Czy chusta może zastąpić wózek?
| Czy chusta może zastąpić wózek?

Czy chusta może zastąpić wózek?

Są mamy, które wożą dzieci w wózkach, są takie, które oprócz wożenia w wózkach używają też chusty, są wreszcie mamy, które noszą w chustach i nosidłach, a wózka nie mają. Czy tak się da? Czy to wygodne? Czy to nie za duże poświęcenie „dla idei”?

Ja sama jestem mamą „bezwózkową”. Przy pierwszym dziecku nie w 100%, bo jeszcze w ciąży kupiłam wózek i z utęsknieniem czekałam, kiedy będę mogła spacerować po osiedlu popychając przed sobą pojazd ze smacznie śpiącą córeczką. Rzeczywistość zweryfikowała mój pomysł na funkcjonowanie z dzieckiem – córa nie chciała w wózku spać, ja się źle czułam mając ja daleko od siebie, a krakowski Ruczaj okazał się być osiedlem z mnóstwem barier architektonicznych. Tak oto stałam się chustomamą bez wózka, bo okazało się, że w chuście wygodniej, cieplej, bezpieczniej, a wózek się kurzy – sprzedaliśmy go więc.

No i jak to jest żyć bez wózka?

Moim zdaniem lepiej – do podróżowania z chustą nie potrzeba wymieniać samochodu na taki, który zmieści wózek i przynajmniej jedną małą walizkę. Możecie powiedzieć, że nie trzeba wózka, wystarczy stelaż i fotelik samochodowy – proponuję zapytać fizjoterapeuty o spacerowanie z dzieckiem zamontowanym w foteliku samochodowym (znani mi specjaliści w tej dziedzinie uczulają, że fotelik jest przeznaczony do wożenia dzieci w samochodzie, a nie do spacerów, ponieważ ogranicza ruchy, wymusza specyficzną pozycję, a to z kolei może powodować kłopoty z prawidłowym rozwojem). Co więcej, pozostały bagaż, który zabieramy ze sobą w podróże bliskie i dalekie, możemy „odchudzić” o kocyk, poduszeczkę, osłonkę do karmienia, hamak czy huśtawkę – to wszystko może nam zastąpić chusta.

Idąc dalej, a w zasadzie wracając do tego, o czym wspomniałam wcześniej, wózek napotyka na swojej drodze mnóstwo architektonicznych barier – wysokie krawężniki, schody i schodki, zbyt strome podjazdy, za wąskie drzwi, itd. Nie wspominając o źle zaparkowanych samochodach, które zmuszają mamy do omijania ich ulicą, bo chodnikiem przejść się nie da… A co z pójściem do lasu, w góry, na plażę? Z chustą to żaden problem, trzeba tylko mieć dobre buty, a z wózkiem – w zasadzie niemożliwe. Do tramwaju czy autobusu też łatwiej wsiąść z dzieckiem w chuście niż w wózku.

Jeszcze jedna sytuacja – miejsca gwarne, zatłoczone, głośne, w których nasze szkraby są narażone na dużą ilość bodźców. Dopóki są w chuście czy nosidle – na rodzicu – w momencie nadmiaru wrażeń mogą się do nas przytulić i po prostu zasnąć (rodzic daje poczucie bezpieczeństwa), w wózku mogą się co najwyżej rozpłakać.

Również ubieranie dziecka do chusty jest z mojego punktu widzenia łatwiejsze – nie muszę się martwić o to, że maluch zmarznie lub się przegrzeje, bo następuje wymiana cieplna między ciałem noszonego i noszącego. W wózku maluch z niedoskonałym mechanizmem termoregulacji musi sobie radzić sam.

Zwolennicy wózków mogą zapytać: co robić, kiedy jest ślisko? Odpowiem: ubrać dobre buty, mieć wolne ręce i wybierać bezpieczne przejścia. Jak zwykle przydaje się zdrowy rozsądek – jeśli jest gołoledź, a ja nie mam naglącej konieczności załatwienia spraw poza domem, nie wychodzę z dzieckiem ani w chuście, ani w wózku – wózek w ekstremalnych sytuacjach też nie daje się pewnie prowadzić (śliski i zaśnieżony chodnik to wróg mamy wózkowej!).

Reasumując, da się bez wózka. Jest wygodnie

Moim zdaniem nie wymaga to poświęceń, tylko innych mechanizmów funkcjonowania niż w sytuacji, kiedy mamy wózek. Wiem, że wiele mam jako argument za wózkiem używa tego, że można wrzucić zakupy do kosza pod wózkiem. Ja zakupy nosiłam w plecaku (dopóki nosiłam dzieci z przodu), a później kupiłam torbę na kółkach. Nigdy również nie nosiliśmy na spacery torby zabawek – można się bez nich obejść. Kiedy dzieciaki chciały coś ze sobą zabrać, wiedziały, że łopatkę i wiaderko muszą donieść same do piaskownicy.

Chusta, chusta plus wózek albo sam wózek to różne możliwości funkcjonowania z dzieckiem. W moim przypadku najlepiej sprawdziła się chusta, niezależnie od okoliczności – nie miałam potrzeby kupowania wózka. Wiem, że są mamy chustowe, znające i stosujące idee rodzicielstwa bliskości, które wózki mają – to ich wybór. Są też mamy wózkowe, które nie noszą, ale za to dają swoim dzieciom bliskość na różne inne sposoby – masaże, przytulanki, wspólne spanie – to też ich wybór. W tej kwestii, jak i we wszystkich innych, namawiam do słuchania siebie, swojego instynktu i dziecka. Mnie mój macierzyński instynkt podpowiedział, że dobrze jest mieć dziecko blisko siebie, a obserwacja to potwierdziła. Do tego doszły argumenty przytoczone wyżej. Dla kolejnego maluszka też nie mamy wózka.

Foto: flikr.com/leticiamaria

Więcej dobrych artykułów? Kliknij lajk

Wanda Hałuniewicz

Szczęśliwa żona i mama dwójki dzieci, do których wkrótce dołączy trzecie ;) Propagatorka zdrowego stylu życia – powrotu do tego, co proste i naturalne. Swoje miejsce znalazła na wsi, w starym domu otoczonym sadem.Certyfikowany Doradca Noszenia w chustach i nosidłach miękkich Szkoły Noszenia ClauWi® z kilkuletnim doświadczeniem w pracy grupowej i indywidualnej z rodzicami i małymi dziećmi. Założycielka Rodzinka, w którym organizuje spotkania i warsztaty dla przyszłych rodziców i rodziców małych dzieci, w szczególności dla mam.
Odwiedź stronę autorki/autora: http://www.pasiata.pl/




Książeczki Pucio – zabawy logopedyczne dla najmłodszych

Książki wspierające wszechstronny rozwój najmłodszych dzieci od wydawnictwa Tekturka

Naprawdę przeciwsłoneczne okulary dla dzieci (Real Kids Shades)

„Każda zmiana, jakiej dokonamy w sobie, przekłada się na świat zewnętrzny”. Rozmowa z Aleksandrą Bagińską i Joanną Nowicką

Nowe technologie mają zły wpływ na rozwój dzieci do drugiego roku życia!

Jesienne drugie śniadanie dla dziecka – co dobrego spakować do plecaka?

Przejdz do: