100+ prezentów na DZIEŃ DZIECKA > zobacz
| O różnicy między troską o dziecko a podcinaniem jego skrzydeł (czyli co naprawdę mówi komunikat „Uważaj!”)

O różnicy między troską o dziecko a podcinaniem jego skrzydeł (czyli co naprawdę mówi komunikat „Uważaj!”)

Bez wątpienia wszystkim nam zależy na bezpieczeństwie dzieci. Są one dla nas bezcennym skarbem. Troszczymy się o nie, stwarzając im jak najlepsze warunki do rozwoju, zabawy, nauki. Ochrona zdrowia i życia dziecka jest przecież podstawowym zadaniem jego opiekunów. Kierowani miłością do dzieci, przyjmujemy jednak czasem rolę wróżki, przepowiadającej im najbliższą przyszłość: „Nie wspinaj się, bo spadniesz!”, „Nie dotykaj tego, bo się skaleczysz!”, „Nie biegaj, bo się przewrócisz!”.

Czy takie „wróżbiarstwo” rzeczywiście służy dzieciom? Czy niesie ze sobą pozytywny, wspierający komunikat?

Niektórzy rodzice wolą „dmuchać na zimne” i wkładają mnóstwo energii i kreatywności, by otoczyć dziecko szczelnym kloszem opiekuńczości. Kierując się troską, nieświadomie trafiają jednak (razem ze swoimi dziećmi) w ślepy zaułek. Nie ma w tym ich złej woli, jest raczej niepokój i lęk o bezpieczeństwo malucha oraz o jego zdrowie i życie. Często duże znaczenie ma tu model wychowawczy wyniesiony z domu rodzinnego.

Pułapki nadmiernej opieki

Okazuje się, że zamiast wspierać w dziecku cechy ważne dla jego zdrowej samooceny – zaufanie do swoich kompetencji, poczucie sprawczości, wiarę we własne możliwości – niechcący zakłócamy jej rozwój. Wynika to z naszych nawykowych schematów reagowania, które wcale nie jest łatwo zmienić, choć warto to zrobić dla dobra dzieci. Nadopiekuńczość bowiem często skutkuje brakiem samodzielności, odwagi w podejmowaniu wyzwań i zdobywaniu życiowych doświadczeń. Dziecko powoli  traci naturalną ciekawość, chęć eksplorowania świata oraz potrzebę eksperymentowania i odkrywania własnych możliwości. Niepewne i zalęknione, będzie w przyszłości potrzebowało nie lada determinacji, by zaufać własnej intuicji, podjąć wyzwanie i poradzić sobie z zaakceptowaniem ewentualnego niepowodzenia.

Dobrze wiemy, że słowa, które wypowiadamy do dzieci, mają znaczenie, jesteśmy również bardziej świadomi wpływu utajonych komunikatów na dziecięce poczucie własnej wartości i coraz częściej usuwamy je naszego słownika. Oto wyrażenia, na które warto zwrócić uwagę.

Co słyszą nasze dzieci za wypowiadanymi w dobrej wierze zdaniami:

  • „Nie bierz tego do ręki, bo się ubrudzisz” „To nie dla ciebie”,
  • „Zostaw to, bo się oparzysz” – „Świat jest pełen niebezpieczeństw”,
  • „Nie wariuj tak, bo rozbijesz głowę” – „Naucz się hamować swoją energię i żywiołowość”,
  • „Nie zabieraj tego, bo zgubisz” – „Nie jesteś wystarczająco odpowiedzialny”,
  • „Nie podnoś tego, bo za ciężkie” – „Nie próbuj, bo i tak ci się nie uda”,
  • „Zejdź stamtąd, bo spadniesz” – „Sam sobie z tym nie poradzisz”.

Co naprawdę mówi komunikat „Uważaj!”?

Wielu dorosłych wierzy w niemal nadprzyrodzoną moc ostrzeżenia „Uważaj!”. Byłoby cudownie, gdyby mogło ono uchronić dziecko przed wszelkimi upadkami, niepowodzeniami albo sprawiło, że dziecko faktycznie będzie bardziej ostrożne. Tymczasem „Uważaj!” przynosi często skutek wręcz odwrotny – dezorientuje dziecko i przenosi jego uwagę z wykonywanej czynności na osobę dorosłego. Jesper Juul takie zamartwianie się rodziców określa jako egoistyczne wyrażanie miłości wobec dziecka. Zamiast skupiać się na zdobywanym właśnie doświadczeniu, maluch koncentruje się na uczuciach opiekuna. To ostrzeżenie ma na celu głównie uspokojenie rodzica, dla dziecka jest najczęściej komunikatem „Nie sądzę, żeby mogło ci się to udać”.

Kontrolowanie otoczenia i zachowania dziecka powoduje także ograniczanie dziecięcej wolności osobistej. Podporządkowując się nakazom dorosłego, rezygnuje ono z własnych wyborów i szansy na zdobywanie nowych doświadczeń. Umacnia też w sobie przekonanie, że tylko z kimś starszym i mądrzejszym jest w stanie poradzić sobie z nowym wyzwaniem.

Czym zastąpić tak głęboko zakorzenione Uważaj!”?

Nie chodzi przecież o to, żeby ignorować bezpieczeństwo malucha. Warto jednak oddać ster w ręce dzieci i zamiast „Uważaj!” spróbować poniższych zdań:

  • „Sprawdź, czy to dla ciebie w porządku”
  • „ Jak się teraz czujesz… (np. tam na górze)?”
  • „Czy to dla ciebie komfortowe?”
  • „Czy potrzebujesz, żeby cię asekurować?”
  • „Chcesz, żeby ci pokazać, jak używa się noża?”

Jak nie przekroczyć granicy między troską a nadopiekuńczością?

1. Pozwólmy dzieciom podejmować ryzyko

Bądźmy w pobliżu, gotowi do pomocy, ale nie wyręczajmy dziecka w trudniejszych zadaniach: przejście przez kładkę, przenoszenie kamieni, krojenie ogórka, brodzenie w strumieniu – to zdrowa dawka adrenaliny.

2. Nie reagujmy zbyt szybko

Wystarczy, że dziecko się zachwieje, weźmie do ręki długi kij lub zbliży się do kałuży, a dorosły już jest przy nim. Często ostrzega przed niebezpieczeństwem, nie znając jeszcze intencji dziecka, lub reaguje, nim cokolwiek zdąży się wydarzyć.

Gdy nadciąga sprzeczka w piaskownicy lub awantura o samochodzik – łagodzi, godzi, ratuje z opresji. Wszystko to z troski i miłości. Ważne jednak jest, by również z troski i miłości pozwolić dzieciom zmierzyć się z frustracją, niepowodzeniem, dyskomfortem czy konfliktem, by przy wsparciu rodziców uczyły się, jak sobie z nimi radzić.

3. Pozwólmy uczyć się na błędach i doświadczać naturalnych konsekwencji własnych działań

Dzieci są bystre i inteligentne. Wystarczą raz przemoczone spodnie dresowe, by następnym razem nie trzeba było przekonywać, że lepiej założyć odpowiednie ubranie, a kapcie założone na zimowy spacer już po kilku krokach okażą się niewystarczające. Na czym polega troska rodzica w tej sytuacji? Na wyjęciu z torby lub bagażnika ciepłych spodni i śniegowców.

4. Wspierajmy samodzielność dziecka

Jej wrogiem jest wszechobecny pośpiech i brak cierpliwości. Warto jednak przeznaczyć więcej czasu na poranne wyjście do przedszkola i wspólnie przygotować śniadanie lub pozwolić dziecku na odniesienie i pomoc w umyciu naczyń po zjedzonym obiedzie.

5. Doceniajmy starania, zauważajmy wysiłek, okazujmy zainteresowanie

Nic tak nie motywuje do działania jak rodzicielska niewartościująca uwaga, szczera ciekawość i zainteresowanie poczynaniami dziecka – czy to na placu zabaw,  stoku narciarskim, w babcinej kuchni przy pieczeniu ciasteczek czy w ogrodzie dziadka przy grabieniu liści. Tam wszędzie coś się dzieje, a dzieci chcą być w to włączone, chcą być częścią tego życia.

6. Akceptujmy dzieci takimi, jakie są

Może się nam czasem wydawać, że nasze dziecko jest nieporadne, powolne, niedokładne, ale takie właśnie jest na tym etapie rozwoju. Przyjmując je takim – bez wyręczania go, pouczania, nadmiernego ochraniania – pomagamy mu nauczyć się akceptować siebie i budować poczucie własnej wartości.

Wspieranie dzieci, opiekowanie się nimi, czuwanie to nie to samo co nadopiekuńczość. To, czy nasze dzieci rozwiną wiarę w swoje umiejętności, odwagę w podejmowaniu wyzwań, ciekawość świata – w dużej mierze zależy od otaczających je dorosłych.


Ewelina Adamczyk

Córka, żona, mama, pedagog. Współzałożycielka śląskiej Wioski Rodziców, współorganizatorka pierwszej na Śląsku Konferencji Empatii, uczestniczka wielu warsztatów z Porozumienia bez Przemocy, empatyczna opiekunka dzieci na rodzinnych obozach Inkubatora Empatii, wytrwale praktykująca i pogłębiająca język żyrafy. Głęboko przekonana, że dzięki niemu możliwa jest autentyczna i bliska relacja.
Odwiedź stronę autorki/autora:




Książeczki Pucio – zabawy logopedyczne dla najmłodszych

Książki wspierające wszechstronny rozwój najmłodszych dzieci od wydawnictwa Tekturka

Naprawdę przeciwsłoneczne okulary dla dzieci (Real Kids Shades)

“Nie jestem szalona, jestem cykliczna” – rozmowa z Samią o cyklicznej naturze kobiet

“Wiem, jak bardzo mnie kochacie i martwicie się, że nie chcę jeść nowych rzeczy”. List dziecka z neofobią żywieniową

5 przepisów na niesamowite lody z bananów!

Przejdz do: