Kategorie
Niemowlę

3 nieoczywiste korzyści z noszenia dziecka w chuście

Przyjemna bliskość, wolne ręce, wygodne wycieczki w miasto, mniej łez i innych strasznych historii – to oczywistości w przypadku noszenia, o którym napisano już niejedno. Ale mnie wciąż po głowie chodzą jeszcze trzy rzeczy, o których czyta się rzadko, a które uczyniły moje życie naprawdę fajowym

Przyjemna bliskość, wolne ręce, wygodne wycieczki w miasto, mniej łez i innych strasznych historii – to oczywistości w przypadku noszenia, o którym napisano już niejedno. Ale mnie wciąż po głowie chodzą jeszcze trzy rzeczy, o których czyta się rzadko, a które uczyniły moje życie naprawdę fajowym. Podzielę się więc nimi, a co!
Chustofile pewnie uśmiechną się ze zrozumieniem a nieprzekonani… może się przekonają.

Rzecz pierwsza: Duży Olo rozdaje uśmiechy

Na początku wcale mnie te ochy i achy nie dziwiły. Wiadomo, mały świerszcz chrapie sobie u mamy na piersi – no miód nieskalanego macierzyństwa! Wszyscy widzowie takiego widowiska ronią co najmniej pół łzy wzruszenia. Ale później rozpętało się jakieś dziwne zjawisko, którego nigdy bym się nie spodziewała. W kolejkach różnej maści, w centrach handlowych i urzędach – moje dziecko zaczęło uśmiechać się do ludzi. A może to ludzie uśmiechali się do niego? Zależność przyczynowo-skutkowa nie została wyjaśniona. Fakt pozostał jednak faktem: płacę w kasie, odwracam głowę, a tam jakaś kobieta szczerzy się do nas i macha entuzjastycznie ręką. Zza niej wychyla się starszy pan, a zza pana – dwie nastolatki. Śmieją się ewidentnie. Do mnie? – myślę sobie. A z jakiej to okazji pół kolejki się do mnie śmieje? Ale nie, to nie do mnie, skądże. Towarzystwo rechocze do mojego dziecka, które również szelmowsko się do nich wyszczerza. Skubaniec mały – myślę sobie – ten to ma farta. Żeby nie być niesprawiedliwą muszę przyznać, że mnie też czasem skapnie jakiś uśmiech od zauroczonej pani lub pana. Ale nigdy, przenigdy w życiu nie cmokało w moim kierunku tyle obcych osób. I pewnie nigdy by mnie ta przyjemność nie spotkała, gdybym woziła dziecko w wózku. Niesione na wysokości wzroku aż zachęca do kontaktu. Siedzi sobie wygodnie twarzą w twarz z dorosłymi i korzysta z tego położenia, nawiązując swoje własne znajomości.
A ja mam nadzieję, że taki już pozostanie – otwarty i radosny.

Rzecz druga: Babcia drży, a Olo smarka głośno

Kiedy przygotowywałam się mentalnie do roli mamy, coś gdzieś między wierszami wspominano o wydzielinach, katarach i glutach – ale po pierwszym naszym przeziębieniu całowałam nosidło w panel, składając za nie modły do wszystkich sił wyższych. Wszystko było rutynowo, temperatura była, gil był i było charchanie. I babcia lamentująca, że zaraz wszystko zejdzie na oskrzela, na płuca i na szpital, bo takie małe dzieci to cyk-myk – i pozamiatane. Ale jakoś parliśmy do przodu bez gwałtownych pogorszeń. Młody chrapał, sapał i jęczał, ale spionizowany – oddychał w miarę spokojnie. Za to położony do łóżka natychmiast się zatykał i krztusząc nie mógł spać. Szybko wykumałam, że gościa trzeba poić i nosić, pozwalać glutom być łykanymi i cieszyć się, że nic nie zalega. Teraz już wiem, że naszym największym sprzymierzeńcem w walce z gilem jest właśnie… noszenie. Nie ma przewlekłych stanów zapalnych, reinfekcji i innych historii. Zaliczyliśmy już kilka katarów i jedno większe choróbsko, i nigdy nie skończyło się antybiotykiem. Wszystko przeganiamy sami. Czasem nawet zasypiam z młodym na siedząco i wsłuchując się w jego spokojny oddech też się uspokajam, że będzie dobrze, że wyzdrowiejemy.

Rzecz trzecia: Mama Ania bez nadwagi

W ciąży przytyłam osiemnaście kilo. Wyglądałam jak wielka beza, turlająca się niezdarnie z ogromnym brzucholem na przedzie. I choć nie jestem z tych, co przesadnie przejmują się rzeźbą i linią, czasem zastanawiałam się, jak będzie wyglądać moje ciało po porodzie. Tu i ówdzie trafiałam na złośliwe uwagi szeptane pod adresem różnych pań, które, choć posłały już dzieci do przedszkola, nadal noszą wałeczek wokół talii. Ale prawdziwe przerażenie ogarnęło mnie zaraz po eksmisji świerszcza. Byłam – jak na siebie – totalnie duża. Z mojej małej emki, do której przyzwyczaiło mnie życie sprzed dziecka, zrobiło się 42 i cała szafa ciuchów do wymiany. A że De Mello moim duchowym przywódcą, to westchnęłam tylko i zakupiłam kilka sztuk powiększonych galotów.
Później zaczęłam nosić Ola. Godzinny marsz z pięcio-, sześcio- i siedmiokilowym obciążeniem. Spacerki tu i ówdzie z wciąż rosnącym dziedzicem. Wieszanie prania z młodym uczepionym brzucha, mycie podłogi z grubasem na plecach. Warto wspomnieć, że plecy jak ta lala (zaopiniował lekarz i kręgarz), a kilogramy lecą. Kiedy młody zdmuchnął dziś świeczkę-jedynkę, zjadłam tort bez żadnych wyrzutów sumienia. Właściwie powinnam trochę przytyć. I pomyślałam sobie, patrząc w lustro, że natura jest jednak mądra, że jeśli się jej nie oszukuje, powinno być dobrze. Że zbędne kilogramy są ostatnim, czym powinna się martwić początkująca chustomama.A na koniec, w ramach wisienki na torcie, załączam westchnienie, ponoć typowe dla mam na tym etapie. Leżę i patrzę na tego mojego śpiącego świerszcza, rocznego już chłopa drepczącego, i czuję mały żal i duże spełnienie z powodu stopniowo traconego prawa do noszenia, do bliskości najbliższej ze wszystkich. Bo tylko rok minął od czasu, kiedy uklejonego wzięłam w ramiona i nosiłam całymi dniami, tuląc i tuląc, a teraz on już idzie w swoim kierunku i tupta do mnie tylko czasem. Cieszę się, że wykorzystałam każdą daną mi minutę. Bo teraz będziemy już chodzić łapka w łapkę.

Autor/ka: Ania Bieluń

Dziennikarka, fotografka, wraz z siostrą założyła i prowadzi małą rodzinną mydlarnię - Ministerstwo Dobrego Mydła. Mama 5 letniego Olafa.

2 odpowiedzi na “3 nieoczywiste korzyści z noszenia dziecka w chuście”

No u mnie już nawet nie zawsze łapka w łapkę, częściej już „siama” i „mamo asio!” :( Tak mi się zatęskniło za naszymi długimi chustowymi spacerami. I czuję się oszukana, bo wszyscy obiecywali, że dziecko się przyzwyczai i już zawsze będę nosić, a tu klops!

bez paniki … nacieszy sie taki gość deptaniem i przyjdzie z chusta w łapkach wołając „mamo tulimy!!!!” a potem to juz będzie tak ze i pieciolatek przyjdzie i przypomni ze „niedziela jest dniem noszenia starszaka!!” (wkurzony maluch tylko patrzy co to jest ze to nie ona na plecach tylko starsza siostra a noszenie tylch 20 kg to juz nie lada wyczyn !!!)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.