O związkach, konfliktach, budowaniu relacji i tym, jak się usłyszeć i dogadać
| O związkach, konfliktach, budowaniu relacji i tym, jak się usłyszeć i dogadać

O związkach, konfliktach, budowaniu relacji i tym, jak się usłyszeć i dogadać

Przypływy i odpływy są naturalną częścią relacji, która, jeśli ewoluuje i jest dynamiczna, pozostaje żywa. Przecież tworzą ją żywi ludzie, którzy nie są tacy sami przez całe swoje życie.

„Miłość to nie staw, w którym można zawsze odnaleźć swoje odbicie.
Miłość ma swoje przypływy i odpływy. Ma też swoje rozbite okręty, zatopione miasta, ośmiornice, burze i skrzynie złota, i pereł. A perły leżą głęboko”

Erich Maria Remarque

Bywa, że z różnych etapów relacji na dnie pozostały zatopione miasta – niespełnione nadzieje, wygórowane oczekiwania. Zmarnowane szanse i niezrealizowane plany straszą jak roztrzaskane okręty… Jak się na nie nie natykać, jak nie rozbijać się o nie w codzienności? Jak nawet podczas sztormu dostrzec skrzynie złota i pereł? Jak rzucić szalupę partnerowi, gdy ten zmywa nas z pokładu? Jak samemu nie zatonąć? Jak uwierzyć, że po burzy nastanie cisza? Jak przygotować się do nawałnicy, by wyrządziła jak najmniejsze szkody?

Nie znam odpowiedzi na wszystkie te pytania, a już na pewno nie mam recepty na każdą relację, bo każda jest inna, bo inni tworzą ją ludzie, z rozmaitym bagażem doświadczeń i wzorców.

Podzielę się tym, czego się nauczyłam, odkryłam, zrozumiałam, co pokazali mi inni, by budować bardziej autentyczną relację, by nawiązywać zerwany kontakt, by szukać zrozumienia.

Określić intencję

Kiedy podejmuję rozmowę z drugą osobą, chcę się zastanowić, po co to robię, co jest moim celem. Uzyskanie tego, na czym mi zależy? Bycie usłyszaną? Zrozumienie drugiej strony? Wymiana informacji? Przyjemność i zabawa? A może pozostanie w kontakcie nawet przy różnicy zdań?

Określenie intencji pomaga niejednokrotnie zachować szacunek dla rozmówcy i samego siebie. Pozwala się zatrzymać w chwili, gdy schodzę z obranego kursu.

Posługiwać się językiem osobistym

Jasno formułuję, co mi się podoba, a co nie, na co się zgadzam, a czego nie akceptuję, co lubię, a za czym nie przepadam, np.:

– Nie lubię rozrzuconych na podłodze skarpetek. Chcę, żebyś je wrzucał do kosza na pranie, to zaoszczędzi mój czas i pracę. Możesz to dla mnie zrobić?

Zamiast:

– Znów rzuciłeś skarpety na podłogę. Ile razy mam ci powtarzać, że nie jestem sprzątaczką! Nawet w tym mi nie możesz pomóc?

Kiedy mówię o sobie, a nie o drugim, unikam:

  • oskarżania,
  • obrażania,
  • wywoływania poczucia winy,
  • krytykowania itp.

Kiedy mówię o sobie, a nie o drugim, wzrastają moje szanse na to, że ten mnie usłyszy i spełni moją prośbę, bo nie musi odpierać ataków, udowadniać, że jest inaczej, bronić się przed zarzutami.

Wyrażać, czego chcę, a nie tylko czego nie chcę

W zdecydowanej większości sytuacji mogę wyrażać to, na czym mi zależy, posługując się językiem pozytywnym. Jeśli powiem tylko o tym, czego nie chcę, mój partner/partnerka nadal nie wie, czego chcę. A od dawna wiadomo, że oczekiwania, by druga strona się domyśliła, prowadzą na manowce, np.:

– Zależy mi na tym, byśmy świętowali nasze rocznice. Możemy się umówić, jak to możemy robić? Może chcesz, żeby ci przypominać o niej kilka dni wcześniej, żebyś mógł przygotować małą niespodziankę?

Zamiast:

– Nie chcę, abyśmy nie świętowali naszych rocznic.

Wystarczy powiedzieć osobie bliskiej, czego od niej oczekuję. Wtedy też ma ona wybór, czy chce to dla mnie zrobić, czy nie.

Mówić konkretnie, jasno, wprost

Zawsze lepiej dokładnie wyjaśnić, o co mi chodzi, zamiast kluczyć. Bo co tak naprawdę oznacza “Za dużo pracujesz”:

  • tęsknię za tobą,
  • chcę spędzać z tobą więcej czasu,
  • potrzebujesz odpoczynku?

I co może zrozumieć druga strona?

  • zrezygnuję z nadgodzin,
  • zapiszę się na tenisa, żeby się zrelaksować,
  • znów pretensje.

Kiedy nazywam to, o co mi tak naprawdę chodzi, zwiększam szansę na kontakt, unikam nieporozumień i konfliktów. Wtedy też wzrasta prawdopodobieństwo, że moja prośba zostanie spełniona.

Postawić na szczerość i autentyczność

To wymaga odwagi. Odkrywam się przed drugim i jednocześnie staję się bezbronna. Rezygnuję wówczas z całego dostępnego oręża: robienia dobrej miny do złej gry, kłamstw, niedomówień, pancerza pozornej niewzruszonej równowagi.

Brene Brown nazywa to „wychodzeniem na arenę”. Mogę na niej doświadczyć upokorzenia, porażki, bólu i cierpienia, ale też autentycznego kontaktu, wsparcia i zrozumienia. Mogę nawiązać relację pełną zaufania i wrażliwości. Mam okazję postąpić w zgodzie z sobą, bez wstydu i winy.

Mogę powiedzieć z bijącym sercem, ryzykując ocenę i krytykę, ale też z nadzieją na dostrzeżenie mojej trudnej sytuacji:

– Nie mam sił, czuję się przygnieciona i zrozpaczona moją relacją z synem. Niemal każda nasza rozmowa kończy się kłótnią. Czuję się wypalona, nie mam pomysłów, co mogę robić inaczej…

Mogę też pozostać w strefie emocjonalnego pozornego komfortu, rezygnując ze zrozumienia i wsparcia:

– Wszyscy mają podobnie, nie jest łatwo być matką syna.

Udrożnić słuchanie

W uszach pobrzmiewają echem dobrze znane zdania:

– Ty nigdy mnie nie słuchasz!

– Mówiłem to już, ale ty nie pamiętasz!

– Ty słyszysz tylko to, co chcesz, co tobie odpowiada.

Na ogół oponujemy: – Słucham przecież!

Ale czy słyszę? Czy słucham z otwartością i ciekawością? Czy powstrzymuję się od przerywania, pouczania, doradzania? Czy moje słuchanie jest uważne, cierpliwe? Czy słucham z intencją zrozumienia drugiej strony? Każdy potrzebuje się czuć choćby wysłuchanym. Kiedy słucham męża/żony, daję mu/jej szansę na uporządkowanie myśli, wyrażenie przeżyć, zmniejszenie napięcia. Tworzę przestrzeń na wyrażenie siebie.
No tak, ale jak tu słuchać oskarżeń, pretensji, nieobiektywnej oceny rzeczywistości…

Słuchać otwartym sercem

Ta umiejętność pozwala usłyszeć to, co kryje się za tymi wszystkimi trudnymi słowami.

To podążanie całym swoim umysłem i sercem do świata mojego rozmówcy.

To odkrywanie uczuć i potrzeb za słowami, które bronią do nich dostępu.

Za słowami:

– No nie, w kuchni znów bałagan! Mam już dość sprzątania! Cały dzień byłeś w domu! Nic nie zrobiłeś!?

Można odbić pałeczkę, mówiąc:

– I co z tego? Sama nic nie zrobiłaś! O co tyle hałasu?

A można pomyśleć, zapytać:

– Jesteś poirytowana, wróciłaś zmęczona z pracy i pewnie chcesz odpocząć, zamiast doprowadzać kuchnię do ładu.

– Eureka!

– Jesteś wkurzona, chciałabyś, żebym sprzątał po przygotowanym jedzeniu?

– To chyba oczywiste, tyle razy to już mówiłam. Czy ja muszę zawsze wszystko robić sama? W domu, w pracy!

– Jesteś zmęczona tym, że za wiele spraw sama bierzesz odpowiedzialność? Chciałabyś współpracy, pomocy?

Taki dialog jest możliwy mimo ciągłych ataków rozmówcy, jeśli nie zatrzymuję mojej uwagi tylko na tym, co widzę i słyszę, ale szukam głębiej.

Taki dialog wymaga cierpliwych prób, jednak wytrwałe poszukiwanie uczuć i potrzeb pozwala na utrzymywanie kontaktu pełnego szacunku i zrozumienia.

Taki dialog daje poczucie bycia usłyszanym i zrozumianym, a w konsekwencji pozwala na znalezienie wielu rozwiązań frustrującej sytuacji.

Odczarować „obraz wroga”

Pomaga mi w tym proste ćwiczenie: przez pięć minut w milczeniu patrzę na drugą osobę, zadając sobie pytanie: Kto ty jesteś?

Zostawiam swoje osądy, przekonania, ukute na pojedynczych lub powielanych sytuacjach prawdy i próbuję patrzeć jak na kogoś, kogo zupełnie nie znam, o kim nic nie wiem.

Widzę nowego człowieka, z którym na nowo chcę wejść w kontakt.

Zacząć od siebie zmianę, którą chcę widzieć w świecie

Mam wpływ tylko na swoje myśli, uczucia i zachowania, tylko na swoje decyzje i słowa.

Nie zmienię partnera/partnerki. Mogę pracować nad swoimi schematami komunikacyjnymi. Jestem odpowiedzialna za moje nastawienie i przekonania o rozmówcy.

Szukać wsparcia

W bezpiecznych warunkach – w atmosferze zaufania, wolności od krytyki i osądów – uczę się słuchać sercem. Sama dostaję, by móc dawać.

Te wszystkie „sposoby” na trudne rozmowy to troska o szalupę na wypadek tonięcia. Wtedy gdy szaleje sztorm, próbuję ocalić nie tylko siebie, ale i innych członków załogi.

Można nie wypływać z portu, ale to oznacza wycofanie się z bliskich relacji. Można wyruszać w rejs bez mapy, kompasu czy koła ratunkowego, ale to oznacza napięcie, konflikty, może i roztrzaskanie okrętu.

A można uzyskać patent żeglarski i z każdą wyprawą zdobywać większe doświadczenie – uczyć się takiego porozumiewania z partnerem/partnerką, które będzie źródłem radości i satysfakcji, by z każdą kolejną milą morską odkrywać skrzynie pereł.

Foto: flikr.com/130461777@N07

Więcej dobrych artykułów? Kliknij lajk

Ewelina Adamczyk

Córka, żona, mama, pedagog. Współzałożycielka śląskiej Wioski Rodziców, współorganizatorka pierwszej na Śląsku Konferencji Empatii, uczestniczka wielu warsztatów z Porozumienia bez Przemocy, empatyczna opiekunka dzieci na rodzinnych obozach Inkubatora Empatii, wytrwale praktykująca i pogłębiająca język żyrafy. Głęboko przekonana, że dzięki niemu możliwa jest autentyczna i bliska relacja.
Odwiedź stronę autorki/autora:




„Jesteś głupia” – co dziecko chce tak naprawdę powiedzieć?

Dzień Babci i Dziadka inaczej. (Wiesz, kiedy poznałem twoją Babcię…)

Swobodna zabawa na łonie natury – najlepsza lekcja dla naszych dzieci

Przejdz do: