Kategorie
Zdrowie

Sterylne domy nie służą dzieciom!

Nie wszystkie bakterie są złe, choć właśnie taki przekaz zdaje się płynąć z reklam, na które wielkie korporacje przeznaczają coraz większe kwoty. Chodzi o jedno – wyciąganie kolejnych złotówek z kieszeni konsumentów. Ci magazynują więc tony chemii gospodarczej w swoich domach z nadzieją, że uwolni ich ona od widma gadającego, zielonkawego gluta z reklamy. I uwolni, to prawda. Wszak skuteczność tych środków jest porażająca. Pytanie tylko, co szkodzi nam bardziej – bakterie, czy to, co ma nas od nich wybawić?

Zacznijmy od tego, w jaki sposób koncern Uniliver promuje środki czystości typu Domestos na polskim rynku. „Dzięki produktom Domestosa dom będzie higienicznie czysty, a jego mieszkańcy bezpieczni od wszelkich zarazków. Domestos to gama produktów, które czyszczą i dezynfekują powierzchnie, usuwając niewidoczne na pierwszy rzut oka bakterie, wirusy i grzyby”. Wyraźnie widać narzucającą się dialektykę strachu, która dzieli świat na bezpieczny – higienicznie czysty i zły, brudny, zagrażający – to świat zarazków, od których uwolnić ma nas chemia.

Uwaga! Reklama do czytania

Poród naturalny

Świadome przygotowanie się do cudu narodzin.

Karmienie piersią

Twoje mleko to cudowny dar. Naucz się nim dzielić.

Tylko dobre książki dla dzieci i rodziców | Księgarnia Natuli

Producenci doskonale wiedzą, jak wpływać na nasze konsumenckie wybory

Wszystkie reklamy Domestosa opierają się w zasadzie na jednym schemacie – ukazaniu dualistycznego świata, w którym złe bakterie znikają dzięki dobrym środkom bakteriobójczym. W 2001 roku Domestos, prowadząc „prospołeczną” (w rzeczywistości zaś reklamową) akcję pod hasłem „Dbaj o higienę”, zalał Polskę serią billboardów, plakatów i reklam prasowych z wizerunkami różnych rodzajów bakterii. Te same do dziś bombardują nas z ekranów telewizorów. Zielone, gadające gluty przypominające swym wyglądem niechlubnych bohaterów kreskówek, za którymi nikt nie przepada, w ostateczności zawsze są likwidowane przez dobrego, skutecznego wybawiciela, obrońcę higieny i czystości naszych domów. Przekaz okazał się na tyle skuteczny, że produkty tej firmy używane są dziś w co drugim gospodarstwie domowym w Polsce. To potężna część rynku, który po latach reklamowej ofensywy nie wyobraża sobie funkcjonowania bez chemii gospodarczej. Mało kto pamięta, że jeszcze kilkanaście lat temu w każdym Polskim domu najpopularniejszym środkiem czystości była mieszkanka sody, octu i cytryny.

Na czym polega paradoks współczesnych czasów? Skuteczne, naturalne, domowe sposoby na higienę zastąpiliśmy produktami, które swym składem mogą budzić wiele wątpliwości. Domestos, jako środek o działaniu bakteriobójczym oparty głównie na chlorze, jest jednym z nich.

Dlaczego tak bardzo czepiamy się chloru?

Chlor to silnie trujący utleniacz, który znaleźć można w wielu wybielaczach do prania, detergentach do zmywania, płynach i proszkach do czyszczenia wanien, kabin czy kafelków. Ma mocny, charakterystyczny, drażniący zapach. Zna go każdy, kto choć raz korzystał z basenu, na którym chloruje się wodę. Na szczęście i dla pływaków istnieje alternatywa. Coraz częściej pojawiają się baseny z wodą ozonowaną. Stosowanie oznonowania zapobiega bowiem tworzeniu się niebezpiecznych chloramin i przykrego zapachu chloru. Takie baseny są również bardziej bezpieczne dla dzieci i osób, które trenują pływactwo kilka razy dziennie.

Trujące właściwości chloru doceniono w trakcie I Wojny Światowej, stosując go jako gaz bojowy w czasie walk. W przypadku Domestosa naprawdę niewiele trzeba, by doprowadzić do podrażnienia oczu, gardła i skóry. Uznaje się, że 0,01 proc. zawartości chloru w atmosferze jest trujące, a 0,1 proc. to już stężenie śmiertelne. Podczas więc, gdy Uniliver promuje Domestos jako środek, który wybawi nas od wszelkiego zła, polskie matki w dyskusjach na forach zastanawiają się, czy codzienne mycie nim wanny przed kąpielą noworodka wystarczy, by ocalić dziecko przed bakteryjnym pogromem. Wszak w reklamie mówią, że wszystkie bakterie są złe, a dbanie o dziecko wiąże się z utrzymywaniem nieskazitelnej czystości w domu.

„Brud” wzmacnia odporność

Przez zmasowany reklamowy przekaz ciężko przebijają się informacje, które mogłyby tych samych rodziców uspokoić i przypomnieć, że istnieje coś takiego, jak dobra bakteria. Taka, która chroni nasz organizm przed chorobotwórczymi mikroorganizmami. Środki czystości niszczą je wszystkie. Odbija się to na systemach immunologicznych naszych dzieci, które nie mając nic do roboty – nie działają prawidłowo. To częsta przyczyna występowania alergii u dzieci. W samej Wielkiej Brytanii procent dzieci, u których występują różne alergie, wzrósł do 45 proc. Naukowcy wiążą te rosnące statystyki z nadużywaniem środków czystości. Postulują też, by ponownie zacząć się brudzić. To, czego trzeba naszym dzieciom, to zabawa na podwórku i oswojenie z brudem i kurzem. Z raportu opublikowanego przez Journal od Allergy and Clinical Immunology wynika, że te dzieci, które mają kontakt z sierścią i domowymi bakteriami, są mniej narażone na astmę i alergię. Alergeny wytwarzane przez zwierzęta domowe, a nawet gryzonie i karaluchy są dla dzieci do pierwszego roku życia czymś w rodzaju „szczepionki” wzmacniającej ich system odpornościowy. To informacja zupełnie sprzeczna z przekazem, który płynie do nas z reklam Domestosa.

Uwaga! Reklama do czytania

Jak zrozumieć małe dziecko

Poradnik pomagający w codziennej opiece Twojego dziecka

Zobacz w księgarni Natuli.pl

W świetle tych faktów odpowiedź na pytanie “czy sterylność powoduje, że nasze domy będą bezpieczne” wydaje się dość oczywista. Owszem, utrzymywanie czystości jest ważne, ale równie ważne jest to, jakimi sposobami ją utrzymujemy. Skutecznie czyścić możemy bowiem również środkami opartymi na naturalnych składnikach, które nie są dla nas inwazyjne i nie powodują zagrożenia życia w przypadku, gdy np. nieupilnowane dziecko włoży głowę do toalety, by całym swoim ciałem (w tym nierzadko – językiem) eksplorować otaczający go świat. A ponad wszystko warto od czasu do czasu odpuścić. „Perfekcyjna Pani Domu” pogroziłaby mi w tym momencie palcem, ale odważę się to podkreślić jeszcze raz – czasem brud jest dobry. A jeśli przed oczami zaczynają pojawiać się nam zielone gluty z reklamy Domestosa to znak, że pora wyłączyć telewizor i oddać się zabawie z dzieckiem. Stare porzekadło mówiące o tym, że „brudny dom to szczęśliwe dzieciństwo” niesie z sobą w tym przypadku sporo prawdy.

Foto: flikr.com/34547181@N00

Autor/ka: NATULI dzieci są ważne

Redakcja NATULI Dzieci są ważne


Mądry rodzic, bo czyta…

Sprawdź, co dobrego wydaliśmy ostatnio w Natuli.

Czytamy 1000 książek rocznie, by wybrać dla ciebie te najlepsze…

1 odpowiedź na “Sterylne domy nie służą dzieciom!”

Coraz częściej dochodzę do wniosku, że każdy reklamodawca, który używa argumentu „rodzicu zrób to dla dobra dziecka. Jesteś przecież dobrym rodzicem, prawda?” powinien płacić jakąś wysoką grzywnę, albo coś w tym stylu. To jest manipulowanie tak pierwotnymi potrzebami, że naprawdę powinno być im wstyd.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.