Kategorie
Macierzyństwo i ojcostwo Rodzicielstwo

Kiedy mężczyzna uważa, że jego jedyny obowiązek to praca

Warto, by wiele spraw między partnerami zostało dopracowanych zanim na świat przyjdą dzieci. I nie chodzi tylko o deklaracje, zapewnienia, bujanie w obłokach, ale faktyczną pomoc w pracach domowych. Współodpowiedzialność. Rozmowa z psycholożką Anną Wieradzką-Pilarczyk.

Świetne książki dla rodziców i dzieci... zobacz naszą KSIĘGARNIĘ NATULI

Kiedy mężczyzna uważa, że jego jedyny obowiązek to praca?

Anna Wieradzka-Pilarczyk: Coraz więcej ojców aktywnie opiekuje się i wychowuje swoje wyczekane, upragnione dzieci. Świadome ojcostwo, urlopy tacierzyńskie, równouprawnienie, partnerstwo w związkach – to wszystko sprawia, że ojciec nie jest tylko figurą, ale realną, obecną w życiu rodziny osobą. Bywa jednak tak, że pojawienie się dziecka wkracza w relacje między matką a ojcem. Weryfikuje deklaracje, współodpowiedzialność, wspólne stanowienie o życiu domowym. Niejednokrotnie młoda mama pozostaje z domowymi obowiązkami i opieką nad dzieckiem sama – jako ta, która za obopólną zgodą przez początkowy okres rozwoju dziecka pozostaje w domu, nie kontynuuje pracy zawodowej. Zdarza się, że rodzi się wtedy podział – mąż-ojciec, który pracuje i utrzymuje rodzinę, żona-matka, która o tę rodzinę i dom dba. Podział ten niczym klin wchodzi coraz głębiej i szerzej w relacje, w podział obowiązków, funkcjonowanie rodziny. Oddala, wyobcowuje, utrwala odrębność i dwutorowość życia.

JAK DOBRZE, ŻE TO REKLAMA KSIĄŻEK

książki dla rodziców

Być mężem i ojcem 

26,88 PLN

Oto książka dla prawdziwych mężczyzn.

Czy każdy mężczyzna nadaje się na partnera i tatę?  

Anna Wieradzka-Pilarczyk: Nie do końca da się przewidzieć zachowanie mężczyzny po pojawieniu się dziecka. Warto, by wiele spraw między partnerami zostało dopracowanych wcześniej. I nie chodzi tylko o deklaracje, zapewnienia, bujanie w obłokach, ale faktyczną pomoc w pracach domowych. Współodpowiedzialność. Wiele z takich zachowań bądź ich brak daje się zaobserwować na etapie narzeczeństwa, zanim zapadnie decyzja o wspólnym życiu. Chodzi tu o poczucie empatii, zauważanie potrzeb, ich realizację itp. Podstawowym założeniem powinno być “to nasz dom, nasze dziecko”. W równym stopniu jesteśmy odpowiedzialni zarówno za utrzymanie, porządek, wyposażenie mieszkania, jak i rozwój, pielęgnację, zdrowie, wychowanie dziecka. To sprawia, że dom jest wolny od pretensji typu: Ty tego nie robisz, a Ty wciąż czegoś ode mnie oczekujesz.

Co powoduje wycofanie się mężów, ojców z prac domowych, wsparcia mamom opiekującym się maluszkami – nieświadomość, wygoda, brak kompetencji?

Anna Wieradzka-Pilarczyk: Jeśli chodzi o opiekę nad dzieckiem, powodów może być wiele. Kobieta ma to zadanie ułatwione przez naturę – uruchamia się instynkt, a w dodatku dużo wcześniej rodzi się jej więź z dzieckiem. Ojciec musi się tego dopiero nauczyć, co więcej – to kobieta-matka-żona jest tą, która ma go wspierać. Obudzić w nim ojca. Świat mężczyzn nastawiony jest na budowanie, tworzenie, szczególnie poza ogniskiem domowym. Natomiast kobiety nastawione są na relacje, wszystko, w co są wyposażone, temu służy.

W początkowym okresie życia dziecka ojcowie niejednokrotnie obawiają się, że maleństwo skrzywdzą. Nie wiedzą (bo niby skąd, ich natura w instynkt nie wyposażyła) jak je podnosić, trzymać, przewijać. Dla mamy wszystko także jest nowe, ale łatwiejsze. I już od początku może wprowadzać ojca w opiekę nad niemowlęciem. Ważny jest jednak sposób – strofowanie, nieustanne poprawianie, niedawanie przestrzeni i brak zaufania przyniosą skutek odmienny od zamierzonego. Ten początkowy okres dla niektórych ojców trwa dość długo, bo nawet do 6 roku życia dziecka. Odsuwają się niejako, nie tworzą silnej więzi z banalnego powodu – nie umieją wejść w relację z kimś, kto nie rozmawia, nie jest w ich pojęciu komunikatywny.

Niektórzy mężczyźni traktują dom jako miejsce odpoczynku po swojej pracy zawodowej. To ważne, muszą kiedyś odpocząć i nabrać sił. Tyle tylko, że pozostająca w domu mama raczej tego odpoczynku dzień w dzień nie ma. Wprost przeciwnie – boryka się ze wzrastającą frustracją, rozgoryczeniem, rozżaleniem spowodowanym zwyczajnie zmęczeniem pracą i ogromem odpowiedzialności, brakiem zrozumienia ze strony mężczyzny.

Innym jeszcze w angażowaniu się w opiekę nad niemowlakiem przeszkadza ich własny perfekcjonizm. Matka w sposób naturalny reaguje na płacz dziecka, odgaduje jego samopoczucie, przyczynę marudzenia. Tuli, rozmawia, uspokaja. Niektórym mężczyznom trudno jest pogodzić się ze swoistą porażką – dzieckiem płaczącym mimo licznych prób zaradzenia jego dyskomfortowi. Narusza to ich obraz siebie jako tego, któremu wszystko wychodzi, podwładni wykonują jego polecenia, respektują zdanie, który cieszy się ogólnym poważaniem, ba nawet podziwem. A własne kilkumiesięczne dziecko ma za nic jego pozycję. To trudny kąsek do przełknięcia.

W jaki sposób młode mamy mogą mieć wpływ na wycofanie się ojców?

Anna Wieradzka-Pilarczyk: Matki z racji dłuższego przebywania z dzieckiem mają znacznie większą wiedzę na jego temat. W mig rozpoznają jego potrzeby, reakcje. Wiedzą, jaki płacz, mimika, gesty oznaczają zmęczenie, potrzebę snu, głód czy podenerwowanie. W tej kwestii są ekspertkami. Problem w tym, że jako ekspertki chcą zdominować sytuację. Jeśli nawet tata próbuje włączyć się w opiekę nad dzieckiem, to robi to pod czujnym okiem mamy, która wie lepiej, która i tak zrobi po swojemu, która jeśli nawet o coś poprosi, udzieli tysięcy wskazówek jak to zrobić, czasami poprawi, skomentuje. Nikt nie lubi być wciąż kontrolowany i krytykowany, odczuwać swojej niekompetencji. Czasem lepiej dać ojcu być ojcem, nawet jeśli posmarował dziecięcą pupę nie tym kremem, zapomniał wziąć na spacer ulubioną zabawkę dziecka czy ubrał je w za duże i niedobrane kolorystycznie ubranka. Warto posługiwać się zasadą, że lepsze jest wrogiem dobrego. Ciągły krytycyzm, brak zaufania, perfekcjonizm mogą wpływać na wycofanie się ojców z pomocy.

Nie bez znaczenia jest też szczególna dbałość o relacje małżeńską. Zabsorbowana niemowlęciem mama ukierunkowuje swoją uwagę, czas, wysiłki na dziecko, mężczyzna ma więc prawo czuć się nieco odsunięty. A relacja małżeńska ma pozostać niezmiennie nadrzędna. Dziecko, by prawidłowo się rozwijało, potrzebuje czuć, że ma zarówno matkę, jak i ojca, a oni mają siebie. Nie ma lepszej atmosfery do wychowania malucha niż przestrzeń wzajemnej miłości, czułości i troski obojga rodziców. Trzeba o to zadbać, zachować określoną odległość małżonków wobec siebie – ani nie za blisko, by dać drugiemu wolność, ani nie za daleko, by widzieć siebie. A widzieć, to czuć potrzeby, zauważać troski i dopiero wtedy dać miejsce empatii.

Czytasz artykuł … i bardzo dobrze

Piszemy i wydajemy książki, tworzymy magazyn dla rodziców, prowadzimy super księgarnię. Jeśli nas nie znasz… kliknij i

Czego Jaś się nie nauczył, tego Jan nie będzie umiał – czy jeśli nasze teściowe nie nauczyły swoich synów obsługi odkurzacza, pralki, zmywarki, ściereczki i wielu tego typu wynalazków, to my mamy jakąkolwiek na to szansę?

Anna Wieradzka-Pilarczyk: Nic nie stoi na przeszkodzie dołączyć do aktu ślubu owe instrukcje. To nie jest niewykonalne. Mężczyźni funkcjonują zadaniowo i mają lepiej rozwinięty zmysł techniczny. Wspaniałe połączenie, przynajmniej w przypadku odkurzacza. To, czy mężczyzna potrafi zetrzeć blaty po szykowaniu posiłku lub wyrzucić puste opakowania do kosza, zależy od tego, czy traktuje dom jako coś naszego, wspólną przestrzeń, wspólny teren. Nawet jeśli tak nie jest, kobiety mają tysiące sobie tylko znanych sposobów, aby to w nim obudzić. Nie może to być jednak kolejny obowiązek kobiety – tak wpływać na męża, by on podjął się zadania oczywistego. Są w domu rzeczy do zrobienia i tyle, nie od naszych umizgów powinno zależeć mężowskie zaangażowanie w umycie podłogi, nastawienie zmywarki, wywieszenie prania. A swoją drogą – warto zastanowić się nad tym, jak wychowujemy swoich synów: czy wszystko robimy za nich, czy mają obowiązek choćby pościelić po sobie łóżko? 

Jak rozbudzić w mężczyźnie empatię – rzucić na głęboką wodę i pozostawić na wieczór samego z maluchem?

Anna Wieradzka-Pilarczyk: Czy pojawienie się dziecka spowodowało unik od obowiązków, czy były one już wcześniej? Czy kobieta ciężarna doświadczyła troski, opieki, namacalnej pomocy choćby w masowaniu nóg? Empatii nie sposób nauczyć, niezaspokojone oczekiwania zrodzą frustrację. Ciągłe, powtarzające się prośby będą wywoływały opór. Niekiedy pomocne może okazać się “potrząśnięcie”. Właśnie pozostawienie samego z dzieckiem przez jakiś czas. Zostawienie brudnych naczyń tam, gdzie je użyto, a same do zlewu wejść nie potrafią, tak samo z odzieżą, która zapomniała drogi do kosza na pranie. Niech leży tak długo, aż właściciel się zorientuje. Można też zaproponować podział wypłaty – za obowiązki zawodowe i domowe, za czynności wykonane na rzecz wspólnego dobra (pensja pracującej w domu mamy). Wypisać listę codziennych czynności (zasłanie łóżek, ubranie dzieci, toaleta, przygotowanie śniadania, sprzątnie po śniadaniu, wyprawienie dzieci do szkoły, przygotowanie obiadu, w międzyczasie kilka zmian pieluch, porządki w szafkach kuchennych, odkurzanie, dwa prania, stos prasowania, zakupy, trzy wieże z kloców i sprzątanie po nich, zrobienie toru wyścigowego dla samochodzików, spacer…). Taka lista może okazać się cenna w uświadomieniu, co mama robi, “siedząc” z dzieckiem w domu. Warto też znaleźć sobie opłacane zajęcia na choćby kilka godzin w tygodniu i w tym czasie – zamiana ról: mama w pracy, tata z maluchem. To samo dotyczy wieczoru wolnego mamy. Tata uprawia sport, ma klubowe spotkania z kolegami. Świetnie. Mama też ma wprost obowiązek dbać o siebie i swoją kondycję fizyczną i psychiczną. A tata ma obowiązek jej to umożliwić – dla wspólnego dobra.

Jak praktycznie wprowadzić podział obowiązków?

Anna Wieradzka-Pilarczyk: Przede wszystkim potrzebny jest dialog, nie tylko na poziomie słów, ale potrzeb, możliwości. Jako partnerzy mamy równe prawa, ale różne potrzeby i zadania. Nie da się funkcjonować z dnia na dzień, bez jasnego określenia, które z tych potrzeb są pilne, ważne, konieczne, możliwe do zaspokojenia. Oboje mamy prawo do ich realizacji. Zaspokoić potrzebę odpoczynku, własnego rozwoju, poczucia bezpieczeństwa. Warto wprost zapytać partnera: Co mógłbyś zrobić dla budowania naszej relacji, dla naszych dzieci, dla mnie? Co możesz zaproponować, bym miała chwilę wytchnienia i z inną jakością powróciła zarówno do Ciebie, jak i do dzieci?

Dobrze, gdy rodzice ustalą między sobą wszystko przed pojawieniem się dziecka. Późniejsze zmęczenie, niewyspanie, napięcia mogą utrudniać spokojny i rzeczowy dialog, a potęgować pretensje, oczekiwania, niejasne komunikaty, chęć, aby to drugie się domyśliło. Zamiast sztucznie wyznaczać, co do kogo należy, lepiej przeprowadzić podział (pisemnie!), co kto lubi wykonywać i sam może się w domu tego podjąć. Trudno komuś nieznoszącemu prasowania odgórnie zlecić takie zadanie. Natomiast gdy sam się czegoś podejmie, jest większa szansa, że to zrealizuje. Oczywiście są prace, za którymi nikt nie przepada – typu przewijanie maluszka z kupką. Ktoś jednak wielkodusznie musi się tego podjąć, choć najlepiej, w miarę możliwości, robić to na zmianę.

Warto pamiętać o jednym – wraz z równouprawnieniem skończyła się epoka wyraźnego podziału na prace i zajęcia typowo męskie i typowo kobiece. Kobieta chętnie zajmie się porządkowaniem garażu i myciem samochodu, a mężczyzna – przygotowaniem obiadu. Oboje w równym stopniu odpowiadają za czystość domu, dbanie o dzieci. Sprawą umowy jest podział obowiązków. Czyszczenie toalet, mycie podłogi, obsługa pralki czy odkurzacza nie są zajęciami typowo kobiecymi. To nasze wspólne zadania, tak jak nasze wspólne są dzieci. One uczą się poprzez przykład i widzą, jaką odpowiedzialność mają oboje rodziców. Czy tata bierze aktywny i zaangażowany udział w wychowaniu dzieci i dbaniu o dom, czy jedynie pomaga mamie… Czy mama na równi z tatą ma swój czas, swoje zajęcia, możliwość odpoczynku? Oni już niedługo staną przed własnymi decyzjami o związkach. Jaki model im przekażemy? Jeśli podziwem otaczane są niezależne, kreatywne, zadbane kobiety – pozwólmy takimi być żonom i matkom. Jeśli mężczyźni empatyczni, pomocni, wsłuchani, dzielący pracę zawodową z życiem rodzinnym cieszą się szacunkiem i poważaniem – pozwólmy takimi być mężom i ojcom.

JAK DOBRZE, ŻE TO REKLAMA KSIĄŻEK

Jak zrozumieć się w rodzinie
34 PLN
Jak zrozumieć małe dziecko
35 PLN
Rozwój seksualny dzieci
35 PLN

Foto: flikr.com/relyjus

NATULI dzieci są ważne

Autor/ka: NATULI dzieci są ważne

Redakcja NATULI Dzieci są ważne


Bestsellery księgarni NATULI

Warto przeczytać

Tematy, którymi się zajmujemy:

7 odpowiedzi na “Kiedy mężczyzna uważa, że jego jedyny obowiązek to praca”

Ja uważam że to kwestia organizacji…ja gdybym.mial wybór to chętnie zajmowalbym się dzieckiem a niech moja żona tyra na całą rodzinę…opłaca wszystkie rachunki …po drodze robi zakupy i wynosi śmieci…a po tym wszystkim bym jej robił wyrzuty jak ja to tak strasznie nie miałem w domu i nie miałem czasu posprzątać…prawdą że to znajome…czemu niektóre kobiety przy 3 dzieci mają wszystko ogarniete, dzieci czyste, nauczone i słuchają się rodziców…a inna z jednym ma problem, i dziecko staje się pretekstem do wytłumaczenia jej braku organizacji itd…x tego tylko i wyłącznie wynikają problemy…to moje zdanie na podstawie mojej żony…tragedia..

Może te inne przy trójce dzieci mają wspierających mężów, a nie roszczeniowe marudy dla których wyniesienie śmieci i zrobienie przelewu jest bardziej męczące, niż całe dnie z dzieckiem :) A jak zakupy są takie męczące, to równiez drogi tatusiu wystarczy sie dobrze zorganizować i nie trzeba latać do sklepu codziennie.

Brawo, w punkt!
A może pańska żonę przerosła nowa sytuacja? Może ma depresje poporodowa? Poza tym żaden facet nie zrozumie kobiety „siedzącej” w domu z dzieckiem/dziećmi, no chyba ze sam jest na tacierzyńskim.

Komentarz 100% w punkt. Artykuł oderwany od rzeczywistości, przynajmniej mojej. Strasznie mnie wkurza, gdy czytam takie bzdury. To ja wracam do domu po całym dniu pracy, z zakupami zrobionymi na polecenie żony, nikt mnie nie wita, obiadu nie ma, pranie na suszarce od sześciu dni, w tym zero moch rzeczy, kot miauczy bo chce bym dał mu jeść, w kuwecie śmierdzi, żona śpi z córką, naczynia czekają aż je pozmywam. Gdy żona się budzi, chce bym nosił córkę, bo jeszcze tego dzisiaj nie robiłem i w ogóle powinienem mieć taką potrzebę, a ona musi odpocząć – po czym gra w LoLa. Później razem musimy kąpać córkę, bo nie może tego zrobić sama. Dopiero wtedy mogę sobie na szybko zrobić jedzenie i iść spać. A rano znów praca, kanapki robię sam, albo coś kupuję po drodze. W weekendy jeździmy po sklepach – ja prowadzę, bo żona boi się po mieście, albo do rodziny, czyli znów nie robię tego co chce. Całe życie robię coś, co ktoś inny ode mnie wymaga i słyszę tylko pretensje.

Myśle ze przed decyzją na dziecko dobrze byłoby ustalić pewne zasady a potem się ich trzymać. Ja miałam właśnie taką rozmowę gdzie mój mąż oczywiście przyznał z radością ze będzie mnie wspierał i pomagał. Że moja rezygnacja z prężnej jak na tamten czas kariery nie będzie taka straszna, ze będę miała do czego wrócić. Potem okazało się ze ja tylko wstaje do dzieci w nocy bo przecież i tak karmię, a jak płaczą to nie słyszy ( i tak już 5 lat). Jak wychodziłam z dzieckiem na spacer to na początku myśleli ze jestem samotną matką, bo zawsze sama, zawsze utyrana dźwigam wózek i przy okazji zakupy z warzywniaka. To na mnie spada odpowiedzialność podejmowania decyzji o zdrowiu naszych dzieci, wszystkie wizyty u lekarza, gdzie mają pójść do przedszkola itd. Odwieść i przywieść. Pomysł na obiad i lista zakupów koniecznie wysłana na SMS bo inaczej nie zapamięta i tak będę musiała jechać sama. Zmuszam go by wstał z kanapy i poszedł z dziećmi na spacer, sam nigdy tego nie zaproponował i to dopiero od momentu gdy skończyły 2 latka. (Wcześniej nie wyszedł bo bal się ze przypadkiem będzie musiał zmieniać pieluchę lub coś innego). Do tego 10 pralek prania rozwiesić i poskładać na miejsce bo inaczej dobiją mnie ciągle pytania a gdzie co jest. Codzienne sprzątanie tego samego. Gdy słyszę ze faceci marudzą po pracy bo muszą odpocząć, to mnie krew zalewa. Ja tęsknie za moja praca gdzie czułam się ze co dzień zrobiłam cos fajnego, że osiągnęłam coś ważnego, ze jestem doceniona. Teraz moja praca kończy się najwcześniej o 21:00, a zaczyna o 6:30. Gdzie jestem w tym wszystkim ja? Gdzie mój czas? Mój mąż w tym czasie awansował ze 2 razy zmienił stanowisko w pracy, co daje mu satysfakcję i poczucie spełnienia, na rodzinnych spotkaniach pęka z dumy a na mnie patrzą z politowaniem w oczach. Czyż nie osiągnęłam sukcesu rodząc dwójkę dzieci, dbając o nie na co dzień, oddaje całe moje serce, całą siebie… a moje życie zawodowe? coż nie da się już odbudować, bede musiała zacząć wszytko od zera, ale co tam dam radę ja zawsze daje radę. Absolutnie nie żałuje tego czasu dla dzieci, kocham je nad życie, ale żałuje ze mój mąż nigdy mnie nie pochwalił tak szczerze sam z siebie, to przecież takie normalne ze kobieta/ matka poświęca się dla rodziny.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *