Kategorie
wychowanie Zdrowie

Rodzicu High Need Baby – idziesz do lekarza? Przygotuj się!

Rodzic High Need Baby – dziecka o większych potrzebach – przekraczając próg gabinetu lekarskiego ma mieszane uczucia. Pragnie usłyszeć, że dziecko jest zdrowe, a jednocześnie liczy na to, że wiedza medyczna pozwoli odkryć przyczynę ciągłego płaczu dziecka i przyniesie ulgę zarówno dziecku, jak i całej rodzinie. Za progiem gabinetu spotykają się dwa światy – świat opisany językiem objawów w międzynarodowej klasyfikacji chorób ICD-10 i świat codziennych zmagań i doświadczeń całej rodziny dziecka o większych potrzebach.

Świetne książki dla rodziców i dzieci... zobacz naszą KSIĘGARNIĘ NATULI

High Need Baby nie jest jednostką chorobową, ale opisem zachowań charakterystycznych dla określonej grupy dzieci. Jednak rodzicom wymagających dzieci trudno znaleźć nić porozumienia z lekarzami. Dlaczego tak się dzieje? Co sprawia, że spotkanie w gabinecie lekarskim, zamiast przynieść upragnione wsparcie, staje się przyczyną dodatkowego stresu dla rodzica?

Czułe rodzicielskie miejsca

Rodzice przynoszą do specjalisty historię cierpienia swojego dziecka oraz całej rodziny. Szukają pomocy, nadziei i wsparcia. “Ciąża i poród bez komplikacji?”, “A szczepione?” – słyszą sucho zza monitora komputera. Ich pełne troski słowa pozostają bez echa, opowieść nie znajduje słuchacza. Ostatecznie okazuje się, że skoro płacz/ rozdrażnienie/ hiperaktywność/ nadmierna emocjonalność dziecka nie mają podstaw medycznych, to albo rodzice sami są przewrażliwieni, albo… przyzwyczaili dziecko do takiego zachowania, pozwalają żeby wymuszało/ manipulowało lub nie wyznaczają granic, czyli rozpieszczają. To jest moment, w którym rodzic otrzymuje cios w najbardziej czułe miejsce: poczucie swojej kompetencji rodzicielskiej!

Podwójny mechanizm

Kończąc studia każdy lekarz przyrzekał (między innymi) “według najlepszej swej wiedzy przeciwdziałać cierpieniu i zapobiegać chorobom, a chorym nieść pomoc“ oraz “stale poszerzać swą wiedzę lekarską”.

Z dwiema kwestiami trudno się pogodzić. Jedna to wydawanie bezpodstawnych osądów bez wystarczającej wiedzy o życiu rodziny. Wiedzy, która jest na wyciągnięcie ręki, na odległość rozmowy z rodzicem, ale pozostaje wtórna i bezużyteczna wobec utartych ścieżek diagnostycznych. Druga kwestia to brak elementarnej wiedzy w kwestiach opieki nad dzieckiem i autoryzowanie nieprawdziwych informacji poprzez swój medyczny autorytet. Sprzyja to tworzeniu mitów, które łatwo rozpowszechniane robią krzywdę zarówno dzieciom jak i rodzicom.

Mit: “bo się przyzwyczai”

Po pierwsze, nie można przyzwyczaić dziecka np. do noszenia, czyli czegoś, co jest już zapisane w jego prenatalnym doświadczeniu przez 9 miesięcy. Japońscy naukowcy dowiedli, że móżdżek noszonego dziecka, odpowiedzialny za reakcję “walcz albo uciekaj” podczas noszenia dostaje sygnał, że człowiek jest bezpieczny. To pozwala ustabilizować rytm serca i inne funkcje organizmu, a tym samym pozwala zapaść w bezpieczny sen w ramionach opiekuna. Dr Norholt twierdzi, powołując się na wyniki badań, że noszenie dziecka i bliskość opiekuna powodują lepszy rozwój psychofizyczny oraz sprzyjają wydzielaniu oksytocyny (zwanej hormonem miłości) zarówno u matki jak i u dziecka.

Mit: “dziecko wymusza”

Do drugiego roku życia (stadium inteligencji senso-motorycznej wg Piageta) dziecko dokonuje wielkich odkryć.Takich na przykład, że schowana przez rodzica zabawka nie przestaje istnieć, mimo że znika z zasięgu wzroku dziecka. Owszem, dziecko manipuluje, tyle że przedmiotami, odkrywając w ten sposób związki przyczynowo-skutkowe. Przechylenie kubka pełnego wody spowoduje kałużę na podłodze. Przypadkowe odkrycia zostają uzupełnone intencjonalnymi: dziecko sięga po kubeczek z wodą, żeby zrobić kałużę. Trudno porównać te dziecięce odkrycia do wymyślnych narzędzi wpływu społecznego, jakie stosowane są w procesie manipulacji! Nazwanie dziecięcego zachowania przez lekarza “wymuszeniem” dowodzi jedynie, że w świadomości lekarza obecny jest negatywny obraz dziecka (może i człowieka w ogóle), które aby osiągnąć zamierzone cele bez zgody i wiedzy rodzica ucieka się do nieetycznych i agresywnych sposobów działania. Innymi słowy, ze świata opisu zachowań konkretnego dziecka przenosimy się w świat osobistych przekonań lekarza, czyli w gruncie rzeczy przestaje nas to już dotyczyć.

Mit “rozpieszczania”

Z jakiegoś powodu lekarze (i nie tylko) błędnie interpretują paradygmat “podążania za dzieckiem” myląc go z brakiem granic i nadając etykietę “rozpieszczania”. Podążanie oznacza uważną, pozbawioną oceny obserwację, która ma na celu poznanie dziecka i odkrycie źródeł jego zachowań, czyli potrzeb. Jeśli dziecko nie potrafi zasnąć inaczej niż na rękach, to manifestuje w ten sposób swoją potrzebę bliskości, ciepła albo stymulacji zmysłu równowagi, aby układ nerwowy mógł się wyciszyć. Według badań aż 75% dzieci poniżej 3 roku życia nie potrafi samodzielnie zasypiać! Dzięki kolejnym badaniom u 34% dzieci naukowcy zaobserwowali zmienny wzorzec spania, który przejawia się tym, że nawet w wieku 24 miesięcy dzieci te doświadczały nocnych pobudek.

Fundamentalne potrzeby

Kiedy pojawia się  jakaś znacząca trudność u dziecka bądź w relacji z dzieckiem, to najczęściej wcale nie chodzi o nawyki – te bardzo łatwo jest zmienić – twierdzi James Hymes. U źrodeł tych trudności tkwią najczęściej niezaspokojone potrzeby dziecka. A potrzeby mają pewną szczególną właściwość – niezaspokojone nigdy nie znikają. Można odwrócić uwagę dziecka, które domaga się bliskości, atrakcyjną zabawką. Ustanie płaczu wcale nie jest dowodem na to, że potrzeba została zaspokojona. Pamiętajmy, że w przypadku High Need Babies lista potrzeb jest nie tylko długa, ale też w większości są to potrzeby priorytetowe, które wymagają natychmiastowej odpowiedzi ze strony rodzica.

“Nie można nikogo popsuć wspierając go w zaspokajaniu jego potrzeb. Dziecko, które jest traktowane z uważnością i troską, nie wyrośnie od tego na egoistę i samoluba. Wręcz przeciwnie. Jeżeli dziecko odczytuje zachowania rodziców jako troskę o jego potrzeby, zawsze chętnie będzie współpracowało, choć czasem może w danej chwili nie wiedzieć, jak to zrobić.” – pisze Agnieszka Stein. I nie mylmy potrzeb z zachciankami! Jesper Juul twierdzi, że jednym z naszych rodzicielskich zadań jest nauczyć dziecko rozróżniać potrzeby od zachcianek. Zaspakajać z szacunkiem te pierwsze, reagując pełnym miłości “NIE” wobec tych drugich.

Wszystkiemu winne są karmienie i współspanie!

Odkąd zostałam rodzicem, wiele wizyt u lekarza przynosi mi (o zgrozo!) nowe ciekawostki. Dowiedziałam się, że po 6 miesiącu karmienia córki moje mleko stało się dla niej bezwartościowe, a karmienie jest kwestią mojej trudności z wyznaczaniem granic i fanaberią. Po pierwsze: Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) zaleca karmienie dziecka wyłącznie piersią do 6 miesiąca życia, potem kontynuowanie karmienia do 2 roku życia i dłużej przy systematycznym rozszerzaniu diety dziecka. Po drugie, mleko mamy przez cały okres karmienia (niezależnie od wieku dziecka) zawiera substancje czynne immunologicznie – (przeciwciała tafiają tam z krwi oraz bezpośrednio z komórek odpornościowych) oraz całą długą listę składników odżywczych odpowiedzialnych za rozwój i odporność dziecka – twierdzi Międzynarodowy Konsultant Laktacyjny – dr med. Magdalena Nehring-Gugulska. Statystyki dotyczące karmienia piersią w Polsce są bezlitosne. W szpitalach po porodzie karmienie piersią rozpoczyna ponad 95% kobiet. Co takiego sprawia, że po 6. miesiącu karmi niecałe 4%? Może warto szukać związku przyczynowo skutkowego między tak wczesnym odstawianiem od piersi i brakiem wiedzy na temat laktacji wśród lekarzy?

Mama High Need Baby, która karmi piersią wie, jaki to skarb. Obok walorów odżywczych i ochronnych mleka, otrzymuje w pakiecie prosty i skuteczny sposób na spokojną bliskość (tej przy dzieciach HNB jest jak na lekarstwo!), momenty wyciszenia i ratunek przy bardzo częstych nocnych pobudkach. Łatwiej i szybciej można zapaść na powrót w sen, kiedy wystarczy przewrócić się na drugi bok by podać dziecku pierś. I tutaj automatycznie dotykamy drugiego drażliwego tematu, przy którym lekarze wznoszą pełen pogardy wzrok ku niebu: spanie z dzieckiem w jednym łóżku (co-sleeping).

Według badań dr McKenna dzieci śpiące z rodzicami wprawdzie budzą się dwa razy częsciej, ale spędzają przy piersi 3 razy więcej czasu oraz zdecydowanie mniej płaczą. Ich funkcje fizjologiczne, takie jak bicie serca, ciśnienie krwi, fale EEG wskazują na stan większego rozluźnienia i spokoju. Dla rodziców HNB wszelkie sposoby ograniczające długość płaczu dziecka są na wagę złota. I choć 3 razy dłuższe ssanie może się wydawać dyskomfortem, oznacza to dodatkowe dawki szczepionki i wartości odżywczych obecnych w nocnym pokarmie mamy.

W społeczeństwach, w których praktykowane jest zjawisko wspólnego spania, odsetek przypadków SIDS (Sudden Infant Death Syndrome – zespołu nagłej śmierci łóżeczkowej) jest niższy w porównaniu do społeczności, w których niemowlęta śpią osobno. High Need Babies nie lubią być odkładane do łóżeczka, reagują na to głośnym sprzeciwem. Jest w tym mądrość, która daje, zarówno rodzicowi jak i dziecku, skorzystać w większym stopniu z dobrodziejstw spokojnego snu.

Byle pozbyć się objawu

Zachodnia medycyna operuje bardzo prostym schematem: problem – rozwiązanie. Nie tolerujesz laktozy? Połykasz tabletkę przed posiłkiem i nie musisz rezygnować z mleka. Masz zakwaszony organizm? Jedna tabletka dziennie i po sprawie! (to oferta wprost z aktualnych reklam radiowych). Schemat ten stoi u podstaw i jednocześnie napędza cały system konsumpcjonizmu, którego jesteśmy elementem (autorami i ofiarami zarazem). W tym systemie nie ma miejsca na pytanie: dlaczego twój organizm odmawia spożycia produktów mlecznych? I co sprawia, że jest zakwaszony?

Przychodząc do lekarza definiujesz problem jako “dziecko dużo płacze”, albo “dziecko słabo śpi”. W momencie, kiedy medycyna nie potrafi wyjasnić przyczyn tego zjawiska, to lekarz albo mu zaprzecza (“rodzic coś sobie wymyślił”), albo upatruje przyczyny w błędach wychowawczych. Lekarz wydaje proste i genialne w jego rozumieniu zalecenie: “trzeba nauczyć dziecko samodzielnie spać”. Najpierw niech płacze w samotności 3 minuty, potem wejdź i poklep po plecach, wyjdź znowu na 5 minut a potem pogłaskaj drugi raz. Co ważne: te histeryczne bezdechy dziecka są formą wymuszania na tobie tego, co dziecko chce.

To jest przemoc. Okrutna forma gwałtu na dziecięcych potrzebach i bezbronności Czy kiedy przychodzi do ciebie zapłakany partner/ przyjaciel, odsyłasz go do pokoju obok, żeby się wypłakał i uspokoił, czy przytulasz i dajesz wsparcie? No właśnie, więc dlaczego miałbyś inaczej zachować się wobec dziecka?

Pamiętajmy, że rozwiązanie problemu nie polega na wyeliminowaniu objawu za wszelką cenę. Rozwiązanie problemu to odkrycie jego źrodeł, czyli niezaspokojonych potrzeb dziecka i dołożenie wszelkich starań, aby na te potrzeby odpowiedzieć. To, w jaki sposób zareagujesz na płacz dziecka, gorszy nastrój (czyli zachowania, w których dziecko komunikuje swój dyskomfort) buduje podwaliny zaufania dziecka do siebie i świata. Pozwalając dziecku się wypłakać z daleka od twoich ramion – opuszczasz je fizycznie i emojonalnie. Mówisz do dziecka: twoje potrzeby nie są ważne i dopóki nie nauczysz się ich kontrolować, nie zasługujesz na moją obecność. To dotkliwy zabieg, w którym na szalę rzucane jest największe dobro – rodzicielska miłość. Miłość, która w 3 – 5 – 7 minut zamienia się w miłość warunkową.

Wiedza i zaufanie do siebie

Trudno jest być kompetentnym rodzicem w gabinecie lekarskim. Szczególnie, kiedy człowiek redukowany jest do objawu, pytania są traktowane jako podważanie wiedzy lekarskiej, a badanie lekarskie nie wykracza poza utarty schemat pytań diagnostycznych. W gabinecie lekarskim człowiek przestaje być widziany jako całość i brakuje przestrzeni na rozmowę i osobniczą unikatowość.

Rzetelna wiedza to stabilny fundament dla rodzicielskiej intuicji. Pozwala się wesprzeć w chwilach wątpliwości i wytrwać w swoich rodzicielskich planach, marzeniach i wartościach. To zasób, o który warto się systematycznie troszczyć: czytać, pytać i poszukiwać. Nie oznacza to oczywiście, że lekarz was wysłucha i przyjmie wasze argumenty. Czasem wyśmieje, kiedy indziej przemilczy. Ale w ten sposób stajecie się wolni od lekarskiej niewiedzy w tematach, które są dla was istotne.

Nie jest moją intencją przekonanie kogokolwiek, że nie warto chodzić do lekarzy. Warto się badać! High Need Babies potrzebują konsultacji neurologicznej, alergo/gastrologicznej (w kwestii kolek) czy w zakresie integracji sensorycznej. Tylko nie dajcie sobie wmówić, Drodzy Rodzice, że płacz dziecka jest spowodowany naszym zaniedbaniem. Szukajcie lekarzy polecanych przez osoby, które myślą o dzieciach i wychowaniu podobnie jak wy. Pytajcie innych rodziców High Need Babies, do kogo warto się zgłosić. A przede wszystkim: kochajcie dzieci i w zaufaniu do siebie podążajcie za własną intuicją!

Źródła:
Esposito G. “Infant calming responses during maternal carrying in humans and mice” – ncbi.nlm.nih.gov
Kost A.”Noszenie a rozpieszczanie, czyli o wpływie noszenia na mózg twojego dziecka” – mataja.pl
Norholt H. “Oxytocin and your baby” – blog.ergobaby.com
Weinraub M. “ Patterns of developmental change in infants’ nighttime sleep awakenings from 6 through 36 months of age” – ncbi.nlm.nih.gov
Thevenin T. “Need vs Habit” – naturalchild.org
Stein A. “Dziecko z bliska. Zbuduj szczęśliwą relację”, Wydawnictwo Mamania, Warszawa 2012
Juul J. “NIE z miłości”, Wydawnictwo MIND, 2011
World Health Organization, Breastfeeding – who.int
Nehring-Gugulska M., “Jak długo mleko kobiece zawiera przeciwciała chroniące przed infekcjami? – pediatria.mp.pl
CNOL, Raport o stanie karmienia piersią w Polsce, 2013 – kobiety.med.pl
McKenna J., “Bedtime Story: Co-sleeping Research” – naturalchild.org
Schon R., “Wspólne spanie a SIDS (Zespół Nagłej Śmierci Niemowląt)” – przytulmniemamo.pl

Foto: flikr.com/maessive

Ania Siudut-Stajura

Autor/ka: Ania Siudut-Stajura

Psycholog, trener, terapeuta Gestalt. Mama trójki, która zgłębia tajemnice High Need Babies. Pisze bloga pracowniasrodka.pl o rodzicielstwie, psychoterapii i podróżach na Wschód.

5 odpowiedzi na “Rodzicu High Need Baby – idziesz do lekarza? Przygotuj się!”

Jestem lekarką, która każdego dnia zachęca kobiety do karmienia piersią,
zaleca rodzicielstwo bliskości, promuje zdrowe żywienie, czas spędzany
na świeżym powietrzu i ograniczanie telewizji. Późną porą chciałam przeczytać i dowiedzieć się może czegoś nowego o High Need Babies, a artykuł p. Anny Siudut okazał się tendencyjny i napisany przez osobę, która nie ma kompetencji do oceny pracy opieki zdrowotnej i powinna się raczej skupić na istocie problemu High Need Babies i do tego gorąco zachęcam.

Uważam że powyższy artykuł pani Anny rzeczowo i celnie odzwierciedla sytuacje kompetencji i pracy służby zdrowia (zarówno prywatnej jak i państwowej). Z mojego doswiadczenia – większość pediatrów/lekarzy rodzinnych właśnie tak traktuje małych pacjentów oraz rodziców jak opisała to autorka, ja również spotkałam się z kwestionowaniem/wyśmiewaniem sensu karmienia piersią dłużej niż 6 miesięcy, itp. Przez 4 lata interakcji z lekarzami zajmującymi się dziećmi (pediatrami, specjalistami) trafiłam zaledwie na jedną Panią pediatrę promującą karmienie piersią, zdrowy tryb życia dzieci, podchodząca do małych pacjentów z szacunkiem i autentycznym zainteresowaniem. Pani Magdro, to wspaniale że ma Pani taka postawę wobec pacjentów, życzę powodzenia i sukcesów, szkoda tylko że jest Pani w mniejszości.

Być może z racji wykonywanego zawodu nie dysponuje Pani szerszą perspektywą na stosunek, jakim Pani koleżanki i koledzy darzą rodziców ich małych pacjentów. Słowa uznania dla Pani, że prezentuje stosunek odmienny niż opisany w artykule. Rzeczywistość w polskich usługach medycznych (dawniej powiedziałbym w “Służbie Zdrowia”, ale to już niestety niezgodne z oficjalną nomenklaturą) jest jednak w gruncie rzeczy bliska temu, co opisano w artykule. Rodzice to tępaki i patole, których trzeba systemowo przerabiać, nawiedzać w domu aby kontrolować warunki i realizację zaleceń; raczej trzeba przekonywać ich o słuszności stosowanego leczenia, niż dawać posłuch ich zabobonnym uprzedzeniom. Trudno się dziwić, skoro przez lata personel medyczny edukowano głównie o “potrzebie edukowania”… Niestety wielu lekarzom, zwłaszcza tym z głębokiego PRLu, miesza się to tak dalece, że swoje osobiste poglądy i przekonania życiowe (np. na temat najodpowiedniejszej diety czy metod wychowawczych) serwują rodzicom jako warunek konieczny prawidłowego leczenia. Gwoli uczciwości trzeba przyznać, że coraz częściej zdarza się trafiać na lekarzy którzy rozumieją, że żaden minister, urzędnik sanepidu, pracownik socjalny, czy nawet sam lekarz, nigdy nie pozna małego pacjenta lepiej niż rodzic i nikt bardziej niż rodzic nie chce zaradzić chorobom dziecka. Z bólem serca zauważam jednak, że od tych rodziców, którzy ślepo i bezkrytycznie zawierzyli personelowi medycznemu, słyszę jednak znacznie częściej historie o traumatycznych porodach, nieudanej laktacji i niepotrzebnych, a inwazyjnych procedurach (niepotrzebnych w świetle prawidłowej analizy pierwotnych przesłanek). Proszę odczytać mój głos nie jako podburzanie ludu przeciw wspaniałym skądinąd zdobyczom współczesnej medycyny, lecz jako podejście do diagnozy ogólniejszego problemu, którym jest pogłębiający się brak zaufania na linii lekarze – rodzice/pacjenci. Jedyną receptą jest według mnie wzajemne zrozumienie oraz poszanowanie swoich kompetencji i autonomii, do czego konieczna jest obustronna pokora i ustąpienie lekarza (położnej, pielęgniarki) z pozycji szamana – jedynie słusznego, wszechwiedzącego autorytetu i urzędowego strażnika prawidłowego wykonania procedur medycznych, do roli życzliwego doradcy. Tylko taka współpraca personelu medycznego i rodziców w atmosferze zrozumienia i wolności od jakiegokolwiek przymusu czy nacisku, może być podłożem pielęgnowania i leczenia dzieci w sposób efektywny i rozwijający dla obu stron, a o to przecież w tym wszystkim chodzi nam najbardziej.

Nie wiem czy jako rodzic dwojga dzieci mam kompetencje do oceny pracy opieki zdrowotnej, ale przy pierwszym dziecku spotykałam się niekiedy wręcz z oburzeniem lekarzy, że karmię dwa lata. Przy drugim dziecku przez trzech różnych pediatrów, neonatologa, a w końcu przez gastroenterologa otrzymałam zalecenie odstawienia trzymiesięcznego dziecka od piersi z powodu brzydkich kupek (i tylko tego). Dodam, że córka rozwija się cudownie i jak się okazało, wystarczyło, że nie posłuchałam i wyeliminowałam ze swojej diety krowie mleko, żeby kłopoty minęły w ciągu dwóch tygodni. Przy żółtaczce, którą moja nowonarodzona córka przechodziła w szpitalu, leżąc 24h na dobę pod lampami przez dwa dni, kiedy ja zanosiłam się płaczem, nie mogąc jej nakarmić, słyszałam od czterech zmian pielęgniarek i dwojga lekarzy, że “małej nic nie będzie, trochę pomarudzi, ale może tak lepiej, bo jej nie rozpieszczę noszeniem na rękach i ciągłym dostawianiem do piersi, kiedy płacze… bo wiadomo, dzieci to później wykorzystują”.

jako mama high needa przeszlam wszystkich lekarzy i przerozne badania, wmawiano mi kolki i inne pier.. przytaczane w tekssie typy wymuszanie dzieko – wg mnie oczywiscie to wierutna bzdura. Ale z tym ze naszym dzieciom nic nie jest nie zgodze sie do konca. Ja bylam tak zdesperowana ze zrobilam mlodemu badania w usa kwasy organiczne w moczu, dwoch lekarzy w PL jest w stanie je zinterpretowac, inni pukaja sie w czolo. I co wyszlo mnostwo nieprawidlowosci – grzybica, braki witamin, mikroelementow, niedobor seratoniny a co za tym idzie melatoniny, zatrucie aluminium najprawdopodobniej ze szczepionki euvax po urodzeniu. Wiec wg mnie nie do konca tak jest ze naszym dziecom nic nie jest, te stany wrażliwości placzliwosci moga wynikac z nierownowagi w organizmie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *