Kategorie
rodzina

A oparach absurdu, czyli czym sprzątamy nasze domy

Sterylne niech pozostaną szpitale. Mieszkania mogą być czyste – najlepiej w granicach rozsądku. Niestety, umiar w sprzątaniu coraz częściej bywa… ewenementem. Bombardowani przekazem reklamowym „stop bakteriom!” i programami typu „Perfekcyjna Pani Domu” stajemy się bezmyślnymi konsumentami, przechowującymi w swoich domach tony gospodarczej chemii. Tymczasem o niebezpieczeństwach, jakie ona ze sobą niesie, raportują światowe organizacje zajmujące się zdrowiem.

Niebezpieczne dla zdrowia

Skutki ich wpływu na nasze zdrowie możemy odczuwać niemal natychmiast, np. w przypadku podrażnienia skóry lub dróg oddechowych, łzawienia oczu lub oparzeń chemicznych. Niektóre szkodliwe skutki działania tych substancji pojawiają się ze znacznym opóźnieniem – a mogą brzmieć one jak wyrok (część detergentów ma wpływ na rozwój chorób nowotworowych).

Amerykańscy naukowcy przeprowadzili badania na grupie ponad 1500 kobiet. Wykazały one, że najbardziej szkodzą nam środki zwalczające pleśń oraz odświeżacze powietrza o przedłużonym działaniu. Prawdopodobieństwo zachorowania na raka piersi wśród kobiet, które stosowały właśnie te specyfiki, wzrasta dwukrotnie.

Seria Rodzicielska

Jak zrozumieć małe dziecko

#StopTrenowaniu – przeczytaj książkę, która wprowadzi i rozwinie Twoje świadome rodzicielstwo. Rodzicielstwo bez „instrukcji obsługi” i szkodliwych rad.

Wśród potencjalnie najbardziej niebezpiecznych środków, które trzymamy w naszych domach wymienia się też żrące specyfiki do czyszczenia rur, piekarników i toalet. Mogą one powodować poważne oparzenia oczu, skóry, a w przypadku połknięcia również gardła czy przełyku. Mocno toksyczne są również wybielacze. Pod żadnym pozorem nie należy mieszać wybielaczy chlorowych z amoniakowymi. Takie połączenie powoduje powiem powstanie silnie drażniącego gazu chlorowego, wywołującego nudności, pieczenie oczu, bóle głowy i silny kaszel.

Wybielacz chlorowy już sam w sobie jest trujący i może doprowadzić do podrażnień skóry i oczu. Wchodzi on w reakcję nie tylko z amoniakiem, ale również z wieloma pospolitymi środkami czystości na bazie kwasów, takich jak kwas solny czy siarkowy.

Równie niekorzystnie mogą wpływać na nasz organizm zapachy dodawane do wielu środków chemicznych, zwłaszcza proszków do prania i środków do zmiękczania tkanin. Podrażniają one drogi oddechowe, mogą powodować bóle głowy, kichanie i łzawienie oczu u osób wrażliwych lub cierpiących na alergię i astmę. Co najmniej jedna trzecia środków zapachowych stosowanych w przemyśle jest toksyczna. Jednak ze względu na fakt, iż wzory chemiczne substancji zapachowych są uważane za tajemnicę handlową, firmy nie są zobowiązane do uwzględniania ich w liście składników, a jedynie do opisania ich jako „zapach” niewiadomego pochodzenia.

Niektóre środki czystości mogą mieć niską toksyczność ostrą, za to przyczyniać się do długoterminowych skutków zdrowotnych, takich jak wspomniane już choroby nowotworowe czy zakłócenia hormonalne. Część z tych środków zawiera dietanolaminę (DEA) i trietanolaminę (TEA). Gdy substancje te wejdą w kontakt z azotynami, często występującymi jako środki konserwujące, reagują wytworzeniem nitrozamin, które są mocno rakotwórcze i łatwo wnikają w skórę.

Niebezpieczne dla środowiska

Niemal wszystkie popularne środki czystości posiadają w swoim składzie detergenty, czyli syntetyczne substancje czyszczące nie zawierające mydła. Znajdują się one w proszkach do prania, płynach do mycia naczyń, szyb, podłóg i wielu innych środkach czystości. Po użyciu wszystkie one trafiają do kanalizacji. Usunięcie ich stamtąd graniczy jednak z cudem, gdyż nie ulegają rozkładowi. W bardzo łatwy sposób przedostają się zatem do wód ściekowych i przyczyniają się, w wyniku zachodzących tam procesów beztlenowych, do wydzielania substancji trujących. Chodzi między innymi o metan czy siarkowodór. Ich zneutralizowanie również nie jest możliwe, w związku z czym szkodliwe substancje krążą dalej w obiegu przyrodniczym, przedostając się do organizmów żywych – w tym również naszych, magazynując się w wątrobie, tkance tłuszczowej i mięśniach. W ten sposób wracają do nas niczym bumerang, ponownie będąc zagrożeniem chorobowym. Kto połączyłby ich występowanie z ładnie opakowanymi i masowo reklamowanymi „poskramiaczami domowych bakterii”?

Co wybierać?

Wiele można się dowiedzieć czytając etykiety środków czystości – wcale nie musimy być chemikami, by rozszyfrować nieznajomo brzmiący skład. Część z tych najbardziej niebezpiecznych środków czystości zawiera ostrzeżenia. Pod nimi znaleźć można wskazania toksyczności danego produktu, np. „może powodować podrażnienia skóry i oczu”.

To, na co warto postawić w przypadku środków czystości, to ekologia i bezpieczeństwo. Najlepiej szukać takich produktów, których skład wolny jest od fosforanów czy rozpuszczalników i które stworzono na bazie roślin, a nie ropy naftowej. Co istotne, nie jest to jednoznaczne ze stwierdzeniem „przyjazne dla środowiska” lub „naturalne”. Te hasła to świetny chwyt marketingowy, który pozostaje wyłącznie chwytem. Nie dajmy się na to nabrać.

Najważniejsze jest zdrowie i bezpieczeństwo naszej rodziny. A ekologiczny wcale nie musi oznaczać – droższy. W ostateczności pozostaje jeszcze opcja najtańsza i równie pewna – ocet, soda i cytryna to specyfiki, po które sięgały nasze babcie i które w różnych kombinacjach są w stanie wyczyścić nasz dom równie skutecznie, co najpopularniejsze chemikalia ze sklepowych półek.

Foto: flikr.com/bored-now

Autor/ka: Justyna Urbaniak

Piszę zawodowo, prywatnie jestem matką i kurą domową. Z wykształcenia - nauczycielką polonistką, z przekonania - antypedagogiem. Aktualnie, oprócz pisania, dokształcam się w zakresie edukacji alternatywnej, Porozumienia Bez Przemocy, gotowania. Ostatnio również bloguję: http://justynaurbaniak.natemat.pl/.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *