Kategorie
Dziecko Zdrowie

„Za mamusię” i „za tatusia” – oto słowa, które często stanowią przemoc

Jedną z najbardziej przykrych przywar człowieka jest to, że nawet najzwyklejsze i najbardziej naturalne zachowania jesteśmy w stanie zamienić w przemoc. Nie inaczej jest z karmieniem dzieci – prostą i potrzebną czynność, jaką jest żywienie latorośli, niektórzy rodzice wykorzystują do manifestowania swojej przewagi. Skutki przemocy żywieniowej bywają natomiast opłakane – zarówno dla ciała, jak i dla psychiki dziecka.

Świetne książki dla rodziców i dzieci... zobacz naszą KSIĘGARNIĘ NATULI

Zacznijmy od przypomnienia pewnych faktów z zakresu fizjologii człowieka: kiedy rodzi się zdrowe dziecko, to – chociaż w bardzo wielu aspektach swojego funkcjonowania potrzebuje pomocy opiekunów – odczuwa podstawowe potrzeby fizjologiczne i wie, kiedy są one deprywowane, a kiedy zaspokojone. Tak jak nie ma potrzeby uczyć dziecka snu, a „treningi” spania polegające na pozostawianiu dziecka samego „do wypłakania”, aby „nauczyło się” samo zasypiać, są okrucieństwem, tak też  zmuszanie latorośli do jedzenia stanowi formę przemocy. Zdrowe niemowlę, małe dziecko czy przedszkolak wie doskonale, ile potrzebuje pożywienia i nigdy samo się nie zagłodzi.

Gry wokół jedzenia

Zmuszanie dziecka do tego, by zjadło „jeszcze trzy łyżki” albo by dokończyło zupę „bo babci będzie przykro” nie stanowią formy chronienia go przed śmiercią głodową, powodują one natomiast u młodego człowieka poczucie winy oraz uczą go tego, że przyjmując bądź odmawiając przyjmowania pokarmów, możliwe jest „sterowanie” emocjami dorosłych członków rodziny. W psychologii systemowej czasami nazywa się to „grami wokół jedzenia” – kiedy dziecko, które otrzymywało komunikat, że jedząc sprawia dorosłym przyjemność, jest wściekłe na rodzica (a przecież zdarza się to wszystkim dzieciakom!), nierzadko w akcie „zemsty” lub w celu zwrócenia na siebie uwagi, zaczyna odmawiać jedzenia. Dorosły zaś próbuje – niekiedy coraz bardziej gorączkowo – zmusić dziecko, by jadło „normalnie”, co powoduje emocjonalne reakcje po stronie podopiecznego. W efekcie trudne emocje nie są werbalizowane, a konflikty rozwiązywane w konstruktywny sposób. Kartą przetargową staje się jedzenie, które przestaje tym samym być po prostu sposobem zaspokajania głodu, a staje się narzędziem do sprawowania władzy. Przemocą żywieniową będzie także karanie dziecka brakiem jedzenia, straszeniem go, że przez jego zachowanie na przykład „zabraknie chleba” i „rodzina będzie głodować” lub szantażowanie głodującymi dziećmi w Afryce. Rzecz jasna, warto tłumaczyć dziecku, że zasoby Ziemi należy szanować, by wszyscy mieli dostęp do pokarmu i wody – ale dziecko, które nie chce zjeść rosołu, nie może być obwiniane o to, że ktoś mieszkający tysiące kilometrów od niego czuje głód!

JAK DOBRZE, ŻE TO REKLAMA KSIĄŻEK

Książki dla dzieci obalające stereotypy

Niegrzeczne książeczki

80,91 PLN

Niegrzeczne książeczki to wyjątkowe książki o emocjach dla dzieci – dobrze zilustrowane i napisane. W prosty sposób pokazują sytuacje, w których granice dziecka bywają naruszane, a samo dziecko przeżywa związane z tym emocje.

Niebiezpieczne karmienie

Karmienie dziecka według wizji dorosłego opiekuna (który przecież inaczej niż dziecko postrzega to, co jest dużą, a co małą porcją pokarmu), a nie potrzeb dziecka, może doprowadzić do tego, że układ kontroli nad ośrodkiem głodu i sytości przestanie funkcjonować odpowiednio. To z kolei może przyczynić się do wystąpienia otyłości lub niedowagi, a także zaburzeń odżywiania, takich jak anoreksja czy bulimia.  Według danych Światowej Organizacji Zdrowia, aż 60 procent Polaków zmaga się z nadmierną masą ciała – nierzadko jedną z przyczyn tego problemu jest właśnie nadmierne jedzenie na tle emocjonalnym, a nie przyjmowanie pokarmów wtedy, gdy po prostu odczuwa się głód. 

NATULI dzieci są ważne to magazyn dla rodziców online, wydawnictwo oraz księgarnia.

Nie można jednak powiedzieć, że rodzice w ogóle nie powinni „wtrącać się” w sprawy związane z odżywianiem ich dziecka. To właśnie rodzice czy opiekunowie są odpowiedzialni za to, co znajduje się na talerzu potomka. Jeśli przedszkolak ma nielimitowany dostęp do słodyczy i słonych przekąsek, to trudno oczekiwać, że będzie chętnie zjadał najzdrowszy i najsmaczniejszy nawet obiad. Korzystne dla dziecka jest więc wspólne celebrowanie posiłków, podawanie ich w estetyczny sposób oraz nieoferowanie dzieciom produktów do podjadania. Zadaniem rodziców jest zapewnienie dziecku zbilansowanych posiłków i oswojenie malucha z kulturą jedzenia – młody człowiek jednak musi mieć prawo decydować o tym, ile zje, a także po prostu nie lubić niektórych potraw

Atak wilka

Aneta, która przez kilka lat zmagała się z bulimią (teraz określa się mianem osoby „uwolnionej od wilka”), nie miała tego przywileju. O zwyczajach żywieniowych w swoim domu opowiada w następujący sposób:

„Moja matka miała obsesję na punkcie jedzenia i zdrowej diety. Ciągle była na jakiejś diecie. Kiedy opowiadała o jakiejś swojej znajomej, często skupiała się na jej wadze – mówiła «ta, co jest chuda jak szczapa» albo «ta spasiona». Mnie z kolei matka ciągle karmiła, podobnie jak babcia. Nie mogłam odejść od stołu, dopóki nie zjadłam wszystkiego – a o wielkości porcji decydowała matka. Musiałam jeść przede wszystkim mięso i zupy, bo babcia uważała, że są najbardziej pożywne. Kiedy nie chciałam jeść, straszyły mnie, że nie będę mogła mieć dzieci, bo kobiety, które są za chude, nie mogą donosić ciąży. Kiedyś, kiedy miałam osiem lat i nie chciałam zjeść zupy grzybowej, którą ugotowała babcia, matka najpierw zaczęła płakać, że babci będzie przykro, bo się napracowała, a potem… włożyła mi twarz w talerz. Nawet nie płakałam, tylko później tę zupę dojadłam. Kiedy z kolei matka była na mnie za coś zła, przestawała jeść – kiedyś nie jadła prawie tydzień, bo twierdziła, że przeze mnie boli ją żołądek. W gimnazjum zaczęłam robić podobnie, ale ponieważ po dniu czy dwóch głodówki byłam wycieńczona, jadłam wszystko, co było w zasięgu ręki, a potem rzygałam, bo miałam poczucie winy. Tak zaczęła się moja choroba, z którą walczyłam wiele lat. Raz nawet znalazłam się w szpitalu. Teraz jem normalnie, ale wciąż trudno mi odczuwać przyjemność z jedzenia z innymi. Towarzystwo innych przy stole zawsze wiązało się w dzieciństwie z przymusem”.

W opowieści Anety pojawia się wiele wątków, które choć po części mogą wytłumaczyć, dlaczego rodzice i inni dorośli stosują wobec dzieci przemoc żywieniową. Często wynika to z lęku, nawet nie do końca uświadomionego. Nasze babcie i prababcie w czasie wojny czy początkowych lat PRL-u nierzadko doświadczały przecież lęku przed głodem i realnego niedoboru żywności, a lęk ten przekazywały swoim dzieciom i wnukom. Podobnie jak matka i babcia Anety – wiele osób na skutek przekazów międzypokoleniowych po prostu boi się, że ich dzieci, jeśli nie będą odpowiednio dużo jadły, zaczną słabnąć, staną się bezpłodne lub zapadną na jakąś straszną chorobę. Czasami decydowanie o tym, co dokładnie i ile ma jeść dziecko (bądź czego ma nie jeść), jest również sposobem na zaspokajanie przez rodziców nadmiernej potrzeby kontroli i dominacji nad własnym dzieckiem. Kiedy indziej zaś – o czym również wspomniała Aneta – odmowę spożycia przygotowanego (lub zakupionego) posiłku rodzice odbierają jako brak wdzięczności, a nawet odrzucenie, co wiąże się zwykle z niskim poczuciem własnej wartości rodzica.

JAK DOBRZE, ŻE TO REKLAMA KSIĄŻEK

Jak zrozumieć się w rodzinie
34 PLN
Jak zrozumieć małe dziecko
35 PLN
Cud Rodzicielstwa
-20%29,60 PLN

Zaufać dziecku

Jeśli zależy nam na zdrowiu dzieci, to warto, abyśmy im zaufali i traktowali jedzenie jako normalną potrzebę, a nie sposób na karanie, nagradzanie czy wyrażanie swojej władzy nad pociechą. W sytuacji, gdy mamy wątpliwości dotyczące tego, czy dziecko odżywia się odpowiednio, najlepiej byłoby zgłosić się z nim do lekarza czy dietetyka, a nie sięgać po syrop „polepszający apetyt” czy wręczać mu słodką nagrodę za zjedzenie obiadu. A jeżeli odkrywamy, że nasz stosunek do jedzenia jest bardzo emocjonalny, sami zajadamy trudne emocje lub towarzyszą nam napady głodu – nie wahajmy się skorzystać z pomocy psychoterapeuty lub psychodietetyka. Zdrowy stosunek rodzica do jedzenia (i nie tylko do niego!) zwiększa szanse na to, że dziecko również będzie odżywiało się w odpowiedni sposób.

Autor/ka: Angelika Szelągowska-Mironiuk

Psycholożka, psychoterapeutka, dziennikarka. Pracuje na uczelni jako asystentka oraz w gabinecie jako psychoterapeutka. Razem z mężem prowadzi blog i fanpage „Katolwica&Mąż”.


Bestsellery księgarni NATULI

Tematy, którymi się zajmujemy:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *