siłę płakać (i robić wiele innych wyczerpujących nas do cna rzeczy), ich ogromne potrzeby bliskości i bezpieczeństwa mają szansę zostać zaspokojone. „Aby ponadprzeciętne potrzeby dziecka mogły być spełniane na dłuższą metę, jego zewnętrzna osobowość musi dokładnie odpowiadać wewnętrzemu poziomowi potrzeb“ – zauważają Searsowie. Czy pomyśleliście o tym kiedykolwiek w ten wywrotowy sposób?

„Księga wymagającego dziecka“ nie traktuje tylko o nim. Wiele uwagi poświęca się w niej rodzicom i im potrzebom. Reguła jest prosta – im bardziej wymagające dziecko, tym bardziej rodzic powinien zadbać o siebie. Przeciągająca się rodzicielska mobilizacja wymaga okresów regeneracji. Więc choćbyśmy mieli postawić całą rodzinę i ekipę opiekunów i „cioć“ na nogi, dbanie o siebie jest priorytetem rodzica wymagającego dziecka. Dbanie o siebie jako priorytet w rodzicielstwie – znów coś niezupełnie zgodnego z tym, jak myśli się o tym na co dzień.

Nie każde dziecko jest wymagające. Ale większość dzieci wymaga więcej niż zdaje się to akceptować kultura, w której żyjemy. Dlatego zalecam lekturę „Księgi wymagającego dziecka“ każdemu rodzicowi. Nie tylko temu, którego dziecko ktoś ośmielił się nazwać „trudnym“. Searsowie pozwolą wam przekuć rodzicielskie trudności w źródło siły i cieszyć się w pełni z daru, jakim jest bycie rodzicem.

M. Sears (2015), Księga wymagającego dziecka.  Warszawa: Mamania.

Autorka: Sabina Sadecka – psycholog i psychoterapeutka w centrum inspeerio w Poznaniu. 


Sabina Sadecka

Psycholog i psychoterapeutka w centrum inspeerio w Poznaniu.
Odwiedź stronę autorki/autora: http://inspeerio.pl/


Przeczytaj więcej:

natuli.pl
8 książek o Porozumieniu bez Przemocy (NVC)

POLECAMY
Smog i infekcje górnych dróg oddechowych u dzieci

POLECAMY
Odważne, mądre, kreatywne – 10 projektów edukacyjnych stworzonych przez polskich uczniów

POLECAMY
Kosmetyki pierwszej potrzeby, które warto wymienić na wersję eko

ciąża i poród
Ojciec w połogu

wychowanie
Czy to już bullying, czy tylko złośliwe zachowanie?

rodzina
Gdy umiera dziecko…

wychowanie
Jak rozmawiać z dzieckiem, które się boi?

wychowanie
Klaps — ostatni rozdział historii bicia dzieci

wywiady
“Historia dzieciństwa jest koszmarem, z którego jako ludzkość dopiero zaczynamy się budzić”

zdrowie
Żelki na odporność, syropki na katar – koncerny farmaceutyczne kochają nasze dzieci!