Kategorie
Rodzicielstwo Rodzicielstwo Bliskości

O wzmacniającej sile bliskości. Rozmowa z twórcami koncepcji Rodzicielstwa Bliskości

Jeśli sumą sukcesu jest liczba ludzi, których życie stało się lepsze dzięki temu, czym się zajmujesz, o dużym sukcesie można mówić w przypadku Marthy i Williama Searsów, autorów koncepcji Rodzicielstwa Bliskości.

Wspólnie napisali ponad 30 książek, w tym takich bestsellerowych tytułów jak „Księga Dziecka” czy „Księga Rodzicielstwa Bliskości”. Od lat uczą rodziców, jak wychować zdrowe emocjonalnie, szczęśliwe, dobre i odnoszące sukcesy dziecko. Jak cieszyć się rodzicielstwem i jak zaufać sobie, wbrew temu, co próbują nam wmówić „trenerzy dzieci”. To małżeństwo, które zmieniło życie tysięcy rodzin.

Przeczytaj: Kim są Searsowie

Jak to się stało, że zainteresowaliście się koncepcją wychowania dzieci w duchu bliskości?

William: Pomyśleliśmy, że tylu rodziców jest zdezorientowanych i zagubionych w tym informacyjnym chaosie, jaki serwują nam „specjaliści”. Na rynku jest wiele książek, które mówią o trenowaniu dzieci a nie o tym, jak budować z nimi bliskość. Zaczęliśmy więc prowadzić badania w naszym gabinecie na własną rękę i sprawdzaliśmy, jakie rozwiązania wychowawcze działają, a jakie nie. To prawda, że swoją wiedzę opieraliśmy również na badaniach innych lekarzy, ale takich kierujących swoją uwagę właśnie na budowaniu bliskości. Okazało się, że kiedy rodzice skupiają się na emocjach dziecka, wtedy te dzieci stają się ufne, troskliwe i mają świetny emocjonalny kontakt ze swoimi rodzicami. To czego uczyliśmy się z książek pokrywało się z tym, co zaobserwowaliśmy w naszym gabinecie.

Między kartami waszych książek można znaleźć informacje o tym, jak wyglądało wasze dzieciństwo, i że nie było ono najłatwiejsze. Pański ojciec porzucił pana, gdy był pan dzieckiem, natomiast ojciec Marthy zmarł, gdy była młoda, a jej matka cierpiała na chorobę psychiczną. Psycholodzy mówią o tym, że często bezrefleksyjnie powtarzamy sposoby, w jaki wychowywali nas rodzice, kiedy mamy własne dzieci. Pisze o tym choćby Alfie Kohn, kolejny psycholog obracający się w nurcie Rodzicielstwa Bliskości. Jak udało wam się wyrwać z tego błędnego koła powtórzeń? Czy wasza historia może posłużyć za przykład dla osób, które mają podobne doświadczenia z dzieciństwa, a teraz same zostają rodzicami?

Martha: Myślę, że można zarówno powtarzać model wychowania, jaki został narzucony przez rodziców, ale można również postanowić to zmienić.

sears

Tak, ale to trudna zmiana…

William: Rzeczywiście, to trudne zadanie. Czasem kiedy sięgamy pamięcią do naszego dzieciństwa zdajemy sobie sprawę, jak trudne ono było. Ale tylko posiadając świadomość tego mogliśmy zdecydować, że nie chcemy tego modelu powtarzać w przypadku naszych dzieci.

Ale macie taką dużą rodzinę, ośmioro dzieci, które mają już swoje dzieci. Czy wasza zmiana zaczęła się wraz z pojawieniem pierwszego dziecka?

Martha: Hmm… właściwie to dopiero czwartego. Pierwsza trójka naszych dzieci była mało wymagająca i problematyczna. Nie musieliśmy pozostawiać ich do wypłakania się, bo tego nie potrzebowały, zasypiały same bez żadnych sztuczek, dlatego nie musieliśmy również spać z nimi w jednym pokoju. Do pojawienia się czwartego dziecka byliśmy przekonani, że rodzicielstwo jest proste. Ale kiedy pojawiła się kolejna córka, okazała się być zupełnie inna od reszty. Gdyby urodziła się ona jako pierwsza pomyślelibyśmy pewnie „co jest z nami nie tak?”, lub „co z nią jest nie tak?”. Ale w związku z tym, że była ona naszym czwartym dzieckiem, jednocześnie tak różnym od pozostałych, musieliśmy nauczyć się nowych rzeczy i tego, jak być ze sobą na nowo.

William: Tak naprawdę to ona uczyła nas jak być elastycznymi. To, co było dla nas nowe to fakt, że całymi dniami musiała być noszona na rękach. Wspólnie podjęliśmy decyzję, aby wyjść naprzeciw jej potrzebom i je zaspakajać, aby była szczęśliwa. To było dla nas wszystkich rozwijające.

Martha: Dla mnie zaskakujące i jednocześnie przejmujące było to, że ona wciąż była głodna i chciała ssać pierś. Początkowo bałam się, że z tym musi być coś nie tak, dlatego każdego dnia zapisywałam kiedy była karmiona, jak długo itd. Po dwóch tygodniach prowadzenia takich notatek zauważyłam, że nie ma żadnej zasady i zależności. Zrezygnowałam więc z tego i zaczęłam podawać jej pierś na żądanie. Również ze względu na częste karmienia nocne ona jako pierwsza spała w naszej sypialni, ale początkowo obok naszego łóżka, nie w nim. Nie chciałam jej zostawiać w jej sypialni, ponieważ była ona na innym pietrze niż nasza. Budzenie się nocami i usypianie jej na rękach było jednak dla mnie nadal niezmiernie męczące. Wreszcie stwierdziłam, że nie dam już tak dłużej rady i że nie obchodzi mnie, co piszą w książkach – biorę ją do swojego łóżka, bo muszę się wyspać. Decyzję o tym podjęłam, kiedy córka miała sześć miesięcy. To zmieniło moje życie, bo mogłam się wreszcie zrelaksować i wypocząć. Stwierdziliśmy wówczas, że nie będziemy jej do niczego przekonywać i raczej postanowiliśmy podążać za jej potrzebami. Kiedy miała cztery lata, zapytałam czy chciałaby już przenieść się do swojego łóżka, bo niebawem pojawi się kolejne dziecko. Wtedy ona zapytała „a może będziemy spali wszyscy razem z nowym dzidziusiem?”. I tak też się stało.

Czy ten indywidualizm, który zauważyliście już w okresie niemowlęcym u swojej córki, towarzyszył jej przez całe życie?

Martha: Cóż, ona jest teraz dorosłą kobietą, ma 34 lata i trójkę swoich dzieci. Zawsze miała niepowtarzalny temperament, była liderem, prezydentem klasy, aktywną cheerleaderką, włączała się w różne aktywności także na studiach.

William: Cały czas mieliśmy świadomość tego, że ona jest innym dzieckiem i potrzebuje innego modelu rodzicielstwa, niż do tej pory praktykowaliśmy. Stąd często powtarzane zdanie w naszych książkach „niech twoje metody wychowawcze będą takimi, które będą się mogły spotkać z potrzebami twojego dziecka”. Jeden model wychowawczy pasuje do jednego dziecka. Każde dziecko jest jednak inne i potrzebuje nieco innego podejścia.

Większość „ekspertów od wychowania” mówi głównie o tym, jak ujarzmić niesforne dziecko. Wy w książkach przekonujecie rodziców, aby unikali trenerów… Jeśli koncepcja Rodzicielstwa Bliskości nie jest treningiem, to czym jest?

William: Trenerzy dzieci mówią, żeby podążać za zasadami przedstawionymi w ich książkach, a nie za potrzebami dziecka. Rodzicielstwo Bliskości daje natomiast narzędzia do tego, aby być blisko z dzieckiem. Rodzice mogą je dostosowywać do potrzeb swojego dziecka, mogą w nich wybierać. Trenerzy nie mówią o narzędziach, ale o zasadach. To zasadnicza różnica. Wielu trenerów mówi „nie podnoś dziecka, które płacze, przez 20 minut”. My mówimy, że to błędne myślenie, bo nie można zastosować jednej zasady do wszystkich dzieci. Każde dziecko jest inne. Dlatego mówimy, żeby unikać trenerów dzieci.

Martha: Myślę, że różnica polega na tym, że mamy siedem filarów Rodzicielstwa Bliskości, które nie są zasadami, a jedynie narzędziami. Wszystkie one służą poznaniu twojego dziecka i budowaniu z nim dobrej relacji. One rozwijają twoje umiejętności i pracują dla ciebie. Rodzicielstwo Bliskości może być odpowiedzią na trenerów dzieci. Matka może powiedzieć, że spanie z dzieckiem ich relacji nie służy, ale już na przykład noszenie dziecka – tak. To jej indywidualny wybór, zależny od potrzeb jej dziecka. Kiedy matka słucha trenerów dzieci, traci zaufanie do samej siebie. Na przykład kiedy trener powie matce, aby dała wypłakać się dziecku. My nigdy nie stawiamy limitów i nie dajemy takich wskazówek rodzicom. Uczymy ich za to tego, co płacz ich dziecka może oznaczać. Mówimy im, że płacz jest specyficznym językiem dziecka i w ten sposób dziecko komunikuje swoje potrzeby.

William: Zjawisko wypłakania badano w środowisku laboratoryjnym. Kiedy małe dziecko zaczyna płakać, to jest to dźwięk jedyny w swoim rodzaju, który u matki wywołuje wzrost niektórych hormonów. Kiedy dziecko płacze, oksytocyna – czyli hormon bliskości rośnie, jej piersi napełniają się mlekiem, mama jest biochemicznie zbudowana żeby odpowiedzieć na ten płacz. Przez trenerów dzieci matki tracą swój naturalny instynkt i nie potrafią odczytywać sygnałów wysyłanych przez ich dzieci.

sears2

Mówiliście państwo o siedmiu filarach Rodzicielstwa Bliskości. Część z nich jest jednak trudna do wykonania w polskich realiach. Np. „bądź blisko od porodu” – w przypadku polskich szpitali często nie zależy to od samej matki, a na poród domowy nie wszystkich stać. U nas po cesarskim cięciu nie można być blisko dziecka, bo jest ono często odbierane matce. Jak w takim razie budować tę bliskość, skoro pojawiają się takie przeciwności?

William: Kiedy matka nie może być blisko dziecka po porodzie, tę bliskość równie dobrze może nawiązać ojciec. Dziecko może zostać położone na jego klatce piersiowej. To dużo lepsze, niż odłożenie dziecka do plastikowego pudełka, jakim jest inkubator. Lekarz musi być świadomy tego, jak ważna jest potrzeba kontaktu noworodka skóra do skóry. Dzięki takiemu kontaktowi noworodek szybciej osiąga prawidłową temperaturę ciała i ogrzewa się. Wszystko to służy szybszej adaptacji układu oddechowego oraz mniejszej częstości bezdechów. Jeśli matka nie jest w stanie dać tego po porodzie swojemu dziecku, wtedy naturalnie drugą osobą jest ojciec. Lekarze powinni być edukowani, jakie są potrzeby noworodka zaraz po urodzeniu, bo wtedy będą komunikować o tym rodzicom.

Podobne problemy są w przypadku karmienia piersią. Istnieje duże ciśnienie ze strony koncernów produkujących mleko zastępcze, aby dokarmiać dzieci. Matkom nie sprzyjają lekarze, którzy wmawiają im, że karmienie piersią po kilku pierwszych miesiącach życia nie ma sensu. Babcie, ciotki, koleżanki przekonują, że karmienie piersią to tylko męczarnia, a przecież mleko zastępcze jest praktycznie tak samo dobre. Jak nie pogubić się w tym całym informacyjnym chaosie?

William: Światowa organizacja zdrowia rekomenduje karmienie piersią do drugiego roku życia i dłużej. Jeśli jednak masz wątpliwości, weź do ręki naszą książkę. Tam znajdziesz informacje o tym, co jest dobre dla twojego dziecka.

Martha: Karmiłam wszystkie moje dzieci w sumie przez 19 lat, dlatego uważam się za ekspertkę w tej dziedzinie. Wiem, że czasem matki muszą uczyć lekarzy o tym, że długie karmienie jest ważne dla prawidłowego rozwoju dziecka. Wszystkie organizacje popierają tezę o długim karmieniu i lekarzom trzeba mówić, że są w błędzie, kiedy próbują przekonywać matki, iż długie karmienie nie ma sensu.

William: Tak naprawdę to rodzic wie najlepiej, co służy jego dziecku. Lekarz jest od leczenia chorób, a nie od narzucania stylów wychowawczych. Jeśli lekarz mówi ci, że karmienie piersią nie jest dobre dla twojego dziecka powiedz mu: „panie doktorze, ale to w moim przypadku działa!”.

Martha: Amerykańscy lekarze lubią nasze książki bo mówią o tym,  że nie sprawą lekarzy jest ocenianie metod wychowawczych wybieranych przez rodziców. Podawanie dzieciom mleka modyfikowanego w szpitalach powinno być zabronione. Lekarze, położne i matki muszą zrozumieć, że jeśli dziecko płacze to nie dlatego, że jest głodne, tylko dlatego, że musi być dostawione do piersi. Może to zabrzmi radykalnie, ale jeśli podajemy dziecku mleko modyfikowane w pierwszym tygodniu jego życia, robimy mu krzywdę.

Mamy problem z budowaniem relacji w ogóle, bo żyjemy w czasach, kiedy media, internet i inne gadżety odwracają od tych relacji naszą uwagę. Czy jest w tym świecie możliwe budowanie bliskiej relacji z dzieckiem, skoro nawet z dorosłymi często nam nie wychodzi?

William: Rodzicielstwo Bliskości pomaga ci chcieć być blisko. Pomaga ci czuć się pewnie, kiedy jesteś ze swoim dzieckiem. To początek relacji z dzieckiem. Ta relacja jest ponad wszelkimi wynalazkami technicznymi. Wiele matek mówi nam, że od kiedy Rodzicielstwo Bliskości jest w ich domach lepiej pracują, lepiej dogadują się z ludźmi, są bardziej troskliwe i cierpliwe. Rodzicielstwo Bliskości zmienia ludzi.

Wychowywaliśmy się w rodzinach opartych na strukturze władzy. Najniżej w tej hierarchii znajdowały się dzieci. Teraz te czasy się zmieniają i zastanawiam się, czy Rodzicielstwo Bliskości może być traktowane jako odpowiedź na tę kulturową zmianę?

William: Rodzicielstwo Bliskości jest odpowiedzią na zmiany zachodzące w społeczeństwie. Potrzeby dziecka się nie zmieniają: potrzebuje ono mleka, bliskości, potrzebuje być noszone i kochane. Kiedy na świat przychodzi dziecko, rodzice muszą się nauczyć, że potrzeby dziecka są na pierwszym miejscu. Kiedy na świat przychodzi drugie dziecko, to pierwsze musi się nauczyć, że teraz najważniejsze jest zaspokojenie potrzeb tego młodszego dziecka. Kiedy dziecko widzi, jak mama zaspakaja potrzeby noworodka, wtedy myśli „to samo mama zrobiła dla mnie” i czuje wdzięczność. Poprzednia generacja straciła ten kontakt z potrzebami dziecka na rzecz treningu, ale obecnie rodzice mają szansę coś z tym zrobić i zmienić ten system.

Wychowujemy dziecko w duchu Rodzicielstwa Bliskości, później idzie do przedszkola w którym spotyka się z “twardą rzeczywistością”. Jak chronić przed tym dziecko? A może lepiej od początku hartować je do surowych realiów?

Martha: Dzieci wychowywane w duchu Rodzicielstwa Bliskości są bardzo życzliwe, wrażliwe, nie biją innych dzieci. Kiedy widzą inne dzieci w przedszkolu, które nie postępują w ten sposób, są zdezorientowane. Pytają „dlaczego to dziecko mnie bije, popycha?”. To dość trudne. Dlatego mnóstwo rodziców bardzo dużą uwagę przykłada do tego, do jakiej szkoły pójdą ich dzieci. W Stanach funkcjonuje coś takiego, że rodzice wymieniają się dziećmi i w ten sposób współpracują. Sama korzystałam z takiego systemu rodzicielskiego wsparcia, kiedy potrzebowałam czasu, żeby popracować. Potem sama brałam pod opiekę inne dzieci. To świetnie się sprawdzało. Natomiast co do przedszkola, musi być to miejsce, gdzie dziecko otrzyma odpowiednią opiekę.

Moja obawa dotyczy nie tyle samych dzieci w przedszkolach, co wychowawców…

William: Przedszkole może być szkodliwe dla dziecka, dlatego to takie ważne, żeby trzymać się razem z innymi rodzicami i być pewnym co do zasad panujących w takiej placówce. To z twoich pieniędzy opłacana jest praca nauczyciela, więc nasza filozofia jest taka, że nauczyciel musi robić to, za co ty płacisz i czego potrzebujesz dla swojego dziecka.

A kiedy dziecko jest w przedszkolu, w którym panują zupełnie inne zasady, niż w domu?

William: W kontekście szkolnym nauczyciel nie będzie wiedział, które dzieci  mają rozwiązaną w domu kwestię dyscypliny, nagród. Najlepszą drogą jest więc wyjaśnienie dziecku, że w domu mamy taki system, ale w szkole obowiązuje inny system. Wówczas uczysz dziecko, że świat się różni, że system w domu jest inny, niż system w szkole. Tak działa świat.

To samo, kiedy zostawiam dziecko pod opieką dziadków?

William: Tak, jeśli dziecko zostaje z dziadkami, pozwól mu z nimi po prostu być. Możesz oczywiście poprosić babcię, żeby nie dawała twojemu dziecku tak wielu słodyczy i mówić o innych zasadach. Możesz informować, że u ciebie to i to działa, więc chciałabyś, aby to stosowała. Ale czasem babcia może wpaść na zupełnie inny pomysł i pozwól jej na to, żeby była z dzieckiem po swojemu. Jeśli będzie szanowała dziecko, wówczas wszystko będzie dobrze.

Co państwo myślą o Porozumieniu Bez Przemocy?

Martha: Przemoc słowna nie jest dobra, ale każdemu może się zdarzyć. Kiedy używasz przemocy, potem za nią przepraszasz i to jest w porządku. Kiedy widzisz, że popełniłeś błąd, starasz się go naprawić. Sposób, w jaki teraz komunikujesz się ze swoim dzieckiem warunkuje w dużej mierze to, jak odzywano się do ciebie, kiedy byłeś małym dzieckiem. Jeśli myślisz, że używasz krzyku w komunikacji z dziećmi – przeproś je. A następnym razem, kiedy poczujesz, że znów chcesz krzyknąć, zanim cokolwiek zrobisz – weź głęboki oddech. To pomaga.

Czy znają państwo dorosłych, którzy byli wychowywani w duchu Rodzicielstwa Bliskości? Jakimi są dorosłymi? Jak sobie radzą w życiu?

William: Mnóstwo z tych ludzi, którzy byli wychowywani w duch Rodzicielstwa Bliskości teraz przychodzi do mnie ze swoimi dziećmi. To są ludzie bardzo empatyczni, troskliwi, nawiązujący trwałe więzi, ludzie którzy komfortowo czują się w sytuacjach intymnych i maja dobre relacje z rodzicami. Naturalnie przyjmują zasady Rodzicielstwa Bliskości nie myśląc o tym, czym one są, bo byli w takim duchu wychowywani. Są wdzięczni swoim rodzicom za to, co dostali i mają z nimi dobre relacje. To pokazuje, że Rodzicielstwo Bliskości działa i że te czterdzieści lat badań, które prowadziliśmy w naszym gabinecie nie poszło na marne. Wierzymy w to, że Rodzicielstwo Bliskości zmienia ludzi.

Foto

Justyna Urbaniak

Autor/ka: Justyna Urbaniak

Piszę zawodowo, prywatnie jestem matką i kurą domową. Z wykształcenia - nauczycielką polonistką, z przekonania - antypedagogiem. Aktualnie, oprócz pisania, dokształcam się w zakresie edukacji alternatywnej, Porozumienia Bez Przemocy, gotowania. Ostatnio również bloguję: http://justynaurbaniak.natemat.pl/.


Bestsellery księgarni NATULI

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *