NOWOŚĆ: Rozwój seksualny dzieci
| Czego potrzebują wysoko wrażliwe dzieci (High Need Babies)?

Czego potrzebują wysoko wrażliwe dzieci (High Need Babies)?

Są takie dzieci, które wydają się bardziej wrażliwe niż inne. W niemowlęctwie częściej płaczą, łatwiej ulegają przestymulowaniu. Dzieci, a potem dorośli, którzy z nich wyrastają, charakteryzują się większą spostrzegawczością, empatią i skłonnością do refleksji. Szacuje się, że wysoko wrażliwe dzieci (ang. High Need Babies, HNB) stanowią 15–20% wszystkich dzieci.

“Nieodkładalne” dzieci

Dzieci określane jako wysoko wrażliwe w najwcześniejszym dzieciństwie są często opisywane jako „nieodkładalne”, albowiem budzą się natychmiast, gdy z ramion rodzica trafiają do łóżeczka. Jednak nie każde nieodkładalne niemowlę jest od razu wysoko wrażliwe (ang. High Needs Baby – HNB).

Ludzkie niemowlę należy do biologicznego typu noszeniaków, co oznacza, że ewolucja i tysiącletnie doświadczenie przystosowało je do tego, by być wszędzie zabieranym przez rodzica. Tak postępowali ze swoimi dziećmi nasi przodkowie – koczownicy. Mimo że ludzie ok. 10 tysięcy lat temu zaczęli zmieniać swój tryb życia na osiadły, to nasze dziedzictwo genetyczne pozostało w zasadzie bez zmian. Mózg dziecka zostawionego w łóżeczku, czyli w gnieździe, będzie zaalarmowany nieobecnością opiekunów, odbierając tę sytuację jako zagrożenie (ze strony drapieżników). Nic dziwnego, że niemowlę woli być noszone.

Niemowlę z wysoką wrażliwością ma bardzo czuły układ nerwowy – oznacza to, że jego mózg ulega przestymulowaniu o wiele szybciej niż innych dzieci. Dlatego HNB okazują największe zdenerwowanie, gdy wokół nich dużo się dzieje – zbyt dużo w ich indywidualnej ocenie. Elain Aron w swojej książce „Wysoko wrażliwe dziecko” (1) wyjaśnia przyczynę występowania tej wrażliwości u naszych dzieci. Bycie wysoko wrażliwym należy do cech temperamentu dziecka, który jest uwarunkowany genetycznie.
Okazuje się, że nie jest to wyłącznie ludzką cechą. Również wśród zwierząt występują co najmniej dwa rodzaje osobowości: spokojniejsza i „wrażliwa”. Jeleń, który ma wrażliwy temperament, zatrzyma się przed popasem na skraju łąki, rozglądając się pilnie za niebezpieczeństwem. Jeśli dostrzeże drapieżnika, da znać koledze o spokojnym temperamencie i obaj uciekną.
Można zatem powiedzieć, że HNB są emocjonalną czujką, wyostrzoną na wszystkie bodźce i zmiany po to, by ludzie, jako gatunek, mogli przetrwać. Jest to kwestia temperamentu i jest to normalne.

Temperament HNB nie jest wynikiem niewłaściwej pielęgnacji. Te dzieci się takie po prostu rodzą, a rolą rodzica jest pomóc im odnaleźć się w tym trudnym świecie.
Juul pisze o dzieciach dążących do autonomii (2), które według niego łatwo rozpoznać, bowiem od urodzenia mają dojrzałą jak na swój wiek twarz. Nie jest to potwierdzone badaniami, a jedynie obserwacjami, jednak z pewnością HNB cechują się większą uwagą, jaką poświęcają otoczeniu niż ich rówieśnicy.

Niestety, HNB są dużo bardziej wymagające w pielęgnacji. Do rodziców nie tylko należy kontrola otaczających je bodźców i eliminacja stresorów, ale także prawdziwe wyzwanie: szybkie odczytywanie sygnałów przestymulowania. Zwłaszcza że HNB mają także sprawniej niż inne dzieci działający rezonans limbiczny, pozwalający im odczytywać emocje opiekunów. Jeśli dołożymy do tego permanentne zmęczenie rodziców, ich zdenerwowanie i niechęć – nietrudno sobie wyobrazić, że życie w takiej rodzinie może szybko zmienić się w piekło.

Czasami trudno jest określić, czy nasze dziecko płacze dużo, czy mało, zwłaszcza jeśli jest jedynym noworodkiem, z którym mamy do czynienia. Pewnym testem może być reaktywność dziecka na nadmiar bodźców, ale nade wszystko warto zawierzyć swojej intuicji. Nikt nie zna dziecka tak dobrze, jak jego rodzic.

Prawdopodobnie jesteście rodzicami HNB, jeśli wasze dziecko:

  • płacze częściej niż inne (wrażenie subiektywne, potwierdzone przez otoczenie),
  • nieustannie wodzi za wami wzrokiem,
  • reaguje płaczem na każdą, nawet najmniejszą zmianę: podniesiony ton głosu, hałas za oknem, szczekanie psa,
  • nie lubi metek ani brudnych ubrań (natychmiast chce się przebierać),
  • gdy jest starsze, wydaje się introwertyczne, rzadziej ekstrawertyczne,
  • zauważa zmiany, np. nowe ubranie mamy, przesunięty mebel,
  • często reaguje intensywnie na rzeczy, które je przytłaczają (np. mocne światło, kolory, głośna muzyka),
  • w reakcji na przestymulowanie biega po domu jak szalone, choć niektóre odwrotnie – zamykają się w sobie albo… zasypiają w środku zabawy.

Niektóre HNB nie ujawniają swojej niezwykłej wrażliwości zbyt szybko. Może to się stać dopiero, gdy pójdą do przedszkola albo gdy w ich życiu zdarzy się coś wielkiego, np. przeprowadzka do własnego łóżka, przyjście na świat rodzeństwa albo… nowa lampka przy łóżku.

Co się dzieje w mózgu HNB?

Każde dziecko przychodzi na świat z kompletem neuronów, które będą mu towarzyszyć do końca życia. Ale w początkowym okresie życia, zwłaszcza do ok. 3 roku, ten komplet ulegnie całkowitej restrukturyzacji. Wytworzą się miliony połączeń nerwowych w obszarach odpowiedzialnych za różne funkcje: motoryczne, emocjonalne, mowy. Inne, nieużywane, zanikną.
Co ważne, rozwój małego dziecka ma charakter psychoruchowy, co znaczy, że mózg potrzebuje ruchu, aby się rozwijać. To dlatego przestymulowane dziecko będzie biegać jak szalone: jego mózg ratuje się, aktywując ciało do działania.

W początkowym okresie życia HNB uważają rodziców za osoby, które potrafią je regulować. Jest to oparte na bezwarunkowym zaufaniu ze strony niemowlęcia i, jeśli spotyka się z odpowiednią reakcją rodziców, stanowi wspaniały wstęp do samoregulacji po szóstym miesiącu życia (gdyż wtedy dopiero mózg dziecka staje się na to powoli gotowy).
Od drugiego miesiąca życia niemowlęta są bardziej zainteresowane tym, co je otacza, zaś rodzice nadal pełnią funkcję „regulujących dorosłych”, ale zakres ich obowiązków się zwiększa. Muszę być kimś, kto nie tylko reguluje ich życie emocjonalne i fizyczne poprzez uspokajanie i pobudzanie (1). Powinni także kontrolować ilość bodźców, jaka dociera do dziecka, mocno je ograniczając. Krótko mówiąc, HNB powinny mieć mniej zabawek niż inne dzieci (osobną kwestią jest, czy dzieci o spokojnym temperamencie potrzebują ich aż tyle).

Wszystkie dzieci reagują przestrachem w nowej sytuacji. Odruch przestrachu jest u niemowlęcia odpowiednikiem reakcji walki lub ucieczki i powoduje napięcie mięśni całego ciała. Aby zrekompensować zużycie energii, mózg uwalnia neurohormony przywracające równowagę (3). U HNB może się on błyskawicznie przerodzić w strach, jeśli nie otrzymają kojącego wsparcia. Wówczas mózg, aby zużyć mniej energii i poświęcić ją na przywracanie równowagi, zahamuje inne procesy: układ odpornościowy, wzrost, uczenie się. To dlatego HNB chorują częściej niż inne dzieci.
Aby układ nerwowy dziecka dobrze się rozwijał, należy mu dostarczyć właściwej stymulacji. Jednak już wiemy, że w przypadku HNB łatwo może dojść do przeciążenie bodźcami. Jak zatem należy postępować?

Dostrojenie, przywiązanie, samoregulacja

Są to trzy strefy działania, poprzez które rodzic HNB może kontrolować pobudzenie, jakie dociera do jego dziecka. Omówimy je osobno, zwracając uwagę na narzędzie działania, które może okazać się niezbędne w każdej z nich – chustę lub nosidło ergonomiczne.

Dostrojenie

Powyżej była mowa o tym, że HNB mają wyjątkowo aktywny rezonans limbiczny, czyli reaktywność na nasze własne emocje. Działa to w dwie strony, tzn. emocje dzieci udzielają się też dorosłym. Nie należy się zatem dziwić, że matka HNB, która jest zostawiona sama sobie, siedzi i płacze przy płaczącym niemowlęciu.
Wszystkie dzieci uwielbiają, gdy emocje rodzica pasują do ich emocji. Jeśli machają wesoło rączką, odpowiadajcie mu uśmiechem lub pogodnym komentarzem. Jeśli płacze, skupcie się na tej emocji i nie zostawiajcie dziecka samego sobie. U HNB płacz bywa sposobem na uwolnienie napięcia, zaś celem rodzica nie jest przerwanie płaczu, tylko koncentrowanie uwagi na niemowlęciu, z pełnym przyzwoleniem dla jego gwałtownych emocji. Usiądźcie w wygodnym fotelu i, trzymajcie dziecko na ręku i patrzcie mu w oczy. Jeśli się od was odgina, starajcie się je uspokoić poprzez łagodny dotyk. (…) odetchnijcie kilka razy, starajcie się sami rozluźnić i myślcie o swojej miłości do dziecka (…) Płaczcie razem z nim, jeśli odczuwacie taką potrzebę (1).

Można też wspomóc się chustą. Zamotanie płaczącego dziecka nie jest proste, można to zrobić, drepcząc w miejscu lub chodząc, używając wiązania, które wychodzi nam najlepiej. W takich sytuacjach lepiej sprawdzą się wiązania z przodu, które umożliwiają kontakt wzrokowy z dzieckiem.
Noszenie w chuście, oprócz bliskości, zapewnia dziecku nacisk, który ma dla większości HNB działanie uspokajające. Dochodzi wówczas do niewielkiej stymulacji, takiej w sam raz dla skołatanego układu nerwowego. Możecie wybrać się na spacer z płaczącym dzieckiem w chuście, ale tylko w jakieś spokojne miejsce: do lasu albo do ogrodu. Czasami wystarczy zaciągnąć zasłony i chodzić w tę i we w tę po jednym pokoju, który dziecko dobrze zna i błogo mu się kojarzy, np. po sypialni. Oczywiście, należy wyłączyć telewizor i muzykę, o ile wcześniej były włączone.

Przywiązanie

Współczesna nauka mówi o modelach przywiązania – chodzi o taką więź między dzieckiem a opiekunem, która da dziecku bezpieczne zaplecze, do którego zwróci się w razie potrzeby (przestrachu, przestymulowania itd.). Więź jest rozumiana biologicznie, stanowi bowiem dla niemowlęcia warunek przetrwania. Niemowlę jest bardzo dobrze przygotowane, by tę więź nawiązać – m.in. jest wyjątkowo reaktywne na ludzkie twarze. Sam wygląd niemowlęcia to warunek jego przetrwania, bowiem dorośli są wyjątkowo podatni na jego urok: małe pulchne rączki, słodkie stópki, duże oczy. Kryje się za tym mądrość natury.

Model przywiązania, który jest najodpowiedniejszy dla rozwoju dziecka, to model bezpiecznego przywiązania. Nazywamy go modelem, gdyż kształtuje się we wczesnym dzieciństwie (do ok. 1,5 roku życia) i nie ulega zmianie przez całe życie. Stanowi punkt odniesienia do wszystkich relacji, jakie nawiązujemy w życiu.
Osoba przywiązana bezpiecznie spodziewa się, że będzie lubiana i że inni będą się o nią troszczyć. Czuje się bezpieczna (…). Jakby miała zawsze do dyspozycji pełen miłości spokój (…) (1).
Niestety, aż 40% dzieci i dorosłych wykazuje pozabezpieczny styl przywiązania. Stanowi to zwłaszcza trudność przy wsparciu HNB, gdyż rodzic przywiązany pozabezpiecznie będzie prawdopodobnie wychowywał dziecko w tym modelu.

Dla HNB bezpieczny model przywiązania to w zasadzie podstawa prawidłowego i szczęśliwego rozwoju. Jeśli łączy je z rodzicem bezpieczna więź, to nawet jeśli zareaguje początkowo w typowy dla siebie sposób (przestrachem), ucieczka do rodzica da mu poczucie bezpieczeństwa. W przypadku innego niż bezpieczny modelu przywiązania przestrach zamieni się w strach. Dlatego bardzo ważne jest, aby reaktywnemu dziecku towarzyszył responsywny rodzic – czyli taki, który będzie reagował na jego nastroje, zapewniając dziecku poczucie bezpieczeństwa. W przeciwnym razie HNB staną się wycofane, milczące, będą się bać ludzi i nowych sytuacji, czasem będą wolniej się rozwijać.

Być rodzicem HNB, samemu nie mając bezpiecznego stylu przywiązania, to nie lada wyzwanie. Sama opieka nad wymagającym dzieckiem nie jest łatwa, nie mówiąc o przemęczeniu i zwyczajnym braku ochoty na nawiązywanie z nim więzi. Zwłaszcza, że HNB jako niemowlęta nie mają „momentów” ze swoimi rodzicami lub mają je bardzo rzadko. Nie leżą obok nas, wesoło gaworząc. Domagają się spełniania własnych potrzeb, których nie tylko rodzic nie rozumie, ale także trudno mu je pogodzić z własnymi.
Rodzicom HNB nie jest łatwo także dlatego, że wysoko wrażliwe dzieci nie motywują swoich rodziców zbyt często do współpracy. O ile niemowlę o spokojnym temperamencie uśmiecha się i macha rączkami, gdy ktoś się nim zajmuje (np. zmienia pieluszkę), dla HNB nawet tak prosta czynność to źródło przeładowania emocjonalnego.

Chusta bywa tutaj ostatnią deską ratunku. Nie tylko pomaga nawiązać więź z dzieckiem – im wcześniej, tym lepiej – ale także pozwala rodzicowi na realizację, choć częściowo, jego własnych potrzeb. Można włożyć dziecko do chusty i opuścić dom. Może z HNB nie zawsze uda się wyjść do ulubionej kawiarni, w której jest gwarno i pełno, ale przynajmniej uda się pójść do parku, gdzie można odetchnąć.

Samoregulacja

Około dziewiątego miesiąca życia dziecko zaczyna zauważać związki przyczynowo-skutkowe, a jego mózg zaczyna maksymalizować jego zdolności do radzenia sobie ze światem (…). Mniej wymachiwania, więcej strategicznych ruchów podczas eksploracji otoczenia (…) Reaktywność na stres jest dosłownie programowana w zwojach mózgowych (3).
Także dla HNB ma to duże znaczenie, gdyż odtąd może zachowywać ostrożność, ponieważ czegoś nie zna, a mimo to zdecydować, by iść naprzód. Dzieje się to w dużej mierze pod wpływem umiejętności rodzica radzenia sobie ze stresem – kwestia niedokończonego mózgu definiuje naszą rolę jako rodziców(3).

Dziecko, jak to zostało powiedziane wcześniej, potrzebuje nawiązać więź z opiekunem, aby przetrwać. Samo nie potrafi się „wyłączyć”, ani „włączyć” – to rodzic pełni funkcję regulacyjną. Dzięki chuście niemowlę uczy się samoregulacji, bowiem pozostając w bliskości ciała rodzica samo może „wyłączyć się” ze stresującej sytuacji: szukając wsparcia w twarzy rodzica (wyrażającej radość, niepokój albo zaciekawienie) albo zasnąć, wtulając się w niego. Przebywanie blisko was niewątpliwie uspokaja dziecko, redukuje bowiem nadmierną stymulację wywołaną strachem (1).
To także wskazówka dla rodziców: (…) kiedy musicie wejść z dzieckiem w intensywnie stymulującą sytuację, koniecznie trzymajcie je wtedy blisko swojego ciała (1).

Z HNB wszystko jest inaczej

W filmie „Musimy porozmawiać o Kevinie” Lynne Ramsay pokazała wyjątkowo trudny przypadek HNB. Jest tam scena bliska sercu wszystkich rodziców HNB: Tilda Swinton, grająca matkę Kevina, idzie z tym wiecznie płaczącym niemowlęciem w wózku ulicą, zatrzymuje się przy robotnikach pracujących młotem pneumatycznym i z lubością zamyka oczy: oto choć przez chwilę nie słyszy płaczu dziecka.
Ta scena ma wiele wymiarów. Można pomyśleć, że nie doszłoby do późniejszej, strasznej tragedii w tej rodzinie (i wielu innych), gdyby zamiast wózka, włożyła Kevina do nosidła. Dla matki Kevina macierzyństwo było konfliktem życiowych interesów (chciała podróżować, cieszyć się wolnością, bawić). Gdyby zrezygnowała z klasycznych rekwizytów, przypisanych w naszym świecie macierzyństwu – wózka i butelki, być może lepiej odnalazłaby się w nowej roli, bo nie musiałaby z tylu rzeczy rezygnować.
Tymczasem podczas gdy ona odpoczywała, słuchając młota pneumatycznego, jej reaktywny syn cierpiał niewymowne katusze. Tego zrozumienia również zabrakło tej parze matka-dziecko.

Czasami okazuje się, że samo uświadomienie sobie faktu istnienia HNB i akceptacja płaczu jako sposobu komunikacji, jest dla rodzica bardzo pomocne. Przede wszystkim kończy się zadręczanie pytaniami „Co robię źle?”. Rodzice, odciążeni od poczucia winy, odzyskują energię do współpracy z dzieckiem.
Podstawą sprawowania opieki nad HNB jest przeformułowanie założeń. Jeśli dziecko jest nieodkładalne, to… zapomnijmy o odkładaniu. Brzmi to abstrakcyjnie, ale da się całkiem normalnie funkcjonować z dzieckiem w chuście na plecach. Każdy rodzic sam podejmuje decyzję, ale jeśli alternatywa brzmi: nie nosić i funkcjonować z psychicznym obciążeniem albo nosić i zdjąć sobie ten ciężar barków (nakładając na nie fizyczny ciężar własnego dziecka), to wybór wydaje się łatwiejszy.

Jest jasne, że HNB potrzebują rodziców, którzy wiedzą, co robią. Trudno jest wiedzieć, co się robi, w stanie permanentnego przemęczenia. Silni rodzice to silne dzieci. Warto wypróbować narzędzie, które zarówno nam, jak i dziecku pomoże odzyskać równowagę psychiczną i siłę. Każde dziecko jest osobnym bytem, nie ma więc gotowej recepty na działanie w każdym przypadku. Ale nad jedną myślą warto się zatrzymać: „Moje dziecko jest wyjątkowe”. Albowiem w przypadku HNB zapewne tak jest.

Źródła:

  • Elaine Aron, Wysoko wrażliwe dziecko, Sopot 2017.
  • Jesper Juul, Nie z miłości, Podkowa Leśna 2011.
  • Stuart Shenker, Metoda samoregulacji Self-reg, Warszawa 2016.

Marta Szperlich-Kosmala

Certyfikowana doradczyni noszenia w chustach i nosidłach miękkich Akademii Noszenia Dzieci. Ukończyła filozofię na Uniwersytecie Jagiellońskim, ale zawodowo uczy angielskiego i niemieckiego w szkole językowej. Pasjonuje ją antropologia i intuicyjne rodzicielstwo w duchu kontinuum. Ma za sobą praktykę hipnoporodu. Kocha życie na prowincji, bo może w nieskończoność wędrować ze swoimi dziećmi po lasach, jak Indianie. Jest mamą dwojga absolutnie chustowanych maluchów. Treningi biegowe jej męża są jedynym momentem, gdy jej dzieci mają kontakt z wózkiem... biegowym. Uprawia gimnastykę słowiańską i czyta góry książek. Nie tylko o rodzicielstwie.
Odwiedź stronę autorki/autora: https://www.facebook.com/boskanioska/




Książeczki Pucio – zabawy logopedyczne dla najmłodszych

Książki wspierające wszechstronny rozwój najmłodszych dzieci

Naprawdę przeciwsłoneczne okulary dla dzieci (Real Kids Shades)

Poronienie to strata, która zasługuje na żałobę

Juul na poniedziałek, cz. 103 – Zadaniem nauczycieli jest przewodzić w dialogu z uczniami i rodzicami

W jaki sposób technologia może wspierać edukację?

Przejdz do: