Kategorie
Macierzyństwo i ojcostwo Rodzicielstwo

Trzy filary bliskości

Jak to możliwe, że oparte na miłości relacje partnerskie stanowią dla nas takie wyzwanie? Skąd w nas – oprócz wielu pozytywnych uczuć – tyle niepokoju i konfliktów w relacjach z innymi? Przecież żyjemy na jednej planecie, oddychamy tym samym powietrzem, jesteśmy zbudowani podobnie i z tej samej materii, na poziomie biologiczno-chemicznym działamy tak samo, mamy również podobne potrzeby, w tym tę fundamentalną – potrzebę miłości.

Chcesz mieć rację czy relację?

Różnice prowadzące do konfliktów pojawiają się dopiero w naszym myśleniu o sobie i o świecie dookoła. Każdy z nas żyje wewnątrz swoich wyobrażeń pełnych ocen, opinii i przekonań, które najczęściej nie pokrywają się z wyobrażeniami tej drugiej osoby. Stąd też różnice zdań, a w konsekwencji konflikty. Oczywiście nie ma nic złego w różnicach zdań, bywają one kreatywne i rozszerzają punkt widzenia – o ile mamy do nich pewien dystans, tak jak powinno się mieć dystans do świata wyobrażonego. My jednak zachowujemy się tak, jakbyśmy wierzyli w to, co myślimy, jak w prawdę obiektywną. Jesteśmy skłonni narzucać innym swój punkt widzenia – jakbyśmy mieli zawsze rację. W szkole, w której uczyliśmy się psychoterapii, usłyszeliśmy: „Chcesz mieć rację czy relację?”. Jeśli ponad wszystko zależy ci na racji, spodziewaj się konfliktu, może nawet agresji, a w myśleniu globalnym – wojny.

Związki Partnerskie

Życie seksualne rodziców

43 PLN

Ta książka jest więc dla wszystkich, którzy chcieliby każdego dnia świadomie pielęgnować miłość. „Dojrzałość do relacji to zrozumienie, że nie da się mieć wszystkich, ale że można mieć z jedną osobą wszystko, czego potrzeba”.

Miłość

Kiedy spotykają się i zakochują w sobie dwie osoby, łatwo jest o znalezienie wspólnych zainteresowań. Możemy podzielać poglądy, przekonania i gusta, gdy jednak schodzimy z cokołu rozmów zakochanych na tematy przyziemne i codzienne, może się okazać, że różnice zdań nawet w błahych sprawach urastają do rangi ogromnych problemów i napięć. Wtedy warto nie tylko uświadomić sobie, że każdy patrzy na rzeczywistość przez pryzmat swojego doświadczenia, ale też się zastanowić, skąd owe opinie, oceny i wyobrażenia pochodzą. Czy to, w co tak wierzymy, jest prawdą objawioną, czy może wynika z osobistego kontekstu, z domu rodzinnego i środowiska, w którym się wychowaliśmy, z bezkrytycznego przyswojenia opinii naszych wcześniejszych autorytetów? Oznaczałoby to, że osobistych prawd jest wiele i że są one zmienne.

Chcemy pokazać, skąd biorą się różne punkty widzenia oraz jak się spotkać pomimo różnicy zdań. Porozmawiamy o tym, jak można zejść w głąb relacji, aby zanurkować pod powierzchnię schematycznych przekonań oraz nawykowych reakcji i tam poszukać siebie na nowo. Spróbujmy razem podjąć wyzwanie spotkania w prawdzie – czasem trudnej, czasem bolesnej, jednak dającej nadzieję, że miłość jest nie tylko tematem komedii romantycznych, ale też naturalnym doświadczeniem naszego życia i zdrowej relacji.

1. Komunikacja

Na temat komunikacji powstało wiele książek, metod pracy, warsztatów i kursów. Zachęcamy was wszystkich do pogłębiania wiedzy i nieustannego poszukiwania praktycznych narzędzi w usprawnieniu tego, w jaki sposób możemy się nawzajem wyrażać. Wymienimy kilka obszarów najczęściej pojawiających się w naszej pracy z parami. Praktyka podpowiada nam, że stanowią one chleb powszedni wielu związków, i dlatego to na nie chcemy zwrócić szczególną uwagę.

Po pierwsze: potrzeby!

Pierwsze wyzwanie na drodze do skutecznej komunikacji to umiejętność zauważenia, rozpoznania, a następnie wyrażenia swoich potrzeb. Jest ich wiele i ma je każdy z nas. Zaczynają się od tych podstawowych, związanych z biologicznym przetrwaniem (jeść, spać, mieć dach nad głową), i nawigują nas po tym, czego chcemy w relacjach i interakcjach (potrzeba bliskości, przyjaźni, miłości). Przyznanie sobie prawa do własnych potrzeb otwiera drogę do dialogu. Kiedy wiemy, czego potrzebujemy, łatwiej jest nam o to zadbać. Możemy też jaśniej i bardziej bezpośrednio powiedzieć partnerowi, co się z nami dzieje. Z rozpoznawaniem swoich potrzeb wiąże się umiejętność wsłuchania się w siebie, w swoje ciało, w szereg subtelnych sygnałów, które nieustannie emitujemy i próbujemy interpretować. Zdolność słuchania uwrażliwia nas również na subtelne sygnały partnera, daje możliwość dostrzeżenia także jego potrzeb, wzięcia ich pod uwagę.

“Ja” zamiast “bo ty!”

Komunikacji potrzeb dotyczy jeszcze jeden czynnik: umiejętność powiedzenia drugiej osobie tego, co się z nami dzieje. Zastanówmy się, czy tworząc tego typu komunikaty, skupiamy się na sobie i tym co, dla nas ważne: „Ja potrzebuję”, czy też skupiamy się na partnerze, oczekując, że to „on ma coś zrobić”. Ten podstawowy, niemal notorycznie powtarzany błąd komunikacyjny zbiera olbrzymie żniwo konfliktów w relacjach. Oczywiście chcemy dobrze, skupiając się jednak na „bo ty…”, często stawiamy partnera w pozycji osoby niemal z miejsca atakowanej. A atak to już konflikt. Chcemy konfliktu czy wyrazić samych siebie i zostać wysłuchani? W tej sytuacji ważne jest, by rozwinąć w sobie umiejętność mówienia z miejsca „ja”, a nie o innych „bo ty”.

Granice!

Drugim wyzwaniem w codziennej komunikacji jest świadomość istnienia granic – własnych i innych ludzi. Zdrowe granice zabezpieczają zaspokojenie naszych osobistych potrzeb. Bez nich chwieje się nasze poczucie bezpieczeństwa, nie wiemy, na co możemy sobie w życiu i w relacji pozwolić, a na co niekoniecznie. Czasami dajemy sobie nieświadomie wejść na głowę. Nieświadomie – bo nie wiemy do końca, dlaczego źle się z tym czujemy. Wiemy za to, że coś jest grubo nie tak, kiedy się nam przeleje – reagujemy złością, wybuchamy agresją. Czasami to my sami przekraczamy cudze granice, nie do końca rozumiejąc, dlaczego ktoś ma do nas o to pretensje. W naszym wychowaniu zbyt silne stawianie granic lub ich brak skutkują zachwianiem poczucia zdrowego „ja”. A to właśnie zdrowe„ja” stawia elastyczne, zależne od sytuacji granice.


Kiedy zdamy sobie sprawę z własnych granic, dopiero wówczas jesteśmy w stanie zabezpieczyć świat swoich uczuć.

Właśnie to po-zwala nam tak naprawdę otworzyć serce na drugiego człowieka. Inaczej będziemy żyć afektami: „Kocham, ale boję się zaufać!”. Przez chwilę pozwolimy sobie na wyrażenie uczuć, aby natychmiast wycofać się w obawie o to, że poczujemy się zranieni. W efekcie zachowamy swoje uczucia dla siebie, opierając się na niekontrolowanych wybuchach emocji.

Język komunikacji można zmienić

Istnieje wiele wyzwań w komunikacji, ale dobra informacja jest taka, że jak się jej kiedyś – niedoskonale – nauczyliśmy, tak teraz możemy zgodnie z naszymi potrzebami niejako przeprogramować ten nie do końca skuteczny język, którym się posługujemy i który nastręcza nam tylu trudności. Potrzebujemy jednak większej świadomości tego, jaki wpływ na nas i naszych partnerów wywiera sposób, w który mówimy, oraz zaledwie kilku adekwatnych narzędzi skutecznej komunikacji w związku.

Podsumujmy, co jest konieczne, aby się s p o t k a ć w komunikacji:

  1. Miejmy jasność co do tego, czy chcemy się porozumieć, czy raczej coś ugrać.
  2. Załóżmy, że każdy ma swój punkt widzenia. Jeśli dajemy sobie prawo do własnego zdania, takie samo prawo warto dać innym.
  3. Nauczmy się wspierającego języka komunikacji, rozpoznajmy i wyrażajmy swoje potrzeby i prośby. Unikajmy nawykowych i stereotypowych zwrotów raniących partnera.
  4. Wprowadźmy zmiany, zaczynając od siebie. Nie oczekujmy, że zmieni się partner.
  5. Wyrażajmy swoje zdanie z miejsca „ja”, mówiąc o sobie, swoim zachowaniu i swoich uczuciach. Nie oceniajmy uczuć i zachowań partnera.
  6. Uważnie obserwujmy swoje ciało i nauczmy się rozpoznawać płynące z niego sygnały, mówiące o tym, co się z nami dzieje i czego w związku z tym potrzebujemy. Umiejętność rozpoznawania sygnałów z ciała pomoże zaobserwować sygnały wydawane przez ciało partnera, w efekcie czego możemy bardziej adekwatnie reagować na sytuację.
  7. W trakcie trudnych procesów komunikacyjnych cały czas monitorujmy swój oddech i gdy potrzeba, głęboko wzdychajmy, utrzymujmy świadomość w ciele.
  8. Dajmy sobie i partnerowi czas na wypowiedzenie emocjonujących treści. Nauczmy się tak słyszeć partnera, żeby miał poczucie bycia zauważonym i zrozumianym.
  9. Po każdej trudnej rozmowie przytulmy się, zachowujmy poczucie więzi i wspólnej intencji spotkania.

2. Bliskość

W zdrowym rozwoju dziecka pierwszym, wręcz wrodzonym elementem doświadczenia życia jest właśnie poczucie bliskości, która wyraża się poprzez więź z matką, ojcem i ze światem w zaufaniu i miłości. Kiedy jednak ta zdrowa więź się nie nawiązuje albo zostaje zerwana, nasze doświadczanie bliskości doznaje poważnego ciosu. Tracimy zaufanie do innych i do siebie samych. Zaczynamy bać się pełnej i bezwarunkowej bliskości, bo może ona być raniąca. Niestety bardziej lub mniej dotyczy to każdego z nas.

Zadbanie o swoje uczucia i uleczenie sfery bliskości wymaga kilku niezbędnych elementów, o których pisaliśmy w poprzednim rozdziale. Naszym zdaniem niezwykle ważne jest uzdrowienie komunikacji. Powinniśmy się nauczyć wsłuchiwania się w siebie oraz w partnera, starać się nazywać rzeczy po imieniu, rozpoznawać, co się z nami dzieje, i umieć o tym mówić tak, aby nie ranić ani siebie, ani drugiej osoby. Wtedy ostrożnie możemy zajrzeć pod kolejny dywan albo nawet do piwnicy – w której ukryte są nasze uczucia, z miłością do samego siebie na czele.

Po co nam bliskość?

O ile tematy komunikacji czy seksualności w relacjach są w jakimś stopniu szerzej rozpoznane i omówione, o tyle temat bliskości jawi się nam wciąż bardzo enigmatycznie. A to właśnie bliskość stanowi fundament relacji. W bliskości odnajdujemy czułość i empatię oraz wynikające z nich wsparcie i niegasnące zaangażowanie.

Bez komunikacji nie da się żyć, natomiast bez bliskości – już można. Tylko co to za życie? W bliskości, w przestrzeni serca dzieje się alchemia miłości. Otwierają się głębokie pokłady tęsknoty, zaspokojenia, szczęścia lub nieszczęścia. Znacznie trudniej jest mówić o sferze bliskości niż o „rozumowej”, praktycznej komunikacji.

Bliskość = bycie

Chcemy zaznaczyć, że bliskość bardziej niż o robieniu – jest o byciu. Wspólne przeżywanie aktywności to coś wspaniałego! Czy jesteśmy jednak w stanie przebywać ze sobą i… nic nie robić? Czy dobrze się czujemy razem bez żadnego celu? Co się zacznie z nami dziać, gdy nagle zatrzymamy się na chwilę? Czy możemy się w takiej wspólnej przestrzeni rozluźnić, odpocząć, poczuć komfortowo? Doznać więzi opartej nie na obopólnych obowiązkach czy sprawianiu sobie przyjemności, ale na samej obecności?

Prosty przykład. Jesteście ze znajomym w knajpie, jecie razem posiłek. Nagle zapada milczenie. Jak się z tym czujecie? Za chwilę ktoś się pewnie odezwie, żeby zagłuszyć krępującą ciszę. Ale dlaczego cisza ma nas krępować?

A jak to będzie z naszymi partnerami? Czy potrafimy z nimi po prostu być? Nie w takim sensie, że jemy w milczeniu kolację albo każde z nas siedzi obok siebie i o czymś myśli. Ale być ze sobą w spotkaniu? Na przykład w milczeniu – patrząc na siebie?

Na warsztatach prowadzimy takie ćwiczenie, w którym prosimy, aby pary popatrzyły sobie w oczy przez około pięć minut. Okazuje się, że większość z nich robi coś takiego po raz pierwszy. Często pojawiają się łzy wzruszenia, uczucia, czasem wychodzi na wierzch skrywane w relacji napięcie.

Bliskość z samym sobą

Najczęściej jednak jego źródło tkwi nie tyle w relacji z drugą osobą, ile w nas samych. Nadrzędnymi pytaniami powinny więc być: „Czy ja sam ze sobą jestem w stanie przebywać w ciszy? Czy potrafię zatrzymać się na chwilę i po prostu być? Nie działając, nic nie osiągając?”. Okazuje się, że dla ogromnej większości z nas jest to bardzo trudne, bo niemal natychmiast pojawiają się napięcie i poczucie straty czasu. Oznaczać to może, że w zasadzie samemu z sobą jest nam trudno być blisko! Może nawet lubię siebie, gdy robię coś fajnego, ale czy tak samo akceptuję i przyjmuję swoją obecność, kiedy nic mi nie wychodzi albo gdy nic nie robię? Są to arcyważne pytania, które warto sobie zadać i przetestować w praktyce, jeśli chcemy zająć się leczeniem bliskości w naszej relacji.

Jeśli nie wybaczam sobie błędów, nie wybaczę też błędów drugiej osobie. Jeśli nie akceptuję siebie, nie zaakceptuję drugiego człowieka. Jeśli siebie nie pokocham, trudno będzie mi pokochać drugą osobę.

Zatem zagadnienia związane z bliskością rozpoczynają się – jak zwykle – od samoświadomości oraz uleczenia relacji z samym sobą.

Podsumujmy, co jest konieczne, aby się s p o t k a ć w bliskości:

  1. Zamiast ciągle działać, zatrzymajmy się i po prostu bądźmy, dając samemu sobie wsparcie, wyrozumiałość i samoakceptację.
  2. Pozbądźmy się wygórowanych oczekiwań wobec samego siebie– będziemy wówczas potrafili zrobić to samo wobec partnera.
  3. Odnajdźmy swoją wartość w samym doświadczeniu życia, istnienia w tej konkretnej chwili, a nie w tym, co posiadamy lub zrobiliśmy.
  4. Zadbajmy o chwile obecności z partnerem, bez celu, bez„robienia rzeczy”, ale pozostając w kontakcie, rozluźnieniu i uważności – na przykład siedząc przytuleni lub patrząc sobie dłużej w oczy.
  5. Doceńmy czuły dotyk jako narzędzie bliskości i nauczmy się z niego jak najczęściej korzystać.
  6. Rozróżniajmy czuły dotyk od gry wstępnej. Tylko wtedy będzie on niezobowiązujący, częsty, odpowiadający na naszą potrzebę czułości.
  7. Wprowadzajmy i utrzymujmy stałe elementy rytuałów dotyku, najlepiej takich, jakie przychodziły nam naturalnie na początkowym etapie relacji.
  8. Bądźmy świadomi oddechu, odetchnijmy głęboko zawsze wte- dy, gdy pojawiają się trudne emocje.
  9. Doceniajmy partnera, dziękując nawet za rzeczy oczywiste, mówmy sobie „kocham cię”, a jeśli trzeba „przepraszam”. Nie czekajmy na lepszą okazję.
  10. Pamiętajmy, że głębokie poczucie szczęścia przynoszą nam właśnie relacje oparte na bliskości, a nie kariera, pieniądze czy status społeczny.
Jak zrozumieć się w rodzinie
34 PLN
Wysoko wrażliwi i miłość
39,15 PLN
Uwaga! Złość
40 PLN

3. Intymność

Tematy komunikacji i seksualności w relacjach są niejako szerzej rozpoznane i omówione. Jeśli jednak chodzi o życie seksualne, wciąż pozostaje kwestia jakości tych przekazów.

Z jednej strony mamy wielowiekową tradycję kontroli ludzkiej seksualności stojącej za kulturą i religią – seks służyć ma jedynie prokreacji. Dotykanie swojego ciała, podążanie za przyjemnością, poszukiwanie nowych doznań erotycznych, to wszystko obarczone było poczuciem wstydu i winy, napiętnowaniem i grzechem. Z drugiej strony wymykające się tej odgórnej normalizacji, a zawsze obecne w społeczeństwie zjawiska jak prostytucja czy pornografia ukazywały seks w sposób przedmiotowy i wulgarny. Dwie skrajności, w których od tysięcy lat przyszło się wychowywać kolejnym pokoleniom dzieci, a potem rodziców. Nic więc dziwnego, że transgeneracyjnie nosimy w sobie ogromne pokłady pomieszania, nadużyć, niespełnionych tęsknot i oczekiwań, poczucia straty, przypadki spychania na boczny tor i ciągłego trzymania naszej namiętności i intymności w przestrzeni tabu.

Z naszej perspektywy wszystkim młodym wchodzącym w świat życia seksualnego wypchano plecaki obciążającymi przekonaniami, przykrymi doświadczeniami i dwuznacznymi obietnicami, które już na starcie obarczają nas ogromnymi deficytami. Nasze bloki startowe do tej podróży znajdują się w dołku, z którego najpierw musimy się wydostać, aby w ogóle móc się rozejrzeć po powierzchni i zorientować, w którą stronę chcemy zmierzać.

Warto jednak podjąć taką próbę, bo zdrowy, świadomy, pełen miłości seks jest doświadczeniem, które tak naprawdę przekracza nawet największe wyobrażenia o rozkoszy, spełnieniu czy przyjemności. Dzieje się tak dlatego, że gdy tylko wypuścimy seks z klatki naszych przekonań i wprowadzimy do niego otwartą świadomość, dopuścimy udział żywo bijącego serca i szczerych uczuć oraz docenimy i uświęcimy na powrót nasze ciała, odkryjemy, że energia seksualna ma znaczenie o wiele szersze, idzie daleko głębiej w naszym istnieniu, łączy nas z tajemnicą stworzenia – bo finalnie czy właśnie nie z tej energii wszyscy pochodzimy?

I co bardzo ważne, to nie są himalaje marzeń, a nasza zdrowa rzeczywistość. Każdy ma w sobie ten potencjał, czekający na uleczenie i szansę zaistnienia.

Uzdrowienie życia seksualnego i realizacja jego pełnego potencjału to delikatna i wrażliwa rzecz. Łatwo jest tutaj o nadużycie własnych granic, o uwiedzenie stylem życia polegającym na nieustannej gonitwie w poszukiwaniu ekstazy. Kiedy jednak decydujemy się na taką drogę w długoterminowej relacji partnerskiej, mamy olbrzymią szansę na powodzenie. Stały partner daje nam możliwość poczuć się naprawdę bezpiecznie, przestajemy bowiem grać „najlepszą wersję siebie”, a możemy po prostu pozwolić sobie być takimi, jacy jesteśmy. Możemy się w ramionach partnera rozpadać i składać ponownie, wiedząc, że on lub ona tam są i na nas czekają. Możemy im pozwolić odnaleźć się na nowo, aby w efekcie spotkać się tak głęboko i prawdziwie jak nigdy wcześniej. Teraz już czytelnik może zrozumieć, dlaczego do spotkania potrzebujemy wcześniejszej sprawnej komunikacji i czułej bliskości. Te dwa poprzednie komponenty dają nam zaplecze do tego, aby wejść na zaciemnione i pełne niepokojów tereny świata kryjącego się pod powierzchnią fizycznej przyjemności.

Podsumujmy, co jest konieczne, żeby się s p o t k a ć w intymności:

  1. Odkrywajmy energię seksualną jako coś więcej niż sam seks. Zobaczmy ją jako energię życiową, która napędza nas na wielu płaszczyznach działania.
  2. Uzdrówmy naszą relację z własnym ciałem, poznajmy i zobaczmy, co ono lubi, a czego nie. Przyjmijmy je w swojej niepowtarzalności takie, jakie jest, pokochajmy je i uszanujmy jak świątynię skrywającą w sobie święty skarb.
  3. Przyjrzyjmy się swoim przekonaniom, językowi oraz poczuciu winy i wstydu, które często towarzyszą nam w sypialni – podejdźmy do seksu na nowo, bez uprzedzeń, jak do wspaniałej przygody, do tajemnicy, którą chcemy razem ponownie odkryć.
  4. Poznajmy, respektujmy i komunikujmy swoje potrzeby seksualne.
  5. Nigdy nie oczekujmy od partnera seksu. Łączmy się tylko wtedy, gdy oboje naprawdę tego chcemy. Dbajmy o jasność komunikatów, odmawiajmy bez odrzucania i przyjmujmy odmowę bez urazy.
  6. Nie udawajmy przyjemności lub orgazmu, to odcina nas nie tylko od partnera, lecz także od samych siebie. Lepiej zmierzyć się z wyzwaniem i stanąć w prawdzie, niż brnąć w ślepą uliczkę kłamstwa.
  7. Przyjmijmy, że celem seksu nie są orgazmy, tylko samo w sobie doświadczenie połączenia, zbliżenia od początku, przez cały czas, w każdej chwili, w ruchu i bezruchu.
  8. Nauczmy się kochać bez męskiego wytrysku, czerpiąc satysfakcję z samego spotkania – wtedy będziemy się kochać częściej, namiętniej i przez długie lata.
  9. W trakcie zbliżenia dajmy sobie przestrzeń na wyrażenie emocji, swobodę ekspresji, podążanie za tym, co się w nas dzieje, zamiast powtarzać rutynowe nawyki. Seks może wyglądać zupełnie inaczej, zgodnie z naszymi potrzebami.
  10. Bądźmy świadomi, obecni i zaangażowani, ciesząc się każdą chwilą miłości.

Przeczytałaś / przeczytałeś właśnie fragment książki Życie seksualne rodziców. Przeczytaj więcej!

Autor/ka: Zosia i Dawid Rzepeccy

terapeuci zajmujący się związkami i ich intymnym rozwojem, prywatnie partnerzy. W książce "Życie seksualne rodziców" opowiadają, jak mając dzieci, budować trwałe i szczęśliwe relacje. W swojej praktyce czerpią zarówno z mądrości Wschodu, jak i nowoczesnych form psychoterapii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *