Kategorie
Relacje rodzinne Rodzicielstwo

„Gdyby nie ja, rodzice dawno by się rozwiedli”. Związek dla dobra dziecka.

Idealnie by było, gdyby każde dziecko wychowywało się w domu, w którym jest kochane i w którym rodzice darzą się wzajemną miłością. Czasami jednak rodzice nie są w stanie poradzić sobie z konfliktami w swoim związku, a niechęć do rozstania się uzasadniają „dobrem dziecka”. Jednak opowieści tych dzieci często są raczej opowieścią o krzywdzie.

Związek dla dobra dziecka – ciągle słyszałem, że gdyby nie ja, to dawno by się rozwiedli

Czasami rodzice mówią wprost, że to dzieci są jedynym spoiwem ich związku. Jednak to zwykle nie jest prawdą. Tak było w przypadku Karola, którego rodzice do dziś żyją razem. Jednak jego zdaniem nie ma między nimi żadnej  bliskości. Związek dla dobra dziecka – jednak czy naprawdę dla jego dobra?

Karol, lat 34, mówi: „Między rodzicami właściwie nigdy nie było super relacji, ale do pewnego momentu było całkiem normalnie. Tata był raczej nieobecny, za to mama – cały czas w domu. Była wobec mnie skrajnie nadopiekuńcza. Kiedy okazało się, że tata narobił długów, w domu trwały nieustające awantury. Matka rzucała w ojca talerzami, kazała mu wynosić się z domu”.

To wszystko wpłynęło negatywnie na psychikę dorastającego dziecka. „Miałem tego dość. Sądzę, że występowały u mnie wtedy stany depresyjne. Uciekałem z domu, wcześnie sięgnąłem po alkohol. W końcu matka zaczęła straszyć ojca rozwodem. On na początku przepraszał ją za wszystko, za co chciała. Jednak pewnego razu powiedział, że w takim razie należy podjąć kroki w stronę rozwodu. I tego matka chyba się nie spodziewała. Od tego czasu uspokoiła się, ale nieustannie rozpaczała przy mnie, że jest jej z ojcem źle”.

seria rodzicielska

Jak zrozumieć się w rodzinie

Książka o tym, jak zazwyczaj mówimy do siebie, dlaczego często jesteśmy nieskuteczni w komunikacji i co zrobić, by dogadać się w rodzinie.

Związek dla dobra dziecka – samotność we własnej rodzinie i poczucie winy dziecka

Karol mówi, że nigdy nie widział bliskości między rodzicami i czuł się samotny: „Nigdy nie dotykali się ani nie przytulali. Czułem się samotny i chyba w efekcie wpadłem w dziwne towarzystwo. W domu trwała zimna wojna – rodzice niby byli razem, ale przestali razem spać, właściwie nie rozmawiali. Matka ciągle krytykowała ojca – ale jednocześnie dużo gadała o tym, jak ważna jest rodzina. Chyba dla podkreślenia tego ciągle słyszałem od niej, że gdyby nie ja, to dawno by się rozwiedli”. 

Karol był mocno obciążony tym, jak przebiega relacja rodziców: „Miałem ogromne poczucie winy. Nie mogłem tego słuchać. W końcu zacząłem reagować napadami złości na wszystko, co mówiła do mnie matka – przez długi czas miałem problemy z agresją.” 

Związek dla dobra dziecka przykrywa problemy rodziców

Tak naprawdę to, co się dzieje pomiędzy rodzicami, to nie jest odpowiedzialność czy sprawa dziecka. To ich własne problemy i trudności. Dziecko jest zbyt małe, by to udźwignąć. Niektórzy, tak jak Karol, zdają sobie z tego sprawę w którymś momencie, ale może to dla nich oznaczać konieczność terapii: 

„Dopiero później zrozumiałem, że matka nie została z ojcem dla mnie. Została z powodu lęku przed tym, że sobie nie poradzi. Ona nigdy nie pracowała w zawodzie, pomagała tylko ojcu w pracy. Teraz moja relacja z rodzicami jest szczątkowa. Po latach, również dzięki terapii, zrozumiałem, że są to ludzie kompletnie nieodpowiedzialni, nieumiejący ani być razem, ani się rozstać. I nie jest to moja wina”. 

Znoszenie przemocy było tłumaczone jako wielkie poświęcenie

Skrajnym przykładem zrzucania odpowiedzialności za swoje życie na dziecko jest sytuacja, w której jedno z rodziców twierdzi, że to dla dobra dziecka znosi przemoc ze strony partnera. Weronika, 23 lata, której mama nigdy nie odeszła od przemocowego ojca, często otrzymywała komunikat, że mama próbuje „ratować rodzinę” ze względu na nią. Ten tzw. związek dla dobra dziecka sprawił, że kobieta zmaga się dziś z zaburzeniami lękowymi oraz obniżoną samooceną. O swoim domu opowiada jak o miejscu, w którym nie zaznała poczucia bezpieczeństwa ani przewidywalności: 

„Wiem, że moi rodzice wzięli ślub dlatego, że ja byłam w drodze. A moja rodzina, choć raczej niekonserwatywna, nie wyobrażała sobie, żeby mama wychowywała mnie sama albo żeby rodzice nie byli małżeństwem. Można powiedzieć, że to ja ich połączyłam. A potem również ja byłam, według mojej mamy i reszty rodziny, osobą, która sprawiała, że byli razem”. 

Związek dla dobra dziecka? Dziecko w rodzinie alkoholowej

„Ojciec pił. Nie wiem, czy był alkoholikiem, ale po imprezach z kolegami, od których nie stronił, wracał często pijany i urządzał awantury. Kilka razy uderzył mnie i moją młodszą siostrę, a mamę wyzywał od najgorszych. Często podkreślał, że to on tutaj głównie zarabia. Jak mamie coś nie odpowiada, to może nas zabrać i odejść (używał innego słowa). Potem okazało się, że ma również kochanki – mama wtedy płakała, ale nie odeszła od niego. Tłumaczyła, że dla dobra mojego i siostry musi się poświęcić i z nim wytrzymać”. 

Matka wypominała córce swoje poświęcenie, kiedy ta np. przynosiła gorsze oceny: „Kiedy sprzeciwiałam się jej albo przyniosłam gorszą ocenę, to używała przeciwko mnie argumentu, że ona dla mnie znosi zdrady i wyzwiska, poświęca swoje najlepsze lata, a ja tego nie doceniam. Nauczyłam się więc, że nie mogę krytykować mamy. Czułam złość i bezradność. W okolicach matury pojawiły się napady lęku. Oczywiście wszyscy uważali, że to naturalne przed egzaminem, ale potem u psychiatry doszłam do tego, że to były już objawy zaburzenia, które do teraz leczę. Podświadomie bałam się odejść z domu, żeby nie zostawić mamy samej z ojcem”.

Rana na zawsze

Rana pozostaje do dziś: „Do tej pory mam poczucie winy, że jednak próbuję żyć własnym życiem. I boję się mężczyzn. Chyba jeszcze nie wierzę, że jestem warta miłości. Ciągle czuję się odpowiedzialna za wszystko i próbuję być najlepsza. Nauczyłam się żyć tak, jakbym miała wynagrodzić mamie to, co – rzekomo dla mnie – znosi. To straszne, że nie umiała odnaleźć się w życiu sama albo że chociaż nie powiedziała mi otwarcie, że jest z ojcem, bo taki jest jej wybór. Ja nie prosiłam o takie życie”.

Dobra relacja
30,36 PLN
W świecie porozumienia bez przemocy
32,10 PLN
Szanujący rodzice, szanujące dzieci
32,10 PLN

Matka mówiła, że nie chce, aby obcy facet mnie szarpał

Czasami jednak, pomimo formalnego rozstania, psychicznie rodzice pozostają we wcześniejszym związku, argumentując to troską o swoje dziecko. Tak właśnie było w przypadku mamy Ani, lat 29, która – choć rozwiodła się ze swoim mężem, gdy córka była jeszcze niemowlęciem, nigdy tak naprawdę nie rozstała się z jej ojcem. „Matka z jednej strony mówiła, że chce zapomnieć o tacie, z drugiej – nieustannie o nim wspominała, oczywiście stawiając go w złym świetle. Kiedy zrobiłam coś nie tak, twierdziła, że ojciec by się mnie nie wyrzekł – co miało oczywiście negatywny wydźwięk, wskazywało na moje podobieństwo do niego”.

Anna pytała mamę o nowego męża: „Było dla mnie naturalne, że wychowuję się z mamą i dziadkami. Ale w pewnym momencie zaczęłam pytać mamy, czemu nie znajdzie sobie nowego męża. Wtedy matka wpadała w coś w rodzaju histerii. Krzyczała, że poświęca się dla mnie, że w życiu kochała tylko mojego tatę, choć zniszczył jej życie. Tłumaczyła, że to dla mnie nie szuka żadnego mężczyzny, mimo zainteresowania z ich strony i tego, że wszyscy ją do tego namawiają. Ja w pewnym okresie też sądziłam, że matka powinna kogoś mieć, żeby zająć się czymś innym, niż rozpamiętywaniem związku z ojcem. Matka jednak uważała, że nigdy nie pozwoli, żeby jakiś obcy facet mnie szarpał, wydzierał się na mnie i uważał mnie za przeszkodę w swoim życiu”.

Brak rozstania – ojciec jako straszak, przemoc ze strony matki

Mentalny brak rozstania rodziców pomimo rozwodu był trudny dla Anny: „Nie rozumiałam, dlaczego ktoś miałby się tak zachowywać – przecież wiele dzieci wychowuje się z ojczymami, ale matka uważała, że muszę być jej wdzięczna za to, że nie „lata z dupą”, tylko się mną zajmuje jak przystało na matkę. Szkopuł był w tym, że ona sama mnie szarpała i się na mnie wydzierała – była bardzo agresywna i przemocowa. Wiem, że to jest na maksa dziwne, ale całe dzieciństwo i okres dojrzewania spędziłam z nią i ojcem, który fizycznie nie był w domu, ale istniał jako straszak, obiekt nienawiści i ktoś, po kim miałam mieć „złe geny”. Dopiero terapia pomogła mi zrozumieć, że wcale nie jestem odpowiedzialna za nieszczęście mojej matki i jej mentalny „brak rozwodu” z ojcem”.

Za decyzję odpowiedzialni są dorośli

Niezależnie od tego, czy rodzice decydują się na rozstanie, czy też – pomimo trudności – wolą pozostać razem, muszą pamiętać o tym, że to oni – jako osoby dorosłe – są odpowiedzialne za swoją relację i swoje decyzje. Wynikającej z lęku decyzji o kontynuowaniu związku nie należy uzasadniać „dobrem dziecka”. Warto natomiast – zarówno dla szczęścia swojego, jak i potomstwa – szukać pomocy, gdy w związku zaczyna dziać się źle. A jeśli mamy do czynienia z przemocą – czym prędzej izolować siebie i dziecko od sprawcy. 

Autor/ka: Angelika Szelągowska-Mironiuk

Psycholożka, psychoterapeutka, dziennikarka. Pracuje na uczelni jako asystentka oraz w gabinecie jako psychoterapeutka. Razem z mężem prowadzi blog i fanpage „Katolwica&Mąż”.


Bestsellery księgarni Natuli.pl

Pierwszy osadzony w polskich realiach przewodnik dla rodziców małych dzieci.

Ta prosta, rytmiczna książeczka to wspaniałe zaproszenie do zabawy i czułego, bliskiego kontaktu.

Jak się kochać?
Komunikacja, bliskość, intymność

Tematy, którymi się zajmujemy:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *