Kategorie
Rodzina

Wszystko, co musimy wiedzieć o tym, jak powstają współczesne zabawki

Obecnie prawie cała światowa produkcja zabawek ma miejsce w Azji, w krajach rozwijających się, w większości w Chinach lub Tajlandii, które rywalizują o kontrakty z korporacjami, oferując inwestorom niespotykane w innych częściach świata ulgi, ignorowanie prawa pracy oraz mało restrykcyjne przepisy dotyczące ochrony środowiska

Wyobraźmy sobie przyszłość: listy do św. Mikołaja coraz bardziej się do siebie upodobniają. Spis marzeń kilkulatków zawiera większość gazetek z hipermarketów, które dzieci studiują wspólnie z rodzicami, a decyzja o wyborze prezentu pada po konsultacji w przedszkolu z kolegami, którzy czytali z rodzicami te same gazetki, a ci, którzy ulotek nie czytali, oglądali w tv reklamy tych samych produktów…

Pokoleniowe wspomnienia to bardzo ważne doświadczenie, buduje część odrębności generacji. Tymczasem od ponad 20 lat kolejne roczniki bawią się tymi samymi zabawkami. Z jedną różnicą: dla nas były one szczytem marzeń – dzisiaj są oczywistością, elementem niezbędnika, który ma w pokoju każde dziecko… Skąd to się bierze?

Masowa wyobraźnia

Rzeczy masowo posiadane są masowo produkowane. Każdej premierze nowego filmu lub książki towarzyszy wysyp produktów z wizerunkami bohaterów – na korytarzach szkolnych słychać okrzyki „też takie mam!” – oto praktyczne doświadczenie makdonaldyzacji dla najmłodszych. Każde przedsiębiorstwo może sobie kupić licencję na produkcję gadżetów filmowych – dzięki popularności bohatera masowej wyobraźni ma niemal pewność, że zabawki na pewno zostaną sprzedane. A pewności tej potrzebuje, ponieważ producenci zabawek uiszczają opłaty licencyjne sięgające 30% ich ceny detalicznej. Chyba jasne jest więc, że muszą zostać one wyprodukowane jak najmniejszym kosztem.

Około 25-30% wszystkich zabawek na rynku to produkty licencjonowane, przynoszące olbrzymie dochody gigantom z branży rozrywki. Właściciele marek są zaangażowani tylko w projektowanie i promocję, w produkcję nie – są tym samym zwolnieni z odpowiedzialności za to, w jakich warunkach wytwarzane są gadżety firmowane ich własnym logo. Tak system licencji i marketing zabijają ducha wynalazczości i twórczości.

Globalizacja w produkcji zabawek

Za większością gier stoją wielkie spółki lub korporacje, które już dawno kupiły mniejsze firmy. Duża koncentracja siły daje dużą władzę, i o to chodzi, ponieważ ten, kto ma władzę, dyktuje warunki.

Uwaga! Reklama do czytania

Życie seksualne rodziców

Wasz związek jest dla dziecka modelem. Buduj autentyczną relację.

Cud rodzicielstwa

Rodzicielstwo to nasza życiowa misja. Słuchajmy dzieci!

Tylko dobre książki dla dzieci i rodziców | Księgarnia Natuli

Na rynku zabawkarskim są trzy rodzaje potentatów: sprzedaży (np. właśnie otworzony w Polsce Tous’R’Us), rozrywki (np. Disney) oraz zabawek (Mattel, Hasbro). Potentaci sprzedaży decydują co i za ile będzie sprzedawane. Potentaci zabawek produkują to, co będzie sprzedawane – swoim zaopatrzeniowcom narzucają krótkie terminy dostaw dużych partii towaru. Potentaci rozrywki generują popyt, kreując sezonowe mody.

Jeśli przedsiębiorcy domagają się większych zysków, muszą się zmniejszyć koszty produkcji – najprostsze rozwiązanie to outsourcing, przeniesienie produkcji do kraju z niższym kosztem produkcji. Obecnie prawie cała produkcja zabawek ma zatem miejsce w Azji, w krajach rozwijających się, w większości w Chinach lub Tajlandii, które rywalizują o kontrakty z korporacjami, oferując inwestorom niespotykane w innych częściach świata ulgi, ignorowanie prawa pracy oraz mało restrykcyjne przepisy dotyczące ochrony środowiska.

Gdyby przedstawić światową branżę zabawkarską jako piramidę, na szczycie będą Stany Zjednoczone i Unia Europejska – tu projektowane są zabawki, kreowane marki, przygotowywane logotypy i prowadzone działania marketingowe. Zyski amerykańskich i europejskich firm, które się tym zajmują, wynoszą około 80% światowego obrotu. W środkowej części piramidy, ze względu na osiągany przychód, znaleźliby się pośrednicy, dostawcy i częściowo właściciele fabryk – z Honkongu, Korei, Tajwanu – a na samym dole byłyby kraje z niskimi kosztami produkcji, np. Chiny.

Koniec zabawy, czyli made in China

Chiny są wymarzonym miejscem do przeniesienia tam produkcji. Niezmierzone ilości taniej siły roboczej, bardzo nierestrykcyjne prawo dotyczące ochrony środowiska oraz brak niezależnych związków zawodowych. W jakich warunkach więc współcześnie powstają zabawki?

  • Długi czas pracy i niskie płace: przeciętny czas pracy chińskiej pracownicy (90% pracowników to kobiety – łatwo nimi zarządzać) wynosi 12-16 godzin dziennie 6-7 dni w tygodniu, w tym nadgodziny, za które wynagrodzenie bywa, że stanowi nawet połowę pensji. Chińskie prawo limituje nadgodziny, lecz prawo rzadko jest przestrzegane, zresztą wg słów członka zarządu jednej z korporacji produkujących w Chinach: Chińczycy chcą więcej pracować z chciwości. Nie wiąże on pracy ponad miarę z niskimi płacami. Gdy załoga nie wyrobi normy produkcyjnej, zmniejsza się wypłatę. Gdy ją wyrobi, zwiększa się… normę.
  • Brak umów o pracę: pracownicy nie dostają umów, potwierdzeń wypłaty, a dokumentacja często prowadzona jest przez pracodawców podwójnie: mają jedną wersję dla inspekcji pracy, drugą prawdziwa. Mimo że kadra kierownicza fabryk rażąco narusza chińskie przepisy, w oczach zagranicznych inspektorów zewnętrznych wszystkie standardy są przestrzegane.
  • Niebezpieczne warunki pracy: średnia temperatura na hali to 32-35 stopni Celsjusza. Pracownicy, zwykle bez przeszkolenia BHP, narażeni są na kontakt z niebezpiecznymi chemikaliami, ale nie są o tym informowani – bywa, że myślą, iż używają zwykłej wody. Skutkuje to wypadkami, również śmiertelnymi, oraz chorobami przewlekłymi.
  • Brak związków zawodowych: Niezależne związki zawodowe i rady pracownicze w państwie totalitarnym są nielegalne, pracownicy nie mają bezpiecznej przestrzeni do składania skarg, poza tym najczęściej nie mają wystarczającej wiedzy o swoich prawach i kodeksie postępowania firmy. Moim marzeniem jest, aby pracownicy w Chinach mogli założyć swoje niezależne związki zawodowe i walczyć o swoje prawa. Oficjalny związek zawodowy reprezentuje pracowników pozornie. Jeśli istnieje on w fabryce, na jego czele stoi najczęściej zaufany człowiek dyrektora lub pracownik działu personalnego – opowiada Debby Chan z organizacji Students and Scholars Against Corporate Misbehaviour (SACOM) z Hongkongu zajmującej się badaniem warunków pracy w fabrykach w południowych Chinach. Republika Chińska udaje, że problemu nie ma, kierując się pokrętną logiką: gdyby pracownikom było źle, przystąpiliby do związku, skoro tego nie robią, wszystko jest w porządku. Członek zarządu jednej z amerykańskich korporacji: Pracownicy mają nieskończoną ilość życzeń, więcej niż zleceniodawcy…
  • Zatrucie środowiska: w Shanzen w prowincji Guangong, gdzie jest produkowanych 80% zabawek na świecie, normy rtęci w wodzie są przekroczone o 280%. Ścieki z fabryk są wpuszczane w środku miasta do rzeki – nie reguluje tego żadne prawo, tymczasem w rzece powoli umiera wszelkie życie, a wraz z postępowaniem tego procesem w coraz gorszej sytuacji znajdują się mieszkańcy sąsiednich wsi, którzy jeszcze niedawno utrzymywali się z rybołówstwa. Właściciele fabryk całą odpowiedzialnością za zanieczyszczenia obwiniają zamawiających, natomiast wszyscy wciąż pozostają bezkarni.

Prawa pracownicze należą do praw człowieka, na co wskazują art. 23 i 24 Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka.

Życie seksualne rodziców

Zacznij świadomie budować swoją relację z partnerem

Jak zrozumieć się w rodzinie

Jak dostrzec potrzeby innych i być wysłuchanym

Tylko dobre książki dla dzieci i rodziców | Księgarnia Natuli

Nasz ruch

Co możemy zrobić?

Paradoksalnie niekupowanie chińskich produktów, pomijając już to, że graniczy to z cudem, nie jest dobrym rozwiązaniem, ponieważ brak pracy nie pomoże chińskim pracownikom. Masowe zrywanie kontraktów z fabrykami to czarny scenariusz – chodzi o utrzymanie stanowisk pracy przy jednoczesnej poprawie etyki pracy – także bojkot nie jest dobrą drogą. Chińscy pracownicy fabryk potrzebują zmiany systemowej – Debby Chan mówi, że Chińczycy zaczynają z coraz większą świadomością domagać się swoich praw. Pomagają im w tym organizacje takie jak SACOM, my możemy wspomóc te organizacje. Jak?

Debby Chan i Justyna Szambelan, koordynatorka akcji „Kupuj odpowiedzialnie zabawki”, mówią jednym głosem: Uczyńmy nasze oburzenie widzialnym i słyszalnym. Możemy wpływać na koncerny i wielkie marki, przyłączając się do zbiorowych petycji i listów. Piszmy do nich listy z pytaniami o warunki produkcji, o ich praktyki – w ten sposób pokażemy, ze widzimy, co się dzieje, że czuwamy.

Przede wszystkim powinniśmy się dzielić wiedzą, ponieważ korporacje dbają o swój wizerunek i przywiązują dużą wagę do sądów opinii publicznej. Jej poruszenie i zaniepokojenie aktywistów ma realny wpływ na działania podejmowane przez potentatów.

Wybór zabawek fair trade i wytwarzanych lokalnie również może pomóc uzmysłowić konkurencji to, że jeśli nie zmienią nieuczciwych praktyk, stracą zaufanie klientów, a zatem udziały w rynku.

I liczy się tu każdy głos i każda mała decyzja. Pamiętajmy o słowach Owidiusza: kropla drąży skałę nie siłą, lecz ciągłym spadaniem.
Bazowałam na: 1. informacjach Polskiej Zielonej Sieci, 2. danych liczbowych i wyliczeniach Debby Chan z hongkońskiej organizacji Students and Scholars Against Corporate Misbehaviour (SACOM) badającej warunki pracy w południowochińskich fabrykach, 3. relacji Yang Yu (pseudonim), pracownicy fabryki zabawek w Shanzen w południowych Chinach, która zdecydowała się przyjechać i opowiedzieć o problemach Chińczyków jako świadek.

Cytaty pochodzą z filmu „Fabryka świętego Mikołaja”, którego projekcja poprzedzała rozmowę z Debby Chan i Yang Yu podczas spotkania zorganizowanego przez Polską Zieloną Sieć 5 grudnia 2011 w Nowym Wspaniałym Świecie w Warszawie.

„Kupuj odpowiedzialnie zabawki” to część europejskiej kampanii „Stop Toying Around”, realizowanej przez Polską Zieloną Sieć z organizacjami z Austrii, Francji, Czech i Rumunii. Kampania ma zwiększyć świadomość konsumentów nt. łamania prawa przy produkcji zabawek i doprowadzić do poprawy sytuacji – nakłonić producentów zabawek do stosowania uczciwych praktyk.

Autor/ka: Agnieszka Mocarska

Lubi zmieniać miejsca zamieszkania, nie lubi rozmarynu, lubi początki i poniedziałki, pływa, biega, jeździ po mieście na rowerze i je chwasty. Z Gośką Ruszkowską, jedną z autorek DsW, prowadzi stronę miastozercy.pl, a poza tym redaktor naczelna ksiazkisawazne.pl.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.