Kategorie
Macierzyństwo i ojcostwo Rodzicielstwo

Kiedy mężczyzna uważa, że jego jedyny obowiązek to praca

Warto, by wiele spraw między partnerami zostało dopracowanych zanim na świat przyjdą dzieci. I nie chodzi tylko o deklaracje, zapewnienia, bujanie w obłokach, ale faktyczny udział w pracach domowych. Współodpowiedzialność. Rozmowa z psycholożką Anną Wieradzką-Pilarczyk.

Kiedy mężczyzna uważa, że jego jedyny obowiązek to praca?

Anna Wieradzka-Pilarczyk: Coraz więcej ojców aktywnie opiekuje się i wychowuje swoje wyczekane, upragnione dzieci. Świadome ojcostwo, urlopy tacierzyńskie, równouprawnienie, partnerstwo w związkach – to wszystko sprawia, że ojciec nie jest tylko figurą, ale realną, obecną w życiu rodziny osobą. Bywa jednak tak, że pojawienie się dziecka wkracza w relacje między matką a ojcem. Weryfikuje deklaracje, współodpowiedzialność, wspólne stanowienie o życiu domowym. Niejednokrotnie młoda mama pozostaje z domowymi obowiązkami i opieką nad dzieckiem sama – jako ta, która za obopólną zgodą przez początkowy okres rozwoju dziecka pozostaje w domu, nie kontynuuje pracy zawodowej. Zdarza się, że rodzi się wtedy podział – mąż-ojciec, który pracuje i utrzymuje rodzinę, żona-matka, która o tę rodzinę i dom dba. Podział ten niczym klin wchodzi coraz głębiej i szerzej w relacje, w podział obowiązków, funkcjonowanie rodziny. Oddala, wyobcowuje, utrwala odrębność i dwutorowość życia.

Czy każdy mężczyzna nadaje się na partnera i tatę?  

Anna Wieradzka-Pilarczyk: Nie do końca da się przewidzieć zachowanie mężczyzny po pojawieniu się dziecka. Warto, by wiele spraw między partnerami zostało dopracowanych wcześniej. I nie chodzi tylko o deklaracje, zapewnienia, bujanie w obłokach, ale faktyczną pomoc w pracach domowych. Współodpowiedzialność. Wiele z takich zachowań bądź ich brak daje się zaobserwować na etapie narzeczeństwa, zanim zapadnie decyzja o wspólnym życiu. Chodzi tu o poczucie empatii, zauważanie potrzeb, ich realizację itp. Podstawowym założeniem powinno być “to nasz dom, nasze dziecko”. W równym stopniu jesteśmy odpowiedzialni zarówno za utrzymanie, porządek, wyposażenie mieszkania, jak i rozwój, pielęgnację, zdrowie, wychowanie dziecka. To sprawia, że dom jest wolny od pretensji typu: Ty tego nie robisz, a Ty wciąż czegoś ode mnie oczekujesz.

Uwaga! Reklama do czytania

Uwaga! Złość

Jak się złościć nie krzywdząc?!
Niezwykła książka o złości, akceptacji i trudnych momentach.

Odwiedź księgarnię Natuli.pl

Co powoduje wycofanie się mężów, ojców z prac domowych, wsparcia mamom opiekującym się maluszkami – nieświadomość, wygoda, brak kompetencji?

Anna Wieradzka-Pilarczyk: Jeśli chodzi o opiekę nad dzieckiem, powodów może być wiele. Kobieta ma to zadanie ułatwione przez naturę – uruchamia się instynkt, a w dodatku dużo wcześniej rodzi się jej więź z dzieckiem. Ojciec musi się tego dopiero nauczyć, co więcej – to kobieta-matka-żona jest tą, która ma go wspierać. Obudzić w nim ojca. Świat mężczyzn nastawiony jest na budowanie, tworzenie, szczególnie poza ogniskiem domowym. Natomiast kobiety nastawione są na relacje, wszystko, w co są wyposażone, temu służy.

W początkowym okresie życia dziecka ojcowie niejednokrotnie obawiają się, że maleństwo skrzywdzą. Nie wiedzą (bo niby skąd, ich natura w instynkt nie wyposażyła) jak je podnosić, trzymać, przewijać. Dla mamy wszystko także jest nowe, ale łatwiejsze. I już od początku może wprowadzać ojca w opiekę nad niemowlęciem. Ważny jest jednak sposób – strofowanie, nieustanne poprawianie, niedawanie przestrzeni i brak zaufania przyniosą skutek odmienny od zamierzonego. Ten początkowy okres dla niektórych ojców trwa dość długo, bo nawet do 6 roku życia dziecka. Odsuwają się niejako, nie tworzą silnej więzi z banalnego powodu – nie umieją wejść w relację z kimś, kto nie rozmawia, nie jest w ich pojęciu komunikatywny.

Niektórzy mężczyźni traktują dom jako miejsce odpoczynku po swojej pracy zawodowej. To ważne, muszą kiedyś odpocząć i nabrać sił. Tyle tylko, że pozostająca w domu mama raczej tego odpoczynku dzień w dzień nie ma. Wprost przeciwnie – boryka się ze wzrastającą frustracją, rozgoryczeniem, rozżaleniem spowodowanym zwyczajnie zmęczeniem pracą i ogromem odpowiedzialności, brakiem zrozumienia ze strony mężczyzny.

Innym jeszcze w angażowaniu się w opiekę nad niemowlakiem przeszkadza ich własny perfekcjonizm. Matka w sposób naturalny reaguje na płacz dziecka, odgaduje jego samopoczucie, przyczynę marudzenia. Tuli, rozmawia, uspokaja. Niektórym mężczyznom trudno jest pogodzić się ze swoistą porażką – dzieckiem płaczącym mimo licznych prób zaradzenia jego dyskomfortowi. Narusza to ich obraz siebie jako tego, któremu wszystko wychodzi, podwładni wykonują jego polecenia, respektują zdanie, który cieszy się ogólnym poważaniem, ba nawet podziwem. A własne kilkumiesięczne dziecko ma za nic jego pozycję. To trudny kąsek do przełknięcia.

W jaki sposób młode mamy mogą mieć wpływ na wycofanie się ojców?

Anna Wieradzka-Pilarczyk: Matki z racji dłuższego przebywania z dzieckiem mają znacznie większą wiedzę na jego temat. W mig rozpoznają jego potrzeby, reakcje. Wiedzą, jaki płacz, mimika, gesty oznaczają zmęczenie, potrzebę snu, głód czy podenerwowanie. W tej kwestii są ekspertkami. Problem w tym, że jako ekspertki chcą zdominować sytuację. Jeśli nawet tata próbuje włączyć się w opiekę nad dzieckiem, to robi to pod czujnym okiem mamy, która wie lepiej, która i tak zrobi po swojemu, która jeśli nawet o coś poprosi, udzieli tysięcy wskazówek jak to zrobić, czasami poprawi, skomentuje. Nikt nie lubi być wciąż kontrolowany i krytykowany, odczuwać swojej niekompetencji. Czasem lepiej dać ojcu być ojcem, nawet jeśli posmarował dziecięcą pupę nie tym kremem, zapomniał wziąć na spacer ulubioną zabawkę dziecka czy ubrał je w za duże i niedobrane kolorystycznie ubranka. Warto posługiwać się zasadą, że lepsze jest wrogiem dobrego. Ciągły krytycyzm, brak zaufania, perfekcjonizm mogą wpływać na wycofanie się ojców z pomocy.

Nie bez znaczenia jest też szczególna dbałość o relacje małżeńską. Zabsorbowana niemowlęciem mama ukierunkowuje swoją uwagę, czas, wysiłki na dziecko, mężczyzna ma więc prawo czuć się nieco odsunięty. A relacja małżeńska ma pozostać niezmiennie nadrzędna. Dziecko, by prawidłowo się rozwijało, potrzebuje czuć, że ma zarówno matkę, jak i ojca, a oni mają siebie. Nie ma lepszej atmosfery do wychowania malucha niż przestrzeń wzajemnej miłości, czułości i troski obojga rodziców. Trzeba o to zadbać, zachować określoną odległość małżonków wobec siebie – ani nie za blisko, by dać drugiemu wolność, ani nie za daleko, by widzieć siebie. A widzieć, to czuć potrzeby, zauważać troski i dopiero wtedy dać miejsce empatii.

Czego Jaś się nie nauczył, tego Jan nie będzie umiał – czy jeśli nasze teściowe nie nauczyły swoich synów obsługi odkurzacza, pralki, zmywarki, ściereczki i wielu tego typu wynalazków, to my mamy jakąkolwiek na to szansę?

Anna Wieradzka-Pilarczyk: Nic nie stoi na przeszkodzie dołączyć do aktu ślubu owe instrukcje. To nie jest niewykonalne. Mężczyźni funkcjonują zadaniowo i mają lepiej rozwinięty zmysł techniczny. Wspaniałe połączenie, przynajmniej w przypadku odkurzacza. To, czy mężczyzna potrafi zetrzeć blaty po szykowaniu posiłku lub wyrzucić puste opakowania do kosza, zależy od tego, czy traktuje dom jako coś naszego, wspólną przestrzeń, wspólny teren. Nawet jeśli tak nie jest, kobiety mają tysiące sobie tylko znanych sposobów, aby to w nim obudzić. Nie może to być jednak kolejny obowiązek kobiety – tak wpływać na męża, by on podjął się zadania oczywistego. Są w domu rzeczy do zrobienia i tyle, nie od naszych umizgów powinno zależeć mężowskie zaangażowanie w umycie podłogi, nastawienie zmywarki, wywieszenie prania. A swoją drogą – warto zastanowić się nad tym, jak wychowujemy swoich synów: czy wszystko robimy za nich, czy mają obowiązek choćby pościelić po sobie łóżko? 

Jak rozbudzić w mężczyźnie empatię – rzucić na głęboką wodę i pozostawić na wieczór samego z maluchem?

Anna Wieradzka-Pilarczyk: Czy pojawienie się dziecka spowodowało unik od obowiązków, czy były one już wcześniej? Czy kobieta ciężarna doświadczyła troski, opieki, namacalnej pomocy choćby w masowaniu nóg? Empatii nie sposób nauczyć, niezaspokojone oczekiwania zrodzą frustrację. Ciągłe, powtarzające się prośby będą wywoływały opór. Niekiedy pomocne może okazać się “potrząśnięcie”. Właśnie pozostawienie samego z dzieckiem przez jakiś czas. Zostawienie brudnych naczyń tam, gdzie je użyto, a same do zlewu wejść nie potrafią, tak samo z odzieżą, która zapomniała drogi do kosza na pranie. Niech leży tak długo, aż właściciel się zorientuje. Można też zaproponować podział wypłaty – za obowiązki zawodowe i domowe, za czynności wykonane na rzecz wspólnego dobra (pensja pracującej w domu mamy). Wypisać listę codziennych czynności (zasłanie łóżek, ubranie dzieci, toaleta, przygotowanie śniadania, sprzątnie po śniadaniu, wyprawienie dzieci do szkoły, przygotowanie obiadu, w międzyczasie kilka zmian pieluch, porządki w szafkach kuchennych, odkurzanie, dwa prania, stos prasowania, zakupy, trzy wieże z kloców i sprzątanie po nich, zrobienie toru wyścigowego dla samochodzików, spacer…). Taka lista może okazać się cenna w uświadomieniu, co mama robi, “siedząc” z dzieckiem w domu. Warto też znaleźć sobie opłacane zajęcia na choćby kilka godzin w tygodniu i w tym czasie – zamiana ról: mama w pracy, tata z maluchem. To samo dotyczy wieczoru wolnego mamy. Tata uprawia sport, ma klubowe spotkania z kolegami. Świetnie. Mama też ma wprost obowiązek dbać o siebie i swoją kondycję fizyczną i psychiczną. A tata ma obowiązek jej to umożliwić – dla wspólnego dobra.

Jak praktycznie wprowadzić podział obowiązków?

Anna Wieradzka-Pilarczyk: Przede wszystkim potrzebny jest dialog, nie tylko na poziomie słów, ale potrzeb, możliwości. Jako partnerzy mamy równe prawa, ale różne potrzeby i zadania. Nie da się funkcjonować z dnia na dzień, bez jasnego określenia, które z tych potrzeb są pilne, ważne, konieczne, możliwe do zaspokojenia. Oboje mamy prawo do ich realizacji. Zaspokoić potrzebę odpoczynku, własnego rozwoju, poczucia bezpieczeństwa. Warto wprost zapytać partnera: Co mógłbyś zrobić dla budowania naszej relacji, dla naszych dzieci, dla mnie? Co możesz zaproponować, bym miała chwilę wytchnienia i z inną jakością powróciła zarówno do Ciebie, jak i do dzieci?

Dobrze, gdy rodzice ustalą między sobą wszystko przed pojawieniem się dziecka. Późniejsze zmęczenie, niewyspanie, napięcia mogą utrudniać spokojny i rzeczowy dialog, a potęgować pretensje, oczekiwania, niejasne komunikaty, chęć, aby to drugie się domyśliło. Zamiast sztucznie wyznaczać, co do kogo należy, lepiej przeprowadzić podział (pisemnie!), co kto lubi wykonywać i sam może się w domu tego podjąć. Trudno komuś nieznoszącemu prasowania odgórnie zlecić takie zadanie. Natomiast gdy sam się czegoś podejmie, jest większa szansa, że to zrealizuje. Oczywiście są prace, za którymi nikt nie przepada – typu przewijanie maluszka z kupką. Ktoś jednak wielkodusznie musi się tego podjąć, choć najlepiej, w miarę możliwości, robić to na zmianę.

Uwaga! Reklama do czytania

Jak zrozumieć małe dziecko

Podręcznik świadomego rodzicielstwa

Konflikty w rodzinie

Koniec z awanturami, czas na rozwiązania

Tylko dobre książki dla dzieci i rodziców | Księgarnia Natuli

Warto pamiętać o jednym – wraz z równouprawnieniem skończyła się epoka wyraźnego podziału na prace i zajęcia typowo męskie i typowo kobiece. Kobieta chętnie zajmie się porządkowaniem garażu i myciem samochodu, a mężczyzna – przygotowaniem obiadu. Oboje w równym stopniu odpowiadają za czystość domu, dbanie o dzieci. Sprawą umowy jest podział obowiązków. Czyszczenie toalet, mycie podłogi, obsługa pralki czy odkurzacza nie są zajęciami typowo kobiecymi. To nasze wspólne zadania, tak jak nasze wspólne są dzieci. One uczą się poprzez przykład i widzą, jaką odpowiedzialność mają oboje rodziców. Czy tata bierze aktywny i zaangażowany udział w wychowaniu dzieci i dbaniu o dom, czy jedynie pomaga mamie… Czy mama na równi z tatą ma swój czas, swoje zajęcia, możliwość odpoczynku? Oni już niedługo staną przed własnymi decyzjami o związkach. Jaki model im przekażemy? Jeśli podziwem otaczane są niezależne, kreatywne, zadbane kobiety – pozwólmy takimi być żonom i matkom. Jeśli mężczyźni empatyczni, pomocni, wsłuchani, dzielący pracę zawodową z życiem rodzinnym cieszą się szacunkiem i poważaniem – pozwólmy takimi być mężom i ojcom.

Autor/ka: NATULI dzieci są ważne

Redakcja NATULI Dzieci są ważne


Mądry rodzic, bo czyta…

Sprawdź, co dobrego wydaliśmy ostatnio w Natuli.

Czytamy 1000 książek rocznie, by wybrać dla ciebie te najlepsze…

40 odpowiedzi na “Kiedy mężczyzna uważa, że jego jedyny obowiązek to praca”

Ja uważam że to kwestia organizacji…ja gdybym.mial wybór to chętnie zajmowalbym się dzieckiem a niech moja żona tyra na całą rodzinę…opłaca wszystkie rachunki …po drodze robi zakupy i wynosi śmieci…a po tym wszystkim bym jej robił wyrzuty jak ja to tak strasznie nie miałem w domu i nie miałem czasu posprzątać…prawdą że to znajome…czemu niektóre kobiety przy 3 dzieci mają wszystko ogarniete, dzieci czyste, nauczone i słuchają się rodziców…a inna z jednym ma problem, i dziecko staje się pretekstem do wytłumaczenia jej braku organizacji itd…x tego tylko i wyłącznie wynikają problemy…to moje zdanie na podstawie mojej żony…tragedia..

Może te inne przy trójce dzieci mają wspierających mężów, a nie roszczeniowe marudy dla których wyniesienie śmieci i zrobienie przelewu jest bardziej męczące, niż całe dnie z dzieckiem :) A jak zakupy są takie męczące, to równiez drogi tatusiu wystarczy sie dobrze zorganizować i nie trzeba latać do sklepu codziennie.

Brawo, w punkt!
A może pańska żonę przerosła nowa sytuacja? Może ma depresje poporodowa? Poza tym żaden facet nie zrozumie kobiety „siedzącej” w domu z dzieckiem/dziećmi, no chyba ze sam jest na tacierzyńskim.

Komentarz 100% w punkt. Artykuł oderwany od rzeczywistości, przynajmniej mojej. Strasznie mnie wkurza, gdy czytam takie bzdury. To ja wracam do domu po całym dniu pracy, z zakupami zrobionymi na polecenie żony, nikt mnie nie wita, obiadu nie ma, pranie na suszarce od sześciu dni, w tym zero moch rzeczy, kot miauczy bo chce bym dał mu jeść, w kuwecie śmierdzi, żona śpi z córką, naczynia czekają aż je pozmywam. Gdy żona się budzi, chce bym nosił córkę, bo jeszcze tego dzisiaj nie robiłem i w ogóle powinienem mieć taką potrzebę, a ona musi odpocząć – po czym gra w LoLa. Później razem musimy kąpać córkę, bo nie może tego zrobić sama. Dopiero wtedy mogę sobie na szybko zrobić jedzenie i iść spać. A rano znów praca, kanapki robię sam, albo coś kupuję po drodze. W weekendy jeździmy po sklepach – ja prowadzę, bo żona boi się po mieście, albo do rodziny, czyli znów nie robię tego co chce. Całe życie robię coś, co ktoś inny ode mnie wymaga i słyszę tylko pretensje.

Niektóre z was drogie Panie po porodzie i w trakcie połogu przechodzicie różne stany emocjonalne w któych staramy się was zrozumieć i wspierać (Czasami przetrwac). Każda ze stron się zmieni w tym czasie, ważne jest żeby w tych zmianach nie zgubić miłości która łączyła na początku. Każda relacją się zmienia i wazne jest to aby rozmawiać. Ten artykuł pokazuje częściowo punk widzenia obu stron. Niestety nie znalazłem poradnika „jak przetrwać pierwszy rok taciezynstwa” @natuli

Witaj w klubie :(((. Ja w sumie to wolałbym wychowywać dzieci sam, byłoby mi łatwiej, prościej, miałbym czas dla siebie. Naprawdę, i dom i pracę ogarnął bym o wiele szybciej sam. Nie mogę już więcej nic napisać, bo muszę sie zająć pracą na jutro, bo po powrocie miałem jak zwykle sam na głowie, dzieci, obiad/kolację, zakupy, kąpanie, psa, smieci,zmywanie itp. Ku**a, a podobno przystojny jestem, tylko moje dwie zołzy mnie trzymają przy życiu. naprawdę,k,piszę prawdę..

Zazdroszczę Pana żonie i przykro mi, że nie docenia Pana starań. U mnie jest podobnie choć w drugą stronę. Dzieckiem zajmuje się sama. Mąż wraca z pracy i ma posprzątane, poprane, obiad na stole i nawet słowa dziękuję nie usłyszę…

Zadaj sobie pytanie kiedy ostatni raz bawiłeś się ze swoim dzieckiem lub sam siebie poczytałes książeczkę i uspales dziecko?
Tak organizacja ale 2 osób
Twoja żona, kobieta pracuje 24/7 czy tez ma tak ja ty dzień wolny od pracy ?

No tak. Facet ma pracować, spłacać kredyt, dbać o samochód, dbać o dom, w zimie dbać o grzanie. Nie wolno mieć problemów bo mężczyzna ich nie ma. Boże jakie to żałosne

No szczerze mowiac nie spodziewalam sie tak koszmarnego artykulu po natuli. Przeciez to jest koszmarne utrwalanie patrialchalnych stereotypow, ktore wszystkim szkodza!
„Mężczyźni funkcjonują zadaniowo i mają lepiej rozwinięty zmysł techniczny.” to tylko jeden z calej masy tego rodzaju kwiatkow! Mezczyzni pokazani jako leniwcy, albo ciamajdy, kobiety zas natchnione matki, ktore wszystko o dzieciach wiedza. Otoz nie. Kobiety tez nie rodza sie z instynktem i wiedza jak obslugiac dziecko.
Halo, mamy 2020, cala masa kobiet tez prauje, tez jest szefowymi i tez pierwszym dzieckiem, ktore bierze na rece jest jej wlasne.
Chyba ialo byc dobrze, ale wyszlo bardzo slabo…

Myśle ze przed decyzją na dziecko dobrze byłoby ustalić pewne zasady a potem się ich trzymać. Ja miałam właśnie taką rozmowę gdzie mój mąż oczywiście przyznał z radością ze będzie mnie wspierał i pomagał. Że moja rezygnacja z prężnej jak na tamten czas kariery nie będzie taka straszna, ze będę miała do czego wrócić. Potem okazało się ze ja tylko wstaje do dzieci w nocy bo przecież i tak karmię, a jak płaczą to nie słyszy ( i tak już 5 lat). Jak wychodziłam z dzieckiem na spacer to na początku myśleli ze jestem samotną matką, bo zawsze sama, zawsze utyrana dźwigam wózek i przy okazji zakupy z warzywniaka. To na mnie spada odpowiedzialność podejmowania decyzji o zdrowiu naszych dzieci, wszystkie wizyty u lekarza, gdzie mają pójść do przedszkola itd. Odwieść i przywieść. Pomysł na obiad i lista zakupów koniecznie wysłana na SMS bo inaczej nie zapamięta i tak będę musiała jechać sama. Zmuszam go by wstał z kanapy i poszedł z dziećmi na spacer, sam nigdy tego nie zaproponował i to dopiero od momentu gdy skończyły 2 latka. (Wcześniej nie wyszedł bo bal się ze przypadkiem będzie musiał zmieniać pieluchę lub coś innego). Do tego 10 pralek prania rozwiesić i poskładać na miejsce bo inaczej dobiją mnie ciągle pytania a gdzie co jest. Codzienne sprzątanie tego samego. Gdy słyszę ze faceci marudzą po pracy bo muszą odpocząć, to mnie krew zalewa. Ja tęsknie za moja praca gdzie czułam się ze co dzień zrobiłam cos fajnego, że osiągnęłam coś ważnego, ze jestem doceniona. Teraz moja praca kończy się najwcześniej o 21:00, a zaczyna o 6:30. Gdzie jestem w tym wszystkim ja? Gdzie mój czas? Mój mąż w tym czasie awansował ze 2 razy zmienił stanowisko w pracy, co daje mu satysfakcję i poczucie spełnienia, na rodzinnych spotkaniach pęka z dumy a na mnie patrzą z politowaniem w oczach. Czyż nie osiągnęłam sukcesu rodząc dwójkę dzieci, dbając o nie na co dzień, oddaje całe moje serce, całą siebie… a moje życie zawodowe? coż nie da się już odbudować, bede musiała zacząć wszytko od zera, ale co tam dam radę ja zawsze daje radę. Absolutnie nie żałuje tego czasu dla dzieci, kocham je nad życie, ale żałuje ze mój mąż nigdy mnie nie pochwalił tak szczerze sam z siebie, to przecież takie normalne ze kobieta/ matka poświęca się dla rodziny.

Mam podobną sytuację i żadne rozmowy nie pomagają. Jesteśmy w trakcie terapii małżeńskiej, ale raczej wszystko zmierza ku rozwodowi. Nie myślałaś o tym by od męża odejść, skoro i tak nie masz od niego żadnej pomocy? U mnie jedyny powód, dla którego z nim do tej pory wytrzymałam, to aby nie pozbawiać dzieci ojca, ale niedawno sobie uświadomiłam, że on sam pozbawia się ojcostwa bo się dziećmi nie zajmuje. Więc jedyną różnicą po rozstaniu będzie to, że będę miała mniej prania, gotowania i przede wszystkim mniej nerwów i kłótni, a dzieciom sytuacja polepszy się o tyle, że nie będą świadkami awantur.

Brawo księżniczki. Takie biedne jesteście. Gdyby nie ja to dzieci byłyby glodne, brudne, samochód by się rozleciał, w domu byłoby zimno. Człowiek tyra w robocie, potem przy domu, zakupy musi zrobić i ugotować a ci jeszcze powiedza że maruda. Nie dziwne że młodzi nie chca brać ślubu

A tak serio…czuć frustrację w Twoim komentarzu… punkt odnośnie matki….że to matka uczy faceta… wiecie… obsługa pralki to nie lot w kosmos…nawet loatania w kosmos się człowiek nauczy…. odkurzacz to nie jest laserowy miecz… a mop to nie potwór… więc drogie PANIE…. ja jako facet powiem Wam krótko !! PARTNERSTWO !! Wymagajcie… moja żona nie musi mnie prosić o przetarcie podłóg….wyjęcie naczyń….zrobienie zakupów…robię to czego ona nie miała czasu zrobić lub co może ją odciążyć… TYLE….TYLE i AŻ tyle…Nie chwalę się tym że jestem mega fajnym mężem…robię to co powinien robić każdy… tez jestem zmęczony bo pracuję… też nie mam ochoty na pewne rzeczy… ale robię to dla nas… a jak słyszę opowieści koleżanek z pracy że ona jak wraca do domu to MUSI WSZYSTKO sama zrobić „NO BO MĄŻ JEST PO PRACY ZMĘCZONY…” to pytam tylko „A TY NIE?”… nie dajmy się zwariować … na wszystko da się znaleźć czas…. kwestia chęci i organizacji… najłatwiej jest zrobić to jak w starym przysłowiu śląskim ” ZRÓB SIĘ GUPIM BYDZIESZ FRAJ” … a po polsku „UDAWAJ ŻE NIE POTRAFISZ NIKT NIE BĘDZIE WYMAGAŁ”

Nie jestes sama, u mnie identiko. Jaki zdolny maz- dom ci zbudowal! Jaki dobry tata- pampersa umie zmienic. Ja nie uslysze nigdy dobrego slowa za to, ze non stop sama z dziecmi (na drugi dzien po powrocie ze szpitala po cesarce sama z 2), zeby on mogl sobie na spokojnie budowac. Nie uslysze nic dobrego, ze on zbudowal ale ja wykonczylam (lacznie z gipsowanien scian, kladzeniem plytek, wybieraniem rzeczy itd ogarniecien wszystkich dokumentow). Dziecko jak wezmie to pozniej uslysze ze jestem taka i owaka bo WYMAGAM tego od niego. Do pracy wyjsc nie moge bo 20 telefonow, kup to po drodze, co gdzie jest, co zrobic na kolacje a potem awanti bo za pozno wroce (po 4 godzinach). I ja dobrze wiem z czego to wynika- podziekujcie tesciowym moje drogie panie. Jak matka nie umie wychowac syna i wspierac synowej to du*a ze zwiazku chocbyscie na rzesach stanely.

Jakie to seksistowskie…
Często mama rodzi dziecko/dzieci i w PL siedzi na macierzyńskim, wychowawczym, opiekuńczym. W tym czasie tata musi pracować. Później mama ma spore zaległości w pracy – wraca i zaczyna od zera. Tata cały czas pracował więc ma więcej doświadczenia i zarabia dużo więcej. Tu powstaje mit nierównej płacy kobiet który jest realnie tylko efektem a nie przyczyną.
Jak już tata zarabia (a mama opiekuje się dziećmi i wydaje pieniądze) to trzeba zarobić na wydatki. I na ferie, wakacje i co tam jeszcze. Mężczyzna jest więc postawiony w sytuacji bez wyboru. Praca, dom, praca, dom. Chciał by pewnie się zamienić… Ale nie ma takiej możliwości – mama już zrezygnowała z możliwości utrzymania rodziny. Następują konflikty. Często niewypowiedziane oczekiwania. Rozwód.
W niektórych krajach nie ma takiej przepaści między urlopem po narodzinach – mama i tata podobnie długo są w domu.
U niektórych dochodzi problem dowożenia dzieci do przedszkola/szkoły – jeśli mama tego nie robi to odpowiedzialność spada na tatę.
Czasem opieka nad chorym dzieckiem. Czasem jest babcia (mężczyźni są poszkodowani i żyją krócej więc to zwykle babcia). Czasem nie… Wtedy jest ostro.
Czasem jest jeszcze kwestia rodziny. Trudny dziadek, podła teściowa, brat alkoholik czy siostra narkomanka. I inne. Każdy przypadek indywidualny ale komplikujący sytuację rodziny.
Ktoś idzie na ustępstwa. Dlaczego to ma być tatą który pracuje 10h/dobę, naprawia wszystko w domu, jest kierowcą, żyje w stresie i jeszcze zaniedbał relacje z dziećmi (bo mama była z nimi w domu)?
Oczywiście są różne przypadki. Tata alkoholik (dlaczego?), Tata który po prostu się nie interesuje, wypalenie (np. niepełnosprawne dziecko może być powodem). Albo też rodzice mogą być tak zajęci opieka nad dziećmi, że się dzielą obowiązkami ale przestają spędzać czas razem. Mama odpowiedzialnie pracuje, majsterkuje, itp. i nie ma czasu dla siebie. Tata odpowiedzialnie pracuje, gotuje, itp. i nie ma czasu dla siebie. Związek jest sztuczny.
Wiele kultur rozwiązuje to na swoje sposoby. Słowianie na przykład dawali dziecko pod opiekę matce a młodzieńca pod opiekę ojca.
O mnie: tatuś. Tata dwóch synów w różnym wieku. Pracujący tata. Ostatnio zmieniłem tryb pracy aby więcej czasu poświęcać rodzinie. Obecnie walczę aby mama mniej siedziała na netflixie i zakupach a więcej z dziećmi.

To teraz ci powiem o mitach pracy kobiet. Pracuje w dużej firmie technologicznej. Firma uskutecznia politykę wspierania kobiet. I teraz mamy szereg wspaniałych managerek, nie znających się na niczym ale za to skutecznie blokujących kariery mężczyznom. Dla zasady. Promują zawsze kobiety. Ale jak te kobiety promowane odważą się mieć inne zdanie to lecą szybciej na bruk niż zdążą pomyśleć o swoich dzieciach. Ale nie ma dyskryminacji wobec mężczyzn więc nie ma gdzie złożyć skargi. Błędne koło. Dla większości kobiet partnerstwo to abstrakcja. Nagminnie próbujecie być lepsze we wszystkim od mężczyzn. Szkoda na was czasu. Żyjecie w kłamstwie. Wszystkie kobiety w firmie mają wspólny mianownik. Wydaje im się że są nie do zastąpienia, bez nich niczego by nie było.

A ja ma taką refleksję….podzial obowiązków to jedno, ale drugie to fakt, że to my kobiety o wszystkim myslimy i to myślenie i planowanie wszystkiego jest wykańczające, tych rzeczy są setki, śmieci, pranie, zakupy, zaplanowanie posiłków dla rodziny i dziecka, opłacanie rachunków, sprawy związane z pilnowaniem ubezpieczeń, szczepień, wizyt u lekarza, urodzin w rodzinie imienin w rodzinie, prezentów, imion i urodzin koleżanek i kolegów dziecka, jedzenie dla pieska, weterynarz, kupienie ubrań dla dziecka, skarpety dla męża bo inaczej pójdzie w dziurawych i tysiące innych codziennych małych rzeczy aaa i na dodatek praca na etat, zarabianie pieniędzy i planowanie nowego biznesu bo przydało by się więcej z uwagi na plan budowy domu, czym się zajmie kto? mamusia. A tatuś? A tatuś zajmuje się dzieckiem po pracy – kąpie, bawi się z nim, chodzi na spacery…ale nic więcej, pracuje cały dzień od 8 -19 pieniędzy z tego nie ma a po pracy nie ma czasu na nic innego niż spędzenie czasu z dzieckiem i tłumaczeniem mamusi, że jej pratensje są wyssane z palca bo przeciez tatuś …. nie ma czasu, kiedy ma robić zakupy i reszte rzeczy jak musi wykąpać dziecko bo to jedyny moment, żeby wieczorem spędzić z nim czas. Podział obowiązków nie dziala, wspólnie sporządzona lista wisi na lodówce i tylko wisi…. trzy obowiązki – śmieci, pies, samochód – pies przerośnięte pazury, śmieci jak nie staną przed drzwiami to nie wyjdą, samochód – przegląd samochodu – dwa tygodnie proszenia, każdego dnia, aż termin minął, zmiana opon – jak na letnich mama wpada w poślizg bo śnieg już leży, akumulator – rok proszenia o wymianę, aż całkiem siadł. Żadne listy, podziały obowiązków i wczesniejsze ustalenia nie mają sensu, gdy mamusia zawsze za synka wszystko robiła i synek prze narodzinami dziecka jeszcze coś robił, bo nie było tego dużo, ale jak lista staje się poważna to dopiero wtedy sie okazuje jakim mąż będzie mężem.
A panowie? Oczywiście są wyjątki i nawet znam taki…. jeden, jeden taki wyjątek.

Co proszę? Chyba sobie szanowna robi jaja. Wy może myślicie o czymś tam ale zrobić już nie potraficie. Bo skoro ja zarabiam, opłacam rachunki, opłacam ubezpieczenia, pilnuje żeby samochody były sprawne bo was nawet tankowanie przerasta, sprawy remontowe? Co wy wiecie o planowaniu. Pojedyncze z was może ….

Jestem mamą kilkumiesięcznego synka. Partner nie wspiera mnie gdy mały placze. On wyznaje sadystyczną metodę „niech się wypłacze to że zmęczenia usnie”. Mnie serce krwawi jak on próbuje tak robić. Mimo potężnego zmęczenia, ostatkiem sił uspokajam małego. Przyplacam to zawrotami głowy i coraz gorszym samopoczuciem psychicznym. Nie mam żadnego wsparcia w partnerze pod tym kątem. Żadnego. On dziwi się że ja mimo zmęczenia kołyszę synka na rękach, zamiast od odłożyć i „włożyć zatyczki do uszu i próbować odpocząć”. Nie daję rady z tym człowiekiem. Jest coraz gorzej. Dzisiaj pokazał na co go stać. Jego bezczynne leżenie na łóżku i patrzenie ze spokojem jak synek 2 godziny krzyczał, płakał mając tylko chwilowe przerwy, stwierdziłam że za bardzo się różnimy. Patrzyłam na jego zachowanie i stwierdziłam że to zły człowiek. Mam wyrzuty sumienia tylko, bo krzyknęłam z tej bezsilności i zmęczenia na synka jak go próbowałam ukolysać, ale nic to nie dawało. Oczywiście zaraz zostało to wykorzystane przeciwko mnie i zaczął mi gadać z dumą że straciłam panowanie, bo krzyknęłam na dziecko. Ale to on to sprowokował. Jego brak pomocy spowodował, że krzyknęłam na synka z bezradności i frustracji. Doszłam do wniosku że on jest złym człowiekiem. On lubi patrzeć jak synek płacze. Jak sadysta. Powiedziałam mu kilka słów, że albo idziemy razem na terapię bo nie dogadujemy się w kwestii płaczu dziecka albo nie widzę sensu bycia razem. Mówiłam że jestem zmęczona, że jak proszę go o pomoc to chciałabym żeby pomógł i utulił synka, ale on swoje „pomagam, ale swoim sposobem – niech się wypłacze”. I koło się zamyka. Wolę być sama z dzieckiem bo przynajmniej jak znowu mały będzie miała atak histerii to wiem że dam radę go utulić ostatkiem sił, bo i będę musiała liczyć sama na siebie i nie będę widzieć leżącego zrelaksowanego tatusia, który ma w du*** cierpienie dziecka i jeszcze głośno podkreśla że dziecku nie dzieje się krzywda i że mu go nie szkoda. Dziwny człowiek. Gdybym wiedziała że on jest pozbawiony empatii, to nigdy bym się z nim nie związała. Jedyny plus jest taki że mam wymarzone dziecko, które kocham nad życie. Tatuś dziecka po dziejszej sytuacji nie jest mi do niczego potrzebny. Strasznie boli mnie serce widząc jego sadyzm wobec dziecka i mnie. On nie czuje współczucia, emaptii, nie rozumie że dziecko jak płacze to cierpi, że należy mu pomóc się uspokoić w sposób ludzki, że ja jestem zmęczona, sfrustrowana, że potrzebuję pomocy ale nie „na wypłakanie dziecka” ale na utulenie. Niedługo będę się wyprowadzać, bo on powiedział że właśnie swoimi tekstami zakończyłam nasz związek.

Już myślałam, że mój mąż, „mąż i ojciec roku” jest wyjątkiem!! Jednak okazuje się, że nie jestem jedyną, która wychowanie dzieci, ogarnięcie domu itp. musi udźwignąć sama. Z perspektywy czasu patrzę na wszystko innym okiem i chyba mogę mieć po części żal do siebie , że pewne oznaki braku empatii mojego męża umknęły mi gdzieś, a może po prostu nie chciałam tego widzieć?! Chyba nigdy nie pojmę, jak można nie mieć w sobie choć odrobiny chęci lub potrzeby spędzenia czasu wolnego ze swoimi dziećmi, a tak właśnie jest w przypadku mojego męża …zawsze z zazdrością obserwuje rodziny, w których ojcowie biorą czynny udział w życiu rodziny. Najbardziej boli mnie fakt, że moje dzieci, wychowywane praktycznie tylko przeze mnie , będą uważały taki wzór rodziny za poprawny i w przyszłości same stworzą podobny!! Od pewnego czasu biję się z myślami „za” i „przeciw” rozwodowi, tym bardziej, że na chwilę obecną moje dzieci są małe ,bo 1.5 i 4 latka, i obawiam się, że odchodząc od męża, nie uda mi się pogodzić pracy ( aby utrzymać siebie i dzieci musiałabym takową znaleźć) z wychowaniem dzieci!

Ja wywaliłam takiego gada. Powiedziałam jasno po milionowej kłótni i trylionowej próbie rozmowy z gadem. Albo się ogarniesz i zauważysz że oprócz grania w wiejskie życie i pastwienia się wyśmiewając wszystko wszystkich i gnębienia wręcz mojego starszego syna, jest też pranie sprzątanie bo skarpety nie mają nóg i same nie trafią do pralki, jest milion rzeczy do zrobienia a do ludzi trzeba mieć szacunek, nie jestem śmieciem, dzieci też nie. Powiedziałam albo się ogarniasz albo won. W tydzień czasu się wyniósł. Och jak mi ulżyło. Będąc na macierzyńskim dawałam radę. Trzeba było interwencji u prezydenta miasta żeby dostać żłobek za uwaga 550zł/mc miejski żłobek! umowa na trzy miesiące ale nie udało mi się znaleźć pracy. Cale życie stałam za ladą i lubię pracę na kasie, a potem byłam operatorem maszyn. Starszy syn chodzi do szkoły specjalnej, ma problemy, jest autystykiem. Bus przywozi go do domu przed 14. Nie jestem w stanie ogarnąć pracy tak żeby o 13 skończyć bo takiej nie ma. Mogłabym pisać teksty do gazet etc artykuły itp ale żądają studiów entego stopnia. Do zawodu nie wrócę bo czasowo nie jestem w stanie tego ogarnąć a młodszy roczny syn wiecznie jest chory. Od września spędził w żłobku dwa tygodnie. Cała reszta w domu chory!
tatuś nie wykazuje żadnego zainteresowania. Rozwód pół roku wisi w sądzie i nawet nie ma terminu rozprawy choć zapłaciłam od razu.
Jeżeli masz zawód i wykształcenie pozwalające na pracę od 8 do 16 dasz radę. Albo jeśli masz rodziców którzy pomogą. Ja zostałam sama i gdyby nie dofinansowanie do czynszu….
W listopadzie kończy się umowa w żłobku więc czekają mnie dwa lata w domu z dzieckiem na kolanach szukając pracy zdalnej

Hahahahahaha. Właśnie to większość z was potrafi. Jątrzyć i kombinować. Wyrachowane potraficie być. Ale powiedzieć o co wam chodzi nie umiecie. Takie same księżniczki tutaj.

Masz rację…. też mogę Ci powiedzieć paniusiu:
– idź do pieca i znajdź jego droge.
-utrzymaj rodzinę bo przecież tak wszystko łatwo przychodzi.
-idź skoś trawę bo przecież to nic trudnego. Ale najpierw jedz na stację i zalej kosiarke. Pierd***** paniusie co nic nie chca w życiu robić aby szukać frajerów pantoflarzy.

Dokładnie tak. Rozumiem że są faceci ofiary losu. Gdyby nie my to dom bylby skuty lodem albo poszedł z dymem. Obsłużyć ogrzewanie, o przygotowaniu opału nie wspomnę. Ale wierzę że to w większości nasza wina. Wina mężczyzn bo baba zawsze szuka jelenia. Nam się wmawia bycie zaradnymi, bycie samcem. My nie mamy potrzeb ani problemów. Kobieta w związku stopniowo zatraca wszystkie umiejętności. Po porodzie to już jest masakra. Szkoda czasu na was.

Pomagam w domu. Małe dziecko od pół roku. Teściowa do pomocy ale i tak jestem wróg publiczny domu numer jeden bo nie wstaje w nocy. Ograniam sprzęty wszystkie plus ich naprawy serwis konserwacja. Kobieta nigdy soli do zmywarki nie wsypała, a w odkurzaczu worka nie wymieniła a co dopiero kupić worek. Katastrofa! Pracuje na ciężarówce codziennie w domu ale snu trochę w tym zawodzie musi być bo kogoś zabije na pasach albo plasuje pojazd ciężarówka na miazgę. Sprzątam. Śmieci wynoszę. TV naprawiam totalnie zajmuje się w domu elektryka hydraulika mechanika wszystko oprócz uciszania i lulania syna. Ale w nocy mleko robiłem tylko nie bujałem i nie usypiałem dziecka. Ale słyszę że jestem zły ojciec i mąż bo wiecznie mało i mało. Długo by pisać. Mi przez lata nikt z domowników nie pomagał przy malowaniu remontach i wszystkich tych obowiązkach a teraz mam wymawiane że za mało jeszcze robię. Nie pije nie pale. Dbam o budżet domowy. Nie mam sobie nic do zarzucenia i napewno nie pozwolę bym wpadł pod pantofel żony i teściowej rodzina rodzina ale są pewne granice panowie i panie

JESTEM W SZOKU ILE RZECZY NIE WIEDZIAŁAM O MOIM FACECIE A OJCU MOJEGO DZIECKA TERAZ ŁATWIEJ MI POMÓC MU BYĆ OJCEM DZIĘKUJĘ NAPRAWDĘ POMOGŁO!!!

Mój mąż wraca od wielu lat tylko na weekendy. Mieszkamy 600 km od rodziny. Jakiś czas temu wróciłam do pracy, pochorowałam się a i tak chodziłam do pracy. Ma dwa tygodnie urlopu o co usłyszałam po tym jak znowu wróciłam do burdelu w domu, do nie nakarmionych dzieci, nawet pić ciepłego nie dostały,że to moja wina i mój zasrany obowiązek,bo on jest na urlopie

my bez problemu dzielimy się obowiązkami, nawet czasem na tablicy rozpisane bo dużo sie dzieje, a co do sprzątania to wspólnie polecamy roomba

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.