"Człowiek to jedyny ssak, który odstawia swoje potomstwo, zanim ono będzie na to gotowe". 3 historie o samoodstawieniu się dziecka od piersi
| „Człowiek to jedyny ssak, który odstawia swoje potomstwo, zanim ono będzie na to gotowe”. 3 historie o samoodstawieniu się dziecka od piersi

„Człowiek to jedyny ssak, który odstawia swoje potomstwo, zanim ono będzie na to gotowe”. 3 historie o samoodstawieniu się dziecka od piersi

Samoodstawienie to samodzielna decyzja dziecka o zakończeniu karmienia piersią. Dziś mamy szansę dowiedzieć się, jak wygląda w praktyce! Poznajcie historie trzech mam: Pauliny, Magdaleny i Sylwii, które postanowiły zaufać swojej intuicji, a przede wszystkim swoim dzieciom.

Ich historie to świadectwo, że Matka Natura naprawdę wie, co robi! Jeśli tylko mamy w sobie odpowiednio dużo świadomości, siły i samozaparcia, samoodstawienie jest możliwe. Proces ten przebiega różnie – niektóre dzieci są gotowe na pożegnanie z piersią w wieku 2 lat, a inne dopiero w okolicy 6 roku życia. Nie ma tu jednego schematu i jednego słusznego wzorca! Każda historia, podobnie jak każda mama i dziecko, są inne…

Paulina Śmiałowska, mama prawie 5-letniej Olgi, zwolenniczka rodzicielstwa bliskości, promotorka karmienia piersią, doradca noszenia, doula.

Karmienie piersią od zawsze było dla mnie bardzo naturalne. Kiedy dowiedziałam się o ciąży, było dla mnie jasne, w jaki sposób będę odżywiała swoje dziecko. Nawet przez myśl mi nie przeszło kupowanie butelek czy innych gadżetów służących do karmienia. Nigdy też nie zakładałam, ile będę karmiła. Zapewne wynika to z moich własnych doświadczeń. Mój młodszy brat był karmiony na żądanie do 4 roku życia, sam odstawił się dzień przed swoimi 4 urodzinami. Sama byłam odstawiona bardzo wcześnie i przez kilka lat nadużywałam butli, przez którą mam problemy ze zgryzem. Chciałam oszczędzić tego córce, dlatego raziło mnie, że na pierwszej wizycie położnej dostałam butelkę i próbki mieszanek oraz gazetki koncernów reklamujące mleko modyfikowane i słoiczki! Tym bardziej że wszystkie organizacje prozdrowotne zalecają karmienie wyłącznie piersią przez pierwsze 6 miesięcy, a potem mleko nadal ma być podstawą żywienia niemowląt.

Na szczęście, świadoma możliwości mojego organizmu, dobrze przygotowana przez wspaniałe położne do porodu i wejścia na mleczną drogę, nie miałam żadnych obaw. Wiedziałam, że obie z córką potrzebujemy czasu na nauczenie się siebie i karmienia. Oczywiście zdarzały nam się drobne problemy związane z zatkanymi kanalikami, zastojem czy później poranionymi brodawkami, ale nigdy nie było to nic poważnego. Nie poddawałyśmy się, choć zapewne ułatwieniem było to, że córka była idealnym niemowlakiem. Jadła co 3 godziny, w nocy budziła się 2–3 razy. Byłyśmy wyspane i zadowolone.

Schody pojawiły się, gdy miała około 1,5 roku. Intensywnie eksplorowała świat i odreagowywała w nocy. Nieświadomie gryzła mnie przez sen, budziła się milion razy, jęczała, a w dzień sprawdzała granice. Byłam na skraju wytrzymałości i myślałam o odstawieniu, ale ani ja, ani G. nie byłyśmy gotowe na ten krok. Przemęczyłyśmy się kilka miesięcy i znów było normalnie i bezproblemowo. Kolejne komplikacje pojawiły się, gdy miała 2,5 roku, a potem gdy miała około 3,5 roku. Wydaje mi się, że wraz z wiekiem córka stawała się bardziej wymagająca i częściej się budziła. To często mnie dobijało, bywałam sfrustrowana, ale wiedziałam też, że z dzieckiem nic nie jest pewne i te chwilowe komplikacje miną. Wystarczyło tylko wyluzować i uzbroić się w cierpliwość.

Karmienie piersią dawało nam wolność. Podróżowałyśmy, zwiedzałyśmy, wysypiałyśmy się. Posiłek zawsze był gotowy do podania, niezależnie od sytuacji. Co bardzo mi odpowiadało i ułatwiało życie. Okazało się też ogromną oszczędnością czasu i pieniędzy.
Karmienie naturalne nie zaburzało nam rozszerzania diety, wręcz przeciwnie – pomogło łagodnie przejść do kolejnego etapu już z pomocą BLW. Córka tak jak ja uwielbiała dobrze przyprawione, wyraziste posiłki, jadła sama, piła ze szklanki, dzięki czemu mogliśmy jeść razem i wszyscy byli zadowoleni.

Przez całą mleczną drogę postępowałam intuicyjnie – gdy byłam chora, leczyłam się, jadłam to, na co miałam ochotę, podobnie z napojami, a G. nigdy nie miała problemów z brzuchem. Nigdy też nie była chora. Uważam, że mleko kobiece fantastycznie chroni nasze dzieci, pomaga na katar i wiele innych problemów i jest idealnie dostosowane do potrzeb dziecka.

Dzięki karmieniu piersią mam wrażenie, że moja więź z G. jest silniejsza. W lutym skończy pięć lat. Od dłuższego czasu nie je w dzień. Nie ograniczałam jej karmień, sama je ograniczyła. W nocy jadła tylko raz, maksymalnie dwa, ale od września poszła do przedszkola i znów je częściej. Nie ograniczam jej tego. Ufam, że jak będzie gotowa, to sama zrezygnuje.

Magdalena Stanek – szczęśliwa żona i mama ponaddwuletniej Sary. Z wykształcenia polonistka, z zamiłowania propagatorka rodzicielstwa bliskości i chustonoszenia.

Samoodstawienie dziecka od piersi to coś, co funkcjonuje wśród większości rodziców jako mit. Wielu słyszało, niewielu przeżyło. Co gorsza, osoby będące poniekąd autorytetem także podają je w wątpliwość. Kiedy moje dziecko miało 1,5 roku, usłyszałam od lekarza, że powinnam „zrezygnować już z karmienia dziecka piersią, bo dałam już, co mogłam, a samo nigdy się tego nie wyrzeknie”. Zrezygnowałam, ale z usług pani doktor.

Zacznę jednak po kolei. Początki naszej drogi mlecznej, te szpitalne, były trudne. Mam wrażenie, że w moim szpitalu nadal nie wiedzą, kim jest doradca laktacyjny, a ściskanie obolałych piersi w celu sprawdzenia, czy jest w nich pokarm, nadal funkcjonuje. Jednak dzięki mojej położnej i Hafiji udało się. Marzyłam o tym, by karmić co najmniej pół roku. Karmiłam ponad dwa.

Córka jadła, ile chciała, kiedy chciała i gdzie chciała. Całkowicie podążałam za nią w tej kwestii. Kiedy przyszedł czas na rozszerzanie diety i wprowadzenie wody do menu, wybrałam kubeczek Doidy, dzięki czemu nie musiałam inwestować w butelki i smoczki, które moje dziecko zna po dziś dzień jedynie z obrazków w książeczkach. Pierś nadal była numerem jeden – jako posiłek, napój i remedium na smutki. Kiedy córka skończyła rok, karmienia były już ustabilizowane. Jedno nad ranem, drugie przed drzemką, trzecie przed snem i czwarte w nocy. Czasem zdarzały się jakieś bonusowe. Z czasem zrezygnowała z karmienia porannego. Zaczęła spać dłużej, a po przebudzeniu jadła śniadanie, zazwyczaj kaszkę z owocami. Kaszki gotowane na wodzie albo mleku roślinnym. Kiedy skończyła 1,5 roku, przesypiała już całe noce, nie budząc się na karmienie, więc zostały nam tylko te przed drzemkami. Stan dla mnie wręcz idealny.

Dziecko moje je wszystko, co tak młoda dama jeść może. Je zdrowo, bez cukru i przetworzonej żywności. Oczywiście gusty się zmieniają i są dni, że ukochane niegdyś mięso jest na czarnej liście, ale to wszystko się bardzo szybko zmienia. Mówi się, że ząbkujące dziecko częściej prosi o pierś, odmawia stałego jedzenia. Jednak doskonale wiemy, że każde dziecko jest inne, każde też rozwija się w swoim tempie. Córce właśnie wyrzynały się kolejne zęby, kiedy pewnego dnia sama zrezygnowała z piersi do popołudniowej drzemki. Położyła się i zasnęła obok mnie, na propozycje piersi odpowiadając: „nie cesz” (nie chcesz). Uznałam, że to zapewne stan przejściowy, jednak następnego dnia sytuacja się powtórzyła. A potem kolejnego. I tak zostało nam ostatnie karmienie, dobranockowe. Miałyśmy swój rytuał: mycie zębów, kąpiel, bajeczka/historyjka/relacja dnia i zasypianie przy piersi. Tych bajeczek było coraz więcej, bo dziecię wyłudzało kolejne, a ja dawałam się namówić (śmiech). Marzyłam, że taki stan, to jedno karmienie, utrzyma się może do 3 roku życia. Przeliczyłam się. Po 2 urodzinach córa zaczęła opóźniać sięganie po pierś. Proponowałam, zachęcałam, przypominałam o mleczku, ale coraz częściej słyszałam „potem”.

Z początkiem sierpnia wyjechaliśmy na wakacje do rodziny. Tam sytuacja wyglądała identycznie. No może bardziej ją zachęcałam. Dwa dni po powrocie córa po którymś z rzędu „potem” w odpowiedzi na pierś zasnęła. I od tego czasu zasypia już bez „cycusia”. Cóż. Było mi trochę przykro, ale cieszyłam się, że stało się to samo. Słyszałam mrożące krew w żyłach opowieści koleżanek parkowych, które wybywały z domu na dwa dni, kiedy chciały odstawić dziecko od piersi (że o innych „zabiegach” nie wspomnę). Córa nadal co jakiś czas zagląda do mojego stanika, śmiejąc się w głos (nie mam pojęcia dlaczego), opowiada o „cycusiu z mleczkiem”.
To była wspaniała droga mleczna. Gdybym miała ją podsumować albo znaleźć jakiś sposób na nią, to chyba byłby to… luz. Trzeba go sobie dać, podążać za dzieckiem, nie szarpać się, nie analizować, słuchać siebie i dziecka. Dobrze wiemy, że nikt tak nie podcina skrzydeł matce jak druga matka, dlatego wszelkie dobre rady należy przepuszczać przez gęste sito własnego sumienia, a pomocy szukać u specjalistów. I czekać.

Sylwia Dziechciarz-Moskot – mama 6-letniej Leny. Jest zwolenniczką wychowywania w duchu rodzicielstwa bliskości. Interesuje się niekonwencjonalnymi metodami leczenia, namiętnie kupuje i czyta „bliskościowe” książki.

Mam 36 lat i jestem mamą 6-letniej Lenki. Jeszcze przed jej narodzinami wiedziałam, że swoje dziecko będę karmić piersią, nie wiedziałam jednak, że tak długo – do samoodstawienia, czyli 5 lat i 10 mcy. To wyszło samo, naturalnie, jako odpowiedź na jej potrzeby. Początki nie były łatwe, w szpitalu w pierwszej dobie dostała mleko modyfikowane, ponieważ nie potrafiłam przystawić jej do piersi, a ona nie mogła chwycić sutka. Nie poddawałam się jednak i dzięki mojemu uporowi udało się. Córka zaczęła ssać, a ja już nigdy nie podałam jej mleka z butelki.

Na początku nie wiedziałam, że dziecko karmione piersią może upominać się o nią co chwilę i że jest to całkiem normalne i w żadnym wypadku nie świadczy o tym, że się nie najada lub o tym, że mam chude mleko. Podawałam jej pierś za każdym razem, gdy o nią prosiła, czasem co 15–30 minut. Trwało to parę miesięcy, później przerwy między karmieniami się wydłużały. Córka nie akceptowała smoczka, a miała dużą potrzebę ssania, więc czasami byłam do jej dyspozycji 24 godziny na dobę. To normalne w początkowym okresie, w końcu mówi się, że pierwsze 3 miesiące życia dziecka to 4 trymestr ciąży. Lenka jest typem High Need Baby, dla niej pierś była nie tylko do karmienia, ale zaspokajała jej potrzebę bliskości, potrzebę ssania. W nocy do 4 roku życia potrafiła się budzić do piersi co 2 godziny. W 4 miesiącu życia budziła się nawet co godzinę albo częściej, a spowodowane to było intensywnym rozwojem układu nerwowego i mózgu. Wiedziałam, że nocne mleko jest ważne dla jej rozwijającego się mózgu i że budzi się również po to, by zaspokoić swoją potrzebę bliskości, dlatego też nigdy nie odmawiałam jej piersi ani nie oduczałam na siłę nocnych karmień.

Gdy córka skończyła rok, pomyślałam, że będę ją karmić do drugiego roku życia. W tym czasie trafiłam na różne artykuły na temat korzyści z długiego karmienia, trafiłam na forum matek długo karmiących, dowiedziałam się, że mleko matki w drugim roku laktacji ma mnóstwo przeciwciał, dlatego dziecko w wieku 2 lat potrafi się upominać o pierś co chwilę. U nas też tak było – córka potrafiła wołać o pierś co godzinę. Widziałam, jak wspaniale się rozwija, że nie choruje, jak pozytywne wpływa to na psychikę, emocje, dlatego też postanowiłam, że nie będę jej na siłę odstawiać. Zaufałam jej, swojej intuicji i pozwoliłam, żeby wszystko potoczyło się naturalnie, wedle jej potrzeb. Spotkałam się z krytyką, oburzeniem, ale to wynikało z braku wiedzy na temat laktacji, mleka matki i potrzeb dziecka. Człowiek to jedyny ssak, który odstawia swoje potomstwo, zanim ono będzie na to gotowe. Dla mnie piersi służą do karmienia, a dziecko przy piersi nie ma nic wspólnego z seksualnością, jak to niektórzy argumentowali. To cywilizacja zrobiła z piersi obiekt seksualny, a karmienie czymś, czego należy się wstydzić i co trzeba zasłaniać w miejscach publicznych. Ja nie miałam z tym problemu, karmiłam córkę do drugiego roku życia także w miejscach publicznych, tam gdzie akurat potrzebowała. Potem już tylko w zaciszu domowym. Wzięłyśmy udział w projekcie fotograficznym The Milky Way, jestem też z córką w kalendarzu La Leche League z 2015 r.

Mleko matki jest najlepsze dla dziecka, dlatego nie widziałam powodu, aby zabierać jej swoje, a zastąpić mlekiem z fabryki albo krowim. Sposób podania mi nie przeszkadzał – nie miałam zahamowań, aby podać jej pierś, w końcu to moje dziecko. Dzięki długiemu karmieniu piersią córka nie przechodziła poważniejszych chorób, jedynie przeziębienia z katarem, kaszlem i jelitówkę. To wszystko. Za każdym razem leczyłam ją naturalnymi sposobami, dzięki temu udało nam się uniknąć antybiotyku, a to chyba nieźle jak na 6 lat.
Kiedyś zapytałam córkę, dlaczego lubi pić moje mleko, odpowiedziała mi, cytuję: “żeby żyć” (śmiech). Odkąd Lenka skończyła 5 lat, upominała się o pierś tylko raz dziennie, do spania. Przełom nastąpił, gdy córce zaczęły wypadać mleczne zęby – z chwilą utraty górnych zaczęła robić sobie parodniowe przerwy. Widziałam po niej i czułam, że zanika jej odruch ssania. Zresztą sama mi mówiła, że jej źle ssać i że zrobi sobie na jakiś czas przerwę od piersi. Wiedziałam, że to niemożliwe, żeby do tego wróciła, więc wybrałyśmy sobie datę 12 sierpnia na uroczyste zakończenie karmienia, wtedy to wypadało dokładnie 5 lat i 10 miesięcy naszej wspólnej drogi mlecznej. Córka od tego momentu zasypia wtulona we mnie, z rączką na moich piersiach. Samoodstawienie w naszym przypadku było takie, jak sobie wyobrażałam – bez oduczania na siłę, bez płaczu, nerwów i stresu.

Więcej dobrych artykułów? Kliknij lajk

Ewa Krogulska

Psycholog, redaktorka, doula i certyfikowana przez CNOL Promotorka Karmienia Piersią. Współorganizatorka oddolnej inicjatywy Lepszy Poród walczącej o prawa kobiet w porodzie. Prywatnie mama dwóch chłopców.
Odwiedź stronę autorki/autora: http://www.lepszyporod.pl/




Książeczki Pucio – zabawy logopedyczne dla najmłodszych

Książki wspierające wszechstronny rozwój najmłodszych dzieci od wydawnictwa Tekturka

Naprawdę przeciwsłoneczne okulary dla dzieci (Real Kids Shades)

Jak uczy się mózg i dlaczego szkoła nie wspiera naturalnych procesów uczenia się?

Juul na poniedziałek, cz. 67 – Diagnozy – mogą być pomocne, ale mogą także stygmatyzować

Bliskość wspiera mowę. Rozmowa z Wiolą Wołoszyn

Przejdz do: