Jesteś w ciąży? Wspaniale! Kliknij w ten link
| Rodzicielskie stereotypy – warto je przełamywać!

Rodzicielskie stereotypy – warto je przełamywać!

Żyją w nas od wieków. Stały się społeczną normą, czymś, czemu trudno jest się sprzeciwić, a często nawet o tym rozmawiać, wydają się bowiem zupełnie niepodważalne - stereotypy.

W pułapce przekonań

Silnie zakorzenione, ponadczasowe, uwarunkowane kulturowo przekonania dotykają wielu ważnych obszarów naszego codziennego życia. Również – a może nawet przede wszystkim – naszego rodzicielstwa. A przecież wpływ tych przekonań nie pozostaje bez wpływu ani na nas, ani na nasze dzieci. Zniekształcają one bowiem rzeczywistość. Odbiera nam i naszym dzieciom możliwość swobodnego decydowania o sobie, podejmowania autonomicznych decyzji i postrzegania świata zgodnie z naszą wizją i potrzebami. Tak bardzo mocno się do nich przyzwyczajamy, że często trudno nam uwierzyć w to, że mogą nam nie służyć. Dlatego ważne jest, aby o nich rozmawiać, przyglądać się im bez wartościowania siebie i innych. Zastanawiać się i sprawdzać, czy te wzorce myślowe są nam rzeczywiście bliskie, czy zostały narzucone z zewnątrz. Czy chcemy w nich pozostać, czy jednak poszukać własnej drogi.

Najlepsze książki dla dzieci i rodziców - księgarnia Natuli.pl

5 stereotypów na temat rodzicielstwa, które warto przełamywać:

1. Mama, która “siedzi z dzieckiem w domu”, to mama, która nic nie robi

Taki zarzut pada najczęściej z ust tych, którzy (jak można przypuszczać) nie doświadczyli wieloletniej, całodobowej opieki nad dzieckiem albo mogli powierzyć istotną część zadań “okołorodzicielskich” innemu dorosłemu (opiekunce, babci czy tacie dziecka). Mama, która na długo pozostaje w domu z maluchem, zajmuje się tysiącem czynności i dopóki inni członkowie społeczeństwa nie doświadczą tego matczynego “nicnierobienia”, trudno im będzie zrozumieć sytuację, w jakiej znajduje się rodzicielka. Ciągłe dbanie o potrzeby dziecka, odkładanie na później tego, co ważne z perspektywy własnego życia i rozwoju, a jednocześnie bycie dobrze zorganizowaną, wypoczętą, uśmiechniętą i silną, niezależnie od czynników zewnętrznych – są nie lada wyzwaniem. W naszej kulturze wciąż istnieje żywe przekonanie, że mama musi dać radę, bo kto jak nie ona?! A ta sama mama bardzo często nie daje rady i, co więcej, nie daje sobie prawa do słabszych chwil, popełnienia błędów i do wypoczynku – bo nie chce być postrzegana jako niekompetentna…

Gdy przyjrzeć się jej z bliska, mama jest mediatorką, psychologiem, kucharką, osobą sprzątającą, przyjacielem, towarzyszką w zabawie, lekarzem, nauczycielem itd. – często w każdej z tych ról na raz, w ciągu jednego tylko dnia! Wciąż na wysokich obrotach, wciąż w pełni zaangażowana, wciąż zatroskana o dobro dziecka. Czy to naprawdę nie wystarczy, aby uwierzyć w matczyną moc i odłożyć już na bok mit o mamie, która nic nie robi? Nie zarabia pieniędzy, ale poświęca swój czas i energię czemuś, czego nie da się wycenić – rodzinie, dziecku i więzi na całe życie. Cz te wartości nie są bezcenne, ponadczasowe, uniwersalne i w istocie kluczowe?

2. Ojciec nie potrafi porozumieć się z dzieckiem

Jako mamy dość często słyszymy od innych zdanie: “idź do dziecka, twój mąż sobie z tym nie poradzi”, “faceci zupełnie nie umieją rozmawiać z dziećmi; leć, załatw to”. Nam samym również zdarza się mimowolnie rzucić do ojców naszych dzieci: “zostaw, ja się tym zajmę” albo “nie widzisz, że przez ciebie jeszcze bardziej płacze? ja z nim porozmawiam!”Przekonanie o tym, że “tata nie da rady” jest dość popularne. Przy czym jest ono nie tylko niesłuszne, lecz także bardzo krzywdzące dla relacji z dzieckiem, poczucia własnej wartości jako ojca, a także przyszłych umiejętności komunikacyjnych dziecka (z partnerem/ -ką, szefem, współpracownikami).

Kiedy damy ojcom szansę na porozumienie z dzieckiem, na swoiste trenowanie różnych form odpowiadania na potrzeby młodych ludzi, będzie nam dane cieszyć się pięknem ich relacji i doświadczać, być może, innego spojrzenia na pewne rodzicielskie kwestie. Wiara w tatę, zaufanie do niego i jego możliwości są dla dziecka tak samo ważne. Trudno mu poczuć się pewnie przy tacie, kiedy mama wciąż podważa ojcowskie umiejętności i kompetencje. Dziecko odbiera to, co widzi, jako ważną informację dla siebie – o tym, czy warto tacie ufać, być blisko niego czy raczej od niego stronić. Warto więc zastanowić się i zdecydować, jakie informacje i wartości chcemy przekazać naszym dzieciom…

3. Rodzicielstwo bliskości nie przygotowuje dziecka do prawdziwego życia

“Przestań się tak z nim pieścić i nad nim użalać. Niech uczy się życia i będzie twardy! Nikt w szkole i w pracy nie będzie się nad nim litował i tak z nim rozmawiał” – słyszymy często od naszych krewnych lub znajomych. Czy to, że dziecko spotka się z różnymi formami komunikacji oraz różnymi ludźmi, oznacza, że rodzic ma postępować tak, jak większość, i właśnie w proponowany przez nich sposób przygotować dziecko do życia w trudnym czy skomplikowanym świecie? Nic bardziej mylnego. Po pierwsze, dziecko żyje tu i teraz, a ciągłe planowanie jego przyszłości wydaje się nieco zgubne. Po drugie, chłodne i pozbawione empatii podejście do dziecka nie pomaga mu stawać się pełnym wiary w siebie człowiekiem i stawiać czoła nowym wyzwaniom.

Dziecko właśnie teraz uczy się empatycznej i konstruktywnej komunikacji z ludźmi. Teraz doświadcza serdecznej obecności rodzica, rodzica wrażliwego na jego potrzeby. Teraz ma czas na swobodni rozwój i naukę życzliwej postawy wobec innych. W jego mózgu również teraz, czyli w pierwszych kilku czy kilkunastu latach życia, kształtuje się zdrowy system reagowania na stres i regulacji emocji, dzięki któremu rośnie w siłę i radzi sobie z coraz to bardziej złożonymi trudnościami w życiu, w relacjach z ludźmi i w kontakcie z samym sobą. I w końcu to właśnie teraz buduje się u dziecka poczucie własnej wartości. Tylko od rodziców i tego, w jaki sposób będą pochylać się nad dzieckiem w różnych codziennych sytuacjach, zależy, czy będzie ono wiodło spełnione życie i czerpało z niego satysfakcję.

Rodzicielstwo, którego ważnym założeniem jest wrażliwe odpowiadanie na potrzeby i postawy młodego człowieka, to klucz do harmonijnego rozwoju dziecka i jego mózgu. Potwierdzają to liczne badania i codzienne doświadczenia setek tysięcy świadomych rodziców.

4. Dając dziecku swobodę, rozpieszczamy je

Dziecko, które jest ciche, spokojne, stonowane i postępuje tak, jak chcą tego dorośli, jest w naszej kulturze wzorem dziecka należycie wychowanego, dziecka „grzecznego”. Kiedy jednak młodemu człowiekowi udostępnia się przestrzeń do doświadczania naturalnych i swobodnych zachowań (niezbędnych mu z perspektywy rozwojowej) oraz dokonywania autonomicznych wyborów, postrzega się je najczęściej jako krnąbrne i rozpieszczone. Poprzez swobodę należy rozumieć takie działania i aktywności dziecka, które są autonomiczne, w ramach których ma ono możliwość dokonania wyboru, czuje się kompetentne, by zdecydować samemu (np. ubranie, które założy, ilość jedzenia, wybór zabawy i towarzysza zabaw)

Stereotyp “rozpieszczonego dziecka” wywodzi się z archaicznego wręcz przeświadczenia o tym, że “dzieci i ryby głosu nie mają”, oraz ze starych praktyk wychowawczych, których podstawą był często wszechobecny dryl. Przez pokolenia uczono nas, że dzieci nie są kompetentne, że nie mają wystarczającej wiedzy, aby zabierać głos w jakiejkolwiek sprawie. Dzięki wieloletnim badaniom psychologów i neurobiologów wiemy już, że nie jest to prawda oraz że takie podejście nie wspiera ich rozwoju ani nie uczy ich niczego, co może dobrze się im przysłużyć.

We współczesnym, szybko zmieniającym się świecie zdecydowanie dużo łatwiej jest żyć ludziom, którzy są pewni własnej wartości i samodzielni, którzy potrafią podejmować niezależne decyzje, a także brać za nie odpowiedzialność. Jeśli od małego każemy dzieciom milczeć, nie nauczą się one niczego poza uległością i milczeniem właśnie. A przecież nie tego chcemy dla dzieci! Pragniemy, aby były odważne, samodzielne, niezależne, przejawiające upór w rozwiązywaniu różnych problemów. Kiedy widzą w nas zgodę na swobodne i bezpieczne doświadczanie siebie i świata, uczą się tego wszystkiego, co będzie im niezbędne do równie swobodnego poruszania się w dorosłości. Czy nie warto je w tym wspierać?

5. Płaczące dziecko, to dziecko nieporadnych rodziców

To chyba jedno z najbardziej powszechnych przeświadczeń na temat rodzicielstwa. Kiedy dziecko płacze niezależnie od tego, jaki jest powód jego płaczu dorośli z zewnątrz często postrzegają ten płacz jako wynik nieporadności rodziców dziecka. To bardzo nietrafne przeświadczenie przyczynia się do wielu trudności. Po pierwsze, wprawia rodziców w zakłopotanie i sprawia im dużo trudności w nawiązaniu bliskiego kontaktu ze swoją pociechą. Po drugie, wywołuje w nich poczucie winy i sprawia, że w obawie przed krytyką innych i nieprzychylnymi opiniami na swój temat, pragną natychmiast ukrócić dziecięcy płacz, a co za tym idzie nie pozwalają sobie na empatyzowanie z dzieckiem i praktykowanie “bezprzemocowego” porozumienia. Dlatego tak ważne jest zrozumienie istoty płaczu dziecka i przekaz, który płacz niesie. 

Płacz jest naturalną formą komunikowania przez dziecko jego uczuć, emocji i potrzeb. Jest również:

  • prośbą o wsparcie – zrozumienie, akceptację i nazwanie tego, co dziecko przeżywa,
  • wołaniem o bliski kontakt z opiekunem,
  • potrzebą relacji z dorosłym – życzliwie i uważnie towarzyszącym dziecku.

 


Magdalena Boćko-Mysiorska

Prywatnie - spełniająca się mama i żona. Zawodowo - pedagog, metodyk, tłumacz, wykładowca i lektor języka niemieckiego. Autorka i współautorka podręczników, testów, programów nauczania i artykułów. Entuzjastka neurobiologii i neurodydaktyki. Od niedawna „mikrobadacz”. Autorka projektu "Obudź się szkoło" oraz bliskościowego bloga.
Odwiedź stronę autorki/autora: http://www.magdalenabockomysiorska.pl




Książeczki Pucio – zabawy logopedyczne dla najmłodszych

Książki wspierające wszechstronny rozwój najmłodszych dzieci

Naprawdę przeciwsłoneczne okulary dla dzieci (Real Kids Shades)

Czy można urodzić bez bólu? Fragment książki “Poród naturalny”

„Czas związany z rodzeniem pozostaje w pamięci do końca życia”. Rozmowa z Katarzyną Oleś

“Poród naturalny” – nowa książka Wydawnictwa Natuli

Przejdz do: