1000+ książek dla rodziców i dzieci. Zobacz
| Co możemy zrobić, by nasze córki wyrosły na świadome siebie kobiety? Rozmowa z Moniką Lipowską – Hajduk

Co możemy zrobić, by nasze córki wyrosły na świadome siebie kobiety? Rozmowa z Moniką Lipowską – Hajduk

Rozmowa z Moniką Lipowską-Hajduk - psychologiem, trenerką rozwoju osobistego, która prowadzi sesje i warsztaty metodą Birth Into Being w ramach praktyki Szczęśliwa Mama.

Jak to jest być dziewczynką tu i teraz, w Polsce?

Myślę, że podobnie jak każde czasy i te mają swoje wyzwania. Nadal pokutuje masa stereotypów. Kobiety, dziewczynki muszą zmierzyć się z pewną społeczną wizją, listą cech, które powinna mieć najpierw dziewczynka, a potem kobieta. A czas na nowe wzorce, które będą wspierały indywidualność każdej dziewczynki i kobiety oraz ich różne życiowe wybory. Czas nie jest łatwy, bo jednak w mediach nadal pokutuje stereotypowe postrzeganie roli kobiety. Choć zaczyna się oddolna zmiana, którą można zaobserwować szczególnie w internecie, to patrząc z boku łatwo się pogubić w tych czasem sprzecznych przekazach.

Jakie sprzeczne przekazy masz na myśli?

Na przykład teoretycznie mamy społeczne przyzwolenie na samorealizację, na to, aby robić to co chcemy. Gdy jednak kobieta decyduje się na rozwój kariery zawodowej spotyka się z krytyką, że zaniedbuje rodzinę. I odwrotnie: gdy zostaje w domu, by troszczyć się o dom i rodzinę, nadaje się jej pejoratywną etykietę „kury domowej”, oskarża się o brak ambicji czy wygodnictwo. Jeśli kobieta nie ma silnie rozwiniętej własnej tożsamości, autentyczności, może zagubić się próbując spełnić oczekiwania społeczne, wykazać się na jednym i drugim polu na 100%. Nie da się też ukryć, że rola matki i żony jest tym, do czego – według oczekiwań społecznych – powinna dążyć każda kobieta. Inne wybory są wartościowane i oceniane, na pewno ciężko tu mówić o akceptacji.

Jeszcze jedno oczekiwanie, o którym warto wspomnieć, a również jest silnie wewnętrznie sprzeczne: uosobienie kobiecości często łączy się silnie ze standardami dotyczącymi wyglądu i zachowania (wymiarami, rozmiarami itd.), a z drugiej strony ciągle w kwestii kobiecości podkreśla się macierzyństwo jako to, do czego każda kobieta jest stworzona. A przecież nierealnym jest, aby młoda matka, kobieta tuż po porodzie była w stanie sprostać społecznym oczekiwaniom dotyczącym wyglądu… Coraz więcej się o tym na szczęście mówi.

Teoretycznie mamy różne prawnie dozwolone kwestie, nadal jednak wybór podejmowany przez kobietę – decyzja o zawarciu związku, urodzenie dziecka bez ślub, decyzja o rozwodzie, są społecznie oceniane negatywnie nie tylko jako sam wybór, lecz także jako krytyka samej kobiety.

Mamy do czynienia często ze skrajnymi i radykalnymi opiniami, skrajnymi pomysłami, gdy zatem kobieta czy dziewczyna staje przed wyborem, a nie ma zbudowanej własnej tożsamości lub nie jest, jak ja to nazywam, „poukłada sama ze sobą, pewna i autentyczna w tym jaka jest”, może się pogubić. Bo każdy wybór jest komentowany i oceniany. To poddawanie ciągłej ocenie, krytyce jest niestety wszechobecne zarówno w odniesieniu do wyborów kobiet, jak i dziewczynek. To na pewno nie ułatwia życia.

Trudne to dla kobiet, a co dopiero dla obserwujących nas dziewczynek…

Tak, zdecydowanie brak w tym wszystkim balansu. Warto obserwować nowe pokolenie dziewczynek i dawać szansę, by próbowały tego, czego chcą i co czują, że jest dla nich właściwe. Wspierać je w wyborach, być otwartym na ich pomysł na siebie. Pewnie na tych decyzjach, wyborach pojawią się jakieś “rysy”. I tu kolejna ważna sprawa – pozwalajmy dziewczynkom na samodzielne rozwiązywanie problemów! To właśnie sprawi, że poczują, że mają moc, że mają sprawczość, że mogą być aktywne.

Co możemy zrobić, by nasze córki wyrosły na silne i świadome siebie kobiety?

Ważne jest traktowanie dziewczynek jako indywidualnych istot. Z ich własnym potencjałem, wyborami, uzdolnieniami i pragnieniami. Warto zwrócić uwagę, aby nie przenosić na nowe pokolenie córek tego, czego my kobiety same doświadczałyśmy jako dziewczynki. Mam tu na myśli wszelkie tematy tabu, które pojawiały się w naszym rodzinnym domu, czy lęki z przeszłości – lęki naszych matek o nas same. Tu bardzo ważna jest praca nad sobą, otwarcie się na to, co było niedozwolone, odnalezienie siebie, swojej tożsamości. Warto zastanowić się, jak to było kiedyś, jak czułyśmy się w tamtym czasie, jakie były względem nas oczekiwania i czy przypadkiem podobnych oczekiwań nie przenosimy na nasze córki.

Ale my ten lęk w sobie często nosimy i martwimy się, żeby nikt naszego dziecka nie skrzywdził! Mamy obawy, że zbyt wcześnie rozpocznie życie seksualne, że mogą być to dla niej przykre, bolesne doświadczenia. Jak zaufać córce, gdy chce wejść w dorosłość po swojemu? Jak wspierać bez przekazywania lęku?

Pierwszą i podstawową kwestią w takich sprawach jest pytanie: czy matka uporała się ze swoim lękiem? Czy jest świadoma siebie, czy o siebie dba. Gdy matka boi się życia, taką postawę właśnie przekaże córce, wszystkim swoim dzieciom. Dlatego tak ważna jest tutaj praca matki w poszukiwaniu samej siebie, swojej autentyczności. Aby wychowywać bez lęku musimy być gotowe na rozmowy na każdym etapie życia naszej córki, na rozmowy o ciele, o szacunku do niego, o szacunku do granic. Tu naprawdę najbardziej może pomóc to, jak w tych obszarach zachowuje się matka. Same słowa nie wystarczą, potrzebne jest potwierdzenie w działaniu, postawa matki.

Są też niestety sytuacje, gdy matka usilnie chce zatrzymać córkę przy sobie, gdy ma duże pokłady lęku, czuje się niezrealizowana, wówczas bardzo mocno koncentruje się na dziecku. To bardzo toksyczny związek, w którym matka w dużej mierze spełnia się przez córkę, nie dając jej szans na odkrycie samej siebie. W takiej relacji córka mocno identyfikuje się z potrzebami matki.

Warto też spojrzeć na swoją relację z córką z innej perspektywy. Zastanowić się czego brakowało nam w kontakcie z własną matką, bo to może rzucić nowe światło na to, co ważne i potrzebne. Również spojrzenie z dystansu może mieć korzystny wpływ na relacją matka – córka: czy na pewno zaspokajamy potrzeby córki, czy też realizujemy swoje potrzeby? Dobrze jest nie zakładać w kontaktach z córką, że wiemy, jak jest naprawdę, jak wygląda jej świat albo jak powinien wyglądać. Pamiętajmy, że naszą rolą jest towarzyszenie dzieciom, pokazywanie swoim autentycznym przykładem ważnych dla nas wartości, a nie mówienie im jak mają żyć. Dzieci to nie nasza własność, to odrębne istoty, które przychodzą do nas na chwilę i możemy im mądrze potowarzyszyć. Trzeba o tym pamiętać.

Czyli nie oczekujmy, że dzieci będą żyć tak, jak my żyjemy.

Im mniej oczekiwań tym lepiej.

W wychowaniu córki nie chodzi o to, aby miała konkretne cechy charakteru czy konkretne kompetencje. Nasze córki powinny otrzymać mocny komunikat: „dobrze, że jesteś taka, jaka jesteś!”. Tego mogą dokonać rodzice, a zwłaszcza matki świadome samych siebie. Czasem zdarza się, że w dziecku, a szczególnie w córce, matki pokładają swoje niezrealizowane ambicje, zgodnie z zasadą „ja nie mogłam czegoś robić/spróbować, więc ty to zrób”. Kreowanie córki na kogoś, kim chciała być matka, to ślepy zaułek. Nasze córki same mogą decydować, dokonywać odrębnych wyborów, wytyczać swoją niezależną ścieżkę, a naszą rolą jest wspierać je w ich działaniach.

Jak wspierać?

Po pierwsze stwarzać środowisko, w którym nasze córki mogą wybierać i czuć się dobrze zarówno z faktem konieczności dokonywania wyboru, jak i z samym wyborem, którego dokonały.

Po drugie szanować ich wolność i indywidualność, szczególnie gdy ich decyzje i wybory są inne niż decyzje i wybory rodziny, inne niż społecznie oczekiwane. Tu szczególnie ważne jest, aby nie projektować swoich niespełnionych ambicji czy marzeń i wyobrażeń na życie swoich dzieci. Rodzice, choć często deklarują swoją postępowość, a jednak bardzo często wracają do tych samych oczekiwań: aby dzieci były posłuszne i zachowywały się wedle określony społecznie ról. Podświadomie wracamy do tego, co było, co dobrze znane.

Polska powoli dojrzewa do zmiany, ale zdecydowanie nie wspiera wolności kobiet. To widać choćby w ostatnich wydarzeniach związanych z próbą zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej, która odbiera kobietom prawo do decydowania o sobie, o swoim ciele, odbiera prawo do podejmowania związanych z tym wyborów. Kolejny przykład to karnety rodzinne, zazwyczaj przeznaczone dla dwojga dorosłych i dwójki dzieci. Gdzie miejsce na rodzinę zbudowaną np. z matki samodzielnie wychowującej dziecko czy dzieci? Dalej: podręczniki szkolne, w których notorycznie pojawiają się zawody definiowane jako męskie i kobiece, przypisywanie stereotypowych ról. Dziewczynkom nadal mówi się: “ustąp, zaopiekuj się” i jest to powszechnie akceptowalne, ba! oczekiwane, że one tak będą robić.

Warto pamiętać, że na wychowanie dzieci ogromny wpływ mają nie tylko rodzice i rodzina, lecz także szkoła jako grupa społeczna oraz nauczyciele. Dlatego dobrze jest z rozwagą wybierać możliwości edukacyjne. Znajdować takich ludzi i takie środowisko, gdzie dziewczynki mogą rozwijać wszelkie swoje pasje i talenty, nie tylko te typowo „żeńskie”.

Jest nadzieja, że następne pokolenie będzie miało wówczas szansę na mniejsze zderzenie z ostracyzmem społecznym?

Dając dziewczynkom szanse na decydowanie wzmacniamy ich poczucie własnej wartości. Ale to ma też kolejne oblicze, czyli zgoda na to, że córka będzie mieć swoje zdanie. Na to, że dziewczyna będzie dokonywać innych wyborów niż jej mama czy to w kontekście strojów, muzyki, książek czy po prostu życiowych ścieżek. Zgoda na wyzwolenie się ze stereotypu cichej, ugodowej, grzecznej dziewczynki. A co za tym idzie, także na wyrażanie złości i niezadowolenia.

Kiedy mówisz o samodzielnych wyborach, myślę, że to niesie ryzyko “młodzieńczych” błędów, przed którymi rodzice tak często chcą uchronić dzieci.

Błąd to nic złego. Wszyscy popełniamy błędy, to przecież element procesu uczenia się. Tak, to też jest ważne, żeby od samego początku nie robić z igły wideł. Nie trzeba być nieomylnym, z każdego błędu można wyciągnąć wnioski. A przy tej okazji jest jeszcze jedna istotna kwestia: wspierajmy dziewczynki w sukcesie! Pokażmy im, że można czuć się dobrze, kiedy odniesie się sukces, że nie muszą być skromne, skryte i bagatelizować czy umniejszać swoich osiągnięć, co stereotypowo często ma miejsce. A jak to robić? Celebrując, świętując sukcesy naszych zarówno córek, jak i własne. Dzieci modelują swoje zachowania obserwując dorosłych. Możemy dużo mówić, ale jeśli nasze słowa nie będą miały odzwierciedlenia w rzeczywistości, to przekaz będzie zdecydowanie słabszy.

Zastanawiam się nad przekazem, który daje córce matka na wiecznej diecie, krytycznie komentująca swoje odbicie w lustrze?

To kolejny stereotyp, z którym warto walczyć, żeby nasze córki nie wyrastały w przekonaniu, że głównym kryterium wartości jest ich wygląd. Porównywania – szczególnie te dotyczące wyglądu – są bardzo krzywdzące. Warto dążyć do tego, by dziewczynki dobrze czuły się same ze sobą, ze swoim ciałem. Ważne są rozmowy o tym, że ani wygląd, ani mężczyzna u boku nie stanowią o kobiecej wartości.

Temat wyglądu, szczególnie kobiecego wyglądu, prowadzi nas prosto do tematu seksualności. Istotne jest, aby rozmawiać z dziećmi stosownie do ich wieku, wyznawanych przez nas wartości, światopoglądu, ale jednak rozmawiać, bo przecież przekaz społeczny, z jakim dzieci się spotykają, bywa różny. Współcześnie obraz seksu odarty jest z intymności, miłości – stał się produktem. Dlatego warto poruszać tematy z nim związane. Takie rozmowy można prowadzić już od najmłodszych lat, choćby w momencie, gdy dziecko zapyta, o co chodzi, widząc na bilbordzie roznegliżowaną modelkę…

Jak walczyć ze stereotypami dotyczącymi wyglądu?

Nie od dziś wiemy, że na dziecko największy wpływ ma rodzina i najbliższe otoczenie. W kontekście kobiecości ważną rolę odgrywa postawa matki, jej model życia, wartości i autentyczność na co dzień. Mama, która żyje w zgodzie ze swoimi przekonaniami, wybiera siebie i jest w tym autentyczna, to najcenniejsza lekcja jaką może dostać dziewczynka. Musimy pamiętać, że nasze córki żyją w innym świecie niż nam przyszło dorastać, warto więc zachować dystans i spokój, żeby nie przerzucać własnych doświadczeń i lęków na ich życie. Warto zadbać o siebie, o swoje spełnienie, bo to wyzwala w nas i naszych córkach nowy potencjał.

Niezależnie jednak od eksponowania dzieci na przekaz medialny pojawia się taki czas, kiedy ulubionym kolorem dziewczynki jest różowy, a ukochaną bohaterką księżniczka. Jak właściwie reagować na tę dość stereotypową potrzebę?

Etap różowości to naturalny czas w życiu kilkuletniej dziewczynki. Trwa czasem 2-3 lata i przechodzi. Nie da się ukryć, że przemysł bardzo to wspiera: zabawki dla dziewczynek są głównie różowe, ubranka dla dziewczynek są różowe, a dla chłopców niebieskie. Ale zadaniem rodzica nie jest walczyć z czymś, co dla małej dziewczynki naturalne. Trzeba pozwolić jej przejść tę fazę jak proces, który przybliża ją do dorosłości; w takim stopniu, jaki jest jej potrzebny. Oczywiście nie znaczy to, że musimy kupować jej same różowe sukienki, warto bowiem pokazać inne możliwości. Nie ma jednak potrzeby zmieniania tego stanu na siłę. Pamiętajmy, że to po prostu taki etap i nie zmieniajmy naszych córek na siłę.

Jak bronić dziewczynki przed “złym” wpływem z zewnątrz?

Przede wszystkim dużo rozmawiać, kwestionować otaczającą nas rzeczywistość, być w bliskiej relacji z dzieckiem, dbając o siebie, swoją autentyczność i spełnienie, mając na uwadze, że jesteśmy wzorcem dla naszych dzieci. A od strony czysto technicznej – ograniczyć najmłodszym ekspozycję na media, aby mogły wytworzyć własne poczucie bycia dziewczynką, nie obciążone stereotypami lansowanymi w bajkach, reklamach czy filmach. Przedszkolaki, a nawet młodsze szkolniaki naprawdę tego nie potrzebują.

Dobrze jest zwrócić uwagę rodziców, jak ważna jest bezinteresowna, bezwarunkowa akceptacja naszych dzieci. Warto zatroszczyć się o takie środowisko, by dziewczynka mogła poczuć się dobrze ze sobą, odkryć swoją sprawczość, być sobą przy wsparciu dorosłych. Rodzice niech cieszą się ze swoimi córkami i celebrują ich sukcesy, niech dziewczynki wiedzą, że mogą być takie, jakie chcą. Niech wiedzą, że mają swoją mądrość i swój własny głos!

Monika Lipowska – Hajduk – 

terapeutka metody Birth Into Being, psycholożka. Certyfikowana w metodzie Birth Into Being, prowadzi warsztaty, sesje indywidualne, posiada uprawnienia do uczenia i certyfikowania tą metodą www.birthintobeing.com.pl
Towarzyszy w momentach przejścia, progach życia, tak, by osoby doświadczające ich, mogły przechodzić je w zaufaniu i żyć w zgodzie z własnym sercem i intuicją. Wspiera kobiety/pary przed poczęciem, w ciąży, podczas porodu oraz okresie poporodowym, pomagając w przeżyciu tego okresu w sposób piękny i świadomy www.szczesliwa-mama.pl                             Pracuje na wielu poziomach: psychicznym, emocjonalnym, duchowym, pracy z ciałem masaż (Lomi Lomi Nui). Wierzy, że łącząc te wszystkie aspekty naszego funkcjonowania, możemy odkryć kim naprawdę jesteśmy i żyć w zgodzie ze sobą, naturą, w miłości i prawdzie.


Kinga Pukowska

Prezeska Fundacji Polekont - Istota Przywiązania. Od 2004 roku wspiera młodych rodziców na początku ich drogi w zakresie Rodzicielstwa Bliskości oraz Slow Parenting. Trenerka rozwoju osobistego i kompetencji miękkich, coach i mediatorka. Działa również jako doula Stowarzyszenia Doula w Polsce, doradczyni chustowa oraz specjalistka w zakresie żywienia dzieci i dorosłych. Prywatnie żona i mama trójki dzieci w Edukacji Domowej. Swoje doświadczenia opisuje na blogu Pozytywy Edukacji.
Odwiedź stronę autorki/autora: http://www.fundacjapolekont.pl/




Książeczki Pucio – zabawy logopedyczne dla najmłodszych

Książki wspierające wszechstronny rozwój najmłodszych dzieci

Naprawdę przeciwsłoneczne okulary dla dzieci (Real Kids Shades)

5 dowodów naukowych potwierdzających, że bliskość rodzica jest podstawą harmonijnego rozwoju dziecka

Pierwsza chusta dla dziecka – czym się kierować przy wyborze?

Bądź szczęśliwy jak… Indianin

Przejdz do: