Dlaczego warto rozmawiać przy jedzeniu?
| Dlaczego warto rozmawiać przy jedzeniu?

Dlaczego warto rozmawiać przy jedzeniu?

Wyobraźcie sobie udane przyjęcie. Widzicie ludzi sztywno siedzących w milczeniu czy raczej roześmianych, rozluźnionych, zagadanych? W języku hiszpańskim istnieje osobne słowo – „sobremesa” – oznaczające spotkanie przy stole, kiedy jesteśmy już najedzeni i cieszymy się dalszym byciem razem, wspólną obecnością. Czy nie z tym kojarzy się nam dobrostan?

Z przyjaciółmi, z bliskością, byciem razem i rozmawianiem. Wspólne przyrządzanie posiłków, śmiechy, dźwięk sztućców i rozmowy – czy to nie ideał wspólnoty? A jak jest na co dzień w naszych domach?

Czy nasza rodzina to wspólnota bliskich sobie ludzi czy raczej grupa zmuszona być razem, żeby przetrwać? Czy kiedy nasze dzieci dorosną, będą z chęcią nas odwiedzały? Co sprawia, że mamy ochotę przebywać z niektórymi ludźmi i odwiedziny w ich domach to święto, a w innych czujemy niepokój czy lekki skurcz żołądka? Co to jest ta słynna dobra atmosfera? Jesper Juul uważa, że jednymi z najważniejszych miejsc w naszych domach są kuchnia i jadalnia. A jego apel brzmi: „Koniec ze stresem przy jedzeniu!”.

Kultura rodziny

Niezależnie od epoki i szerokości geograficznej jemy wszyscy. Jedni mało, inni zbyt wiele, jedni z obowiązku, inni z rozkoszą. Łączy nas jednak konieczność codziennego przyjmowania pokarmów. Możemy to wykorzystać i postanowić, że stół będzie tym miejscem, które umacnia więzi między nami. Kiedy zaś powtarzamy coś codziennie, tworzymy dobre dla nas rytuały. Czy to potrafimy?

W książce „Uśmiechnij się! Siadamy do stołu” Jesper Juul zachęca, żeby posiłek był czasem pozbawionym krytyki, nieustannego korygowania, pouczania, ponieważ: „wszystkie te metody mają zły wpływ na najważniejsze cele: odżywianie, przyjemność z jedzenia, radość płynącą ze wspólnego towarzystwa”. Jasno też mówi, że: „osobiste życzenia i poważne rozmowy to ważny aspekt życia rodzinnego i dlatego są przy stole mile widziane”.
Juul pisze też o czymś, co nazywa „kulturą rodziny”, i zachęca, żebyśmy razem zastanawiali się, jaką rodzinę chcemy tworzyć. Jednocześnie wspomina, że wielokrotnie to właśnie podczas posiłku pojawiają się w rodzinach sprzeczki. Dzieje się tak, ponieważ ten wspólny czas jest swoistym barometrem życia rodzinnego i właśnie tu często wychodzą na powierzchnię napięcia ostatnich dni, niewyjaśnione konflikty. Warto zająć się nimi w innych okolicznościach, nie przy stole.

„Dziękujemy, wszystko zjemy i rozmawiać nie będziemy!”

…wypaliła moja trzylatka któregoś dnia przy stole. Szybko przeprowadziłam ankietę wśród znajomych i niestety okazało się, że jest to wierszyk bardzo popularny w przedszkolach. Zresztą zasada, żeby nie rozmawiać przy jedzeniu, dotyczy również stołówek szkolnych. O tym, że zjadanie wszystkiego może być wręcz szkodliwe i mało ma wspólnego z uczeniem dzieci, żeby słuchały sygnałów z własnego ciała, nawet nie wspomnę… Ale milczenie? Dlaczego? Hałas przeszkadza, dzieci się rozpraszają, panie boją się, że któreś się zakrztusi, a jedzenie połączone z rozmową zajmuje więcej czasu. Generalnie panie mają po prostu więcej kłopotu. Tylko że ten kłopot to na dłuższą metę coś niezwykle ważnego: podmiotowe traktowanie młodych ludzi, naturalne łączenie jedzenia z dobrą atmosferą, a przede wszystkim relacje naszych dzieci.

Niedawno zwiedzałam nieduże szwedzkie miasto. Moją uwagę zwróciło to, że większość przedszkoli jest przytulona do parków, część z nich po prostu jest w parkach. W szkołach najważniejszym miejscem zdają się być wielkie dziedzińce pełne krzaków, zwalonych pni drzew. Dzieci biegają, krzyczą, wspinają się na nie. Czasem dziedzińce są tak duże, że przynależą do dwóch szkół. Zajrzałam też na stołówkę. Jasno, przytulnie. Nauczyciele i dzieci siedzą razem przy stolikach, jedzą, rozmawiają. Czyli można?

Gdybym miała wskazać powiedzonko, które najlepiej oddaje klimat dzieciństwa mojego pokolenia, wybrałabym: „Dzieci i ryby głosu nie mają”. Mieliśmy jak najmniej przeszkadzać, schodzić z pola widzenia, zajmować się sobą i nie komentować, nie wtrącać się, nie mieć zdania. Dotyczyło to często również czasu przy stole. „Nie mów z pełną buzią” – słyszeliśmy często. „Kiedy pies je, to nie szczeka, bo mu miska ucieka”… Pamiętacie?

Od czasu do czasu warto zrobić remanent naszych przekonań, nawyków, a także wyznawanych przez nas wartości

Czy nasze życie jest spójne z naszymi marzeniami? W życiu codziennym często płyniemy z prądem. Wiadomo, że trzeba wstać, umyć zęby, zrobić zakupy, obiad. Warto jednak czasem złapać dystans i zastanowić się, co jest dla nas ważne w dłuższej perspektywie. Jakie wartości mają dla nas znaczenie? Jeśli ważni są bliscy i rodzina, to czy na pewno chcę zgadzać się na kolejne nadgodziny w pracy? Jeśli wychowanie samodzielnego człowieka, to czy dziś chcę moje dziecko we wszystkim wyręczać, bo tak jest szybciej? Jeśli moim celem jest wzmacnianie poczucia własnej wartości u dziecka, to czy ciągłe napominanie go i poprawianie pomoże mi osiągnąć ten cel? Czy może lepsze będzie wspieranie i zaufanie, że wszystko przyjdzie we właściwym czasie?

Oczywiście nie ma nic złego w nauce dobrych manier. Ułatwiają nam one wspólne funkcjonowanie i porządkują życie. Najłatwiej jest jednak uczyć dzieci poprzez modelowanie – dzieci mają naturalną tendencję do naśladowania rodziców. Jest to wręcz „program”, z którym przychodzą na świat. Jeśli regularnie mówimy „dzień dobry”, „dziękuję”, „przepraszam”, używamy noża i widelca, nie chlapiemy jedzeniem po stole, możemy być spokojni, nasze dzieci też nauczą się tak postępować. Może nie tak prędko, jak tego oczekujemy, ale nie ma potrzeby ich ciągłego strofowania. Dziecko, które nie mówi „dzień dobry”, ma ku temu jakiś powód – może na przykład być zawstydzone i zamiast je napominać, warto dać mu potrzebny czas i przestrzeń. Z pewnością kiedy poczuje się bezpieczniej i pewniej, „przypomni” sobie o zasadach. Dziecko, które bawi się jedzeniem, prawdopodobnie jest w wieku, w którym doznania sensoryczne niezwykle je zajmują i zamiast się na nie złościć, możemy mu to umożliwić w dopuszczalnych dla nas ramach.

Jeśli długotrwałym celem naszej rodziny są wzajemna bliskość, zdrowe, mocne więzi, to warto rozprawić się z przekonaniami, którymi byliśmy karmieni w dzieciństwie. Także z tym, że przy stole nie rozmawiamy. Zachęcam do budowania takiego stylu spożywania posiłków, w którym króluje rozluźnienie, wymiana zdań, życzliwość i bliskość.
Warto pamiętać, że trawienie to nie tylko czynność fizjologiczna. Jest w nie zaangażowana również nasza psychika. Dla naszego dobrostanu i zdrowia znacznie ważniejsza od tego, co na stole, jest atmosfera przy stole.

Foto: flikr.com/merlijnhoek

Więcej dobrych artykułów? Kliknij lajk

Katarzyna Gałązka

Mama Gucia, Heli i Danusi, żona Marcina, fotografka, trenerka FamilyLab. Zakochana w filozofii Jespera Juula. W ciągłej zmianie, obecnie jej konikiem jest edukacja seksualna. Prowadzi seminaria inspirujące dla rodziców i wychowawców oraz bloga.
Odwiedź stronę autorki/autora: http://wrownowadze.blogspot.pt/




Książeczki Pucio – zabawy logopedyczne dla najmłodszych

Książki wspierające wszechstronny rozwój najmłodszych dzieci od wydawnictwa Tekturka

Naprawdę przeciwsłoneczne okulary dla dzieci (Real Kids Shades)

„Człowiek to jedyny ssak, który odstawia swoje potomstwo, zanim ono będzie na to gotowe”. 3 historie o samoodstawieniu się dziecka od piersi

Czy faktycznie myślisz, to co myślisz? O wielkiej roli przekonań w naszym życiu

Juul na poniedziałek, cz. 63 – Wszystkie dzieci potrzebują autorytetu osobistego

Przejdz do: