“Niech radzi sobie samo?”, czyli o wsparciu dziecka w samodzielności
| “Niech radzi sobie samo?”, czyli o wsparciu dziecka w samodzielności

“Niech radzi sobie samo?”, czyli o wsparciu dziecka w samodzielności

Dzieci na placach zabaw reprezentują dwa skrajne typy: podbijających i podbijanych.
Oczywiście, między nimi jest jeszcze przestrzeń dla tych, które bawią się spokojnie niezaczepiane przez nikogo, ale dziś nie poświęcimy uwagi temu złotemu środkowi. Dziś o skrajnościach.

Rodzice dzieci ekspansywnych narzekają na swój los strażnika. Wciąż muszą być czujni, interweniować, łagodzić i napominać swoje rozbrykane pociechy.

Może nawet z zazdrością patrzą na rodziców dzieci z drugiej grupy. Wiadomo, ciężar winy nawet ich nie muska, to oni są poszkodowani, nikt ich nie osądzi, nie pomyśli, że źle wychowali swoje dziecko. Mogą przyjść na plac i spokojnie czytać książkę zamiast przewidywać, co tym razem – i komu – zrobi ich syn czy córka.

Tymczasem bycie rodzicem dziecka podbijanego jest równie trudne. A może nawet trudniejsze.

Po pierwsze, wiąże się to z nieustannymi interwencjami i pocieszaniem. Dziecko przybiega po pomoc niemal za każdym razem, a jeśli nie przybiegnie na czas, jego granice zostają przekroczone i trzeba ruszać z odsieczą po łopatkę/samochodzik/wiaderko tudzież tłumaczyć, że huśtawki są dla wszystkich i nasze dziecko – zdaje się – było w kolejce pierwsze.
Po drugie, w wyniku tych częstych interwencji zaczyna kiełkować w rodzicach obawa, że tak już będzie zawsze. O ile w przypadku dziewczynek obawa ta kiełkuje dość słabo i nie wybija się specjalnie ponad grunt, o tyle obawa dotycząca chłopców staje się dość szybko okazała i wybujała.
Podsycają ją dodatkowo komentarze otoczenia:
– Co tak biegasz za nim, niech sam się broni.
– Niech się uczy, bo kto z niego potem wyrośnie?
– Chowasz sobie maminsynka.

Reklama sponsora artykułu

I choćby nie wiem jak rodzic był przekonany, że postępuje w zgodzie ze sobą i adekwatnie do potrzeb dziecka, zaczyna się bać tego osławionego “później”.
A kiedy dwuletni syn znów patrzy błagalnie w jego kierunku, w rodzicu narasta zniecierpliwienie i rzuca z irytacją: “Chcesz swoja łopatkę z powrotem, odbierz ją sobie sam”.

Słowem, los rodzica podbijanego dziecka wcale nie jest usłany różami. Jak zatem znaleźć równowagę między wspieraniem dziecka w trudnej sytuacji a zachęcaniem go do tego, by radziło sobie samo?

Po pierwsze i chyba najważniejsze, warto być uważnym na to, czego potrzebuje dziecko. Skupianie się tylko na swoich obawach i projekcjach (“Co z niego wyrośnie?”) oraz oczekiwaniach otoczenia (“Chłopak, a taki niezaradny”) może przesłonić dziecko i jego dynamikę rozwoju.
Hasło “Trawa nie rośnie szybciej, gdy się za nią ciągnie” pasuje do tej sytuacji idealnie. Nikt z nas nie jest w stanie stawić czoła sytuacji, gdy nie poczuje, że jest do tego gotowy. Nie ma też w zasadzie jakiejś granicy określającej, kiedy dziecko powinno poczuć się gotowe (a kilkulatki mogą być niegotowe z samego faktu bycia kilkulatkiem). Z drugiej strony, dziecko wspierane wtedy, gdy o wsparcie poprosi, buduje pewność siebie i zaufanie do świata. To fundament, na którym ta gotowość ma szansę się obudzić.

Obawy dotyczące wychowania dziecka, które nie będzie umiało sobie w życiu poradzić, nie są do końca bezpodstawne, wydaje się jednak, że dotyczą sytuacji, w której dziecko jest nie tyle wspierane, co wyprzedzane przez rodzica. Rodzic wyczuwa jakiś konflikt i natychmiast rusza z odsieczą. To dla dziecka czytelny sygnał, że samo nie poradzi sobie z sytuacją i tylko w rodzicu może szukać ratunku.

Zanim zatem rozpoczniemy interwencję, warto z dzieckiem porozmawiać:

  • O tym, czy daje sobie radę (Może to, że wygina usta w podkówkę, wcale nie jest oznaką bezradności?).
  • O tym, co się stało i co można z tym zrobić (“Chłopiec zabrał ci łopatkę i chciałbyś ją odzyskać. Chcesz mu powiedzieć, żeby ci ją oddał, bo jej potrzebujesz?”).
  • O tym, czy dziecko potrzebuje naszej pomocy – a jeśli tak, to jakiej konkretnie (“Spróbujesz go zapytać sam, czy chcesz, żebym poszła z tobą?”).

Zwłaszcza w obszarze otrzymywania pomocy warto z dzieckiem rozmawiać, by wiedzieć, czego tak naprawdę się obawia i czego tak naprawdę potrzebuje. Można proponować, aby rozwiązało problem samodzielnie, i dobrze jest być otwartym na to, że dziecko nie będzie jeszcze gotowe. Można też szukać rozwiązań pośrednich – zamiast popychać je, aby samotnie stawiało czoła wyzwaniu, można zaproponować swoją obecność bez większej interwencji (“Jeśli chcesz, mogę pójść z tobą, a ty powiesz chłopcu, żeby ci zwrócił łopatkę”). A jednocześnie bez żadnych ocen i rozczarowania przyjmować niegotowość dziecka.

Sprawy często toczą się swoim torem – może wolniej, niż byśmy tego chcieli, a jednak każdy z nas dąży do autonomii i samodzielności. Każdy lubi czuć swoje sprawstwo. Jeśli nie uczynimy samodzielności dziecka natychmiastowym priorytetem, wielce prawdopodobne, że przyjdzie ona sama. Szybciej, niż zakładamy.

Foto: flikr.com/tanya_little

Więcej dobrych artykułów? Kliknij lajk

Małgorzata Musiał

Na co dzień pracuje w toruńskim stowarzyszeniu Rodzina Inspiruje!, prowadząc warsztaty dot. wychowywania, realizując program „Szkoła dla rodziców” i organizując eventy dla rodzin z małymi dziećmi. Jest doradczynią noszenia w chustach oraz jednym z niewielu w Polsce mentorem grup SAFE, profesjonalnie wspierającym świeżo upieczonych rodziców. Skończyła studia pedagogiczne, jednak największym polem doświadczalnym jest dla niej – rzecz jasna – matkowanie trójce potomków. Tym doświadczeniem dzieli się na blogu www.dobrarelacja.pl
Odwiedź stronę autorki/autora: http://dobrarelacja.pl/




Książeczki Pucio – zabawy logopedyczne dla najmłodszych

Książki wspierające wszechstronny rozwój najmłodszych dzieci od wydawnictwa Tekturka

Naprawdę przeciwsłoneczne okulary dla dzieci (Real Kids Shades)

Dlaczego nuda jest potrzebna?

Naturalne czy stylizowane? Jakie zdjęcia warto zrobić noworodkowi

Kiedy dziecko ciągle mówi “nie”. Rozmowa Moniki Szczepanik i Eweliny Adamczyk

Przejdz do: