NOWOŚĆ: Rozwój seksualny dzieci
| Czy różowy jest zły?

Czy różowy jest zły?

Czy dziewczynki lubią różowy? Wystarczy wejść do pierwszego lepszego sklepu z zabawkami, by przekonać się, że nie potrafią się bez niego obejść. Różowe jednorożce, pastelowe klocki, pchacze „dla dziewczynek”, dziewczyńskie zestawy kredek, piłki, psiaki i lalki-elfy. Wiadomo, koparki są dla chłopców, lalki dla dziewczynek. A co, jeśli będą chciały inaczej? Nie dostaną upragnionej zabawki?

Zabawka służy do zabawy

To z pozoru trywialne zdanie zawiera w sobie pewną głębię: zabawka reprezentuje wartości, które są dla danego rodzica ważne. Zabawa nią jest rodzajem treningu do dorosłości. Zabawa to także demonstracja oczekiwań dorosłych wobec dzieci, w tym oczekiwań związanych z płcią. Dziewczynki bawiące się kucykami są słodkie, a chłopcy, dosiadający kucyków natychmiast stają się rycerzami – bo my, dorośli, tego chcemy.

Dziecko dopasowuje się do oczekiwań dorosłego, bo ma instynkt społeczny. Chce być takie, jakie widzą je rodzice. Dziewczynka nazywana księżniczką (ślicznotką, modeleczką) i chłopiec nazywany siłaczem czy łobuziakiem właśnie tak będą postrzegać samych siebie. Spróbujcie nazywać swoją małą córeczkę siłaczką, a synka ślicznotkiem a zobaczycie, co się stanie.

Oczekiwania wobec dzieci

W XIX w., w czasach rewolucji przemysłowej, ludzie zaczęli pozyskiwać środki do życia z pracy zarobkowej wykonywanej poza domem. Stopniowo dzieci przestały stanowić tanią siłę roboczą, nie było więc potrzeby posiadania więcej niż jednego dziecka. Podobnie jak zmieniały się oczekiwania wobec dzieci, tak też zmieniały się zabawki.

W ankiecie przeprowadzonej w USA w 1898 mniej niż 25% dziewczynek wskazało na lalkę jako swoją ulubioną zabawkę (1). Trenowanie ich do roli przyszłej mamy nie było już takie ważne. Co innego w czasach prezydenta Roosevelta kilkadziesiąt lat później, który postawił przed narodem amerykańskim zadanie zwiększenia swojej liczebności (zastany niż demograficzny wśród białych anglosaskich kobiet amerykańskich nazywał „rasowym samobójstwem”). Posiadanie potomstwa stało się zgoła patriotycznym obowiązkiem, do którego przygotowywano już małe dziewczynki, dając im do zabawy lalki (wraz z całym domowym oprzyrządowaniem, jak szczotki, kuchenki, garnki). Chłopcy natomiast, przygotowywani do podboju świata za pomocą techniki, bawili się klockami konstruktorskimi i modelami pociągów.

Pod koniec lat 50. XX w. zbliżała się kolejna rewolucja, tym razem kulturowa – rewolucja „dzieci kwiatów”. Dzieci ówczesnych hipisów miały być wychowywane bez żadnych norm obyczajowych, ale w kontakcie z naturą i swoim własnym ciałem (nagość była na porządku dziennym). Ta zmiana nie pozostała bez wpływu na osobowość tych dzieci. Mówi o tym m.in. film Dzieci hipisów – historia nieznana. Wszechobecny luz nie był dla dzieci najważniejszy, często były zaniedbywane, brakowało im poczucia bezpieczeństwa. Jedna z bohaterek wspomina swoje dzieciństwo: Potrzebowałam tylko ciepłego łóżka, poczucia bezpieczeństwa, obecności rodziców. Tymczasem zwłaszcza o to ostatnie było trudno. Rozmyły się oczekiwania dorosłych wobec dzieci – nikt ich nie ograniczał, nikt nie wyznaczał żadnych granic, co się wiązało z tym, że hipisowskie dzieci często musiały szybko dorosnąć. I często pakowały się w kłopoty (przemoc, narkotyki). Właśnie wtedy, w 1959 roku, na scenie pojawia się Barbie.

Barbie – rewolucjonistka

Jakkolwiek to brzmi, bezdzietna singielka w szpilkach, jaką była Barbie, pod koniec lat 50. nosiła miano buntowniczki. Stanowiła uosobienie ówczesnej wizji o kobiecej niezależności: miała swój własny dom w Malibu, utrzymywała się sama, miała chłopaka (Kena), ale to nie było nic zobowiązującego, miewała kaprysy i marzenia małej i dużej dziewczynki, na które było ją stać (pieska, kabriolet, ślub z Kenem) – pytanie tylko, czy kiedykolwiek miała ambicje.

Pierwotnie była skierowana do dziewczynek w przedziale wiekowym 8-12 lat. Gdy jej małe posiadaczki dorosły, ich przywiązanie do Barbie było tak silne, że kupowały ją już swoim trzyletnim córkom. Czy kogoś jeszcze szokuje informacja, że projekt Barbie powstał w oparciu o niemiecką seks – zabawkę? Przez lata jej wygląd ewoluował. Kolejne wcielenia Barbie  odzwierciedlają zmiany, jakie zachodziły w społeczeństwie. Dzisiejszy model już prawie nie przypomina oryginału.

Dzisiejsza Barbie wychodzi naprzeciw oczekiwaniom dziewczynki XXI w.:

  • przyjazny uśmiech różowych ust,
  • oczy bardziej zaokrąglone w stosunku do oryginału,
  • jest ładna,
  • jest młodsza,
  • jest słodka,
  • ma mniejsze piersi i szerszą talię,
  • częściej bywa wróżką, syrenką, party-animal, a nawet mamą niż lekarzem, astronautą, inżynierem,
  • nie stroni od różowego, lubi też lawendowy.

Dawna buntowniczka stała się kwintesencją różu i dziewczęcej słodyczy.

Czy różowy jest zły?

Róż sam w sobie nie jest zły. To tylko kolor, zresztą pierwotnie przypisywany raczej chłopcom. Do dziewczynek należał kolor niebieski, czyli kolor Marii Dziewicy. Dopiero w XX w. pojawia się idea kodu kolorystycznego. Rzecz jasna, była to decyzja marketingowa. Jeśli rodzice kupują dziewczynce różowy rowerek, a potem rodzi im się jeszcze chłopiec, to wpojony kod kulturowy sprawia, że kupują mu drugi, niebieski rowerek. Dwa zamiast jednego – to niezły rachunek.

Zaczęło się w latach 30. XX w. od przemysłu tekstylnego w USA. Rozwój kapitalizmu wymusił wytworzenie nowej postaci: konsumenta. Segregacja na chłopców i dziewczynki zbiegła się z powstaniem anglosaskiej kategorii wiekowej toddler. Według definicji toddler to dziecko pomiędzy wiekiem niemowlęcym a przedszkolnym (od ok. 18 miesięcy do 3 lat). Mało kto jednak zdaje sobie dziś sprawę, że przed rokiem 1930 było to po prostu dziecko (child).

Toddler ma jedną niepodważalną zaletę nad dzieckiem: można go ubierać w stroje imitujące ubrania dorosłych. Zanim powstał toddler dzieci, zarówno dziewczynki, jak i chłopców, ubierano w praktyczną biel (nie było pralek, a biel można było gotować w wysokiej temperaturze) i to najczęściej w sukienki. Publikacje handlowe z lat 30. XX w. zalecały rodzicom także wprowadzenie rozróżnienia na płeć nie później niż w wieku 2 lat (1). Wcześniejsze podkreślanie różnic płci ubiorem nie było opłacalne, gdyż karmiące piersią matki rzadko zachodziły w kolejną ciążę szybciej niż po ukończeniu przez pierwsze dziecko ok. 1 roku życia.

Mózg różowy, mózg niebieski

Na początku dzieciom jest wszystko jedno. Do ok. 2 roku życia dla dziecka nie jest istotne, czy nosi ubranka błękitne czy różowe. Można próbować wdrażać własne wzorce estetyczne, np. czarne stroje, rodzaj muzyki. Ale dziewczynki i tak nie unikną w pewnym wieku etapu różowości (podobnie jak chłopcy – etapu zabawy w bohatera). Dlaczego tak się dzieje?

Lise Eliot, neurobiolog i autorka książki Pink Brain, Blue Brain, stawia tezę, że do drugiego roku życia dzieci nie mają pojęcia o istnieniu płci: własnej ani innych. Dziecko wie, że jest mama i tata, ale raz chciałoby być mamą, a drugi raz tatą. Wiąże się to z rozwojem kory przedczołowej, który następuje bardzo wolno. Ta część mózgu osiąga dojrzałość dopiero ok. 21. urodzin, nic więc dziwnego, że nie ma co oczekiwać jej rozkwitu u dwulatka.

Kora przedczołowa odpowiada za najwyższe funkcje poznawcze, w tym:

  • podejmowanie decyzji,
  • planowanie,
  • kontrolowanie emocji,
  • pamięć,
  • uwagę,
  • świadomość społeczną,
  • rozumowanie moralne.

Jednak pomiędzy 2 a 3 rokiem życia coś się zmienia.
Peggy Orenstein w cytowanej książce Cinderella Ate My Daughter przywołuje znaną anegdotę o 4-letnim chłopcu o imieniu Jeremy, któremu rodzice spięli długie włosy jego ulubionymi spinkami, kiedy szedł do szkoły. Jego kolega z ławki stwierdził, że jest dziewczynką. „Nie, mam penis, więc jestem chłopcem” odparł Jeremy. „Nieprawda, jesteś dziewczynką” naciskał ten drugi. Wreszcie Jeremy zdjął spodnie, by pokazać koledze, że jest jednak chłopcem. Ten jednak wzruszył ramionami, mówiąc: „Wszyscy mają penisy. Masz spinki, więc jesteś dziewczynką”.

“Girls just wanna have fun”

Ta anegdota pokazuje kilka spraw, które są też kluczem do zrozumienia Różowego Etapu dziewczynek:

  • Do ok. 5 roku życia dzieci nie zdają sobie sprawy, że tożsamość albo płeć są im przypisane, dlatego nie rozumieją, że mężczyzna przebrany za kobietę pozostaje mężczyzną.
  • Dzieci pilnują nawzajem swojej przynależności płciowej (tak jak kolega Jeremy’ego w anegdocie).
  • Muszą udowadniać, że są dziewczynkami lub chłopcami poprzez rozmaite atrybuty.
  • Te atrybuty są pochodną kultury, w jakiej powstały (w naszej kulturze będzie to eksplozja różu).

Eksplozja różu jest przejawem rodzącej się tożsamości seksualnej małych dziewczynek. Aby pokazać, że są właśnie dziewczynkami, sięgają po mocne wzorce, te zaś oferowane przez kulturę zachodnią to róż, księżniczkowość i spódnice tutu. Naprzeciw oczekiwaniom małych dziewczynek wyszedł Disney, dostarczając im „dziewczyńskich” rekwizytów. Zarówno bajki jak i zabawki są pełne słodkich akcesoriów.

Elsa kontra Pippi

Uosobieniem tych cech jest disneyowska Elsa, bohaterka filmu Frozen. Elsa ma długie blond włosy, związane w warkocz, nosi powłóczyste suknie, jest zagubiona, gdyż wmówiono jej, że musi się ukrywać przed światem. Ma również supermoce – potrafi wszystko zmienić w lód. Tyle, że nad tym nie panuje. I to jest brzemienne w skutki. Oczywiście, Elsa jest królową i to nie byle jaką, bo królową śniegu. Tą złą z dwóch sióstr. Rzuciła zaklęcie wiecznej zimy na krainę Arendell. Ma pod sobą całą armię bałwanków, które wykonują jej rozkazy i życzenia, bo każde jej życzenie jest rozkazem. Lubi się afiszować swoją potęgą. Każda dziewczynka chce być Elsą, bo Elsa to uosobienie współczesnej dziewczynki: jest piękna, silna i ma niewątpliwy urok.

Gdzieś obok tego glamuru, choć wcale nie pokornie, stoi jeszcze jedna bohaterka, która mogłaby stać się kulturowym kodem współczesnej dziewczynki (i kiedyś nim rzeczywiście była): Pippi Langstrumpf. Pippilotta Viktualia Rullgardina Krusmynta Efraimsdotter Långstrump, to zawiadiacka 9-latka, która nie chce dorosnąć. Ma rude włosy, jest piegowata, bezczelna, mieszka sama w wilii z małpą, Panem Nilssonem, i koniem, którego swobodnie podnosi na rękach. Chodzi spać, kiedy chce, i może jeść tyle słodyczy, ile zdoła. Doskonale sobie radzi bez pomocy dorosłych, odrzucając wszelką ich ingerencję w jej życie.

Istnieją pewne punkty wspólne dla Elsy i Pippi, ale każda z nich jest inaczej rozdarta wewnętrznie. Elsę prześladuje przeświadczenie o byciu “tą złą siostrą”, które towarzyszy jej od dzieciństwa, odkąd niechcący zrobiła krzywdę swojej siostrze Annie, czym rozgniewała rodziców. Napiętnowanie dziecka jakąś cechą (jesteś niegrzeczny, grzeczny, dobry, zły, wesoły, ponury, spokojny, urwipołeć) zazwyczaj skutkuje tym, że dziecko powoli staje się właśnie takie. Również Elsa niejako dopasowała się do oczekiwań dorosłych i stała się uosobieniem złej siostry.

Pippi natomiast przeżywa inny dramat. Nie chce być dorosła. Wynika to z tego, że nie ma zbyt dobrego zdania o dorosłych. Dorośli nigdy nie mają przyjemności. Mają tylko mnóstwo nudnej roboty, głupie ubrania, odciski i pidatki kominalne (3), mówi. Pippi, w przeciwieństwie do Elsy, jest całkowicie pozbawiona nienawiści. Dokucza po równo wszystkim dorosłym, kobietom i mężczyznom. Nie boi się stanąć w obronie słabszego, nawet wobec bandy starszych chłopaków. Jest odważna, ale to nie brawura, gdyż jest naprawdę bardzo silna i zwinna. Nauczyła się walczyć na pięści (i wielu innych sztuczek), gdy pływała po morzach ze swoim tatusiem na statku pirackim.

Pippi jest odzwierciedleniem nowego feminizmu (z lat 40. XX w.): mniej agresywnego i bardziej otwartego na mężczyzn. Wiele dziewcząt w Szwecji i nie tylko odnalazło w Pippi wzór do naśladowania. Wszak postać Pippi zawiera w sobie symbol wolności, samodzielności, niezależności, dobroci i niczym nieskrępowanej dziecięcej wyobraźni (4). Mimo uwielbienia dla Pippi ze strony różnych środowisk: feministycznych, anarchistycznych, pedagogicznych i wielu innych, rudej postaci brakuje tego czegoś, co niewątpliwie ma Elsa: kulturowej uniwersalności (która przejawia się w jej urodzie). To dlatego dziewczynki będą się odnosiły w swoich tożsamościowych rozgrywkach do Elsy, a nie do Pippi. Bo to Elsa nadaje rytm.

Co na to rodzice?

W kontekście kulturowym Elsa wyparła Pippi, podobnie jak model współpracy pomiędzy kobietami i mężczyznami zaczyna być wypierany przez powrót agresywnego feminizmu, którego jest uosobieniem. Niestety, rodzice niewiele mają do powiedzenia, jeśli chodzi o wzorce wybierane przez ich córki podczas kształtowania się ich tożsamości płciowej. Tego wyboru właściwie dokonuje za nie kultura, w której wszyscy jesteśmy zanurzeni. Owszem, możliwe są pewne modyfikacje, kształtowanie gustu poprzez edukację estetyczną, ale na wspólne kody nic nie poradzimy. Mając tego świadomość, rodzice, zwłaszcza matki, mogą uniknąć frustracji.

Małemu dziecku należy, mimo komercyjnych podziałów, przedstawiać świat jako całość. Nie ma świata dziewczynek i świata chłopców. Dzieci, wychowane bez świadomości takich sztucznych ograniczeń, łatwiej rozwijają skrzydła, także w dziedzinach, które są kulturowo przypisane płci przeciwnej. Aleksandra Przeździecka-Kujałowicz, prowadząca blog Koralowa Mama, opisuje, jak kilka lat temu w szkole jej syna rodzice rozważali zakup upominków na mikołajki: przy propozycji kupna zabawek związanych z eksperymentami, ktoś rzucił „ale w klasie są też dziewczynki” (5).

No, właśnie. Póki nie zmienią się kody kulturowe, póty dziewczynki będą określały same siebie poprzez różowe zabawki (najczęściej mało kreatywne), a chłopcy – samochody i karabiny. Coś jednak zależy od rodziców. Mianowicie mozolna zmiana stereotypów kulturowych. Jest to orka na ugorze, o tyle utrudniona, że rodzice wykonują pracę, która nie wpłynie bezpośrednio na ich dzieci, ale być może już na dzieci ich dzieci.
Warto?

Źródła:

  1. Peggy Orenstein, Cinderella Ate My Daughter
  2. Lise Elliot, Pink Brain, Blue Brain
  3. Astrid Lindgren, Pippi Pończoszanka
  4. Dorota Murzynowska, Pippi Pończoszanka w polskim dyskursie kulturowym
  5. koralowamama.pl/2013/11/zabawki-dla-chopcow-zabawki-dla/

Marta Szperlich-Kosmala

Certyfikowana doradczyni noszenia w chustach i nosidłach miękkich Akademii Noszenia Dzieci. Ukończyła filozofię na Uniwersytecie Jagiellońskim, ale zawodowo uczy angielskiego i niemieckiego w szkole językowej. Pasjonuje ją antropologia i intuicyjne rodzicielstwo w duchu kontinuum. Ma za sobą praktykę hipnoporodu. Kocha życie na prowincji, bo może w nieskończoność wędrować ze swoimi dziećmi po lasach, jak Indianie. Jest mamą dwojga absolutnie chustowanych maluchów. Treningi biegowe jej męża są jedynym momentem, gdy jej dzieci mają kontakt z wózkiem... biegowym. Uprawia gimnastykę słowiańską i czyta góry książek. Nie tylko o rodzicielstwie.
Odwiedź stronę autorki/autora: https://www.facebook.com/boskanioska/




Książeczki Pucio – zabawy logopedyczne dla najmłodszych

Książki wspierające wszechstronny rozwój najmłodszych dzieci

Naprawdę przeciwsłoneczne okulary dla dzieci (Real Kids Shades)

Szansą dla polskiej szkoły jest empatyczna edukacja od najmłodszych lat!

“Przybij piątkę a nie chowaj się za mamą”. Jak nie zachęcać nieśmiałego dziecka do kontaktu na siłę

Baby blues, depresja poporodowa, zespół stresu pourazowego – co warto o nich wiedzieć?

Przejdz do: