Rozwój społeczny a edukacja domowa. Czy i jak dziecko, które nie chodzi do szkoły publicznej, może się rozwijać społecznie?
Wiem z doświadczenia, że to pytanie będzie mieć kontynuację w postaci następujących argumentów: „Edukacja to przecież nie jedyne zadanie szkoły: jest ona przede wszystkim miejscem, w którym człowiek uczy się życia w społeczeństwie, miejscem nabywania kompetencji społecznych, tak niezbędnych do funkcjonowania wśród ludzi”.
Uwaga! Reklama do czytania

Granice dzieci i dorosłych
Prosta w zastosowaniu koncepcja granic osobistych pomaga porozumiewać się i współpracować z dzieckiem, unikać nieporozumień i codziennych dramatów.
Odpowiadam na to, stawiając inne pytanie: dlaczego tak wielkie znaczenie jest przypisywane kontaktowi z innymi dziećmi? Czy o wiele ważniejszy nie jest kontakt z innymi ludźmi?
Wrzucając dzieci i dorosłych do różnych kategorii, wprowadza się między nimi podział. Tworzy się przepaść, stawia pilnie strzeżoną granicę. Dzieciom nie pozostaje nic innego jak tylko drobnymi krokami zbliżać się do tej granicy, co przypomina próby przetrwania w grze komputerowej, w której do niektórych miejsc i narzędzi można dotrzeć dopiero po odnalezieniu przejścia do kolejnego poziomu. Ważne jest, by przestrzegać reguł, unikać pułapek, dostrzegać je z daleka, znać drobne triki, we właściwym momencie udzielać oczekiwanych odpowiedzi – w ten sposób zdobywa się punkty. Jeśli się ich nie utraci, nie ma potrzeby ponownego przechodzenia przez ten sam poziom i można na czas dotrzeć do egzaminu końcowego.
Czy myśląc rozsądnie, można twierdzić, że socjalizacja ma miejsce wtedy, gdy dziecko ma kontakt z rówieśnikami, w hermetycznym środowisku klasowym, gdy każdego dnia otrzymuje taką jak inni porcję standardowego nawozu, rozpylanego zgodnie z planem ustalonym przez wyższą instancję? Czy można słusznie założyć, że wiek i miejsce zamieszkania dziecka to najlepsze kryteria podziału na grupy?

Książki o rozstaniu i rozwodzie: wsparcie dla dzieci i dorosłych
Książki o rozstaniu i rozwodzie dostępne w naszej księgarni mają na celu wspieranie całej rodziny. Bez względu na wiek, każdy członek rodziny znajdzie tutaj coś, co pomoże mu lepiej zrozumieć własne uczucia i odnaleźć nową równowagę. Dzięki literaturze można odkryć, że nawet po rozstaniu możliwe jest stworzenie szczęśliwego, pełnego wsparcia środowiska dla dziecka.
Nieustannie miałem kontakt z innymi osobami – niektóre z nich były młodsze, niektóre starsze – i ciągle wymieniałem z nimi informacje. Wzajemne ubogacanie się było właśnie efektem przebywania w tym różnorodnym i kosmopolitycznym otoczeniu. Zawsze istniało coś, czego można się było nauczyć od kogoś innego, tak jak zawsze było coś, czym można się było podzielić. Mogłem wybierać swoich przyjaciół, tak jak oni wybierali mnie. Prowadziły nas ku sobie nasze życie, obrane ścieżki, zainteresowania i umiejętności, a nie treść dokumentów tożsamości. Nasze przyjaźnie wynikały ze wspólnej codzienności i stawały się jej częścią. A jeśli niektóre z nich ulegały rozluźnieniu, nie dochodziło do zimnej wojny, ponieważ potrafiliśmy schodzić sobie z drogi i nie byliśmy zmuszani do wzajemnego towarzystwa każdego dnia, tak jak to jest w szkolnej klasie.
Na podstawie książki „…I nigdy nie chodziłem do szkoły” opracowała Wioleta Zielińska