100+ prezentów na DZIEŃ DZIECKA > zobacz
| Czym jest hipnoporód?

Czym jest hipnoporód?

Czy zdarzyło się wam nie pamiętać, czy zamknęliście drzwi na klucz? Albo czy prowadząc auto i myśląc o niebieskich migdałach, jednak dojechaliście do domu, nie gubiąc trasy? Jeśli tak, to doświadczyliście autohipnozy, która leży u podstaw hipnoporodu.

Hipnoporód? A cóż to takiego?

Hipnoporód to zestaw naturalnych praktyk porodowych wpływających na współpracę z własnym ciałem, a co za tym idzie – na eliminację bólu.

Zazwyczaj stosuje się:

  • metody oddechowe (np. „J-breathing”),
  • głęboki relaks (bańka bezpieczeństwa, afirmacje),
  • techniki wizualizacyjne (balonik, deptometr),
  • techniki kotwiczące (zapach porodowy, dotyk),
  • pogłębioną wiedzę na temat procesów zachodzących w ciele kobiety podczas porodu.

Poród bez bólu

Autorka pojęcia „hipnoporód” i propagatorka tego sposobu wydawania dzieci na świat – Marie Mongan sama zastrzega, że nie jest to metoda, a raczej podejście, czy też „filozofia” oparta na założeniu, że niemożliwe, aby człowiek był jedyną istotą, która swoje potomstwo wydaje na świat w bólu i cierpieniu.

Hipnoporód to naturalne podejście do rodzenia. Sama Marie Mongan, jak pisze w swojej bestsellerowej książce Hypnobirthing, zorientowała się, że „coś jest nie tak” z naszymi szpitalnymi porodami, gdy jako mała dziewczynka obserwowała poród swojej kotki. Squatter rodziła spokojnie, w naturalnej pozycji, nie wydając przy tym ani jednego dźwięku. Gdy ta sama mała Marie podsłuchała opowieść porodową swojej matki, pełną krwi, bólu i cierpienia, coś w niej pękło. Postanowiła, że jej porody (a miała ich cztery) nie będą dla niej traumatycznym przeżyciem. A nade wszystko postanowiła, że zostanie położną.

Mongan swoją działalność rozpoczynała w USA w latach 50., od początku borykając się z typową dla tamtego okresu nadmierną medykalizacją porodów. Sama dwa razy bezskutecznie żądała od swych lekarzy prowadzących prawa do porodu naturalnego; dopiero przy trzecim dziecku pozwolono jej – przy ogromnej pobłażliwości ze strony personelu szpitalnego – na poród bez oksytocyny, kleszczy i innych „niezbędnych” narzędzi. Ale nawet wtedy, gdy cicho i szybko urodziła swojego syna, lekarze i położne uznali, że zrobiła to w tak imponujący sposób tylko dlatego, że dziecko miało niewielką wagę urodzeniową.

Mongan ogromną winą za tamten stan rzeczy obarczała farmakologizację i medykalizację porodu. I ten nieustanny brak czasu, który sprawiał, że pielęgniarki podawały położnicy środki przyspieszające akcję porodową mimo braku wskazań. Kobiety rodziły w bólu i krzyku, nie znając swojego ciała i mechanizmów, jakie w nim zachodzą, niejako w oderwaniu od swojego dziecka.
Postanowiła z tym walczyć. Pacjentką zero stała się jej własna córka, Maura, której syn Kyle, stał się szczęśliwym hipnobobasem nr 1.

Od tego czasu w szpitalach na całym świecie wprowadzono standardy okołoporodowe, których przestrzega się mniej lub bardziej rygorystycznie, zmieniła się kultura położnicza, a w USA i w Europie jak grzyby po deszczu zaczęły wyrastać centra hipnopołożnictwa im. Marie Mongan, propagujące powrót do naturalnych metod radzenia sobie z bólem i do tzw. porodu naturalnego.

W tym szaleństwie jest metoda

Metody hipnoporodowe za pomocą technik relaksacyjnych – głębokiego relaksu, wizualizacji, masażu, kotwiczenia i praktyki oddechowej – pozwalają kobiecie oderwać się od stanu, który mózg identyfikuje jako ból, i podpowiadają, jak to robić w każdych warunkach, także podczas porodu szpitalnego. Do głosu dochodzi instynkt, wyciszone zostają najbardziej zaawansowane ewolucyjnie rejony naszego mózgu. Kobieta uczy się swojego ciała, by instynktownie móc korzystać z jego szczodrej pomocy. Nasze ciało jest bowiem przygotowane na poród, podobnie jak ciało każdego innego ssaka.
Hipnoporód to zatem coś więcej niż uśmierzanie bólu. Jest to jego naturalna eliminacja przez pozbycie się lęku (tego, że odczuwanie bólu ma podstawy lękowe, dowiedziono już w wielu obszarach).

Praktyki hipnoporodowe zakładają, że:

  • Jeśli brak szczególnych wskazań medycznych, personel nie powinien ingerować w tempo porodu. Ciało kobiety samo dobrze wie, co ma robić i kiedy.
  • Tak jak dziecko wie, jak się urodzić, tak i kobieta wie, jak ma wydać je na świat. Oboje są do tego dobrze wyposażeni przez naturę.
  • Matkę i dziecko należy traktować stosownie do ich stanu zdrowia, a nie w odniesieniu do innych kobiet i dzieci, które mogą potrzebować szczególnej formy opieki.
  • Poród jest zwykłym ludzkim doświadczeniem i jako taki nie wymaga nieustannej kontroli, która może negatywnie wpłynąć na jego przebieg.
  • Każdy poród ma własną dynamikę, może nagle zwolnić lub równie nagle przyspieszyć. Jeśli nie ma szczególnych wskazań, nie powinno się ingerować w jego tempo.
  • Ciało kobiety podczas porodu (podobnie jak w każdych innych okolicznościach) jest świętością i pozostaje nietykalne.

Poród jako hipnoporód

Hipnopołożnictwo zakłada, że poród jest naturalnym przedłużeniem seksualności kobiety i mężczyzny (oczywiście z naciskiem na kobietę). Poprzez poród wyraża się więc pełnia życia rodzinnego. W praktyce hipnoporodu istotny jest także język: nie ma „porodu”, są „narodziny”, nie ma „skurczu”, jest „fala”, nie ma „pacjentów”, są „rodzice”. Nie „przemy”, a „wydychamy dziecko na świat”. Choć te różnice mogą wydawać się nieistotne, to tak naprawdę mają ogromne znaczenie – oddają bowiem nie tylko postawę personelu wobec rodzącej (a nie „położnicy”), lecz także przywracają kobiecie szacunek podczas najpiękniejszego aktu: rodzenia.

Hipnopołożnictwo zakłada, że rzetelna wiedza na temat działania mięśni biorących udział w porodzie pomaga kobiecie oswoić strach. Powszechnie używaną wizualizacją jest macica opleciona dwoma zestawami wstążek: pionowym i poziomym. Gdy podczas „fali” pionowe wstążki się kurczą, poziome rozszerzają i na odwrót.

Szkoła rodzenia w wersji hipno jest zaprzeczeniem szkoły konwencjonalnej. Uczy bowiem, jak efektywnie nic nie robić podczas akcji porodowej. Jak wyłączyć swój świadomy umysł, dopuszczając do głosu mózg gadzi, czyli instynkt. Podczas przygotowania do hipnoporodu kobieta poznaje zasady działania autonomicznego układu nerwowego i rolę hormonów w trakcie narodzin. Nie uczy się przeć, uczy się trzech technik oddechowych: uspokajających, uśmierzających i „J-breathingu”, czyli oddechu wydającego na świat. Uczy się afirmacji i głębokiego relaksu: wyciszenia, które prowadzi wprost do tego, co samo wie i instynktownie umie jej ciało. Poznaje techniki zaczerpnięte z hipnozy, czyli kotwiczenie: głównie poprzez zapach (zmysł powonienia jest najbardziej nieomylnym z naszych zmysłów, a dodatkowo wyostrza się podczas porodu). Polega to na wybraniu zapachu, który będzie kobiecie towarzyszył podczas porodu, i „nasyceniu” go pozytywnymi asocjacjami (za pomocą wizualizacji). Wówczas wystarczy sygnał, np. powąchanie zapachu, by kobieta znalazła się w stanie głębokiego relaksu, doświadczając przy tym euforii.

Sam poród, którego złożoność i jej akceptacja przy jednoczesnym „nicnierobieniu” stanowią centrum merytoryczne hipnopołożnictwa, wraca do swych źródeł. Stanowi głęboko przyjemne przeżycie, w którym to rodząca jest panią sytuacji i umie kontrolować dynamikę zachodzących w niej procesów. Zdaje się na instynkt. Po tym doświadczeniu kobieta może powiedzieć, że jest prawdziwą ekspertką od swojego ciała.

Nie przyj, mamusiu!

Podczas „fali” porodowej w II fazie porodu nie stosuje się parcia. Uważa się je za niepotrzebny wysiłek, który nie tylko może spowodować zmniejszenie dopływu tlenu u dziecka, ale i wywołać ból u matki, także pod wpływem niedotlenienia.
Gdy szyjka macicy zupełnie się otworzy, kobieta, wsłuchana w swoje ciało, zacznie odczuwać potrzebę, aby skierować swój oddech w dół. Rozpoczyna się „wydychanie dziecka”.

Jest to jedna z umiejętności, które można wyćwiczyć. W praktyce hipnoporodu nazywa się to „J-breathing”, czyli oddychanie w kształcie litery J, a to ze względu na kształt, jaki nadajemy prądowi powietrza podczas wdechu. Nabieramy powietrza przez nos i kierujemy je w stronę podniebienia, następnie zaś w dół, na tylną ścianę gardła, aż do brzucha. Tam kończymy „ogonkiem” i wydychamy, też przez nos. Przypomina to trochę oddech Lorda Vadera. Doskonałym miejscem do ćwiczeń jest… toaleta. Oddech ten pomaga bowiem także w sprawnej defekacji.

Głęboki relaks

Kolejną techniką, tym razem z zakresu głębokiego relaksu, jest deptometr. Wyobraźmy sobie, że w naszym ciele znajduje się duży, miękki termometr. Jego główka jest tuż nad czołem, zaś wewnątrz rozciągliwej tuby mieści się płyn naturalnej relaksacji. Na termometrze jest 40 stopni. Licząc od 40 w dół, wyobrażamy sobie, jak płyn powoli opada, wypełniając nasze ciało stanem głębokiego relaksu, aż do osiągnięcia ultrarelaksacji przy zerze.

Technika ta czerpie z pewnej właściwości wykorzystywanej podczas hipnozy: dystorsji czasowej. Każde 5 minut wydaje się trwać nie dłużej niż minutę. Zjawisko to zachodzi także przy porodzie.

Hipnoporód to nie kuglarska sztuczka, a umiejętne wykorzystywanie instynktu w służbie rodzącej kobiety, połączone z wiedzą z zakresu fizjologii i anatomii

W Polsce działa kilka hipnodouli, jest też dostępny e-kurs Beaty Meinguer-Jedlińskiej i wiele angielskojęzycznych kursów internetowych.

Warto poświęcić okres ciąży na coś, co pozwoli dziecku urodzić się spokojnie. Ponadto umiejętności nabyte podczas przygotowań do hipnoporodu mogą zostać z nami na zawsze.

Podczas pisania artykułu autorka korzystała z praktyki własnej oraz książki Marie Mongan Hypnobirthing.


Marta Szperlich-Kosmala

Certyfikowana doradczyni noszenia w chustach i nosidłach miękkich Akademii Noszenia Dzieci. Ukończyła filozofię na Uniwersytecie Jagiellońskim, ale zawodowo uczy angielskiego i niemieckiego w szkole językowej. Pasjonuje ją antropologia i intuicyjne rodzicielstwo w duchu kontinuum. Ma za sobą praktykę hipnoporodu. Kocha życie na prowincji, bo może w nieskończoność wędrować ze swoimi dziećmi po lasach, jak Indianie. Jest mamą dwojga absolutnie chustowanych maluchów. Treningi biegowe jej męża są jedynym momentem, gdy jej dzieci mają kontakt z wózkiem... biegowym. Uprawia gimnastykę słowiańską i czyta góry książek. Nie tylko o rodzicielstwie.
Odwiedź stronę autorki/autora: https://www.facebook.com/chustastarachowice/




Książeczki Pucio – zabawy logopedyczne dla najmłodszych

Książki wspierające wszechstronny rozwój najmłodszych dzieci od wydawnictwa Tekturka

Naprawdę przeciwsłoneczne okulary dla dzieci (Real Kids Shades)

“Wiem, jak bardzo mnie kochacie i martwicie się, że nie chcę jeść nowych rzeczy”. List dziecka z neofobią żywieniową

5 przepisów na niesamowite lody z bananów!

Czy fluor jest niebezpieczny?

Przejdz do: