Kategorie
Macierzyństwo i ojcostwo Rodzicielstwo

Tata 3.0 – przede wszystkim partner

Partnerstwo – według Tomka Kondzielnika, twórcy Nowych Wojowników, trenera rozwoju osobistego – to klucz do tacierzyństwa. Nie tylko w relacji damsko-męskiej i obowiązkach domowych, ale też w relacji z dzieckiem.

Tomasz Kondzielnik – mąż i ojciec dwóch córek. Menedżer, trener rozwoju osobistego i kibic piłkarski. Jego życiowym fundamentem jest Porozumienie bez Przemocy (NVC) oraz idea rodzicielstwa bliskości. Poprzez Fundację Inicjatywa wspiera edukację alternatywną. Założyciel organizacji Nowi Wojownicy, która propaguje męskie ruchy rozwojowe. Prowadzi męskie kręgi oraz autorskie warsztaty Męski Punkt Widzenia.

Ojcowie w kryzysie?

Natalia Fedan: Czy masz wrażenie, że teraz jest taki czas, że role matki i ojca trochę się przedefiniowują? Czy mamy w związku z tym kryzys męskości?

Tomasz Kondzielnik: Jakiś czas temu ktoś ogłosił kryzys męskości. Kilka lat temu brałem udział w konferencji „Mężczyzna 3.0” z udziałem prof. Zimbardo. I tam niemal każdy mówił o kryzysie – o tym, że mężczyźni są odcięci od emocji, nieobecni, uzależnieni od gier, pornografii. To był dość pesymistyczny obraz. Przeraziło mnie, jak jeden z prelegentów tłumaczył zgromadzonym, że z dziećmi można razem gotować, grać w gry planszowe, chodzić na spacery, uprawiać sport. Pomyślałem wtedy, że może faktycznie jest tak, że dla większości ojców to nie jest oczywiste, że można z dziećmi robić po prostu te zwyczajne rzeczy. To było dla mnie dość zaskakujące, bo obracam się w środowisku, w którym to jest naturalne. No, ale to są ludzie, którzy interesują się Porozumieniem bez Przemocy, rodzicielstwem bliskości. Natomiast co do kryzysu, to lubię o nim myśleć jako o szansie na zbudowanie czegoś nowego – nowego wzorca męskości i ojcostwa.

Często, kiedy pojawia się dziecko, role w rodzinie mocno się rozchodzą. Zgodnie z tradycyjnym sposobem myślenia matka zostaje bardziej do opieki, do wychowywania, a mężczyzna – z różnych przyczyn – ucieka do pracy. U mężczyzny pojawia się wtedy bardzo mocny imperatyw „zarobić na rodzinę”. Mężczyźni pracują więc jak wściekli i nie budują więzi, bo przez większość czasu są poza domem. A żeby zbudować więź, potrzebna jest obecność. 

Jednak bardzo daleko mi do obwieszczania kryzysu. Dzieje się przecież także dużo dobrych rzeczy. Ojcowie wybierają się na urlopy tacierzyńskie, biorą urlopy wychowawcze. Widzę też coraz więcej par, które nawet po rozpadzie małżeństwa mają naprzemienną opiekę. Ojcowie spędzają czas ze swoimi dziećmi. I co ważne – uczestniczą w tych relacjach jako partnerzy, a nie jako „ojciec, który pomaga przy dziecku”.  

Związki Partnerskie

Życie seksualne rodziców

Ta książka jest więc dla wszystkich, którzy chcieliby każdego dnia świadomie pielęgnować miłość. „Dojrzałość do relacji to zrozumienie, że nie da się mieć wszystkich, ale że można mieć z jedną osobą wszystko, czego potrzeba”.

Stereotypy w ojcierzyństwie

NF: Wspomniałeś stereotypowy podział ról – ojciec zarabia na rodzinę, matka się opiekuje? Czy to dotyczy wielu osób? Jakie inne stereotypy dostrzegasz? 

TK: Na warsztaty Nowych Wojowników przychodzi wiele osób, którzy są w starych koleinach, ale czują, że coś nie gra. Chciałyby się nauczyć funkcjonować inaczej. Przychodzą, żeby zmienić swój sposób myślenia, zazwyczaj dlatego, że gdzieś przeczytali coś, co ich zainspirowało. Szukają swojej drogi, innej niż ta, którą idą. U mnie też tak było. Przed narodzinami starszej córki czytałem nie te książki, co trzeba [śmiech]. Książki, które doradzały wypłakiwanie, treningi snu, dyscyplinę itp. I intuicyjnie poczułem, że nie tędy droga i chcę inaczej. 

Myślę, że mamy teraz naprawdę kosmiczny dostęp do wiedzy. Wiedzy w różnej formie pisanej, czytanej, YouTube’owej, warsztatowej. Można sobie zbudować narzędzia. Pojawia mi się w tym sporo empatii i zrozumienia dla pokolenia mojego ojca. No bo jakie on miał wzorce? Skąd miał czerpać wiedzę i narzędzia? Jego ojciec walczył o życie na wojnie. Jego dziadek walczył na pierwszej wojnie. Więc tak naprawdę to była inna rzeczywistość i inne potrzeby. W tamtych czasach trzeba było zapewnić pokój, wyżywienie i tyle. Pokolenie mojego ojca jest więc emocjonalnie nieobecne. U mnie w męskiej części rodziny w ogóle nie rozmawiało się o emocjach. Podobnie jak u wielu innych spośród mężczyzn, którzy przychodzą na warsztaty. I na tych warsztatach budujemy, albo chociaż zaszczepiamy, nową wersję rzeczywistości.

Wiesz, tak sobie myślę, że to nie tak, że różnimy się między sobą jako kobiety i mężczyźni. W ogóle wszyscy jesteśmy różni. Ta różnorodność jest wszędzie coraz bardziej widoczna. Podziały na męskie i kobiece przestają mieć sens. Bardziej chodzi o to, żeby się spotkać, pomimo różnic. I tu nie chodzi o tolerancję. Jeśli kogoś toleruję, to niekoniecznie znaczy, że mam na niego zgodę i akceptuję takiego, jaki jest, ale że „łaskawie wytrzymuję, chociaż w głębi duszy myślę, że jest nie taki jak trzeba”. Łatwiej jest się spotkać, kiedy myślimy „Ja jestem OK, ty jesteś OK”. Wtedy jest szansa, żeby pogadać. Wtedy wychodzimy z oceniania i szukamy po prostu przestrzeni, żeby się zobaczyć, usłyszeć. Widzimy człowieka w człowieku. 

Nowi wojownicy, nowe ojcierzyństwo

NF: Jaka jest ta nowa wersja rzeczywistości i nowe ojcierzyństwo? Albo jakie będzie?

TK: Nie lubię górnolotnych słów, ale jak miałbym powiedzieć to… przede wszystkim oparte na partnerstwie. Oczywiście w dalszym ciągu słyszy się o tym tak, że nie ma takiego równouprawnienia finansowego pomiędzy kobietami i mężczyznami. Jednak to się zmienia, bywa, że to kobieta zarabia więcej. Zmiany są często dynamiczne – np. któreś z partnerów dostaje lepiej płatną pracę. Często rodziny stoją więc przed decyzją, kto ma się bardziej na daną chwilę zająć domem. Tu niekoniecznie chodzi o dyskusje równouprawnieniowe, ale o rzeczywistość, do której potrzebujemy się dostosować. Natomiast myślę, że też warto przede wszystkim wyjść z myślenia o męskim „pomaganiu” w domu czy przy dziecku. Jestem członkiem rodziny. To jest mój dom, moje dziecko i tyle. Jestem partnerem. 

NF: A czemu mężczyznom trudno jest odnaleźć swoją przestrzeń w relacji z dzieckiem?

TK: Nie da się generalizować. Każda historia jest inna i często nie znamy jej całej. Bywa, że mężczyźnie jest trudno odnaleźć swoją przestrzeń, bo np. ta przestrzeń dziecięca została zagrabiona. Czasem nie tylko przez żonę, ale też przez babcię, która uważa np. że kąpiel to domena kobiet. Mężczyźni są więc wykluczani z czegoś, co według mnie zwykłą czynnością, którą może wykonać ojciec. 

Ale też sami mężczyźni na przykład mówią, że nie wiedzą co robić z dzieckiem, bo… nie lubią się bawić, wygłupiać. Wtedy ich zachęcam, żeby spróbowali obudzić swoje wewnętrzne dziecko. Bo może oni sami nie mieli kiedyś czasu, żeby być po prostu dzieckiem. Nie mogli sobie pozwolić na wygłupy. Bywa też, że dziecko w naturalny sposób bardziej lgnie do matki i trudno jest np. wygrać z piersią i mlekiem. Niezależnie od przyczyn, każda taka sytuacja może może być dla mężczyzny okazją do zadbania o przestrzeń w relacji z dzieckiem. Warto wtedy szukać rozwiązań i miejsca dla siebie. 

Ojciec – partner dziecka

NF: A co najbardziej utrudnia mężczyznom budowanie relacji z dzieckiem?

TK: Myślę jednak, że najbardziej wszystko utrudnia przekonanie „Dzieci i ryby głosu nie mają”. To zamyka relację. Warto spróbować poszukać w dziecku partnera, zmienić dynamikę tak, aby relacja była pozioma. Oczywiście relacja rodzic-dziecko zawsze będzie trochę ukośna, bo to rodzic jest przewodnikiem i ma większą decyzyjność. Jednak są sytuacje, w których możemy i warto jak najbardziej zbliżyć się do relacji partnerskiej – dostrzegać dziecko, jego potrzeby i uznać je za ważne.

Jeśli chcemy być partnerem, bądźmy nim na serio. Pamiętajmy, że dzieci mają tzw. bullshit detector – wykrywacz ściemy. Na przykład bardzo mocno odbierają to, że niby się bawisz, a co chwilę zerkasz na telefon. I szybko dają ci znać przeróżnymi zachowaniami, które potrafią dać do wiwatu. Nie potrafią jeszcze użyć słów i powiedzieć ci o tym, że mają wrażenie, że nie jesteś z nimi w pełni obecny. Pokazują za to całym sobą, że coś jest nie tak. I tu nie chodzi o to, żeby siedzieć z dzieckiem 5 godzin. Wystarczy, że spróbujemy chociaż trochę – 15–20 minut, ale całym sobą. Bez telefonu. Dziecko poczuje, że jest dla nas ważne. 

Jak zrozumieć się w rodzinie
Być razem

Złość w związku

Partnerstwo rodziców

NF: Mamy bardzo często narzekają, że mężczyźni robią coś zupełnie nie tak. Na ile mężczyzn ogranicza ta żeńska koncepcja, że rodzicielstwo ma być jakieś? 

To bardzo ważne, żeby kobiety pozwoliły budować tę więź ojcom po swojemu. Kobiety często pytają, co mają robić, bo mąż w ogóle nie buduje relacji i więzi córką. Mówię wtedy: „Daj mu wybudować relację po swojemu”. Jednak warto przyznać, że często to właśnie kobiety się mocniej rozwijają. Wiedzą już coś, np. poznały trochę Porozumienie bez Przemocy i chcą je wprowadzić. Niestety, nie da się wprowadzić nowego ot tak, od razu, wywracając wszystko do góry nogami, na życzenie jednej ze stron. Każdy rozwija się we własnym tempie. A kiedy próbujemy wymuszać zmianę, może się pojawić bardzo silny konflikt. Warto, by kobieta dała mężczyźnie trochę czasu i przestrzeni i zaufała, że on buduje relację i więź z dzieckiem najlepiej jak potrafi. 

Naucz mnie tego, co umie partnerka

TK: Poza tym bardziej niż słowa i opowiadanie o metodzie, skuteczne jest pokazywanie przykładu – czyli np. stosowanie NVC w różnych sytuacjach. To też wymaga czasu, ale jeśli np. kobieta po prostu robi inaczej niż wcześniej, w którymś momencie mężczyzna dostrzeże, że to działa. I rodzi się szansa na zmianę. Mężczyźni przychodzą na warsztaty i mówią „widziałem, jak moja żona/partnerka tak gada do dziecka i… to działa! Czy możesz mnie tego nauczyć?”. Co ciekawe, łatwiej im pogadać o tym ze mną niż z kobietą. 

W pewnym stopniu tak jest, że mężczyźni nie chcą słuchać kobiet. Nie chcą uczestniczyć w warsztatach prowadzonych przez kobiety. Trochę na zasadzie „Co mi będzie baba mówić, jak ja mam być ojcem”. Myślę, że tu znowu w grę wchodzi temat partnerstwa i zaufania z obu stron. Dobrze jest też poukładać siebie – bo jak ja mam ze sobą poukładane, to łatwiej mi z całym światem. 

A propos partnerstwa – to nie tak, że musimy się zgadzać w 100% ze sobą. Dla mnie uwalniające było to, że nie muszę mieć tego samego zdania, co moja żona. Nie muszę przed dzieckiem pokazywać, że mamy takie samo stanowisko. Ważniejsze jest, by być autentycznym – to wiele ułatwia.  

Wychowanie bez kar i nagród – trudny fragment dla ojców

NF: Co jeszcze jest trudne dla ojców?

TK: Wychowanie bez nagród i kar. To jakoś szczególnie mocno dotyka mężczyzn. Może dlatego, że z rolą ojca związany są stereotyp: ojciec ma być twardy, a jego rolą w rodzinie jest pilnowanie dyscypliny. Tu działają lata warunkowania na zasadzie: „Zobaczysz, jak ojciec przyjdzie do domu, to ci pokaże”. Dla mężczyzn rezygnacja z kar i nagród wiąże się więc z wychodzeniem z autorytetu. Kiedyś na warsztat przyszedł do mnie menedżer naprawdę wysokiej klasy. Chwalił się jak dyscyplinuje dzieci, że odbiera smartfony. Kiedy wspomniałem, że w tym podejściu, o którym są warsztaty, nie stosuje się kar i nagród, zakazów i nakazów, zrobił wielkie oczy. Naprawdę się zdziwił: „To jak nie kary i nagrody, to co? To mam tylko rozmawiać?”. Był naprawdę wstrząśnięty, że tak można. 

Ważne, by zadbać o siebie

NF: A czy jest jeszcze coś, co tata „powinien”?

TK: Bardzo ważnym tematem dla ojców jest zadbanie o samego siebie. Chyba w ogóle jest tak, że jak człowiek zostaje rodzicem, to trochę zapomina o sobie. Wszystko jest dla dziecka. Znam ojców, którzy się obudzili po dziesięciu czy kilkunastu latach bez hobby, bez przyjaciół, nie znając siebie. I to jest smutne. Po prostu nie mieli przestrzeni na siebie, a nie potrafili też jej sobie stworzyć. W ogóle w społeczeństwie nie mamy nawyku dbania o siebie. Być może to wiąże się z tematem naszych potrzeb dzieciństwie, które nie były widziane – zgodnie z przekonaniem „Dzieci i ryby głosu nie mają”. Kiedy wchodzimy w dorosłość i rodzicielstwo z taką spuścizną, nie jest łatwo zorientować się, że w ogóle mamy jakieś potrzeby i one są ważne. 

Czym jest dbanie o siebie dla ojców

NF: A czy to zadbanie ojca o siebie jest jakieś inne niż matki? 

TK: Nie wiem, czy bym porównywał, bo wszyscy jesteśmy różni. Ale może w przypadku mężczyzn elementem zadbania o siebie i taką pierwszą deską ratunku są rzeczy związane z jakąś pracą fizyczną, manualną. Majsterkowanie czy praca w drewnie to dla mężczyzn sposób na uruchomienie tej pięknej części umysłu odpowiedzialnej za sztukę, wrażliwość, bycie przy sobie i wyłączenie tej części mózgu, która jest odpowiedzialna za zadania, pracę, ogarnianie rzeczywistości, mobilizację. Często to sposób bardziej dostępny niż rysowanie, malowanie obrazów czy pisanie wierszy. A taka aktywność bardzo czyści głowę. W Nowych Wojownikach zachęcamy do tego, robimy warsztaty i wtedy mężczyźni są zaskoczeni, że coś takiego jest jak medytacja. 

Tak naprawdę można medytować, nawet myjąc naczynia. Ważne, żeby się skoncentrować na tym, co się robi. Żeby umieć być tu i teraz w 100%. To potem przynosi korzyści, bo kiedy jesteś z dzieckiem – możesz przełożyć to na bycie z dzieckiem na 100%. Ale to też element zadbania o siebie – to są takie momenty, kiedy możemy podładować akumulatory, bo nasze myśli przestają latać jak oszalałe, wyciszamy się. 

Partnerstwo to przestrzeń dla obojga

NF: Czy łatwo jest ojcom zadbać o siebie?

TK: Bywa, że te męskie próby zadbania o siebie spotykają się z oporem. Mężczyzna chce wyjść na spotkanie, na piłkę, na siłownię czy pobiegać i to się spotyka z niezrozumieniem z drugiej strony. Zresztą, w drugą stronę też tak często jest. Kobieta chce pójść na aerobik, siłownię czy gdziekolwiek i zaczyna się problem. Więc może po prostu – zluzujmy sobie nawzajem? Tylko musi w tym być równowaga – żeby oboje mieli możliwość wyjścia i odpoczynku. Bo jeśli to działa tylko w jedną stronę, to prędzej czy później stanie się trudne. 

To też niestety wiąże się z pewnymi schematami i stereotypami. Bywa, że kobiety tkwią w takim trochę męczeństwie. Widać to zwłaszcza tam, gdzie panuje tradycyjny podział ról: mężczyzna zarabia, kobieta zostaje w domu z dzieckiem. Kiedy on przychodzi z pracy, od razu dostaje na ręce dziecko. Jeszcze dobrze nawet nie zdąży ściągnać butów – „teraz ty”. To gest, który często odpala mężczyzn: „Nie wiem, co ona myśli, że ja cały dzień byłem w parku i odpoczywałem. Nie zdążyłem teczki odstawić i od razu dziecko”. 

To znowu jest o partnerstwie. O tym, że oboje są tak naprawdę zmęczeni. I trochę o naszym społeczeństwie – jesteśmy kulturą zmęczenia, w której wiecznie piętrzą się zadania, a my nie mamy czasu (i prawa) odpocząć. I wtedy kobieta jest umęczona dzieckiem, bo stara się zrobić dużo więcej niż może, i nie daje sobie czasu na odpoczynek. Kiedy więc tata przychodzi, to ma ochotę jedynie przekazać mu dziecko. Nie ma w tym miejsca na empatię, na zrozumienie, że on też jest zmęczony z pracy, która też była wyczerpująca. 

Z drugiej strony mężczyzna przychodzi z myślą: „Co ona chce, przecież tylko była z dzieckiem”. Dopóki nie ma w tym partnerstwa, dopóki np. ojciec nie zostanie z dzieckiem na cały dzień, a matka nie wyjdzie na cały dzień do pracy, to nie ma szans, żeby się wzajemnie zrozumieli. On nie zrozumie, że bycie z dzieckiem w domu to nie odpoczynek. A ona nie odczuje jak to jest, kiedy się przychodzi zmęczoną po pracy, a ktoś wręcza nam dziecko. Każdy widzi tylko swoją perspektywę. 

Proces stawania się ojcem – co nas może w tym wesprzeć

NF: Co ciebie wspierało w rodzicielstwie, przede wszystkim w jego początkach? 

TK: Najbardziej chyba wspierało mnie to, że miałem przekonanie, że żyję po to, żeby być ojcem. I intuicja. Bardzo mocno podążam za intuicją. Jest dla mnie bardzo ważna w życiu. Staram się nigdy jej nie lekceważyć. Na początku mojej drogi rodzicielskiej czułem, że chciałbym inaczej wychowywać niż mówią książki, które były wtedy dla mnie dostępne. Szukałem więc i trafiłem na rodzicielstwo bliskości. Pojawiło się też Porozumienie bez Przemocy i wtedy zdecydowanie już było mi łatwiej. To podejście było dla mnie naturalne, jakbym od zawsze miał to w sobie, chociaż nie znałem teorii.

Bardzo mnie wspiera również myślenie o moich dzieciach jako nauczycielach. Większych mistrzów nie spotkam w życiu. Dzieci są w stanie znaleźć dokładnie te rzeczy, które cię odpalą. Więc będąc z nimi w kontakcie, obserwuję siebie. I to dla mnie naprawdę dobry napęd w rozwoju. Na przykład moja pięciolatka pojawiła się na świecie po to, żeby doświadczać i jest chodzącą emocją. A dziecięce emocje bardzo dużo ruszają w rodzicu – takie wewnętrzne, najgłębsze rzeczy. Kiedy myślisz, że cię nic nie ruszy, dzieci od razu pokażą ci, że to nieprawda. Tak jakby słyszały to, co sobie mówisz w myślach: „No, nie, dzisiaj to mnie nic nie wyprowadzi z równowagi”. I przyjmowały wyzwanie. 

Autor/ka: Natalia Fedan

– anglistka i psycholożka. Potrójna mama “weteranka” – najstarszy syn ma 19 lat, córka 17, a najmłodszy syn 6 lat. Facylitatorka Self-Reg i pierwsza w Polsce propagatorka tego podejścia. Wciąż w drodze i w poszukiwaniach, w ciągłej pracy nad sobą, by być coraz lepszą wersją siebie. Jej miłością oprócz rodziny są książki i nauka. Wysoko wrażliwa, wysoko empatyczna i wysoko refleksyjna, wykorzystuje te cechy, by pomagać rodzicom w ich rodzicielskich ścieżkach.


Bestsellery księgarni Natuli.pl

Pierwszy osadzony w polskich realiach przewodnik dla rodziców małych dzieci.

Ta prosta, rytmiczna książeczka to wspaniałe zaproszenie do zabawy i czułego, bliskiego kontaktu.

Jak się kochać?
Komunikacja, bliskość, intymność

Tematy, którymi się zajmujemy:

2 odpowiedzi na “Tata 3.0 – przede wszystkim partner”

Myślę, że za “ojcierzyństwem” przemawia potrzeba zdefiniowania ojcostwa na nowo, stąd ten nowy termin (słowotwórstwo), który funkcjonuje już w sieci i trochę w świadomości publicznej. Jest też termin “tacierzyństwo” – i on, i wspomniane w artykule ojcierzyństwo bardziej kojarzą się z ich żeńskim odpowiednikiem – macierzyństwo.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *