Kategorie
Książki Książki dla dzieci

“Bycie dorosłym nie oznacza, że wszystko rozumiemy” – rozmowa ze szwedzką pisarką Åsą Lind

Åsa Lind jest szwedzką autorką książek dla dzieci. W Polsce, nakładem Wydawnictwa Zakamarki ukazały się jej książki: “Chusta babci” oraz seria “Piaskowy Wilk”.

Świetne książki dla rodziców i dzieci... zobacz naszą KSIĘGARNIĘ NATULI

Jak wspomina pani swoje dzieciństwo? Co było w pani domu najważniejsze i czy miało to wpływ na pani twórczość dla dzieci?

Pamięć bywa podstępna. Moim zdaniem wielokrotnie rekonstruujemy nasze dzieciństwo przywołując potrzebne nam wspomnienia, jednocześnie puszczając w niepamięć wiele innych. Ale dzieciństwo to bez dwóch zdań ten czas i ta przestrzeń, które nadają ramy temu, kim się stajemy.

Dorastałam w małej wsi na północy Szwecji jako najmłodsza z czterech sióstr. Moje dzieciństwo było pod wieloma względami spokojne i sielankowe. Tata pracował w lasach, w kopalniach, budował drogi, domy. Mama ogarniała całą resztę, a było tego sporo – między innymi zajmowała się nami, dziećmi. Oboje interesowali się polityką i sprawami ważnymi dla świata, w naszym domu często rozmawiało się na te tematy.

Mama wyjaśniła mi podstawy demokracji, jeszcze zanim poszłam do szkoły. Podkreślała fakt, że demokracja ma niezwykłą wartość, że nigdy nie jest dana na zawsze, że musimy ją pielęgnować i chronić. Zaznajomiła mnie również z ideą wolności słowa i ekspresji – powtarzała, że mogę myśleć, co tylko chcę i nikt nie może mi tego odebrać. Nigdy nie usłyszałam, że którekolwiek z lawiny moich dziecięcych pytań było dziecinne lub głupie. Mama była mądrą i serdeczną kobietą. Tata był stanowczy i miał niezwykły talent do opowieści. Wierzę, że mógłby być wspaniałym pisarzem, miał do tego smykałkę. Napisał do mnie kilka listów, które są potwierdzeniem mojej tezy.

Podsumowując, dzieciństwo miało na mnie ogromny wpływ. Idee niezbywalnych praw człowieka, równości i szacunku dla natury, zostały mi podarowane już przy narodzinach.

Co czytała pani najchętniej będąc dzieckiem?

Czytałam prawie wszystko, co wpadło mi w ręce! Nie mieliśmy zbyt wielu książek w domu, ale rodzice przykładali dużą wagę do czytania. Moim rajem stała się więc biblioteka szkolna. Bezgranicznie zakochałam się w Tove Jansson. Do pozostałych ulubieńców należeli Edith Nesbith, Lisa Tetzner, C.S. Lewis i Astrid Lindgren. Później zwariowałam na punkcie Tolkiena i dość wcześnie zaczęłam sięgać po lektury dla dorosłych. Wujek był członkiem klubu książki i co miesiąc dostawał paczkę z nowymi tytułami.

Jednym z pierwszych autorów dla dorosłych, który zrobił na mnie wrażenie, był Tarjei Vesaas. Miałam wtedy 11-12 lat. Ale zanim nauczyłam się czytać, słuchałam bajek dla dzieci w radiu, a mama opowiadała nam klasyczne baśnie i legendy, m.in. islandzkie sagi i odyseje. Znała na pamięć również wiele wierszy. Niewiele wtedy z nich rozumiałam, ale uwielbiałam brzmienie słów.

Co w dzisiejszych czasach oznacza być pisarką dla dzieci? Jak postrzega pani swoją rolę?

Dla mnie oznacza to niezłomne próby tworzenia naprawdę dobrej historii; dobieranie idealnych słów i wkomponowywanie ich w odpowiednie miejsca. To obowiązek każdego pisarza.

Autorzy książek dla dzieci, moim zdaniem, powinni dodatkowo dbać o interesy swoich małych czytelników. Dzieci nie mają takiej siły jak dorośli, ich możliwości wpływu na własne życie są ograniczone. Jednocześnie to one najbardziej cierpią z powodu złych decyzji podejmowanych przez dorosłych, zarówno w kręgu rodzinnym, jak i w skali światowej. Jako twórca literatury dziecięcej muszę więc nieustannie próbować wczuć się w ich sytuację i zawsze starać się pamiętać, jak to jest być jednym z nich.

Jakie przesłanie niosą w sobie książki o Piaskowym Wilku? Dlaczego dzieci potrzebują wymyślonych przyjaciół – tak jak Karusia Piaskowego Wilka?

Przesłanie Piaskowego Wilka… Cóż, wszystko zależy od czytelnika. Jako autorka nie mogę i nie chcę decydować, co odbiorca powinien poczuć lub pomyśleć. W moich opowiadaniach nie ma drugiego dna, wykładam kawę na ławę. A gdy piszę, nigdy nie myślę w kategoriach przesłania. Jestem w pełni oddana tworzeniu, próbuję sprawić, by opowiadanie nabrało życia. Ale oczywiście piszę z głębi siebie, więc czerpię z własnych poglądów, wartości i języka.

Wydaje mi się, że wszyscy mamy wymyślonych przyjaciół, w takiej czy innej formie. Jako dzieci często nadajemy im imiona i bawimy się z nimi. A w wieku dorosłym przeprowadzamy wewnętrzne rozmowy lub wyobrażamy sobie, co bliscy, niezależnie od tego, czy wciąż są wśród nas, doradziliby nam w danej sytuacji. Moim zdaniem wymyśleni przyjaciele, to sposób na poszerzenie naszej własnej perspektywy.

[reklama_col id=”70866, 70867, 70868″]

Jak my, dorośli, możemy pomóc dzieciom lepiej zrozumieć otaczający nas świat? Co, według pani, jest ważne w relacji dzieci-dorośli?

Myślę, że słuchanie jest jednym z najważniejszych elementów komunikacji. Takie prawdziwe i uważne, z otwartym umysłem. Co wcale nie jest prostą sprawą – zwłaszcza, gdy jako rodzice próbujemy porozumieć się z naszymi dziećmi. Bo gdy dziecko powie na przykład: „Jest mi smutno”, mama lub tata często słyszy: „Jesteś złym rodzicem!” i jego automatyczną reakcją jest chęć pocieszenia malucha. Niezależnie od stopnia natężenia stresu czy poczucia winy, szukamy wtedy szybkich rozwiązań na walkę ze smutkiem, choćby tak podstawowych, jak lody z zamrażalnika. A przecież zamiast tego możemy zapytać: „Smutno? Dlaczego? Opowiedz mi, jakie to uczucie, ten smutek?”. I wtedy warto naprawdę wsłuchać się w treść wypowiadanych słów i poświęcić rozmowie tyle czasu, ile tego wymaga.

A jeśli chodzi o pomaganie dziecku w zrozumieniu świata… To może działać również w drugą stronę. Czasem rodzice muszą bardziej postarać się zrozumieć świat dzieci. Pozwolić im prowadzić, być otwartym na pytania. Bycie dorosłym nie oznacza, że rozumiemy wszystko. Nie musimy udawać, że tak jest, bo to nieprawda. I nigdy, przenigdy nie należy mówić dzieciom, że jakiekolwiek z ich pytań jest głupie!

Jaka jest nadrzędna rola książek dla dzieci?

Uważam, że rola literatury dziecięcej jest taka sama jak pozostałych jej działów czy sztuki w ogóle. Ma bawić, umożliwiać eksplorowanie przeszłości i przyszłości, poszerzać nasze horyzonty, stawiać wyzwania, ofiarować ukojenie – lista może się ciągnąć bez końca. Osobiście bardzo nie lubię, gdy książka dla dzieci czy w zasadzie jakakolwiek inna, próbuje uczyć „właściwych” zachowań, prawi morały czy namawia do danej opinii. Tego typu pozycje są dla mnie, z definicji, narzędziami hodowlanymi i nie mają nic wspólnego z literaturą.

„Chusta babci” to książka dotykająca trudnego problemu śmierci – jak rozmawiać z dziećmi o umieraniu bez przekazywania im naszych dorosłych lęków?

Gdy pracowałam nad „Chustą babci”, chciałam napisać o prawie każdego dziecka do własnej przestrzeni – takiego miejsca, w którym można myśleć, o czym tylko się chce. Niespodziewanie podczas procesu twórczego okazało się, że postać babci w książce umiera. Sama byłam zaskoczona. Ale babcia chorowała, miała już swoje lata, a przecież na każdego kiedyś przychodzi pora. Podczas czytania tej książki, niektóre dzieci bardziej koncentrują się na białych kamieniach czy różnorakich fryzurach niż na śmierci bohaterki. Przede wszystkim radzę, by podczas wspólnej lektury pozwolić dzieciom samodzielnie decydować, o czym jest dana książka.

Czy śmierć jest trudnym tematem dla dzieci? Może tak, a może nie. Pod wieloma względami nie jest łatwo ją zrozumieć. W danym momencie żyjemy, a za chwilę już nas nie ma. Jak to możliwe? Dla niektórych to przerażająca myśl. A dla innych wcale nie. W dużej mierze zależy to od naszych doświadczeń, niezależnie od wieku. Podczas rozmowy o tym, co dla nas, dorosłych, może być trudne, słuchajmy pytań dzieci. Nie zasypujmy ich milionem skomplikowanych wyjaśnień. Za to bądźmy szczerzy, nie starajmy się ukrywać naszych emocji, bo przecież nie ma nic bardziej nieszczerego niż sytuacja, w której ludzie mówią jedno, a ich wygląd zdradza, że czują coś zupełnie innego.

[reklama id=”70861″]

Opowiem jeszcze pewną historię. Wnuczka przyszła na pogrzeb mojej mamy. Miała wtedy trzy lata i była odpowiedzialna za rozdawanie chusteczek wszystkim płaczącym. Wieczorem, gdy już było po wszystkim, powiedziała: „W tym pudle w kościele leżała moja prababcia. Była taka smutna, strasznie smutna, bo bardzo za mną tęskniła. Ale daliśmy jej kwiaty i znów była wesoła”. A później zapytała: „A gdzie ona teraz jest?”. Jej mama odpowiedziała: „Jej ciało spoczywa w ziemi, z czasem stanie się nową ziemią, na której urosną kwiaty. Ale reszta niej, jej myśli i śmiech, wszystko to, co było jej esencją – nie wiem”. Na co mała stwierdziła: „Ale ja wiem. Na pewno jest gwiazdą!”.

Szwedzka literatura dziecięca jest w Polsce (i na świecie) bardzo popularna. Jak pani myśli, co czyni ją wyjątkową i wyróżnia spośród literatury innych krajów?

Literatura dziecięca jest odbiciem społeczeństwa, które nas otacza, i jego historii. W Szwecji już od dłuższego czasu panują pokój, dobrobyt oraz idee równości, w tym równości płci, a to zawsze ma pozytywny wpływ na pozycję dzieci w społeczeństwie. Ich prawo do kultury na własnych warunkach cieszy się szerokim poparciem. Wszystko to razem wykształciło u pisarzy silne przekonanie, że trzeba próbować dać dzieciom głos i opowiadać historie z ich punktu widzenia. Oczywiście, nie wszyscy szwedzcy pisarze należą do światowej czołówki! Ale skoro część z nich jest w stanie w pełni poświęcić się literaturze dziecięcej, szkoda by było zaprzepaścić szansę na tak wiele wyjątkowych książek dla dzieci.

NATULI dzieci są ważne

Autor/ka: NATULI dzieci są ważne

Redakcja NATULI Dzieci są ważne


Bestsellery księgarni NATULI

Tematy, którymi się zajmujemy:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *