Kategorie
Rodzicielstwo Rodzicielstwo Bliskości

Dzieci potrzebują naszego zaufania! (Krótki tekst o nadmiernej kontroli)

Kiedy rodzi się dziecko, rodzice patrzą z zachwytem na bezbronne stworzenie. Ich naturalnym odruchem jest ochrona go przed wszystkim, co złe. W obecnych czasach ilość negatywnych wiadomości przeważa nad dobrymi (tragiczne wypadki, zaginięcia, katastrofy, krachy, kataklizmy czy choroby), co nie pozostaje bez wpływu na nasze nastawienie do rzeczywistości.

Rodzice czują się w pełni odpowiedzialni za całkowitą ochronę swoich dzieci przed masą niebezpieczeństw. A przecież to nie tylko niemożliwe, ale także nie do końca słuszne rozwiązanie!

Często ochrona przed zagrożeniem przybiera formę kontroli. Ta natomiast rośnie wraz z dzieckiem. Początkowo nerwowo obserwujemy każdy jego ruch w mieszkaniu, próbując zapobiec urazowi. Później, w obawie przed czyhającym niebezpieczeństwem w komunikacji miejskiej i na drodze, zawsze oferujemy podwiezienie. A kiedy, już jako nastolatek, wywalczy autonomię w przemieszczaniu się, wymyślamy najgorsze scenariusze i domagamy się smsowego raportu, gdzie jest i czy nic mu się nie stało.

JAK DOBRZE, ŻE TO REKLAMA KSIĄŻEK

książki dla rodziców

Twoje kompetentne dziecko 

32,10 PLN

Wsłuchaj się w potrzeby swojego dziecka i nawiąż z nim prawdziwą relację.

W konsekwencji (w przeważającej większości sytuacji) nasze dziecko słyszy: „Uważaj”, „Nie wolno”, „Nie rób tak, bo … się oparzysz, potkniesz, uderzysz, upadniesz, rozlejesz, zepsujesz, rozbijesz, połamiesz.”, „Poczekaj, pomogę ci!”, „Zawiozę cię.” itp. Osiągamy swój cel – dziecko zabezpieczone z każdej możliwej strony. Czy jednak taka nadmierna ochrona jest dla niego korzystna?

Nadmierna kontrola a pewność siebie i wiara we własne możliwości

Dzieci już od pierwszych swoich dni co rusz podejmują wyzwania, przekraczają bariery, nieustannie uczą się nowych rzeczy. Czynności, które wykonują, są dla nich całkowicie nowe i w większości sprawiają im pewną trudność. Rodzice widząc to, często chcą pomóc dziecku. Tym samym, kiedy maluch rozpoczyna swoją przygodę z raczkowaniem czy chodzeniem, często nie odstępują go na krok, by amortyzować i zapobiegać każdemu potencjalnemu upadkowi. A gdy dziecko upada, mimo że jest to zupełnie nieszkodliwy wypadek, niezwłocznie biegnią, by postawić je z powrotem na nogi.

Te wszystkie czynności wynikają z miłości. Trzeba jednak pamiętać, że i w tym przypadku, biorąc pod uwagę rozwój dziecka, dobrze jest „dać mu wędkę, a nie od razu rybę”.

Każda samodzielnie wykonana przez dziecko czynność jest cegiełką dołożoną do budowy pewności siebie i wiary we własne możliwości. Oczywiście, rodzic w tym procesie jest niezbędny, ale nie jako osoba wyręczająca, a bezpieczna baza, do której maluch może zawsze się kierować.

Dlatego zamiast nerwowego wyczekiwania na upadek, towarzyszmy dziecku ze spokojem, zachowując oczywiście ramy bezpieczeństwa. Kiedy dziecko włoży w coś dużo wysiłku, podejmie wiele prób, aż  w końcu osiągnie swój mały sukces, od razu skieruje wzrok na rodzica. Wtedy jest czas na dumę, radość i wspólną celebrację osiągnięcia. Dziecko uczy się wierzyć we własne możliwości i przekraczać własne ograniczenia, ale przede wszystkim uczy się tego, że rodzic mu na to pozwala i towarzyszy w rozwoju.

Czytasz NATULI dzieci są ważne… i słusznie.

Oprócz pisania tekstów, wydajemy książki oraz prowadzimy księgarnię internetową – dla rodziców i dzieci.

Kiedy przede wszystkim poprawiamy, korygujemy i asekurujemy dziecko, nie dajemy mu możliwości na niewinny upadek, błąd i porażkę. Każdorazowe wyręczenie dziecka z czynności, którą zdołałoby wykonać, daje mu informację: „Nie potrafisz sam tego zrobić. Potrzebujesz pomocy. Nie dasz rady. Ja zrobię to lepiej” i wzmacnia wewnętrzne przekonanie: „Nie będę nawet próbował, bo i tak nie potrafię”.

Dlaczego zaufanie dziecku jest tak ważne?

Maria Montessori powiedziała kiedyś: „Nie powinniśmy nigdy pomagać dziecku w zadaniu, które potrafi rozwiązać samo”. Zaufanie dziecka do samego siebie jest równe zaufaniu, jakie okazują mu rodzice, podniesione do kwadratu.

Nadgorliwość rodziców i ich nadmierna opiekuńczość, chociaż wynikają z miłości do dziecka, ograniczają prawidłowy rozwój pewności siebie i wiary we własne możliwości. Wyręczamy dzieci, pomagamy im i interweniujemy w sytuacji potencjalnego, nawet minimalnego ryzyka, ponieważ wierzymy, że z naszą niewielką pomocą dziecko poradzi sobie lepiej. Wydaje nam się, że pomoc nigdy nie zaszkodzi. W tym przypadku jednak nierzadko ma negatywne konsekwencje.

Warto jeszcze przeczytać:


Istnieje w mózgu obszar, o których warto wiedzieć: to ciało migdałowate. Jako część struktur mózgu emocjonalnego, aktywowane jest każdorazowo w sytuacji zagrożenia. Druga struktura to płat czołowy – struktura mózgu racjonalnego. To on w sytuacji zagrożenia odpowiada za pokonanie strachu i zaplanowanie strategii działania.

Wyobraźmy sobie sytuację na placu zabaw: dziecko zbliża się do ławki, by się na nią wspiąć. Kiedy rodzic reaguje przerażeniem i podbiegając do dziecka krzyczy: „Uważaj! Spadniesz!” – momentalnie ciało migdałowate dziecka przejmuje dowodzenie, a skupienie sterowane przez płat czołowy zostaje całkowicie zaburzone. W efekcie dziecko czuje strach i zagrożenie oraz, automatycznie, przestaje się skupiać na zadaniu, przez co potencjalne ryzyko upadku jeszcze bardziej wzrasta.

Oczywiście – bezwzględnie należy reagować na zagrożenie. Jednak w sytuacjach, kiedy realnego zagrożenia nie ma, a istnieje jedynie potencjalne ryzyko, którego rodzic aktywnie poszukuje w celu ochrony dziecka – dziecko bardziej niż fizycznej ochrony, potrzebuje od rodzica zaufania.

Czego uczy się kontrolowane dziecko?

Kiedy najczęstszą reakcją rodzica na zadanie, w którym dziecko przejmuje inicjatywę, jest strach, kiedy ciągle okazujemy mu, że martwimy się o jego zdrowie, bezpieczeństwo i samopoczucie – jego mózg rejestruje dwa komunikaty:

  1. “Świat jest pełen niebezpieczeństw”.
  2. “Ja sam nie potrafię sobie z nimi poradzić”.

W obliczu każdej trudności, jaką dziecko napotka w życiu, będzie ono odbierało w swoim ciele migdałowatym sygnał alarmowy, a co za tym idzie – zareaguje każdorazowo strachem.

JAK DOBRZE, ŻE TO REKLAMA KSIĄŻEK

Dodaj mi skrzydeł
35 PLN
Jak zrozumieć małe dziecko
35 PLN
Rozwój seksualny dzieci
31 PLN

Zaufanie jest lepsze niż kontrola

Mimo, że bardzo chcemy uchronić dziecko od trudności, w pewnych sytuacjach najlepsze, co możemy dla niego zrobić, to dać mu przestrzeń i pozwolić na małe potknięcia i samodzielne podnoszenie się z upadków. Dajmy mu przestrzeń każdorazowo, kiedy bawi się samo i jest zajęte. Pozwólmy samemu przybiec, kiedy chce mu się pić, nie chodźmy za nim z butelką wody – dajemy mu tym samym szansę na zdiagnozowanie swojej potrzeby i podjęcie kroków do jej zaspokojenia. Podobnie, kiedy wchodzi w interakcje z innymi dorosłymi – nie wyręczajmy, nie mówmy od razu w imieniu dziecka. Pokażmy mu, że może być równoprawnym rozmówcą, nawet z osobą dużo starszą od siebie. Kiedy istnieje niewielka szansa, że może się przestraszyć, lekko zadrapać lub potknąć, kiedy wdaje się w drobne kłótnie z rodzeństwem lub z kolegami – zaufajmy mu, dajmy przestrzeń i pozwólmy budować poczucie sprawczości.

Zaufanie dziecku buduje pozytywną samoocenę

Dziecko wierzy, ufa swoim rodzicom w stu procentach. Jeśli oni mu ufają – uczy się, że i ono sobie może zaufać. Tylko dzięki takiej postawie nauczysz je wiary w samego siebie. Dziecko będzie się dobrze czuło z samym sobą, potrafiło podejmować decyzje, oceniać ryzyko, radzić sobie z trudnościami i opanowywać w sytuacjach stresowych. Uwierzy we własne siły. Czy nie tego właśnie chcemy dla naszych dzieci?

Autor/ka: Barbara Góralczyk

Psycholog w wykształcenia. Korepetytor z zamiłowania. Z pasji – redaktor i felietonista. Zawodowo związana z branżą HR. Miłośniczka ludzkiego mózgu, jego właściwości i ograniczeń, psychologii poznawczej i neurobiologii. Ambasadorka świadomego wychowywania dzieci, edukacji poprzez doświadczenie oraz otwartej komunikacji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *