NOWOŚĆ: Rozwój seksualny dzieci
| Zacznijmy traktować ojców poważnie!

Zacznijmy traktować ojców poważnie!

Psychologia już dawno zastąpiła termin “opieka macierzyńska” nowym, bardziej adekwatnym “opieka rodzicielska”. W naszej kulturze, inaczej niż w kulturach tradycyjnych, mężczyźni uczestniczą w porodach i opiekują się swoimi dziećmi - także niemowlętami. Dlaczego to podejście nadal nie przedarło się do naszego codziennego języka?

Ojcowie nie mają lekko

W najlepszym wypadku traktuje się ich z przymrużeniem oka, jakby nie byli w stanie sobie poradzić z dziećmi w zwykłych sytuacjach. Jakby byli “niespełna matkami”. Co ciekawe, pobłażliwe traktowanie ojców uderza też w matki, robiąc z nich superbohaterki. Czy ktoś słyszał, by mówiono o “pracujących ojcach”? Nie. Wszak oczywistym jest, że mężczyzna pracuje. A kobieta? Tylko jeśli chce (i zazwyczaj kosztem dzieci). No i przecież kobieta – matka nie ma prawa do popełniania błędów. A mężczyzna – ojciec? Cóż, facet to facet, wiadomo, tu zepsuje, tam zapomni…

Zmiana tego podejścia jeszcze potrwa, ale każda rewolucja bierze swój początek w języku. Dlatego warto zwrócić uwagę na to, co mówimy o mężczyznach i do mężczyzn w kontekście rodzicielstwa i opieki nad dziećmi. I wykreślić te kilka zdań ze swojego języka.

5 zdań, których nie warto mówić do ojców i o ojcach

1. “Co, w niańkę się bawisz?”

Lawrence Cohen w znakomitej książce “Rodzicielstwo przez zabawę” na tak postawione pytanie odpowiada “Nazywam to byciem ojcem”. Nie, tata nie jest niańką. Jest rodzicem.

Większość ojców chce i jest zaangażowana w zmianę pieluch, zabawę z dzieckiem, noszenie go w chuście, wygłupy i kąpiele. Bo na tym polega owo “bycie ojcem”.
Podobnie jak dojrzałe partnerstwo polega na tym, żeby mężczyzna nie wpadał w panikę, gdy jego partnerka zaplanowała spędzić wieczór z przyjaciółmi, a on położy dzieci spać. Najlepiej, żeby ustalali to między sobą, na przykład na zasadzie układu: “raz ty, raz ja”.

O ile obecność matki przy noworodku jest ze względu na funkcje biologiczne niemal niezbędna, to już w przypadku kilkumiesięcznego dziecka nie powinno być żadnych przeciwwskazań, by podzielili się po równo obowiązkami. Nie jest trudno, a na pewno jest warto zorganizować równy podział z zachowaniem ciągłości karmienia piersią.

2. “I jak, poradziliście sobie?”

Takie pytanie często słyszy mężczyzna, jeśli doszło do urzeczywistnienia sytuacji powyżej. Dlaczego kobiety nikt nie pyta o to samo?

  • “Byłam z dziećmi na zakupach” – “I jak, poradziliście sobie?”
  • “Zawiozłam dzieciaki do szkoły” – “I jak, poradziliście sobie?” (Tak, ledwo zdążyłam do pracy)
  • “Olek ząbkował, a Zuzia i Julka się rozchorowały” – “I jak, poradziliście sobie?”

Tymczasem mężczyznom zdarza się słyszeć to pytanie, gdy dokonają tak heroicznego aktu jak… kąpiel dziecka.

3. “Ale dobry tatuś!”

W grę wchodzi jeszcze wariant “zaangażowany tatuś”. Zaangażowany? A czy te wszystkie przypadki, to nie po prostu “bycie tatą”?

“Dobry tatuś”, bo:

  • Idzie z dzieckiem w chuście;
  • Wziął córeczkę na lody;
  • Przyszedł z dziećmi na plac zabaw/basen;
  • Tłumaczy cierpliwie synowi, dlaczego nie kupi mu tej plastikowej ciężarówki (rzucone przez emerytkę w alejce w supermarkecie).

Dla porównania, przyjrzyjmy się, jak łatwo stać się złą matką:

  • Nie kupiła dziecku tej czekolady (w tym samym supermarkecie, ta sama emerytka);
  • Nie założyła dziecku czapki;
  • Idzie z dzieckiem w chuście (przecież on się udusi!);
  • Krzyknęła na placu zabaw (bo jeśli zaraz nie pójdą do domu, to znów spóźni się do pracy).

Zatem równe traktowanie powinno również przekładać się na “nie upupianie” mężczyzn. Bycie dobrym tatą, to po prostu bycie tatą.

4. “Co, tatuś ubierał?”

Każdemu zdarzy się założyć jedną skarpetkę żółtą, a drugą zieloną. Każdemu. Jeśli zatem synek ma dwie różne skarpetki, to nie znaczy, że ubierał go tata, tylko że ubierał go człowiek.

Matki, sytuując siebie w roli superbohaterek, odbierają sobie możliwość popełniania błędów.  A superbohaterkami matki często obwołują się, traktując ojców dzieci (a swoich partnerów) pobłażliwie.
Bo oczywiście kobietom nie zdarza się popełniać błędów – kaftanik zawsze dobrany do skarpetek, siedzenie godzinami nad stertą klocków i zero potrzeby odpoczynku.

Dzieląc rodziców na supermatki i “tych od niedopasowanych skarpetek”, czyli tatusiów, kobiety pozbawiają się także prawa do odpoczynku. “Mama nie może wziąć zwolnienia lekarskiego od rodzicielstwa”. A tatuś? Tatuś może. Przecież jest “tylko” tatą.

Niestety, takie podejście prowadzi, w najlepszym razie, do nieustannego poczucia winy matek. Tego legendarnego, które ponoć rodzi się wraz z dzieckiem. A to z kolei jest przyczyną frustracji oraz, niekiedy, tragedii z dziećmi w roli głównej.

5. “Zrobiłeś mu śniadanie?”

  • “Wziąłeś pieluszki?” (jadą sami do dziadków)
  • “Napełniłeś bidon?” (spacer w upalny dzień)
  • “Przewinąłeś go?” (bez komentarza)

Taka forma kontroli, jaką niekiedy sprawują matki nad ojcami ich wspólnych dzieci, to także forma “upupiania”. I to najgorszego rodzaju, bowiem nikt, ani dziecko, ani dorosły, nie potrafi znieść sytuacji, w której będzie się go traktowało tak niepoważnie. Dzieci to wasza wspólna odpowiedzialność.

Kontrolowanie każdego ruchu partnera w opiece nad dziećmi nie tylko zniechęci go do tej opieki (tak jak działa nieustanny nadzór szefa w pracy), ale przede wszystkim jest skrajnie wyczerpujące dla kobiety. Jak można być jednocześnie menedżerem projektu i go realizować? Nieustanna kontrola zwalnia też drugą stronę z myślenia i brania odpowiedzialności za własne czyny.

Odpowiedzialność wiąże się z popełnianiem błędów. Dla człowieka nie ma lepszej lekcji.

Jean Liedloff w książce “W głębi kontinuum” podaje przykład, wyjaśniający mechanizmy nadmiernego nadzoru. W jakimś rejonie USA spadł tak obfity śnieg, że uniemożliwił dojazd do miasta np. straży pożarnej. Apelowano do mieszkańców, aby uważali z ogniem, bo straż do nich po prostu nie dojedzie. Ulokowanie odpowiedzialności na samych mieszkańcach zmniejszyło ilość wybuchających w tej okolicy pożarów o… 90%! (z 40 do 4 dziennie).

Doceniając ojców, doceniamy także matki. I słusznie. Bo oboje będą mieli wpływ na rozwój, zdrowie i szczęście swoich dzieci. Rodzice to ludzie z krwi i kości. Skoro popełniają błędy we własnym życiu, nie można wykluczyć, że będą je popełniać w opiece i budowaniu relacji z dziećmi – to naturalny proces rozwoju. I ojcowie wcale w tych “zawodach” nie wiodą prymu.


Marta Szperlich-Kosmala

Certyfikowana doradczyni noszenia w chustach i nosidłach miękkich Akademii Noszenia Dzieci. Ukończyła filozofię na Uniwersytecie Jagiellońskim, ale zawodowo uczy angielskiego i niemieckiego w szkole językowej. Pasjonuje ją antropologia i intuicyjne rodzicielstwo w duchu kontinuum. Ma za sobą praktykę hipnoporodu. Kocha życie na prowincji, bo może w nieskończoność wędrować ze swoimi dziećmi po lasach, jak Indianie. Jest mamą dwojga absolutnie chustowanych maluchów. Treningi biegowe jej męża są jedynym momentem, gdy jej dzieci mają kontakt z wózkiem... biegowym. Uprawia gimnastykę słowiańską i czyta góry książek. Nie tylko o rodzicielstwie.
Odwiedź stronę autorki/autora: https://www.facebook.com/boskanioska/




Książeczki Pucio – zabawy logopedyczne dla najmłodszych

Książki wspierające wszechstronny rozwój najmłodszych dzieci

Naprawdę przeciwsłoneczne okulary dla dzieci (Real Kids Shades)

Dziecko, które wstydzi się swojego ciała

Juul na poniedziałek, cz. 101 – Czy małe dzieci mogą same decydować o tym, kiedy położą się spać?

Empatyczne przedszkole – czy takie istnieje?

Przejdz do: