Kategorie
Dieta naturalna

Raw food, czyli dieta wojownika

20 lat temu na językach byli ci, którzy praktykowali dietę wegetariańską. Mówiło się o nich „ortodoksi”, „odszczepieńcy”, „wariaci”. Dziś dieta wegetariańska nikogo nie dziwi, powstają knajpy wegetariańskie, na wyjazdach służbowych i wakacyjnych o menu dla wegetarian nietrudno. Społeczeństwo, przynajmniej w dużej części, zaakceptowało wybory tej grupy. Czy to samo stanie się z witarianami, którzy dziś, tak samo jak lata temu wegetarianie, borykają się ze społecznym ostracyzmem?

Witarianizm, inaczej zwany surową dietą czy też raw food, to dieta opierająca się niemal wyłącznie na surowych produktach. Idea witarianizmu nie pozwala na obróbkę termiczną żywności m.in. ze względu na niszczenie w jej trakcie enzymów naturalnie występujących w pokarmach (co przyspiesza proces starzenia i powoduje przyrost masy ciała). Ponadto w trakcie pieczenia, smażenia czy gotowania wytwarza się akrylamid – toksyczny związek, który uszkadza komórki mózgowe, powoduje raka piersi oraz pęcherza moczowego. Zatrzymamy się przy nim na chwilę.

książki dla rodziców

Ciało kobiety, mądrość kobiety 

NAJWAŻNIEJSZA KSIĄŻKA W ŻYCIU KOBIETY

Ekscytująca podróż przez kobiecość w wymiarze fizycznym i duchowym. Książka, która na zawsze zmieni twoje życie, sprawiając, że inaczej spojrzysz na swoje ciało i zrozumiesz zachodzące w nim procesy, a także poczujesz przepływającą przez ciebie energię oraz odmienisz swoje relacje z samą sobą i ze swoim otoczeniem.

Do 42 stopni

Akrylamid to związek, którego olbrzymie ilości znajdują się w smażonych frytkach czy ziemniaczanych chipsach. Już wiecie, dlaczego produkty te tak często wrzuca się do kategorii „śmieciowego jedzenia” mimo że przygotowano je z jakże niewinnych ziemniaków? Ten sam związek w dużych ilościach występuje jednak w wielu innych produktach, a właściwie we wszystkich, które podgrzewamy w temperaturze sięgającej 120 stopni. Czyli takiej, w której zazwyczaj gotujemy, smażymy, pieczemy czy grillujemy. Tymczasem akrylamid jest związkiem o wysokiej toksyczności, który przyczynia się do rozwoju nowotworów tarczycy, jąder, pęcherza moczowego oraz nerek. Dodatkowo jest on metabolizowany w wątrobie, gdzie ulega magazynowaniu. Tylko 10 proc. spożytego akrylamidu jest wydalana z moczem.

Witarianie swoje pokarmy mogą podgrzewać w temperaturze nie przekraczającej 42 stopni. Dzięki temu wszystkie enzymy, minerały i składniki odżywcze zachowują się w pożywieniu. Raw food entuzjaści wierzą, że zdrowy styl życia harmonijnie łączy się z otaczającym nas środowiskiem, w związku z czym każdy człowiek posiada naturalne zdolności samoistnego powrotu do zdrowia.

Kampania strachu?

Sceptycy powiedzą, że witarianizm to kolejny wymysł ostatnich lat, oparty na kampanii strachu przed jedzeniem (wszystko jest toksyczne, od wszystkiego umrzemy). Tyle, że korzenie witarianizmu sięgają jeszcze starożytności. Już starożytni Rzymianie eksperymentowali z dietą, wypijając rano tylko szklankę wody, na obiad jedząc zimne mięso i owoce, a główny posiłek spożywali na kolację. Starożytni Grecy praktykowali posty, a Pitagoras, który podobno był wegetarianinem, żył dietą składającą się głównie z surowych fig i oliwek. Przez lata słowo wegetarianin było praktycznie synonimem witarianina.

Poza tym epidemiolodzy twierdzą, że 80 proc. chorób nowotworowych wiąże się z niezdrowym stylem życia. W tym kontekście wszelkie próby zmiany złych nawyków wydają się sensowne. Witarianie mówią o jeszcze jednym aspekcie ludzkiej natury – to zdolność do podejmowania wyzwań i chęć rozwoju. Dieta jest dla nich tym obszarem, który pokazuje, czy jesteśmy w stanie przejąć kontrolę nad własnym życiem i zwyczajnie o nie zadbać. Póki jest o co, bo spora część witarian to osoby, które na radykalną dietę przeszły, gdy dowiedziały się o jakiejś poważnej chorobie, np. nowotworowej. Tak jak główny propagator ruchu raw, Paul Nison, były finansista z Wall Street, u którego zdiagnozowano chorobę Leśniowskiego-Crohna i wrzodziejące zapalenie jelita grubego. Nison przerzucił się na surowe warzywa i owoce i w ciągu roku odzyskał zdrowie.

W Polsce witarianizm wciąż nie cieszy się dużą popularnością i w porównaniu z Zachodem ruch raw foodowy jest raczej mało rozpoznawalny. Argumentów za tym, żeby spróbować jest wiele – poczynając od tego, iż surowa dieta jest lekka, oczyszczająca i łatwostrawna, a kończąc na eliminacji tłuszczów nasyconych i trans. Badania pokazują też, że zwiększone spożycie warzyw i owoców zmniejsza ryzyko zachorowania na choroby cywilizacyjne. Ale są też pewne minusy tak radykalnej diety. Richard Wrangham, profesor antropologii biologicznej, twierdzi, że jedzenie gotowanego pokarmu jest bardziej naturalne dla człowieka, ponieważ ludzki układ pokarmowy wyewoluował do jedzenia gotowanych pokarmów. Ponadto dieta oparta na surowych owocach i warzywach nie dostarcza organizmowi pełnowartościowego białka, witaminy B12 oraz żelaza.

Za zimno na marchewkę?

Często podnoszonym argumentem przeciwko stosowaniu takiej diety, szczególnie w naszej szerokości geograficznej, jest również trudność ze znalezieniem odpowiednich produktów zimą. Witarianie jedzą bowiem praktycznie wyłącznie surowe owoce, warzywa, orzechy, nasiona czy ziarna. Poza tym produkty mają być jak najmniej przetworzone, jak najbardziej lokalne, najlepiej z upraw ekologicznych. W naszym kraju zimą wybór pozostaje niewielki.

– Ten argument akurat bardzo łatwo obalić, bo wywodzi się on z myślenia, iż surowa dieta wychładza organizm. A to zupełnie nie tak. W surowym jedzeniu jest energia –  późne owoce, jak jabłka i gruszki, są doskonałym pokarmem na zimę. To nabiał wychładza organizm, nie surowizna! Poza tym są jeszcze orzechy. Doskonała zimowa spiżarnia – argumentuje jeden z praktyków raw foodowej diety. I dodaje, że z witarianizmem w Polsce jest trochę jak z wieloma ruchami w tym kraju: wszędzie znajdą się radykalne odłamy, ale tak naprawdę bardziej istotne od bycia raw na 100 procent jest to, czy jesteś w stanie otworzyć się na swoje ciało i zmienić stare nawyki żywieniowe. – Nie trzeba być w stu procentach raw, żeby dokonać zmiany w swoim życiu na lepsze. Gdy wychodzę ze znajomymi do kawiarni, zamawiam kawę z mlekiem sojowym i nie mam wyrzutów sumienia. Czasem kupuję nieekologiczne jabłka, na straganie. Bo akurat nie mam budżetu, by być w 100 proc. eko. I żyję, jestem zdrowy. Najważniejsza dla mnie jest ta świadomość, że wiem, co robię i panuję nad swoim życiem. Bo witarianizm to nie tylko dieta. To przede wszystkim styl życia, który świadomie wybieramy. A krytyka? No cóż. Zdarza się wszędzie. Tolerancja to proces, do którego dochodzi się w swoim własnym tempie. Niektórym uznanie, że ludzie są różni i dokonują różnych wyborów, zajmuje lata. Ja staram się nie oceniać innych i żyć własnym życiem. Surowizna to mój świadomy wybór i nie przejmuję się komentarzami otoczenia. Z wegetarian też się kiedyś śmiano. A teraz coraz więcej osób przyznaje, że dieta bezmięsna niesie ze sobą dużo zdrowotnych walorów.

Foto: flikr.com/christaface

Naturalne antybiotyki
Jak zrozumieć małe dziecko
Rozwój seksualny dzieci

Autor/ka: Justyna Urbaniak

Piszę zawodowo, prywatnie jestem matką i kurą domową. Z wykształcenia - nauczycielką polonistką, z przekonania - antypedagogiem. Aktualnie, oprócz pisania, dokształcam się w zakresie edukacji alternatywnej, Porozumienia Bez Przemocy, gotowania. Ostatnio również bloguję: http://justynaurbaniak.natemat.pl/.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *