NOWOŚĆ: Rozwój seksualny dzieci
| Zmuszanie i empatia nie idą ze sobą w parze. Jak rodzice mogą porozumieć się z nauczycielami?

Zmuszanie i empatia nie idą ze sobą w parze. Jak rodzice mogą porozumieć się z nauczycielami?

Z Lucyną Wieczorek – terapeutką, trenerką i pomysłodawczynią cyklu konferencji Empatyczna Polska rozmawia Ewa Tyralik ze Szkoły Trenerów Komunikacji Opartej na Empatii

Jesteś osobą, która na proces szkolny swojego dziecka patrzy nie tylko jako mama, ale również jako trenerka i szefowa szkoły trenerów empatii. Spotkałaś się z empatią w szkole?

Tak, oczywiście. Spotkałam się z empatią i z jej brakiem. Postrzegam nasze szkoły jako bardzo zróżnicowane, jeśli chodzi o dojrzałość nauczycieli i dyrekcji oraz rodziców. A w dojrzałości mieści się także zdolność do szeroko rozumianej empatii. I, niestety, nie ma to związku z deklaracjami.

Podam przykład, wiejska szkoła, czterdzieści kilometrów od Warszawy, zerówka. W klasie około dwadzieścioro dzieci rodziców o zróżnicowanym statusie materialnym i podejściu do wychowania. Pani wychowawczyni od początku uczy dzieci współpracy i tworzy poczucie, że każde dziecko jest ważne. Dzieci uczestniczą w tworzeniu kontraktu, który podpisują własną dłonią zanurzoną w farbie, siedzą w kręgu, rozmawiają, wspólnie tworzą klasę, dbają o pojawiające się w niej zwierzęta, śpiewają swoje imiona na powitanie. Mimo że system jest tradycyjny, udaje się zbudować bezpieczne środowisko dla tych konkretnych dzieci. Jednocześnie w tej samej szkole, w innej klasie, panuje dużo przemocy rówieśniczej, z którą szkoła nie do końca wie, jak sobie poradzić.

W innej szkole dużo się mówi o empatii, nauczyciele i uczniowie są „zmuszani” do szkoleń z tego zakresu – i to nie działa! Zmuszanie i empatia nie idą ze sobą w parze.

W jeszcze innej nikt nie mówi o empatii, ale kultura jest oparta na dialogu oraz partycypacji uczniów i nauczycieli w życiu szkoły. Bazuje na zaufaniu i uczeniu odpowiedzialności, nie na kontroli. Nauczyciele mają czas dla uczniów, są dostępni fizycznie i emocjonalnie, dużo słuchają. Są szczerzy.

Kiedy oglądam memy na Facebooku, taki jak ten ostatnio, gdy o drugiej w nocy rodzice dzwonią do nauczycielki, bo siedzą nad zadaniami, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że coś tu jest nie tak. Jakbyśmy my, rodzice i nauczyciele, stali po dwóch stronach barykady, a piłką w grze były dzieci. Jak Ty to widzisz?

Słyszę często opinie, że nauczyciele nie są zainteresowani swoim rozwojem. Przykładem są sytuacje ze szkoleń, na których pierwszym pytaniem jest pytanie o listę obecności, aby podpisać się i wyjść po przerwie kawowej. Inna sprawa to to, że część z tych osób od początku nie była zapytana, czy chce iść na dane szkolenie, a skoro nie ma potrzeby, to przychodzi, aby „zaliczyć”. Całkiem podobnie jak uczniowie.

Z drugiej strony jest ogromna grupa nauczycieli, którym zależy lub zależało i „się chce”, a która jest lub bywa sfrustrowana kontaktami z rodzicami, bo ich postawy są bardzo różne, od obojętności, przez wygórowane oczekiwania, po, niestety, różne formy przemocy. Jest więc wiele potencjalnych schematów, według których mogą przebiegać relacje rodziców i nauczycieli. Pytanie: „A co z dzieckiem?”, jest tutaj podstawowe. Niby wszyscy chcemy jego dobra – zarówno nauczyciele, jak i rodzice – ale jest oczywiste, że we współczesnym świecie rozumienie tego, co jest dobre dla dziecka, będzie zależało od perspektywy, z której patrzymy. I tutaj kłaniają się właśnie umiejętność komunikacji i empatii. Części konfliktów z całą pewnością dałoby się uniknąć, gdybyśmy częściej najpierw słuchali, następnie starali się zrozumieć, a dopiero potem poddawali ocenie daną sytuację. W praktyce najczęściej jest odwrotnie, najpierw wyrzucamy z siebie oceny, a potem staramy się uzasadnić sobie i innym, że są słuszne. Możemy tak postępować, ale to nie prowadzi do porozumienia.

Umiesz się dogadywać z nauczycielami? Jak to robisz?

Mam mały trening, chociaż moja córka jest już w liceum.

Kiedyś po jej powrocie z tegoż liceum rozmawiałyśmy o spotkaniach rodziców z nauczycielami. Usłyszałam wtedy mniej więcej coś takiego: “Ola powiedziała, że najgorsze w pracy w szkole są spotkania z rodzicami. Kiedy rodzic przychodzi do szkoły, to wiadomo, że przychodzi z problemem (pretensją)”. Ola to wychowawczyni (imię zmienione).
Kiedy to do mnie dotarło, poczułam smutek i pomyślałam, że rzeczywiście zawsze kiedy przychodziła mi do głowy myśl, aby iść do szkoły, to wiązała się z tym jakaś trudna informacja dla nauczyciela. Ostatecznie, zwykle po przemyśleniu, tego nie robiłam, ale dopiero po dziesięciu latach edukacji dziecka dotarło do mnie, że jest we mnie mało docenienia tego, co w szkole działa, i pracy poszczególnych nauczycieli. A części z nich jestem bardzo wdzięczna. Od tamtego czasu jestem w tym obszarze szczególnie wrażliwa, dobrze jest widzieć całość, wysłuchać, zrozumieć, a potem adekwatnie działać.

Długo szukałam szkoły dla mojej córki, ale znalazłam taką, która w bardzo dużym stopniu spełnia moje marzenia o edukacji dziecka. Ma różne wady, ale nieustannie świętuję, że moje dziecko lubi chodzić do szkoły, lubi i szanuje swoich nauczycieli, chociaż mówi im po imieniu. Niezwykle dojrzewa. Jest bardzo wrażliwa społecznie, pełna inspiracji. I dostaje to od nieznanych mi osób, z którymi spędza wiele godzin w tygodniu. Jestem wdzięczna, że są tacy nauczyciele – osoby, że jest takie miejsce. To cudowne uczucie móc ufać nauczycielom. Teraz tego doświadczam.

Czego jako rodzicie „powinniśmy” wymagać od nauczycieli naszych dzieci? Czy w ogóle „wymagać” jest tu dobrym słowem?

Możemy wymagać w takim sensie, o jakim się mówi, zawierając umowę o pracę. Nauczyciel zawiera umowę i zgadza się w zamian za określone wynagrodzenie wykonywać określoną pracę. Ale to jest oczywiście opis obiektywny, opis stanowiska pracy: nauczyciel matematyki będzie podobny w różnych szkołach, ale wszyscy doskonale wiemy, że dopiero osoba, która tę rolę podejmie, napełnia ją sobą. I to osoba, a nie stanowisko, będzie budowała relacje z naszymi dziećmi i z nami. Stanowisko lepiej lub gorzej zrealizuje program nauczania.

Jest taki model funkcjonowania ludzi w organizacjach, autorstwa Johna Shereera – „nad wodą i pod wodą”. Mówi on o tym, że struktura organizacji, np. firmy czy szkoły, składa się z tak zwanych elementów twardych, jak opisy procesów czy opisy stanowisk, to jest coś, do czego łatwo mamy dostęp i łatwo możemy to kontrolować oraz usprawniać np. reformą oświaty. To jest ta część, która jest „nad wodą”. To jednak czubek góry lodowej. Życie organizacji to przepływ tego, co „pod wodą”, czyli emocji, postaw, relacji interpersonalnych w ramach ram, stworzonych „nad wodą”.

Odpowiadając na Twoje pytanie, „możemy sobie wymagać”, odnosząc się do tego, co jest „nad wodą”, ale jeśli chcemy dobra dziecka, rozwoju szkoły, współpracy, to potrzebujemy sięgnąć głębiej i zadbać o jakość relacji i komunikacji w szkole i jej otoczeniu.

Możemy też odnosząc się do tego modelu, o ile mamy taki wybór, szukać dla naszego dziecka takiej szkoły, w której jest duża spójność tego, co się deklaruje, z tym, co się robi, i takich nauczycieli, wobec których mamy odczucie, że to właściwa osoba na właściwym miejscu. Takich ludzi nie zepsuje żadna reforma, będą zmuszeni dostosować się w ramach stanowiska do takich czy innych wymogów i może być im z tym trudno, ale pozostaną jako osoby tym, kim są, a to jest kluczowe z punktu widzenia potrzeb rozwojowych naszych dzieci.

Co, jako rodzice, możemy dać nauczycielom?

Wspierajmy nauczycieli. Doceniajmy ich wkład. Każda osoba potrzebuje być widziana w tym, co robi. Widzieć sens i mieć informację zwrotną, szczerą, płynącą z serca, a nie wymuszone laurki na akademii. Jeśli coś jest dla nas naprawdę trudne, rozmawiajmy, ale pamiętajmy, że rozmowa to po pierwsze słuchanie, przestrzeń na uczucia i zrozumienie. Zostawmy szybkie oceny, powinności za drzwiami. Z tego może wyniknąć zbliżenie stanowisk i nowe rozwiązania realne dla każdej ze stron.

A co, jeśli komunikacja ze szkołą nie wychodzi. Przykładowo nasze dziecko jest ofiarą przemocy szkolnej, rozmawiamy z dyrekcją, która nie widzi powodu, aby spotkać się z rodzicami wszystkich dzieci, które brały udział w sytuacji, nauczycielka unika rozmów albo krzyczy na dzieci, że nie wolno bić innych i tyle?

No cóż… niestety, tak jak mówiłam wcześniej, jest to temat dojrzałości nauczycieli i rodziców i pewnie w jakimś stopniu uwikłań systemowych. Temat o tyle trudny, że reagować trzeba już. Nie możemy akceptować przemocy jako sposobu radzenia sobie z emocjami, a jednocześnie, z tego, co mówisz, ani dyrekcja, ani nauczycielka nie mają zasobów, aby bez przemocy rozwiązać ten problem. Niestety, wielu nauczycieli, którzy stosują w nauczaniu kary i przemoc werbalną, z całą pewnością nie wierzy, że można inaczej i nie umie budować autorytetu bez przemocy. W takiej sytuacji potrzebna jest zmiana i systemowa (skuteczny system reagowania na przemoc i profilaktyka przemocy),  i kulturowa (wsparcie zespołu poprzez treningi nowych umiejętności lub zaproszenie do zespołu osób z odpowiednimi zasobami). Jak łatwo sobie to wyobrazić, taki proces trwa.

To, co możemy zrobić doraźnie, to poszukać wsparcia w innych osobach w szkole: pedagog, psycholog, rozmowy z rodzicami na własną rękę, może rozmowa w radzie rodziców? Dodatkowo, na pewno rozmowa z dzieckiem i wsparcie dziecka w radzeniu sobie z tą sytuacją. Na pewno nie możemy tego zostawić, ale dobrze jest też nie eskalować napięcia, bo to odłoży w czasie znalezienie rozwiązania. Niestety czasem najszybszym rozwiązaniem jest zmiana klasy lub szkoły.

Czy rodzice mogą sobie pomagać nawzajem i w czym?

Myślę, że dobrze by było, aby rodzice wzmacniali się konstruktywnie, czyli nie tylko „nakręcali się”, mówiąc o tym, co nauczyciele robią nie tak, ale raczej wspierali dialog. Czasem osoba niezwiązana z daną sytuacją bezpośrednio może mieć mniej emocji i łatwiej jej będzie przeprowadzić rozmowę, dostrzec kilka perspektyw. Możemy też dzielić się dobrymi praktykami z innych klas czy szkół. Rozmawiajmy, słuchając. Uczmy się od siebie i wzmacniajmy w chwilach kryzysu. Szybkie ocenianie i nakręcanie się zostawmy przed szkołą.

 

 


Ewa Tyralik

Odwiedź stronę autorki/autora:




Książeczki Pucio – zabawy logopedyczne dla najmłodszych

Książki wspierające wszechstronny rozwój najmłodszych dzieci

Naprawdę przeciwsłoneczne okulary dla dzieci (Real Kids Shades)

Poronienie to strata, która zasługuje na żałobę

Juul na poniedziałek, cz. 103 – Zadaniem nauczycieli jest przewodzić w dialogu z uczniami i rodzicami

W jaki sposób technologia może wspierać edukację?

Przejdz do: