| Życzliwość to coś więcej niż bycie miłym – to wewnętrzna postawa, filozofia życia

Życzliwość to coś więcej niż bycie miłym – to wewnętrzna postawa, filozofia życia

Autentycznej życzliwości nie można kupić, można jej doświadczyć. Życzliwości nie trzeba uczyć, wystarczy ją okazywać. Każdego dnia w domu, w sklepie, na ulicy... Uśmiech, filiżanka ciepłej herbaty, otwarcie mamie z wózkiem drzwi do sklepu to mało, a zarazem tak wiele. Dlaczego warto pielęgnować życzliwość? Jaka jest jej niesamowita siła?

Czym jest życzliwość?

Życzliwość kojarzy się najczęściej z byciem miłym. To drobne gesty, uprzejmość, serdeczność – okazywane spontanicznie i dobrowolnie.

Często jednak życzliwość to coś więcej niż bycie miłym. To wewnętrzna postawa, filozofia życia. Cechuje ludzi, którym zależy na dobrostanie innych. Wyróżniają się oni dobrą wolą i gotowością niesienia pomocy. Z radością dbają o potrzeby innych ludzi. To dla nich zupełnie naturalna postawa, odczuwana na kilku płaszczyznach:

  • mentalnej,
  • werbalnej i niewerbalnej,
  • aktywnościowej.

Ta ostatnia jest chyba najłatwiejsza do rozpoznania, uwidacznia się w czynach podejmowanych dla kogoś, także dla własnych dzieci: w podaniu upuszczonej zabawki, powrocie do kina w poszukiwaniu zgubionej przytulanki, przygotowaniu na śniadanie ulubionych naleśników.

Również w sferze werbalnej i niewerbalnej mamy mnóstwo okazji, by wyrazić naszą życzliwość lub jej brak. Decyduje o tym nasz ton głosu, dobór słów i gestów. Nie bez znaczenia jest sposób, w jaki mówimy o innych ludziach podczas ich nieobecności, także przy dzieciach.

To, co myślimy o innych, o świecie, o sobie samym, o życiu jest odzwierciedlane przez nasz język, nasz sposób bycia. Życzliwe nastawienie wpływa na to, czy widzimy w drugim wroga czy przyjaciela. Czy jesteśmy przekonani, że zrobił coś nam na przekór, na złość czy przez przypadek, bez złej intencji? A może wierzymy, że lepiej zawsze liczyć na siebie samego niż polegać na drugim? Życzliwość pomaga także otwierać nasze serca.

Skąd ta życzliwość?

Jak zwykle z domu. Nasze rodzinne doświadczenie ma ogromne znaczenie dla praktykowania życzliwości. Jedni z nas mieli więcej szczęścia i od niemowlęctwa nasiąkali ciepłą i serdeczną atmosferą. Ci życzliwość mają we krwi i jak pokazuje doświadczenie ich dzieci także.

Inni mogli tej życzliwości zaznać mniej, może jej miejsce częściej zajmowała sprawiedliwość po równo dzielimy obowiązki, jak ty zrobisz coś dla mnie, to ja dla ciebie, dzisiaj twoja kolej itd. Dla tych osób życzliwość będzie pewną lekcją do nadrobienia. I choć początki mogą się wydawać trudne, z czasem okaże się, że dawne schematy ustąpiły miejsca nowym nawykom.

Dobrą okazją do zmiany jest pojawienie się na świecie potomstwa wspólnie odkrywamy wówczas ścieżki życzliwości. W ten sposób wyrażamy troskę o innych, ale także i o samych siebie.

Brak życzliwości wobec siebie

Zdarza się, że nasze doświadczenie z dzieciństwa może wiązać się z jeszcze innego rodzaju trudnością w praktykowaniu życzliwości. Bo być może widzieliśmy życzliwość okazywaną innym, ale nikt nam nie pokazał, że równie ważne jak troska o innych jest dbanie o siebie.

Ta ostatnia postawa nie jest zbyt często spotykana we współczesnym świecie, bo z pokolenia na pokolenie słyszymy ten sam przekaz, że owszem życzliwość jest mile widziana, ale w relacjach z innymi, że o innych powinniśmy się troszczyć, ale o siebie – niekoniecznie.

Przekonanie takie ma swoje źródło w obawie przed posądzeniem nas o egoizm. Kiedy słyszymy: „Zadbaj o siebie, bądź dla siebie dobry, życzliwy”zapala się nam czerwona lampka z informacją: „Uważaj, bo to egoizm, a egoizm to samo zło”. Takie myślenie nie zachęca do praktykowanie życzliwości wobec samego siebie.

Co to oznacza w praktyce?

Jesteśmy bardziej skłonni do samokrytyki, surowo oceniamy się za wszelkie potknięcia, mamy do siebie sporo pretensji o wybory, które okazały się nie do końca trafne. Obwiniamy się za brak działań i opieszałość albo przeciwnie – za nieprzemyślane i pochopnie podjęte decyzje. Co wieczór obiecujemy sobie lepsze wykorzystanie czasu w kolejnym dniu, realizację powziętych planów, życie życiem innym niż dotychczasowym. Nie jesteśmy wystarczająco dobrzy i mamy jeszcze być dla siebie życzliwi? Wierzymy, że tylko wytykanie sobie błędów zmotywuje nas do zmiany i ten sam model stosujemy wobec naszych dzieci.

Jakie są skutki?

  • coraz mniejsza energia do podejmowania wysiłku,
  • niska samoocena,
  • brak wiary w możliwość zmiany,
  • wypieranie i ukrywanie trudnych emocji (złość, rozczarowanie, smutek), nieakceptowanych społecznie,
  • pesymizm,
  • obniżony nastrój,
  • niepokój.

Stare powiedzenie o tym, że z pustego i Salomon nie naleje nie przywraca nam właściwej perspektywy – skoro nie jestem życzliwy wobec siebie, trudniej mi o życzliwość wobec innych. Permanentne niezadowolenie rodzi frustrację i zgorzknienie. Takie nastawienie nie uwalnia pokładów życzliwości wobec świata i ludzi.

Co więcej nasze dzieci powielają ten wzorzec i same także nie potrafią siebie traktować z delikatnością. One również bywają mniej życzliwe wobec innych, bo przecież to nie nasze słowa, ale czyny są najlepszym nauczycielem, zgodnie ze słowami Konfucjusza:

Powiedz mi, a zapomnę, pokaż mi, a zapamiętam, pozwól mi zrobić, a zrozumiem”.

W stronę życzliwości

Czym zastąpić surowe traktowanie siebie, a czasem także bliskich? Co warto praktykować, by życzliwość była częstym gościem w naszym domu, a nawet jednym z domowników?

Według badań amerykańskich uczonych, na życzliwość składają się:

1. Empatia

W Porozumieniu bez Przemocy mówi się wiele o empatii, także wobec samego siebie.

Jeśli potrafimy zrozumieć siebie, z autentycznym zaciekawieniem poszukiwać potrzeb ukrytych za działaniem, które wybieramy, jeżeli z łagodnością umiemy podejść do wybranych strategii, mimo że z perspektywy czasu wolelibyśmy wybrać coś innego, wzrasta szansa na to, że z większą życzliwością popatrzymy na drugiego człowieka – też poszukującego, potykającego się, czasem zdezorientowanego. A szczególnie na tego małego, który przede wszystkim potrzebuje życzliwego wsparcia i towarzyszenia mu na drodze do dojrzałości.

2. Współczucie wobec samego siebie (self-compassion)

Jeśli przestaniemy współczucie dla siebie utożsamiać z pobłażaniem sobie czy usprawiedliwianiem się, zaczniemy dostrzegać, że w wielu sytuacjach dawaliśmy tyle, na ile pozwalały nam trzy czynniki: środowisko (w którym się znajdowaliśmy – wspierające nas lub nie), środki (którymi dysponowaliśmy, czyli zasób cierpliwości, wyrozumiałości, spokoju itp.) i świadomość (tego, co się dzieje z nami i z innymi).

Zauważymy, że stawianie sobie poprzeczki jeszcze wyżej bywa wręcz nieludzkie. Dostrzeżemy dzięki temu, że nasze dzieci, nasz partner czy przyjaciel nie uchylają się od odpowiedzialności, nie są nieobowiązkowi czy nierzetelni. Łatwiej wówczas przestać wymagać od nich więcej i więcej, bo same wymagania nie przekładają się na efekty.

Emma Seppälä w swojej książce „Droga do szczęścia” pisze, że „postawa samowspółczucia pozwala nam utrzymać spokój umysłu i tym samym zachować naszą energię”. Autorka dodaje, że „pozostając spokojnymi i pełnymi rozumienia w obliczu odrzucenia, porażki lub krytyki, rozwijamy opanowanie, siłę i stabilność emocjonalną, które z kolei prowadzą do wyższej jakości życia, zwiększają produktywność i naszą skuteczność”.

Samowspółczucie rodzi wewnętrzny spokój, a przywrócona równowaga owocuje w wielu sferach naszego życia.

3. Zdolność do troskliwego dbania o siebie

Szczególnie w tych momentach, kiedy przeżywamy ból czy porażkę, warto być opiekuńczym wobec siebie. Pomyśleć o regeneracji sił, zrobić coś, co sprawia nam przyjemność, zrezygnować z części obowiązków i poprosić kogoś o pomoc albo pobyć sam na sam w ciszy.

Emma Seppälä podkreśla, że troska o siebie nie oznacza, że przestajemy pracować i rezygnujemy z osiągnięcia sukcesu. Troska ta staje się fundamentem kształtowania wewnętrznej siły. Uczymy się postrzegać porażki jako okazję do rozwoju, nie zaś jako bolesne oznaki naszej życiowej nieudolności. Troszcząc się o swoje zasoby, o swój emocjonalny dobrostan, szukając równowagi między dawaniem i braniem, będziemy w stanie z prawdziwą troską i czułością, a nie tylko z poczucia obowiązku zajmować się naszymi bliskimi, także wtedy, gdy oni będą przeżywać trudne momenty.

4. Uważność (mindfulness)

To widzenie rzeczy takimi, jakimi są – bez wyolbrzymiania ich czy ignorowania.

Pomaga dostrzec różne myśli i emocje, także te trudne, bez konieczności panicznego ich wyciszania lub nadmiernego identyfikowania się z nimi. Dzięki niej potrafimy pozwolić sobie na doświadczanie różnych emocji, akceptowanie ich i przyjmowanie ze świadomością przemijalności. Ta umiejętność pomaga przyjmować z równowagą także różne stany uczuciowe naszych dzieci. Jako rodzice modelujemy ich reakcje i oddziałujemy na kształtowanie się ich dojrzałej sfery emocjonalnej.

5. Wdzięczność

Być wdzięcznym za to, co mam, czego doświadczam, z czym się zmagam… Umieć docenić i wyrazić wdzięczność wobec siebie i innych – to nie lada wyzwanie.

Liv Larsson nazywa wdzięczność „najtańszym biletem do szczęścia” – docenianie tego, gdzie jestem, kim jestem, co mam czy czego nie mam pomaga cieszyć się życiem. Praktykowanie wdzięczności przynosi zarówno natychmiastowe, jak i długofalowe owoce – wzrasta nasze poczucie dobrostanu i satysfakcja z życia, takiego, jakim jest.

Nauczmy się dziękować sobie i naszym bliskim – za codzienne zwykłe cuda: przygotowane śniadanie, posegregowane ubrania do prania, popołudnie z książką.

Wdzięczność niemal automatycznie nastraja nas życzliwością. Jednocześnie praktykę wdzięczności niejako w spadku otrzymują nasze dzieci. To cenny dar szczególnie teraz – w czasach triumfującego konsumpcjonizmu.

Od czego zacząć praktykowanie życzliwości?

  • Od dobrych życzeń dla siebie samego. Gdy czujemy niepokój, życzmy sobie spokoju, w chorobie – zdrowia, w bólu – sił, w rozpaczy – nadziei.
  • Przed wyjściem z domu życzmy naszym dzieciom dobrego dnia, dobrej zabawy przed spotkaniem z przyjaciółmi, dobrego wspólnego czasu.

Dobre myśli, dobre słowa wpływają na budowanie życzliwej atmosfery i nasze postrzeganie świata. Zasiewajmy je w sobie i w naszych dzieciach. Pielęgnujmy dobre intencje i tylko takie starajmy się przypisywać innym ludziom. Taką postawę wzmacniajmy też w naszych dzieci, bo przecież ani nam, ani im podejrzewanie ludzi o złe zamiary nie przyniesie nic dobrego we wzajemnych relacjach i nastawieniu do świata.

Wewnętrzny dialog

Brené Brown w swojej książce „Rosnąc w siłę” pisze o wewnętrznych opowieściach, które snujemy na podstawie własnych przeżyć i doświadczeń i w oparciu o które kształtujemy obraz samego siebie i innych:

„Wchodzenie we własne bolesne historie przypomina poruszanie się po mrocznej jaskini. Może się wydawać niebezpieczne i budzić złe przeczucia, a w ostatecznej konfrontacji stajemy twarzą w twarz z samym sobą. Najtrudniejszą częścią historii jest to, co sami do niej wnosimy: nasze wyobrażenia o tym, kim jesteśmy i jak nas postrzegają inni. Zgadza się, być może straciliśmy pracę albo zawaliliśmy projekt, ale o bolesności historii decyduje to, co sami myślimy o własnej wartości” – pisze Brown.

Dlatego badaczka zachęca do tego, byśmy nasze wewnętrzne rozmowy ze sobą prowadzili tak jak z przyjacielem, człowiekiem nam bliskim, kochanym, któremu dobrze życzymy, którego chcemy wspierać i o którego chcemy dbać. Co nam daje prowadzenie dialogu w taki serdeczny sposób?

Korzyści jest kilka:

  1. Zauważamy niewspierające, karzące myśli i mamy szansę sukcesywnie je eliminować („Jaką myśl, w którą uwierzyłam, spowodowała, że tak źle się czuję?”).
  2. Podejmujemy świadomą decyzję, jakim myślom chcemy wierzyć („Które myśli mnie wspierają?”).
  3. Trudne doświadczenia postrzegamy jako część życia („Cierpienie jest częścią ludzkiego doświadczenia, nie jestem sam/sama. Co mogę teraz zrobić dla siebie? Czego potrzebuję?”).
  4. Przestając rozpamiętywać błędy przeszłości, obniżamy poziom napięcia i stresu („Obniżam poziom kortyzolu w mózgu, życzliwość wobec siebie może wyzwalać oksytocynę, hormon związany z dobrym samopoczuciem”).
  5. Podejmujemy decyzję o zmianie życia, która jest wyrazem troski o siebie.

Takiej wewnętrznej refleksji możemy uczyć nasze dzieci. Wzmacniamy w ten sposób ich samoakceptację, poczucie wartości, wspieramy ich sympatię do siebie samych. To niezwykle istotne, by miały pozytywny obraz swojej osoby. Łatwiej wtedy o wewnętrzny spokój, radość, umiejętność wybaczania sobie – składowe dobrego życia.

Życzliwość w drodze do szczęścia

Jak potwierdzają badania, działanie na rzecz dobrostanu innych ludzi, dostrzeganie przejawów życzliwości w ich zachowaniu ma pozytywny wpływ na poziom naszego zdrowia psychicznego. Dzięki życzliwości zmniejszają się objawy depresyjne, wzrasta subiektywne odczuwanie szczęścia i satysfakcji z życia. Ma ona wpływa na kształtowanie się pozytywnych relacji z samym sobą i z innymi. To niezwykle ważne, by wspierać taką postawę u dzieci. Być może sami w ten sposób będziemy uczyli się okazywania codziennej życzliwości.

Życzliwość działa jak kojący balsam:

  • łagodzi reakcje,
  • wycisza emocje,
  • koi smutek,
  • przyjmuje złość,
  • daje wytchnienie od słów pełnych krytyki,
  • czyni łagodniejszym…

Wszyscy razem – rodzice i dzieci – przyczyniamy się do budowania przyjaznej i bezpiecznej atmosfery. Dzieci rosną w przekonaniu, że w domu zawsze zostaną przyjęte z życzliwością, serdecznością i ciepłem. Gdy wraca się ze „świata” (przedszkola, szkoły, pracy), dobrze mieć taki bezpieczny ląd, gdzie można być wysłuchanym, przyjętym z tym, z czym się wraca: smutkiem, radością, frustracją złością, żalem, zmęczeniem.

Życzliwość jest jednym z języków miłości

Jedni mają naturalny dar do nauki i niewiele wysiłku wkładają w opanowanie najpotrzebniejszych zwrotów i gestów, innym potrzeba więcej ćwiczeń i powtórzeń. Jednak i jedni, i drudzy dość szybko doświadczają dobroczynnego wpływu życzliwości – zarówno na ich własne życie, jak i życie ich dzieci. Czym skorupka za młodu nasiąknie…

Niejednokrotnie obserwujemy zjawisko przejmowanie emocji od innych ludzi – niejako zarażamy się ich uczuciami – współodczuwamy, gdy cierpią lub się boją, przeżywamy razem z nimi wzruszenie lub radość albo wciągamy się w ich irytację czy złość. Dobrze widać to także u dzieci – mimo że czasem staramy się ukryć przed nimi pewne emocje, jak przy rozstaniu pierwszego dnia w przedszkolu, one i tak potrafią je wykryć, niczym mentalny odbiornik wi-fi.

Rodzice mają ogromną szansę na wspieranie u swoich dzieci postawy życzliwości poprzez codzienne jej praktykowanie. Dzieci, które obserwują życzliwe zachowania rodziców wobec siebie nawzajem i wobec nich samych, mają większą tendencję do podejmowania podobnych zachowań. Doświadczając od najmłodszych lat empatii, dobrej woli ze strony bliskich, wzajemnej troski i szacunku, dzieci chłoną życzliwą atmosferę, która staje się dla nich naturalnym stanem.

W świecie ludzi życzliwych żyje się znacznie lepiej. Osoby uważne na swoje uczucia i potrzeby, serdeczne, uśmiechnięte i wdzięczne budują autentyczne i bliskie relacje. Praktykując życzliwość, modelują postawę swoich dzieci i przyczyniają się do budowania przez nie lepszego świata.

„Wrażliwe słowo, czuły dotyk wystarczą”, czasem wystarczy nawet spojrzenie, uśmiech czy nieoceniające milczenie.


Ewelina Adamczyk

Córka, żona, mama, pedagog. Współzałożycielka śląskiej Wioski Rodziców, współorganizatorka pierwszej na Śląsku Konferencji Empatii, uczestniczka wielu warsztatów z Porozumienia bez Przemocy, empatyczna opiekunka dzieci na rodzinnych obozach Inkubatora Empatii, wytrwale praktykująca i pogłębiająca język żyrafy. Głęboko przekonana, że dzięki niemu możliwa jest autentyczna i bliska relacja.
Odwiedź stronę autorki/autora:




Książeczki Pucio – zabawy logopedyczne dla najmłodszych

Książki wspierające wszechstronny rozwój najmłodszych dzieci od wydawnictwa Tekturka

Naprawdę przeciwsłoneczne okulary dla dzieci (Real Kids Shades)

3 niecodzienne sposoby na owoce w diecie dziecka

Juul na poniedziałek, cz. 85 – Przychodzi taki czas, kiedy rodzic powinien odpuścić

Ile kosztuje wegetarianizm i weganizm?

Przejdz do: