Kategorie
Edukacja Naturalne procesy uczenia się Rozwój dziecka Rozwój intelektualny

Nauka wczesnego czytania – dlaczego nie warto marnować na to czasu.

Świetne książki dla rodziców i dzieci... zobacz naszą KSIĘGARNIĘ NATULI

Wstukuję na YouTube „reading baby“. „Baby“ ma 12 miesięcy. Inne mają 8, czasem jeszcze mniej. Wszystkie są „wspaniałe“, “genialne“, „cudowne“, „zachwycające“. Wszystkie „czytają“, czyli rozpoznają słowa napisane na kartkach, pokazywane przez rodziców. Z komentarzy pod filmami widać wyraźnie, że temat czytającego malucha wywołuje wiele emocji – zarówno pozytywnych jak i negatywnych. Jedni klaszczą w zachwycie nad genialnymi czytającymi dziećmi, inni z niesmakiem komentują. A rodzice? Cóż, wszyscy rodzice chcą, żeby ich dziecko było „wspaniałe“, genialne“, „cudowne“, „zachwycające“. Czy coś w tym złego?

JAK DOBRZE, ŻE TO REKLAMA KSIĄŻEK

seria edukacyjna

Nowa szkoła

39 PLN

Książka dla nauczycieli i rodziców, która z pewnością przyczyni się do zmiany polskiej szkoły.

Nauka wczesnego czytania

Jedną z  metod nauki wczesnego czytania jest używanie kartek z napisanym słowem. Kartki te pokazywane są dziecku, a po pewnym czasie maluch zaczyna na nie reagować – zaczyna rozpoznawać słowa. Wariantów jest wiele. W jednej z najpopularniejszych w Polsce metod – metodzie Domana – dokładnie określona jest wielkość tabliczek, kolor czcionki i częstotliwość wykonywania „ćwiczeń“. Metoda ta narodziła się jako pomoc w terapii dzieci z zespołem Downa, autyzmem czy porażeniem mózgowym i obejmowała w oryginalnej formie wiele ćwiczeń (także fizycznych). Skuteczność metody poddana została krytyce naukowej w Stanach pod koniec lat 70-tych. Popularność nauki globalnego czytania (rozpoznawania całych wyrazów) trafiła jednak do wielu domów i przedszkoli jako pomoc we wczesnej nauce czytania dzieci normalnie rozwijających się.

Kolejny „gadżet“?

Zabawki, które mają rozwijać inteligencję dziecka to nic nowego. W takim lub innym wydaniu krążą po naszym rynku zapewne od pokoleń. Ale nic, jak do tej pory, nie wskazuje na to, że używanie jakichkolwiek dodatkowych interaktywnych, czy dydaktycznych zabawek faktycznie „obudzi w twoim dziecku geniusza“ czy też, że jest „niezbędne dla wczesnego osiągnięcia sukcesu przez twoje dziecko“, jak reklamują swoje produkty niektóre firmy. Niestety, akurat w naszych czasach takie slogany padają na podatny grunt. W ostatnich latach wiele nowych badań z zakresu neurobiologii i neuropsychologii podkreśla plastyczność mózgu we wczesnych latach. Dziecko najlepiej uczy się w pierwszych latach swojego życia, właśnie wtedy najaktywniej tworzą się połączenia nerwowe w mózgu, a więc największy jest potencjał poznawczy dziecka. To wszystko prawda. Dbający o dobro dziecka rodzice, obserwujący uważnie sytuację ekonomiczną na świecie, chcą zapewnić maluchowi dobry start. Jeżeli wcześniej nauczy się czytać, być może pójdzie do lepszej szkoły, nie będzie miało problemów z nauką, dostanie się na lepszą uczelnię, znajdzie pracę…

Czytasz artykuł … i bardzo dobrze

Piszemy i wydajemy książki, tworzymy magazyn dla rodziców, prowadzimy super księgarnię. Jeśli nas nie znasz… kliknij i

Tyle tylko, że wczesna nauka czytania niczego takiego naszemu dziecku nie zapewni. Badania pokazują, że dzieci, które uczą się czytać zanim pójdą do szkoły (wcześniej niż w wieku 6-7 lat), nie czytają w szkole ani szybciej ani lepiej niż ich rówieśnicy. Dlaczego?

Co to znaczy umieć czytać?

Czytanie to bardzo skomplikowana czynność, która wymaga tego, by nasz mózg był gotowy do przetwarzania różnego rodzaju bodźców. Czytanie to czynność językowa, wzrokowa, słuchowa i poznawcza, do prawdziwego „czytania“ jest nam więc potrzebna aktywność różnych obszarów mózgu. Gotowość tych rejonów do działania różni się u poszczególnych dzieci, ale większość naukowców sytuuje jej osiągnięcie na okres pomiędzy 5 a 7 rokiem życia.

„Nawet niemowlę można wyszkolić tak, aby rozpoznawało słowa. Ale niemowlęta nie potrafią czytać (…). Mózg ludzki można wyszkolić do tego, aby robił niemal wszystko, jeśli wystarczająco uprościmy zadanie i jeśli jesteśmy gotowi poświęcić odpowiednią ilość czasu i energii. (…) Tylko niektóre [dzieci] naprawdę potrafią czytać wcześnie – te, które spontanicznie, motywowane przez własną ciekawość, uczą się czytać, ponieważ chcą odnaleźć znaczenie. Popychanie przez innych do wymawiania słów to ogromnie uproszczona wersja skomplikowanego intelektualnie wyczynu. Jeśli nauczymy dzieci „czytać“ zanim będą miały własne pomysły, myśli i język, które sprawią, że czytanie będzie ciekawe, damy im klucz który otwiera drzwi nieukończonego ogrodu“ (Jane Healey, „Your Child’s Growing Mind“)

Jeżeli więc nasze dziecko wykazuje zainteresowanie słowem pisanym, literkami – oczywiście tłumaczmy mu, uczmy i prowadźmy go. A jeśli nie – poczekajmy. Jeśli będziemy chcieli zbyt wcześnie nauczyć je czytać, być może zniechęcimy je do nauki czegoś, do czego jego mózg nie jest jeszcze gotowy. Jeżeli nasze dziecko nauczy się wcześnie czytać (czytać, nie rozpoznawać słowa na planszy) – wspaniale. Jeśli nie – nauczy się, kiedy przyjdzie na to pora, a w drugiej klasie najprawdopodobniej nie będziemy widzieli różnicy między jednym a drugim dzieckiem.

Cenny czas

A więc czy nie zmarnujemy cennego czasu pierwszych kilku lat, kiedy mózg dziecka jest najbardziej chłonny, najbardziej podatny do nauki? Psychologowie tacy jak Marsha Lucas ostrzegają, że zbyt wczesna nauka czytania może prowadzić do późniejszych kłopotów w szkole. Psycholog dziecięca Kathy Hirsch-Pasek pokazuje, że zbyt wiele informacji w zbyt młodym wieku może zwolnić naturalny rozwój mózgu – nauka „czytania“ może zatem zablokować te połączenia, które mają w przyszłości obsłużyć jakieś inne, bardziej skomplikowane zadania. David Elkind podkreśla, że czytanie to złożony proces, i należy docenić to, jak dużo czasu powinna nam zabrać nauka czytania. Elking ostrzega przed zbyt wysokimi oczekiwaniami – jeśli zbyt wcześnie wprowadzimy matematykę czy czytanie, co jeśli dziecku się nie powiedzie? Trudno przełknąć porażkę, zanim zaczęło się jeszcze chodzić do szkoły. W swoich książkach Elkind cytuje badania, które pokazują, że dzieci, uczone czytać w młodszym wieku, nie czytają lepiej od swoich rówieśników. Ale te same dzieci często czerpią mniej radości z czytania, z mniejszą chęcią sięgają po książkę.

JAK DOBRZE, ŻE TO REKLAMA KSIĄŻEK

Wychowanie w duchu prostoty
35,10 PLN
Jak zrozumieć małe dziecko
35 PLN
Rozwój seksualny dzieci
promocja 25 PLN

Dlaczego? Być może dlatego, że dzieci starsze są na odpowiednim etapie rozwoju i nauka czytania motywowana jest… chęcią czytania. Jeśli dwulatek chętnie i z radością odpowiada na zaproszenie mamy by razem pouczyc się „czytać“, to nie dzieje się tak dlatego, że chce poznać znaczenie czy nawet dźwięk danego słowa. Najprawdopodobniej chce po prostu interakcji z mamą czy tatą. Chce się bawić. Chce poznawać świat, który jest dla niego ogromnym wyzwaniem. I tego właśnie na tym etapie rozwoju mu potrzeba. „Dzieci muszą posiąść język rzeczy, zanim posiądą język słów“ (Friedrich Froebel). Dajmy więc naszym dzieciom język rzeczy po to, by później opanowanie języka słów było motywowane ciekawością i chęcią poznania. Pokazujmy i opisujmy przedmioty, które są dla niego ważne, nie nazwy tych przedmiotów na kartce.

Zdaniem ekspertów najlepsze przygotowanie dziecka do poznawania słowa pisanego to zapewnienie mu środowiska, w którym narodzi się miłość do książki. Czytajmy dziecku i razem z dzieckiem, ale też czytajmy sami – w końcu nasze dziecko niczego bardziej nie pragnie (przynajmniej na początku) niż być takim, jak my. Jeżeli nigdy nie widziało nas z książką, dlaczego samo miałoby po nią sięgnąć?

A co z zapewnieniem dzieciom lepszego startu? Ponoć „trawa nie rośnie szybciej, gdy się ją ciągnie w górę“. Pamiętajmy, że nawet w najbardziej wymagającej pracy nikt nie zapyta naszego dziecka, w jakim wieku nauczyło się czytać.

Autor/ka: Anna Strycharz-Banaś

Z wykształcenia językoznawca (socjolingwistka). Doktorat pisała podróżując między Japonią, Szkocją, Nową Zelandią i porodówką. Od czasu narodzin Antka coraz bardziej fascynuje ją rozwój, rodzina i relacje międzyludzkie. W wolnych chwilach kończyła szkolenie w fundacji RIE i współpracowała z NZ Infant & Toddler Consortium. Wierzy, że natura dobrze to sobie wszystko obmyśliła. Obecnie z mężem Pawłem i synem Antkiem mieszka (i pracuje) w Amsterdamie. Czasem pisze na www.everymomentisright.blogspot.com.


Bestsellery księgarni NATULI

Tematy, którymi się zajmujemy:

14 odpowiedzi na “Nauka wczesnego czytania – dlaczego nie warto marnować na to czasu.”

“Jeżeli nasze dziecko nauczy się wcześnie czytać (czytać, nie rozpoznawać
słowa na planszy) – wspaniale. Jeśli nie – nauczy się, kiedy przyjdzie
na to pora, a w drugiej klasie najprawdopodobniej nie będziemy widzieli
różnicy między jednym a drugim dzieckiem”.
Nie zgadzam się z tą opinią.

Umiałam płynnie czytać w wieku niespełna 4 (czterech) lat, w dużej mierze dzięki mojej Mamie, która mi czytała od małego, poświęcała dużo czasu m.in. na czytanie ze mną i zaszczepiła we mnie ciekawość do słowa pisanego.
Przez całą moją drogę edukacji szkolnej czytałam najlepiej w klasie (pod względem płynności czytania, intonacji, rozumienia tekstu itd.) – i wszystkie ładnie czytające osoby, które miałam przyjemność poznać w swoim życiu (a jestem już dorosła), nauczyły się czytać jako “podrostki”, długo przed szkołą – nie w niej.

Swoje dzieci również mam zamiar wprowadzać w świat książek od niemowlęcia – książka to najlepszy przyjaciel i największy skarb.
Pozdrawiam serdecznie.

Spróbuję raz jeszcze umieścić swój poprzedni tekst. Może tym razem nie zostanie usunięty.

Czytaniem globalnym zajmuję się od lat 20. Przetestowałam tę metodę na
setkach dzieci. Na początku pracy nawiązałam kontakt z Domanami by
wyjaśnić wątpliwości dotyczące różnic w języku angielskim i polskim. Po
20 latach obserwacji i zabawy z
maluchami w czytanie globalne stwierdzam z mocą, iż metoda jest
ZNAKOMITA, pod warunkiem, że pojmie się do końca jej ideę i zaakceptuje
zmiany, które należy wprowadzić z racji odmienności języków.

1.
Czytanie globalne to nie czytanie “zwyczajne”
(analityczno-syntetyczne), jakiego uczą się dzieci w szkole. Nie bez
kozery nazywane jest całowyrazowym. Dziecko zapamiętuje bowiem wygląd
całego wyrazu, bez wnikania w jego strukturę i bez znajomości liter.
Maluch potrafi “odczytać” dziesiątki poznanych wcześniej wyrazów, ale
nie należy oczekiwać, że przeczyta wyraz nieznany.

2. W
czytaniu globalnym NIE NALEŻY UCZYĆ DZIECKA LITER. Do tego sposobu
czytania znajomość alfabetu jest niepotrzebna. Trzylatka można nauczyć
wszystkich liter, ale i tak nie potrafi ich połączyć, bowiem
syntezowanie liter to najtrudniejszy etap w nauce czytania.

3.
Czytanie globalne NIE JEST RÓWNOZNACZNE I NIE ZASTĘPUJE czytania
“prawdziwego” (analityczno-syntetycznego). Jest etapem wiodącym do
niego, dziecko “wchodzi” po jakimś czasie w zwyczajne czytanie, ale musi
dojrzeć do tego samo – dostrzec, że wyraz składa się z liter i
zainteresować się nimi.

4. Nie ma sensu prezentować dziecku
setek plansz z wyrazami i wyrażeniami a potem zdaniami. Mając do
dyspozycji ok 100 plansz, ale prezentujących RÓŻNE części mowy, rodzice
sami mogą układać zwroty i zdania (śmieszne, absurdalne, dotyczące
tematyki lubianej przez malucha). Operowanie olbrzymią ilością plansz ma
sens w języku angielskim gdzie odmiana jest ogromnie uproszczona i
przyswojenie sobie zawartości kilkuset kart pozwala na stwierdzenie, że
dziecko potrafi czytać. Przy naszej fleksji (liczby, rodzaje,
przypadki, czasy, tryby itp) nie ma możliwości poprzestać na czytaniu
globalnym, trzeba przejść do tego szkolnego.

5. Litery wcale nie muszą być czerwone. Czarne tworzą lepszy kontrast z podłożem. Tak orzekli okuliści.

Na koniec odpowiedź na pytanie, które nasuwa się samo. Jeśli czytanie
globalne i tak nie zastąpi czytania analityczno-syntetycznego, po co
sobie nim zawracać głowę?
Odpowiem tak – bo jest świetną zabawą, bo
doskonali ważne procesy umysłowe (uwagę, spostrzegawczość, pamięć,
umiejętność analizy i syntezy wzrokowej), bo pozwala lekko i nie wiadomo
kiedy wejść w czytanie “prawdziwe”.

Zapraszam na moją stronę,
gdzie zamieściłam filmiki z dziećmi czytającymi globalnie i po jakimś
czasie już “zwyczajnie”. Proszę zobaczyć jak maluchy sobie radzą,
czytanie nieznanych tekstów odbywa się sylabami, bez głoskowania. Dzieci
te radzą sobie w szkole znakomicie i – jeśli zabawa w czytanie globalne
spełnia warunki dotyczące klimatu i atmosfery – szczepi miłość do
książek i czytania na całe życie.

Maria Trojanowicz-Kasprzak
http://www.czytanieglobalne.edu.pl

Próbuję poprzedni komentarz zamieścić raz jeszcze. Może tym razem nie pójdzie pod topór.

Czytaniem globalnym zajmuję się od lat 20. Przetestowałam tę metodę na
setkach dzieci. Na początku pracy nawiązałam kontakt z Domanami by
wyjaśnić wątpliwości dotyczące różnic w języku angielskim i polskim. Po
20 latach obserwacji i zabawy z
maluchami w czytanie globalne stwierdzam z mocą, iż metoda jest
ZNAKOMITA, pod warunkiem, że pojmie się do końca jej ideę i zaakceptuje
zmiany, które należy wprowadzić z racji odmienności języków.

1.
Czytanie globalne to nie czytanie “zwyczajne”
(analityczno-syntetyczne), jakiego uczą się dzieci w szkole. Nie bez
kozery nazywane jest całowyrazowym. Dziecko zapamiętuje bowiem wygląd
całego wyrazu, bez wnikania w jego strukturę i bez znajomości liter.
Maluch potrafi “odczytać” dziesiątki poznanych wcześniej wyrazów, ale
nie należy oczekiwać, że przeczyta wyraz nieznany.

2. W
czytaniu globalnym NIE NALEŻY UCZYĆ DZIECKA LITER. Do tego sposobu
czytania znajomość alfabetu jest niepotrzebna. Trzylatka można nauczyć
wszystkich liter, ale i tak nie potrafi ich połączyć, bowiem
syntezowanie liter to najtrudniejszy etap w nauce czytania.

3.
Czytanie globalne NIE JEST RÓWNOZNACZNE I NIE ZASTĘPUJE czytania
“prawdziwego” (analityczno-syntetycznego). Jest etapem wiodącym do
niego, dziecko “wchodzi” po jakimś czasie w zwyczajne czytanie, ale musi
dojrzeć do tego samo – dostrzec, że wyraz składa się z liter i
zainteresować się nimi.

4. Nie ma sensu prezentować dziecku
setek plansz z wyrazami i wyrażeniami a potem zdaniami. Mając do
dyspozycji ok 100 plansz, ale prezentujących RÓŻNE części mowy, rodzice
sami mogą układać zwroty i zdania (śmieszne, absurdalne, dotyczące
tematyki lubianej przez malucha). Operowanie olbrzymią ilością plansz ma
sens w języku angielskim gdzie odmiana jest ogromnie uproszczona i
przyswojenie sobie zawartości kilkuset kart pozwala na stwierdzenie, że
dziecko potrafi czytać. Przy naszej fleksji (liczby, rodzaje,
przypadki, czasy, tryby itp) nie ma możliwości poprzestać na czytaniu
globalnym, trzeba przejść do tego szkolnego.

5. Litery wcale nie muszą być czerwone. Czarne tworzą lepszy kontrast z podłożem. Tak orzekli okuliści.

Na koniec odpowiedź na pytanie, które nasuwa się samo. Jeśli czytanie
globalne i tak nie zastąpi czytania analityczno-syntetycznego, po co
sobie nim zawracać głowę?
Odpowiem tak – bo jest świetną zabawą, bo
doskonali ważne procesy umysłowe (uwagę, spostrzegawczość, pamięć,
umiejętność analizy i syntezy wzrokowej), bo pozwala lekko i nie wiadomo
kiedy wejść w czytanie “prawdziwe”.

Zapraszam na moją stronę,
gdzie zamieściłam filmiki z dziećmi czytającymi globalnie i po jakimś
czasie już “zwyczajnie”. Proszę zobaczyć jak maluchy sobie radzą,
czytanie nieznanych tekstów odbywa się sylabami, bez głoskowania. Dzieci
te radzą sobie w szkole znakomicie i – jeśli zabawa w czytanie globalne
spełnia warunki dotyczące klimatu i atmosfery – szczepi miłość do
książek i czytania na całe życie.

Maria Trojanowicz-Kasprzak
http://www.czytanieglobalne.edu.pl

Czy jest sens pisać tu komentarze, skoro są one kasowane? Bardzo dużo mądrych rzeczy było pod tym bezwartościowym artykułem-niestety skasowane.

Tu redakcja :) Komentarze nie są kasowane. Bardzo nam zależy by było ich jak najwięcej. Zmieniliśmy system komentarzy (teraz jest to technicznie łatwiejsze) i pracujemy teraz nad importem starszych komentarzy do nowego systemu.

Ja również czytałam bardzo wcześnie, a nauczyłam się sama, kiedy przyszła pora. Pamiętam pierwszy samodzielnie przeczytany wyraz – “radio” na odbiorniku. I fakt, jako dziecko czytałam więcej i szybciej od rówieśników, pochłaniałam książki – panie bibliotekarki myślały, że oszukuję, jak oddawałam po jednym dniu. Teraz mam malucha i nie zamierzam go trenować. Jak przyjdzie jego czas, zacznie wykazywać zainteresowanie i wtedy mogę mu pomóc się nauczyć. Teraz ma się bawić i być beztroski.

A kiedy one będą zainportowane? Znajdowały się tu bardzo cenne komentarze ludzi, którzy znają się na wczesnej nauce czytania. Na facebook także była burzliwa wymiana argumentów pod tym artykułem i nie mogę go znaleźć- źle szukam, czy zostało skasowane?

Nie rozumiem, dlaczego osoby podające się za specjalistów w
dziedzinie, powołują się na tak bezsensowne argumenty.

Krytykują metodę Domana cytującksiążkę napisaną ponad 50 lat temu. To tak, jakby współcześnie udowadniać, że leczenie nadciśnienia tętniczego Propranololem jest szkodliwe (lek wynaleziony mniej więcej w tym samym czasie, kiedy Doman napisał swoją książkę, a od tamtej pory zastąpiony już skuteczniejszymi i bezpieczniejszymi preparatami). Możemy stosować termin metoda Domana, ale odnosząc się do metody z lat 60-tych. Nikt
już bowiem na świecie nie stosuje metody Domana w jej pierwotnej formie.
Dlatego obecnie używa się raczej nazwy – metoda globalna. Niektóre wskazówki Domana stosowane są nadal. Ale wiele się zmieniło, czyniąc z nauki czytania fascynującą i rozwijającą zabawę. We współczesnej metodzie globalnej nie ma czerwonej
czcionki, nie ma schematu z sesjami, nie ma jednosekundowych prezentacji. Są natomiast atrakcyjne, rozluźniające zabawy udrażniające kanał prawopółkulowy. Są programy Fonics Reading i cała masa innych pomocy, które sprawiają, że dzieci uwielbiają
najpierw zabawę z czytanie, a potem już czytanie .
A do szkoły idą potem w podskokach, a nie z płaczem.

TEN
TEKST WIDNIAŁ KRÓTKO NA STRONIE “DZIECI SĄ WAŻNE” – ZOSTAŁ USUNIĘTY.
UWAŻAM, ŻE TOLERANCJA DLA ODMIENNYCH POGLĄDÓW NIE W TYM SIĘ PRZEJAWIA BY
TYCH POGLĄDÓW NIE PUBLIKOWAĆ, BĄDŹ KASOWAĆ JE. PROSZĘ, PODEJMIJCIE
DYSKUSJĘ I ROZSĄDNYMI ARGUMENTAMI PRZEKONAJCIE MNIE DO SWOICH RACJI.

Czytaniem globalnym zajmuję się od lat 20. Przetestowałam tę metodę na
setkach dzieci. Na początku pracy nawiązałam kontakt z Domanami by
wyjaśnić wątpliwości dotyczące różnic w języku angielskim i polskim. Po
20 latach obserwacji i zabawy z maluchami w czytanie globalne stwierdzam
z mocą, iż metoda jest ZNAKOMITA, pod warunkiem, że pojmie się do końca
jej ideę i zaakceptuje zmiany, które należy wprowadzić z racji
odmienności języków.

1. Czytanie globalne to nie czytanie
“zwyczajne” (analityczno-syntetyczne), jakiego uczą się dzieci w szkole.
Nie bez kozery nazywane jest całowyrazowym. Dziecko zapamiętuje bowiem
wygląd całego wyrazu, bez wnikania w jego strukturę i bez znajomości
liter. Maluch potrafi “odczytać” dziesiątki poznanych wcześniej wyrazów,
ale nie należy oczekiwać, że przeczyta wyraz nieznany.

2. W
czytaniu globalnym NIE NALEŻY UCZYĆ DZIECKA LITER. Do tego sposobu
czytania znajomość alfabetu jest niepotrzebna. Trzylatka można nauczyć
wszystkich liter, ale i tak nie potrafi ich połączyć, bowiem
syntezowanie liter to najtrudniejszy etap w nauce czytania.

3.
Czytanie globalne NIE JEST RÓWNOZNACZNE I NIE ZASTĘPUJE czytania
“prawdziwego” (analityczno-syntetycznego). Jest etapem wiodącym do
niego, dziecko “wchodzi” po jakimś czasie w zwyczajne czytanie, ale musi
dojrzeć do tego samo – dostrzec, że wyraz składa się z liter i
zainteresować się nimi.

4. Nie ma sensu prezentować dziecku
setek plansz z wyrazami i wyrażeniami a potem zdaniami. Mając do
dyspozycji ok 100 plansz, ale prezentujących RÓŻNE części mowy, rodzice
sami mogą układać zwroty i zdania (śmieszne, absurdalne, dotyczące
tematyki lubianej przez malucha). Operowanie olbrzymią ilością plansz ma
sens w języku angielskim gdzie odmiana jest ogromnie uproszczona i
przyswojenie sobie zawartości kilkuset kart pozwala na stwierdzenie, że
dziecko potrafi czytać. Przy naszej fleksji (liczby, rodzaje, przypadki,
czasy, tryby itp) nie ma możliwości poprzestać na czytaniu globalnym,
trzeba przejść do tego szkolnego.

5. Litery wcale nie muszą być czerwone. Czarne tworzą lepszy kontrast z podłożem. Tak orzekli okuliści.

Na koniec odpowiedź na pytanie, które nasuwa się samo. Jeśli czytanie
globalne i tak nie zastąpi czytania analityczno-syntetycznego, po co
sobie nim zawracać głowę?
Odpowiem tak – bo jest świetną zabawą, bo
doskonali ważne procesy umysłowe (uwagę, spostrzegawczość, pamięć,
umiejętność analizy i syntezy wzrokowej), bo pozwala lekko i nie wiadomo
kiedy wejść w czytanie “prawdziwe”.

Zapraszam na moją stronę,
gdzie zamieściłam filmiki z dziećmi czytającymi globalnie i po jakimś
czasie już “zwyczajnie”. Proszę zobaczyć jak maluchy sobie radzą,
czytanie nieznanych tekstów odbywa się sylabami, bez głoskowania. Dzieci
te radzą sobie w szkole znakomicie i – jeśli zabawa w czytanie globalne
spełnia warunki dotyczące klimatu i atmosfery – szczepi miłość do
książek i czytania na całe życie.

Maria Trojanowicz-Kasprzak
http://www.czytanieglobalne.edu.pl

Mamy zestaw do nauki czytania globalnego wg metody Domana. Moje dziecko jest tym zachwycone. Zaczęliśmy przed 2 urodzinami. Samo przynosi karty i chce “czytać” Nie stosujemy żadnych gotowych sesji. Czytamy kiedy chce i ile chce dobrze sie przy tym bawiąc. Bardzo szybko moje dziecko nauczyło się rozpoznawac słowa. W chwili obecnej ma ulubione słowa które zawsze musza być jak “czytamy”. Dzięki tej metodzie poznaje równiez różne slowa kojażąc je z konkretnymi rzeczami czy osobami (niejednokrotnie podczas zabawy kartami towarzyszyły nam przedmioty które były na kartach.. Oczywiście nie jest to jedyna metoda na to aby dziecko znało poszczególne słowa. U nas sie to sprawdza.

witam
Jest tyle publikacji medycznych mówiących o pozytywnym wpływie wczesnej nauki czytania na mózg małych dzieci że dziwie się że odważyła sie Pani napisać takie bzdury!!! będąc ,, osobą wykształconą ” Proszę zapoznać się z KSIĄŻKĄ Jagody Cieszyńskiej ,,Wczesna interwencja terapeutyczna” oraz z blogiem Marii Trojanowicz – Kasprzak i to Pani wystarczy aby wykasować te bzdury

Jako wykładowca na uczelni oraz, o dziwo, ostatnio lektor angielskiego od przedszkola do szkoły średniej uważam, iż nacisk we wczesnych etapach życia na rozwój dziecka prowadzi raczej do degradacji umysłowej.
Oczywiście zaraz zostanę zakrzyczany przez pragnące wychowywać geniuszy mamy, ale tak naprawdę od 20 lat obserwuje raczej coraz niższy poziom inteligencji i zdolności młodych ludzi. W teorii ktoś, kto uczy się j. obcego od 10 lat powinien nim władać lepiej niż ktoś kto uczył się go 2-3 lata – w praktyce wygląda to najczęściej odwrotnie.

Zastanawia mnie również tragiczny poziom umiejętności logicznego myślenia wśród młodzieży – jak państwo myślą skąd takie problemy z banalną maturą ? skąd problemy z logiką na studiach? Dorośli ludzie nie potrafią rozwiązać zadania dla 8-10 latka?

W życiu przeczytałem do końca studiów 4-5 tysięcy książek, uczyłem się czytać w wieku 7-8 lat. Bibliotekę szkolną przeczytałem w szkolę podstawowej ( załóżmy nawet współcześnie koniec gimnazjum) – proszę mi podać ile właściwie książek przeczytały te Państwa cudowne dzieci ?

Mama nauczyła mnie czytać w wieku 5 lat. Skończyłam studia matematyczne i mam ponadprzeciętny iloraz inteligencji. Pracuję z małymi dziećmi “ucząc ich ” od najmłodszych lat. I odpowiadając na pytanie skąd takie ogłupienie społeczeństwa?
1. Kończenie studiów przez niszę intelektualną bo trzeba bo uczelnia ma dofinansowanie bo wykładowca przepycha z roku na rok.
2. Ta nisza intelektualna “edukuje” kolejne pokolenia. Panie w przedszkolu kwadratem nazywają sześcian, nie rozróżniają koła od walca mylą podstawowe pojęcia matematyczne.Hitem jest mylenie sześcianu z sześciokątem.
3. Ci nie wyedukowani ludzie piszą książki. Książki matematyczne dla dzieci są w większości w stanie krutycznym wycinek koła nierzadko jest podpisany jako trójkąt! Książki zawierają mnóstwo błędów a redakcja jak się jej wytknie błąd i tak nie robi korekty bo po co.
4. Szkoła od czasów przedwojennych uczy tymi samymi metodami które już dawno zostały obalone jako nieskuteczne.
5. Ludzie nie mają potrzeby zdobywania wiedzy i tak wszyscy kończą studia i tak wszyscy mają ten sam papier i tak wujek zatrudni mnie po uczelni w Kozielwólce a nie Ciebie po Harvardzie.
Obecna szkoła to przeżytek i większość społeczeństwa to czuje ale i tak pchamy się w machinę która niszczy ciekawość i kreatywność.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *