| “Myślę, że wiek odgrywa najmniejszą rolę”. Rozmowa z Mateuszem Kuźniarem, który został tatą w wieku 19 lat

“Myślę, że wiek odgrywa najmniejszą rolę”. Rozmowa z Mateuszem Kuźniarem, który został tatą w wieku 19 lat

Mateusz Kuźniar: Nie wiem, czy jestem dobrym materiałem na rozmowę. Przez ostatnie 20-30 lat patologie w rodzinie rozrosły się niemiłosiernie. Masa ludzi miała problemy w domu – ojca alkoholika… Powstała cała społeczność – dorosłych dzieci alkoholików. Gdy powiem, że mój ojciec był alkoholikiem, nikt się nie zdziwi. Gdybyś do rozmowy znalazł kogoś, kto wychował się w normalnej rodzinie… O! Taki to byłby fenomenem.

teen-dad

Michał Dyrda: Jesteś z pewnością dobrym materiałem na rozmowę! Patologie się nie rozrosły – to świadomość o patologiach się rozrosła. Media, internet – dzięki temu myślimy, że mamy więcej zła na świecie. Ale prawda jest taka, że żyjemy w najbezpieczniejszych, ale też najnudniejszych czasach w historii.
Ja się wychowałem w normalnej rodzinie. Trochę nudno – wszystko działało i było OK. Moja siostra jest psychologiem. Kiedyś na terapii dla studentów opowiadali o swoim dzieciństwie. Kiedy przyszła jej kolej, głupio się jej zrobiło, bo inaczej niż reszta nie miała nic do powiedzenia – zwykła, normalna rodzina. Nudy.
Ile lat ma twój syn?

M.K.: W styczniu skończył 2 lata.

M.D.: A ile ty masz lat?

M.K.: Mam 21 lat.

M.D.: Czyli zostałeś ojcem, mając 19 lat. Jak to się stało, czy to była klasyczna wpadka?

M.K.: Czasem mam wrażenie, że cały świat stara się udowodnić mi, że to była wpadka. Nieważne, co powiem i jak to będę argumentował, znajomi popatrzą na mnie, przymrużą oczy, a i tak myślą swoje. Nie ma mowy o żadnej wpadce. Ciężko mi ocenić tę decyzję – to trochę forma buntu, sprzeciw wobec świata. Poszukiwanie, tworzenie miłości. Po prostu poczułem, że jestem na to gotowy, że nie zostanę z tym sam i nie będę zdany na pastwę losu. Rozumiem, że taka argumentacja nie musi do nikogo docierać. Każdy ma swoje zdanie i własne osądy.

M.D.: Chcesz powiedzieć, że usiedliście ze swoją dziewczyną, zaczęliście rozmawiać i postanowiliście mieć dziecko?

M.K.: Aż tak oficjalne to nie było. Nie rozrysowaliśmy całego planu, nie naszkicowaliśmy kosztorysu, ale to prawda – dużo o tym rozmawialiśmy. Stwierdziliśmy, że damy radę.

M.D.: Ale mieliście wtedy 18 lat albo prawie 18. Po co wam to było?

M.K.: Myślę, że wiek odgrywa najmniejszą rolę. Równie dobrze można zapytać 40-letnie kobiety, po co rodzą dzieci. Jeśli w ten sposób podchodziłbym do założenia rodziny, to wiecznie byłoby za wcześnie, albo za późno. W wieku 18 lat jest zbyt wcześnie. Kończąc studia, również, bo trzeba znaleźć pracę – a to już 24 lata. Szukasz pracy, później starasz się o awans. Mija trzydziestka i obiecujesz, że zajmiesz się rodziną, tylko wykonasz jeszcze jedno zlecenie w firmie. Później następne i jeszcze jedno. Patrzysz w lustro – jesteś zmęczony życiem, wszystko cię dobija i masz 40 lat. Stwierdzasz, że dzieci nie są dla ciebie, nie na twoje nerwy. Idąc tym tokiem rozumowania, żaden wiek nie jest dobry.

M.D.: Jak zareagowali twoi rodzice, gdy poinformowałeś ich, że będziesz ojcem?

M.K.: Ile się wtedy nasłuchałem! Kazanie to mało powiedziane. To nie była komfortowa rozmowa, raczej wprowadzenie do innego świata. Od teraz miały mnie obowiązywać inne reguły. Już nie ja byłem najważniejszy, a Krysia i Łukasz. Wydaje mi się, że tak jak do każdego, musiało to do nich dotrzeć. Powiedzieli mi, że muszę podporządkować życie małemu człowiekowi, jednak od razu wykluczyli, że rzucę wszystko i zacznę nowe życie. Na początku zastanawialiśmy się, czy wynajęcie mieszkania i pójście do pracy to dobry pomysł, ale z czasem odrzuciliśmy ten plan. Uznaliśmy, że lepiej dla mnie, dla nas wszystkich będzie jak skończę studia. Wegetacja przy wózku widłowym nie była ani dla mnie, ani dla nikogo spełnieniem marzeń, tym bardziej że w szkole byłem raczej wzorowym uczniem. Podziwiam rodziców za taką decyzję. Wydaje się, że podczas rozmów o dziecku górę biorą emocje, jednak w tamtej chwili moi opiekunowie stanęli na wysokości zadania, wzięli na siebie ogromny ciężar, nie pozbyli się problemu.

teen-dad2
M.D.: A jak było w przypadku twojej dziewczyny?

M.K.: Mieliśmy szczęście, że u Krysi było bardzo podobnie. Nie było bicia szmatą, wyganiania z domu, wydziedziczeń, ani innych form znienawidzenia córki. Zarówno moi, jak i Krysi rodzice zrozumieli, że przecież na tym świat się nie kończy. Nie mam tu na myśli tego, że było im wszystko obojętne. Nie, nie machnęli ręką i nie powiedzieli, że jakoś to będzie. Po prostu stanęli na wysokości zadania i pomagali nam ze wszystkich sił, jak tylko mogli.

M.D.: Nie mieliście chwili zwątpienia? Czy rozważaliście aborcję?

M.K.: Jak już mówiłem – to nie była wpadka. O żadnej aborcji nie było mowy – ani na początku, ani przez jakąkolwiek część ciąży. Ludzie o aborcji myślą – tak mi się wydaje – gdy zostają sami z całym ciężarem, gdy wiedzą, że nie będą w stanie dać sobie rady. U nas temat aborcji nie pojawił się w ogóle. Oboje chcieliśmy dziecka – chcemy je wychować na wspaniałego człowieka. Nie szukaliśmy zabawki, którą wyrzucimy, gdy zabawa się znudzi. Nawiązując do reakcji naszych rodziców – mam pięcioro rodzeństwa, Krysia czworo. W rzeczywistości, w której byliśmy wychowywani, temat aborcji nie istniał. Urodzenie dziecka to zawsze ogromne święto. Trzeba się cieszyć, że na świat przyszedł nowy człowiek. Nie można płakać, bo świat się zawalił – rozpacza się na pogrzebach.

M.D.: A co z wami? Nie bałeś się, że czar pryśnie? Że osoba, którą kochasz, okaże się kimś innym?

M.K.: Wychowywaliśmy się w jednej piaskownicy. Znaliśmy się bardzo dobrze. Krysia mieszkała 80 km ode mnie, jednak widywaliśmy się całe wakacje, każde święta i przez mnóstwo weekendów. Krysia przyjeżdżała w moje strony odwiedzać dziadka. Łukasz ma dwa lata, czas szybko leci – jesteśmy razem już szósty rok. Czar pryśnie? Zawsze istnieje taka możliwość. Jak w każdym związku, mamy gorsze i lepsze dni, ale wtedy trzeba usiąść, powiedzieć: „Słuchaj, wczoraj mnie poniosło. To było głupie. Porozmawiajmy o tym jeszcze raz spokojnie”. Tworzymy rodzinę, myślimy jak dorośli ludzie. Nie bawimy się w dorosłość. Nie ma miejsca na humorki – dzisiaj z tobą nie jestem, idę gdzieś indziej. Wiemy, jakie obowiązki na nas spadły i chcemy im sprostać.

M.D.: Opowiedz mi o porodzie. Jak to przeżyłeś? Czy rodziliście razem?

M.K.: Tak, byłem przy porodzie. To strasznie intymne i emocjonujące przeżycie. Na porodówce każdy szczegół ma znaczenie. Strasznie się tym wszystkim przejmowałem, na szczęście nie zemdlałem, jednak ilość emocji jest tak wielka, że w pełni rozumiem ludzi, którzy lądują na podłodze. Nie potrafię oddać słowami powagi tamtej sytuacji ani mojej radości w tym dniu – były zbyt wielkie, zbyt osobiste.

M.D.: A Krysia? Jak ona poradziła sobie z tym zadaniem?

M.K.: Muszę przyznać, że była bardzo dzielna. Podziwiam ją, bo poród kleszczowy wymaga ogromnej siły i odwagi. Łukasz ważył 4,5 kg, miał 61cm, więc wydaje mi się, że to nie było takie łatwe.

M.D.: OK, przychodzi dziecko na świat. Jak sobie poradziliście z tą odpowiedzialnością? Pomagali wam rodzice?

M.K.: Krysia z Łukaszem mieszkali u mnie, bo poród przypadł akurat na czas, gdy mieliśmy ferie. W marcu, gdy musiała wrócić do szkoły, znów przeprowadziła się do siebie. W tym czasie jej mama opiekowała się Łukaszem. Odwiedzałem ich mniej więcej co dwa tygodnie. Przyznam, że tułaczka pociągami i autobusem przez pięć godzin nie należy do najlepszych form spędzania wolnego czasu, jednak czego się nie robi, aby chociaż przez chwilę zobaczyć ukochane osoby? Teraz z kolei moja mama spędza z nim czas, gdy jesteśmy na uczelni. Chyba ma stalowe nerwy i mnóstwo siły, bo po domu biega drugi dwuletni szkrab – wujek Łukasza, a mój brat. Nie dziwię się, że często mama jest wyczerpana i nie ma sił. Codziennie biega za dwójką małych dzieci.

M.D.: A co z życiem studenckim? Po zajęciach wracacie do domu, zajmujecie się Łukaszem do wieczora?

M.K.: Studiuję w Opolu, więc w domu jestem trzy, cztery dni w tygodniu. Spędzamy z Łukaszem tyle czasu, ile tylko się da. Łukasz nie widzi świata poza nami. Gdy Krysia wraca do domu, cały czas spędza z synem. Czuję złość na samego siebie, dużo mnie omija, gdy nie ma mnie w domu – każdego wieczora długo rozmawiamy przez telefon. Łukasz często dzwoni, aby się wyżalić i powiedzieć, co mu się nie podoba. Dobrze, że są wakacje. Będziemy mieli trzy miesiące dla siebie. Zajmujemy się nim w dzień i w nocy…

M.D.: No właśnie. Nie żałujesz tych dni i nocy? Gdybyś miał dziecko w wieku 25 lat, nadal byłbyś młodym ojcem. Straciłeś ten czas beztroskiej młodości – podróży, imprez, romansów, nicnierobienia… Nie żałujesz tego?

M.K.: Długo nie potrafiłem sobie poradzić z tym, że zostawiam ich na tyle dni. Na szczęście za rok skończymy licencjat i studia magisterskie zrobimy już na jednej uczelni. Łukasz od września wybiera się do przedszkola. Nie jestem typem imprezowicza. Beztroska młodość i podróże? Miesiąc temu, wraz z bratem, odwiedziliśmy Warszawę i przyznam szczerze – dużo bardziej podobała mi się wizyta w zoo w Ostrawie, gdzie niosłem Łukasza na barana i trzymałem Krysię za rękę.

M.D.: Jak utrzymujecie swoją rodzinę?

M.K.: Moi rodzice mają gospodarstwo (mama i ojczym). Przez całe wakacje pomagam im przy żniwach. Skłamałbym, mówiąc, że to lekka, przyjemna i dobrze płatna praca. O ile w wakacje jest mnóstwo pracy, tym samym również pieniędzy, o tyle wiosną nie jest już tak kolorowo. Miałem to (nie)szczęście, że mój ojciec – alkoholik – nie przejmował się mną i moim bratem, wybrał życie wolnego strzelca, a nam na konto wpływają pieniądze. Nie, nie płaci kokosów. W zasadzie wiele lat wcale nie płacił i dopiero rozprawa sądowa i Fundusz Alimentacyjny sprawiły, że coś jednak dostajemy. To nie są ogromne sumy, jednak gdy dokładnie planuje się wydatki, wystarcza. Jest łatwiej, bo moja mama nie oczekuje, że będziemy płacić za wodę i prąd. Dokładamy się jej, pomagamy sobie wzajemnie, ale w kieszeni zostaje nam – na pewno – dużo więcej pieniędzy, niż gdybyśmy mieli mieszkać sami.

M.D.: Kiedy i w jaki sposób planujesz sam utrzymywać rodzinę?

M.K.: Wiadomo, że pomoc rodziny kiedyś się skończy. Pewnie z otrzymaniem dyplomu zacznie się moja konfrontacja z życiem. Opuścimy dom rodziców, będziemy musieli znaleźć mieszkanie i pracę. Ciężko cokolwiek zaplanować. Nie będę deklarował, że z końcem studiów uciekamy za granicę, bo tam jest wszystko, a tu nic. Czas pokaże. Jeśli znajdziemy pracę, mieszkanie, będziemy szczęśliwi.

 

M.D.: Macie z Krysią jakieś dalekosiężne plany? Jakieś marzenia, które chcecie zrealizować?

M.K.: Zawsze marzyliśmy o normalnej rodzinie. Zdrowej, bez patologii. Nie takiej z amerykańskich seriali, ale o takiej, która jest prawdziwa, realna, która się wspiera. Dążymy do tego. Chcielibyśmy kiedyś adoptować dziecko. Oboje wychowywaliśmy się w rodzinach, w których ojciec był alkoholikiem. Wiemy, jak „zły” rodzic potrafi niszczyć dzieciństwo. Jeśli to możliwe, chcemy uratować dzieciństwo dziecku. W zasadzie każdy zasługuje na normalne dzieciństwo, więc jeśli to możliwe – trzeba pomagać dzieciom.

M.D.: Jak uczyłeś się być ojcem? Czy twój ojciec i relacja z nim były dla ciebie wzorcem?

M.K.: Ojciec alkoholik, którego się bałem, który poszedł i nie wrócił, gdy byłem ośmiolatkiem? To był wzór – pokazał, jak tego nie robić. Poznałem piękny obraz człowieka, którym nie chciałem być. Wzorem dla mnie była moja matka. Od niej uczyłem się, jak postępować. Pytasz pewnie o męski wzorzec. Hm… Mój ojciec chrzestny – brat mojego ojca. Ma troje dzieci. Wspaniała rodzina. Często bywałem z bratem u niego na wakacjach. Starałem się chłonąć ich atmosferę, poczucie więzi. Tak, od niego strasznie dużo zaczerpnąłem.

M.D.: Czy twój ojciec wie, że masz dziecko?

M.K.: Włóczy się gdzieś, w zasadzie nie wiadomo gdzie. Od czasu do czasu zadzwoni z budki telefonicznej do cioci, bo zna akurat jej numer. Szukaj wiatru w polu. Niby strasznie się cieszył, jednak to za mało, aby wrócił. Nie oczekuję, aby wszystko naprawił. Mógłby zacząć od początku. Kolejny raz spróbować żyć inaczej, na nowo, ale wokół nas. Nie chciał. Woli żyć po swojemu, a ja nie mogę mu dyktować, co ma robić.

M.D.: Czy jest coś, co chciałbyś przekazać swojemu ojcu? Coś mu powiedzieć?

M.K.: Może kiedyś przyjdzie odpowiedni moment. Oboje dorośniemy i będziemy potrafili spojrzeć sobie w oczy, usiąść i porozmawiać o wszystkim, bez okłamywania się i udawania, że nic się nie stało.

M.K.: M.D.: Opublikujemy wywiad w dniu ojca. Czym jest dla ciebie bycie ojcem?

M.K.: Trudne pytanie. Powstało już tyle książek na ten temat, więc zawarcie całej idei w kilku zdaniach nie jest proste. Nieprzespane noce i mnóstwo obowiązków, które niosą ze sobą jeszcze więcej radości. Ojciec to przyjaciel i wzór. Bez różnicy, czy ma się dwa lata i ogląda „Myszkę Miki”, czy kilkanaście i buntuje przeciwko wszystkiemu, czy czterdzieści i wychowuje własne dzieci. Ojciec – człowiek, który pomaga i wspiera.

Nasz rozmówca prowadzi bloga teendadpl.wordpress.com


Michał Dyrda

Ojciec trójki dzieci i mąż jednej żony. Były piłkarz, niedoszły filozof. Z wyżywienia wegetarianin. Współzałożyciel i CEO "NATULI dzieci są ważne".
Odwiedź stronę autorki/autora:


Przeczytaj więcej:

natuli.pl
8 książek o Porozumieniu bez Przemocy (NVC)

rodzina
Mózg na tak, czyli jak dbać o równowagę psychiczną dziecka?

rodzina
Co warto wiedzieć o przeziębieniu? 7 odpowiedzi na najczęstsze pytania rodziców

wychowanie
Dlaczego nuda jest potrzebna?

wychowanie
O pożytkach płynących z konfliktów między rodzeństwem

olini
Zdrowa wiosna – 4 produkty, które chronią przed przeziębieniem

wychowanie
Jak zorganizować przestrzeń domową w duchu pedagogiki Marii Montessori?

This error message is only visible to WordPress admins

Error: The account for natuli_dziecisawazne needs to be reconnected.
Due to recent Instagram platform changes this Instagram account needs to be reconnected in order to continue updating. Reconnect on plugin Settings page

Error: No posts found.

Make sure this account has posts available on instagram.com.