złość dziecko
Galeria najciekawszych prezentów na Dzień Dziecka... zobacz.
| Jak wygląda agresja i złość w koncepcji Jespera Juula? Rozmowa z Joanną Szpak-Ostachowską

Jak wygląda agresja i złość w koncepcji Jespera Juula? Rozmowa z Joanną Szpak-Ostachowską

Rozmowa z Joanną Szpak-Ostachowską - certyfikowaną trenerką pracującą według metody Jespera Juula, która prowadzi w Warszawie grupy rozwojowe „Krąg Matek”.

Jesper Juul jest duńskim terapeutą rodzinnym i pedagogiem o światowej renomie. Jego książka Twoje kompetentne dziecko jest jednym z najbardziej cenionych poradników wychowawczych na świecie i światowym bestsellerem.

Jak wygląda agresja i złość w koncepcji Jespera Juula?

Temat złości i agresji to temat-rzeka. Na pewno nie wyczerpiemy w tej rozmowie jej wszystkich aspektów. Ale zacznijmy od podstaw. Jesper Juul – jak wielu innych terapeutów rodzinnych – uważa oczywiście, że złość jest taką samą emocją jak każda inna. Ani gorszą, ani lepszą. Jest emocją potrzebną i pożądaną, bo dzięki niej dowiadujemy się ważnych rzeczy o sobie – czego potrzebujemy? czego się boimy? co nam zagraża? Dzięki niej możemy określać nasze granice i przestrzeń, reagować na nadużycia i głośno domagać się swoich racji. Jest emocją wręcz atawistyczną, więc wszelkie próby „usunięcia” jej z naszego życia i naszych dzieci, są skazane na niepowodzenie.

W książce „Agresja – nowe tabu” Juul zwraca nam uwagę, że mamy jednak kłopot z przeżywaniem tego uczucia. Po kilkudziesięciu latach przemocowego stylu wychowania, mamy tendencję do tworzenia nadmiernie harmonijnej i zrównoważonej wizji rodziny, gdzie konflikty są szybko i skutecznie rozładowywane. Juul nazywa to neoromantycznym stylem wychowania. Dużo energii wkładamy w to, żeby nasze rodziny były szczęśliwe i bywamy zaskoczeni, kiedy pojawiają się między nami silne emocje, które tak łatwo nie podlegają uspokojeniu. A przecież nie da się przejść przez życie w wiecznej harmonii oraz kontroli naszych uczuć. Potrzebujemy smutku, złości, tęsknoty, tak jak miłości czy radości. Potrzebujemy być autentyczni, w tym, co przeżywamy. Autentyczność jest zresztą jedną z podstawowych wartości, jaką promuje Juul.

 

Możesz powiedzieć coś więcej o tej autentyczności, np. w kontekście przeżywania złości na dziecko?

Dla mnie autentyczność to próba nienakładania masek w relacji, także z dzieckiem. Jeżeli się złoszczę, to mówię o tym jasno. W moim przypadku energia jaka idzie w „ugrzecznianie” złości, zawsze potem wybucha ze zdwojoną siłą.

Autentyczność nie jest oczywiście usprawiedliwieniem tego, że możemy dziecko ranić, obwiniać czy naruszać jego godność. Tutaj bardzo przydaje się język osobisty, czyli mówienie: „jak chcę/ja nie chcę, ja lubię/ja nie lubię” . Komunikowanie się takim sposobem pozwala mi pozostać autentyczną, czyli nie tłumić uczuć, a jednocześnie nie przekraczać granic dziecka. Cały czas się uczę, jak to robić, to nie jest proces, który uważam za zamknięty (śmiech). Wolę jednak tutaj popełniać błędy, niż skazywać moje dzieci na odczytywanie podwójnych sygnałów płynących ode mnie (pseudo-spokojna matka, która tak naprawdę kipi). Pamiętam, jak męczące i niepokojące było to dla mnie, kiedy byłam mała.

Juul podkreśla mocno, że dobrym kierunkiem jest branie odpowiedzialności za siebie i za swoje uczucia. Uświadamianie sobie ich, nazywanie, a nie obarczanie nimi dziecka. To, że złości mnie bałagan w pokoju mojej córki, jest tak naprawdę moim problemem, a nie jej. Mogę to komunikować „wkurza mnie ten bałagan”, ale nie chcę jej mówić: „to twoja wina, jesteś bałaganiarą, natychmiast masz sprzątać, bo jak nie, to…”.

Pojawienie się złości w relacjach z dzieckiem często odkrywa też nasze doświadczenia z dzieciństwa. To, jak my byliśmy uczeni posługiwać się tą emocją. Czy byliśmy karani, ośmieszani, lekceważeni? To często bolesne odkrycia, ale bardzo ważne na naszej rodzicielskiej drodze.

Czyli możemy nauczyć dzieci „zdrowo” się złościć? Czy samo pozostawienie przestrzeni do tego, by się złościły, wystarczy?

Rodzina to dla dziecka pierwsze„laboratorium”, w którym sprawdza, co się z danym uczuciem dzieje i jak na nie reagują ludzie, którzy są mu bliscy. Wtedy może nauczyć się, jak to działa. Patrzy uważnie, jak my sobie radzimy z naszą złością, jak rozwiązujemy konflikty, jakie mamy na to sposoby – uświadomione lub nie. Dziecko, które ma bezpieczną przestrzeń w rodzinie do przeżywania szerokiego spektrum uczuć, ma bardzo duże szanse, by wyrosnąć na człowieka o zdrowym poczuciu własnej wartości. Wspieranie integralności dziecka poprzez nazywanie tego, co widzimy: „złości cię to”, „nie lubisz tego”, „jest ci źle gdy…”, daje mu poczucie, że jest okej, jakie jest. Im mniej z naszej strony oceny („tak nie robią grzeczne dziewczynki”), krytyki („nie tego się po tobie spodziewałam”) ośmieszania („taki duży, a tak krzyczy) czy ucinania („proszę się natychmiast uspokoić”), tym lepiej. Jednak jeżeli z trudem przychodzi nam jasne wyrażanie złości w konstruktywny sposób nieraniący innych, to równie trudno będzie nam przekazać to dziecku. Dlatego Juul mówi, że wszelka praca nad zmianą w rodzinie, wychodzi tak naprawdę od rodzica. Od tego, by dorosły zajął się najpierw swoją złością – tym, co ją powoduje, wywołuje i eskaluje. I ten proces można zacząć w dowolnym momencie naszej rodzicielskiej drogi, bez względu na to, ile już awantur za nami. Zmiana zawsze jest możliwa.

Wielu rodziców obawia się tego, że ze złoszczącego dziecka wyrośnie agresywny nastolatek i dorosły.

Bo często złość utożsamiamy od razu z przemocą. W rzeczywistości każda złość, która ma ujście, po prostu mija. W przemoc może (choć nie musi) przerodzić się coś, co jest stłumione i nieakceptowane. Gdy dziecko ma miejsce, by się zezłościć, ma przyzwolenie, by np.: tupać, krzyczeć, wyrażać siebie, dostaje podstawy do tego, by w przyszłości odpowiedzialnie obchodzić się ze swoją złością – przeżywać ją, jednocześnie nie raniąc innych.

Czy Juul mówi, co z tą złością zrobić, gdy już wybuchła?

Podejście Jespera Juula do rodziny dalekie jest od dawania jedynie słusznych rad i rozwiązań, także nie przytoczę tu trzech punktów, które zawsze działają. Ja, pamiętając o autentyczności i odpowiedzialności za swoje uczucia, staram się patrzeć na dziecko jako na człowieka, który w różnych etapach swojego życia doświadcza różnych emocji, z różnym natężeniem. I staram się patrzeć na ten proces z sympatią. Teraz moja córka poszła do szkoły i jej popołudniowe rozdrażnienie jest dla mnie całkowicie zrozumiałe, co nie znaczy, że łatwe.

Dziecko złoszcząc się przy nas lub na nas daje nam komunikat. Wysyła nam sygnał do nawiązania relacji – „Chcę, żebyś mnie zobaczyła, usłyszała”. Dziecko chce być ważne dla swoich rodziców, bez względu na to, jakie uczucia przeżywa. Kiedy mówimy mu: „coś cię bardzo rozzłościło i ja chcę o tym wiedzieć”, ono czuje się widziane i akceptowane.

Potem, kiedy emocje opadną, można też rozmawiać z dzieckiem, szukać rozwiązań, próbować z nim np.: rysować złość, szukać dla złości metafor czy bajkowych nawiązań. Pomagać mu nazywać, to, co się w nim dzieje i dawać mu narzędzia do zrozumienia jego złości. Warto jednak i przy tym zachować uważność. Moja córka, na zbyt szybkie pomysły „no to teraz narysujmy złość”, reaguje niechęcią. Czuje się pospieszana i „zagadywana” przeze mnie. Często wystarcza jej samo wyzłoszczenie przy moim spokojnym byciu z nią. Ten czas dany na przeżycie emocji w pełni jest bardzo leczący. Dzieci często nie oczekują od nas porad czy rozwiązań. Chcą nam tylko powiedzieć na swój sposób, co czują i nie być wtedy oceniane, krytykowane czy pouczane. Dajmy im w spokoju się pozłościć. Nie bójmy się tego.

A jak Juul rozumie odpowiedzialność w relacji z dzieckiem?

Tu jest jasny przekaz – za jakość relacji z dzieckiem jesteśmy odpowiedzialni my, dorośli. Nikt inny. To my odpowiadamy za nawiązanie kontaktu po konflikcie. Obrażanie się na dziecko, karanie go naszym chłodem czy wypominanie nie sprzyja budowaniu relacji opartych na zaufaniu. Więc jeśli my wybuchniemy i poczujemy, że przesadziliśmy, to po wszystkim można pójść do dziecka i powiedzieć: „byłam bardzo zła, widzę, że cię to wystraszyło”. A kiedy dziecko szuka z nami kontaktu, ten kontakt podejmować i rozwijać.

Mamy dziecko, akceptujemy jego złość, ale wychodzimy z nim do sklepu i ono rzuca się na podłogę. Przy nas stoi babcia, która dodatkowo rzuca jakieś nieprzychylne komentarze. Kasjerka krzywo patrzy. Ludzie dookoła – zażenowani. Czujemy wstyd.

Takie sytuacje są bardzo trudne dla rodziców – chcemy ochronić dziecko i mu pomóc, a jednocześnie obronić swoje poczucie godności jako rodzica i jeszcze nie wejść w konflikt z osobami z zewnątrz. To od nas zależy, czy wejdziemy w świat dorosłych (skupimy się na babci, kasjerce, przypadkowych przechodniach), zaczniemy się wstydzić, dyskutować, tłumaczyć, itd., czy skupimy się w tym momencie na dziecku. Zawsze decyzja i wybór należą do nas. Nie zadowolimy jednak wszystkich.

A co zrobić, gdy dziecko zaczyna nas bić?

Małe dziecko często nie umie inaczej wyrazić swojej frustracji. Podnosi rączkę, kopie, gryzie. To jest dostępny mu sposób na radzenie sobie z uczuciami. To my dorośli przypisujemy tym zdarzeniom zbyt demoniczny charakter.

Można oczywiście moralizować: „nie wolno bić, bicie jest złe”. Można też dziecko skrzyczeć i ukarać. Można też podejść i powiedzieć „widzę, że jest coś, co cię bardzo zezłościło i chcę o tym wiedzieć, ale nie chcę, żebyś mnie bił”.

Dziecko dostaje wtedy spójny komunikat, że ty jako rodzic widzisz je i jesteś gotowy dać mu wsparcie, ale szanujesz też swoje granice. Można też powiedzieć: „jesteś tak rozzłoszczona, że aż chcesz mnie uderzyć”. Kiedy pierwszy raz tak się odezwałam do córki, jej szloch ulgi był ogromny. Co nie znaczy, że następnym razem nie chciała tego zrobić. Nauka „obsługiwania” swoich uczuć trwa zazwyczaj dłużej, niż zakładamy my, dorośli.

Co jeśli jeden rodzic akceptuje złość dziecka, a drugi nie do końca (i wybiera np. umoralniające pogadanki)?

No to rodzice muszą o tym rozmawiać między sobą i szukać takich rozwiązań, które ich satysfakcjonują, jeżeli któremuś z nich sprawia ból postawa partnera. Znowu wracamy do odpowiedzialności za nas, jako dorosłych.

Choć Juul mówi też, że pogląd, w którym rodzice są jednością – stałą, konsekwentną i wspólną, może stać się pułapką. Bo to niemożliwe, by mama i tata zawsze mieli to samo zdanie. Dzieci wolą mieć żywych rodziców, którzy się spierają, różnią między sobą, a nie jakiś sztuczny monolit.

Rozmawiać z dziećmi o złości? Jeśli tak, to jak?

Jak najbardziej! Sama zrobiłam to tuż przed rozmową. Zapytałam moje dzieci, czym według nich jest złość i czego one potrzebują, kiedy się złoszczą. Moja 6- córka powiedziała, że złość jest ważna, bo gdyby jej nie było, to człowiek musiałby być smutny. Czyli ona rozumie, jak ważne jest to dla niej uczucie i jak pomaga jej poradzić sobie z frustracją. Zapytałam jej też, czego potrzebuje, kiedy się złości. Powiedziała, że przytulenia bądź zostawienia w spokoju, choć czasem „chcę tego i tego, mamo, od razu, a czasem tylko jednego”.

Natomiast 11-letni syn na to samo pytanie odpowiedział już tak: „chcę trzaskać drzwiami, uderzać mocno o łóżko i kopać nogami”. Czyli potrzebuje fizycznego rozładowania złości. Powiedział też coś dla mnie wyjątkowo ważnego – że bardzo nie lubi, jak jestem taka opanowana, kiedy się spieramy. Dał mi komunikat, że ja nijako udaję, kłócąc się z nim. To, co dla mnie jest zwycięstwem rodzicielskim – że umiem się opanować, on odbiera, jako brak autentyczności. Być może mój spokój służył mu, kiedy był młodszy, ale teraz, kiedy wchodzi w wiek nastoletni, potrzebuje żywszego kontaktu.

Dlatego warto pytać dzieci, czego potrzebują. I raz na jakiś czas odświeżać tę wiedzę, bo czego innego potrzebuje 3-latek, a czego innego szkolniak. Dzieci są kompetentne, jak mówi Juul. Wystarczy je tylko słuchać.

Joanna Szpak- Ostachowska – 

od 9 lat wspiera młode mamy w początkach ich macierzyńskiej drogi, prowadząc grupy wsparciowo-rozwojowe „Krąg Matek”. Z wykształcenia jest polonistką, z pasji zawodowej trenerką. Wartości Jespera Juula są jej niezwykle bliskie i o nie opiera swoją pracę z rodzicami. Ukończyła szkolenie trenerskie FamilyLab Polska. Jest współautorką dwóch przewodników dla rodziców po Warszawie – Maluch w Warszawie i Junior w Warszawie. Prywatnie mama Antka i Zosi oraz szczęśliwą żoną swojego męża. Jej pasją jest fotografia. Prowadzi bloga Mama w centrum.

Foto: flikr.com/photosbyrivers

Więcej dobrych artykułów? Kliknij lajk

Justyna Urbaniak

Piszę zawodowo, prywatnie jestem matką i kurą domową. Z wykształcenia - nauczycielką polonistką, z przekonania - antypedagogiem. Aktualnie, oprócz pisania, dokształcam się w zakresie edukacji alternatywnej, Porozumienia Bez Przemocy, gotowania. Ostatnio również bloguję: http://justynaurbaniak.natemat.pl/.
Odwiedź stronę autorki/autora: http://justynaurbaniak.natemat.pl/




Jak naturalnie wykorzystać potencjał mózgu dziecka? Rozmowa z Marzeną Żylińską, cz.2

Plaża, słońce i… rekiny, czyli o ubraniach na ciepłą porę roku od Jako-o

Krótkowzroczność – jakie mamy możliwości radzenia sobie z tym problemem?

Pasożyty w twoim ciele – jak je wykryć i jak z nimi walczyć?

Właściwości oleju z oregano

7 procesów, które zachodzą w mózgu kobiety w trakcie karmienia piersią

Przejdz do: