Każdy rodzic może być dobrym przywódcą! Rozmowa z Zofią Schacht-Petersen, cz.2
| Każdy rodzic może być dobrym przywódcą! Rozmowa z Zofią Schacht-Petersen, cz.2

Każdy rodzic może być dobrym przywódcą! Rozmowa z Zofią Schacht-Petersen, cz.2

Rozmowa z Zofią Schacht-Petersen - trenerką NVC, mediatorką i autorką książki “Dialog zamiast kar”.

Czy istnieją takie sytuacje, w których warto dać całkowitą wolność dzieciom? Czy to rodzic powinien bezwzględnie podejmować decyzje? 

Wyrażać siebie oraz widzieć i słyszeć innych, a także chronić siebie i innych przed bólem – to według mnie potrzeby, o których trzeba dzieciom przypominać. Za wszystko inne dzieci są w stanie same wziąć odpowiedzialność i można podjąć z nimi na ten temat otwarty dialog. Dialog, otwarta komunikacja o uczuciach i potrzebach, chroni relacje i sprawia, że frustrację i niezadowolenie można szybciej zauważyć, a zatem sprawić, żeby nie eskalowały do wojen między dziećmi. Im wcześniej dzieci i ich głos będzie usłyszany, tym łatwiej będzie z nimi współpracować. Być liderem dla dzieci – to być gotowym do takiego dialogu z nimi.

Kiedy 10 lat temu zakładaliśmy pierwsze w Polsce przedszkole oparte na NVC, chcieliśmy żeby dzieci miały możliwość swobodnego wyrażania i zaspokajania potrzeb. Jednocześnie zastanawialiśmy się, które z nich są najważniejsze dla wszystkich jednocześnie – i co do których nie oddamy dzieciom swobody decydowania. Były to potrzeba bezpieczeństwa (było dla nas oczywiste, że nie pozwalamy na to, co w jakikolwiek sposób zagraża komukolwiek), a także szacunku (czyli być widzianym i słyszanym, oraz widzieć i słyszeć innych). W praktyce w naszym przedszkolu panowały dwie zasady – „chcemy bawić się tak, żeby nikogo nie bolało”, a także  – „kiedy chcesz się z kimś bawić to go spytaj, czy on też tego chce. Jeśli nie, to nie.” Świadomie zwracałyśmy uwagę na to jak dzieci się komunikują, czy jasno wyrażają swoje „tak” i „nie”. To był nasz przewodnik wtedy, kiedy NVC było w Polsce w powijakach. Zdałyśmy sobie wtedy sprawę, że dzieci w grupie potrzebują przede wszystkim jasnej komunikacji, dialogu o tym czego kto chce, a czego nie chce. Wystarczyło im to raz zaproponować – pytałyśmy je często czego chcesz? A potem, gdy dotyczyło to grupy mówiłyśmy: „Sprawdźmy co inni na to, czego oni chcą, a potem zobaczymy czy jesteśmy gotowi do decyzji, która uwzględnia nas wszystkich”. Zaskoczyło nas, że dzieci nie miały z tym problemu, lubiły to, angażowały się, wypowiadały swoje pomysły rozwiązań i chętnie przysłuchiwały się kiedy inni mówili o swoich. Czasem takie rozmowy i decyzje – np. kto idzie w pierwszej parze, kto otwiera bramkę do ogrodu trwały dłużej, ale widać było, że dzieci bardziej szanowały to, co zostało ustalone w ten sposób, niż poprzez odgórną decyzję dorosłego. Trudniej było z dorosłymi. Nauczycielki, które nie potrafiły mówić, czego chcą dla siebie, a czego nie chcą, narażały się na zmęczenie i frustrację, a to wpływało bezpośrednio na dzieci. Kiedyś miałam wizytę dwóch mam, które zaniepokoiły się, że od kiedy ich córki – (w wieku 3-4 lata) chodziły do naszego przedszkola, w domu zaczęły często mówić – że czegoś chcą. Mamy wolały, żeby zamiast mówić –„ja tego chcę” mówiły – „proszę o to”. Słuchałam tych kobiet z uwagą. Nie wyjaśniałam, ani nie tłumaczyłam im niczego. Byłam spokojna i gotowa na krytykę, a nawet na to, że zabiorą dzieci z przedszkola, jeśli uznają że nie uczą się u nas zasad tzw. „dobrego zachowania”. Po kilku minutach tej rozmowy, jedna z mam się rozpłakała. Powiedziała: „Teraz zdałam sobie sprawę, że mnie nigdy w domu nie wolno było mówić, że czegoś chcę. To nie było ważne i nikogo to nie obchodziło. To dlatego jej „chcę” tak mnie irytuje!”

Jak znaleźć równowagę między odpuszczaniem, a przejmowaniem odpowiedzialności, tak, żeby dziecko nie czuło się zagubione? 

Żeby odpowiedzieć na to pytanie, odwołam się do koncepcji Juula, który rozróżnia odpowiedzialność osobistą i społeczną. Dzieci – mniej więcej do okresu dojrzewania – potrafią być odpowiedzialne tylko za własne potrzeby i ich zaspokojenie. Juul nazywa to „odpowiedzialnością osobistą” i uważa, że dzieci są zdolne do niej od narodzin. Nie są w stanie troszczyć się o innych, o inne dzieci i dorosłych, bo dyskomfort związany z niezaspokojeniem własnych potrzeb jest zbyt duży – co bezpośrednio się wiąże z etapem ich rozwoju. Frustracja i ból są o wiele bardziej intensywne u dziecka, bo jego ciało jest mniejsze, a układ nerwowy wrażliwszy. Dorośli natomiast są zdolni zarówno do odpowiedzialności osobistej, jak społecznej, ponieważ są w stanie nie tylko brać pod uwagę swoje potrzeby, ale też potrzeby innych ludzi, przede wszystkim dzieci – potrafią znieść więcej, odraczając na jakiś czas swoje potrzeby. W praktyce wyraża się to na przykład w tym, że żeby dzieci były w stanie słuchać dorosłego, najpierw same potrzebują być wysłuchane. To podstawowa zasada w dialogu między dziećmi a dorosłymi. Nie chodzi o to, że kiedyś dzieci miały być posłuszne, a teraz to rodzice mają być posłuszni dzieciom – ale o to, żeby słuchanie i wypowiadanie się miało odpowiednią kolejność i jakość. Za tę strukturę w komunikacji i za relację z dzieckiem odpowiedzialny jest rodzic.

Reklama, dzięki której rozwijamy redakcję
Dialog zamiast kar

Każde dziecko pragnie, aby je wysłuchano. Podobnie jest z dorosłymi. Tylko prawdziwa, szczera rozmowa buduje więź i sprawia, że potrzeby obu stron zostają zaspokojone. “Dialog zamiast kar” to książka oparta na teorii Porozumienie bez Przemocy, która w miejsce sztywnych metod wychowawczych, proponuje bliski kontakt oraz  pełną akceptację.

Zobacz więcej

Czasem rodzice mają obawy, że jeśli się na coś zgodzą, to wkrótce dziecko zacznie ,,wchodzić im na głowę”

Zdania na temat „dzieci wchodzących na głowy” rodziców to element dawnego przekonania, że dzieciom, człowiekowi nie można ufać. Zdaniem neurobiologa i psychiatry Joachima Bauera – zachowania agresywne mają swoje źródło w niezaspokojonych potrzebach, których nie potrafimy komunikować i które są długo niezaspokojone. Zwłaszcza potrzeba przynależności, szacunku, bycia branym pod uwagę. Jeśli rodzice wolą z reguły odmawiać dzieciom, w obawie, że te przejmą ster w domu – oznacza to tylko, że ci rodzice są pełni niepokoju i wpływa on na ich kontakt z dziećmi. Nie mówią jasno, czego chcą, czego nie chcą, więc dzieci są jeszcze bardziej zagubione. Tacy rodzice pilnują swojego własnego, wrażliwego i zalęknionego status quo. Swoją niepewność tuszują pozorami rodzicielskiej władzy. Mówią do dzieci: „nie, bo nie”, co nic nie znaczy.

Zdarza się również, że rodzice w ogóle nie mówią dzieciom “nie”…

Kiedy pracuję z rodzicami i rozmawiamy o przywództwie, często spotykam taką skrajność – tzw. „curling parenting” – czyli rodziców, który chcą „zdmuchnąć” z drogi życiowej dziecka wszelkie przeszkody. Obawiają się „zabraniać” dzieciom czegoś, mówić do nich „nie”, bo obawiają się ich reakcji – najczęściej frustracji, niezadowolenia. Nie wiedzą, jak sobie z nimi radzić. Chcą, żeby dzieci bez przerwy były zadowolone – a to przecież nie jest możliwe. Szczerze mówiąc, mam czasem wrażenie, że fanatyczne podejście do rodzicielstwa bliskości może skutkować takim podejściem do dzieci.
Zarówno jedna, jak i druga postawa, są skrajnością i przeciwieństwem zdrowego przywództwa. To ucieczka od własnego zagubienia, bólu i niechęci, od mierzenia się z prawdą o życiu, które jest, jakie jest – czasem naprawdę pełne wyzwań. Obie postawy to unikanie odpowiedzialności za siebie i swoje miejsce w życiu dziecka. Tacy rodzice nie przygotowują dzieci do tego, by w przyszłości były przewodnikami, liderami samych siebie i swoich dzieci.

Co, jeśli w rodzinie każdy z rodziców ma inne zdanie, np. tata nie pozwala dzieciom skakać po łóżku, a mamie to nie przeszkadza? Czy to oznacza, że mama jest gorszym przywódcą?

Według mnie to, że rodzice mają w wielu sprawach inne zdanie, to norma. Każdy z nas jest inny, ma inne potrzeby i w danym momencie doświadcza innych uczuć w związku z ich zaspokojeniem lub nie. Problem pojawia się wtedy, kiedy rodzice sami nie potrafią o tym między sobą rozmawiać i nie okazują sobie nawzajem szacunku dla tego, co ich dzieli. Nie wiedzą wtedy, jak zadbać o strukturę relacji w domu, czyli jak zbudować łączący ich pomost – dialog. Nie wiedząc, jak połączyć różnice poprzez komunikację, nie doceniają tego, co ich łączy – czyli dzieci. Skupiają się na swoich niezaspokojonych potrzebach, zapominając, że dzieci to odrębne istoty, potrzebujące odpowiedzialnych i odważnych opiekunów, którzy pomagają sobie nawzajem chronić ich „nie” – czyli dbać o relację.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Zapewne większość z Was słyszała: „jak będziesz pozwalać na takie zachowania, to wejdzie Ci na głowę”. 🤔Zdania na temat „dzieci wchodzących na głowy” rodziców to element dawnego przekonania, że dzieciom, człowiekowi nie można ufać. Zdaniem neurobiologa i psychiatry Joachima Bauera – zachowania agresywne mają swoje źródło w niezaspokojonych potrzebach, których nie potrafimy komunikować i które są długo niezaspokojone. Zwłaszcza potrzeba przynależności, szacunku, bycia branym pod uwagę❤️. Jeśli rodzice wolą z reguły odmawiać dzieciom, w obawie, że te przejmą ster w domu – oznacza to tylko, że ci rodzice są pełni niepokoju i wpływa on na ich kontakt z dziećmi. Nie mówią jasno, czego chcą, czego nie chcą, więc dzieci są jeszcze bardziej zagubione. Tacy rodzice pilnują swojego własnego, wrażliwego i zalęknionego status quo. Swoją niepewność tuszują pozorami rodzicielskiej władzy. ➡️➡️➡️ link do całego tekstu w BIO! @zielona_wieza_wilanow @thedopple #instadziecko #dziecko #toddler #toddlertantrums #thestruggleisreal #wychowanie #nvc #rodzicielstwo #rodzicielstwobliskosci #instamama #macierzynstwo #parenting #rodzina #przedszkolak #coreczka #synek #familycomesfirst #psychologia #mama #instamatki #bedemama #jestemmama #polishmum #motherhood #dziecisawazne

Post udostępniony przez @ dziecisawazne

Nie zawsze udaje nam się wcielać powyższe wartości w życie. Są sytuacje, gdy np. mieliśmy trudny dzień w pracy, zabrakło nam cierpliwości i nakrzyczeliśmy na dziecko. 

Zawsze mamy szansę przeprosić. Chodzi o to, żebyśmy to robili z szacunkiem dla siebie, ujawniając swój ból i smutek z powodu tego, co się stało i co zrobiliśmy, bo w danym momencie nie potrafiliśmy inaczej, ale bez poczucia winy. Poczucie winy wyraża się w unikaniu rozmowy na temat tego, co się stało. Często nie rozmawiamy z dziećmi o naszych błędach, bo się wstydzimy. Milczenie i udawanie, że jako rodzic jestem nieomylny, bardzo rani dzieci, jest też zwykłą nieprawdą. Z pewnością dzieci przypiszą sobie winę, bo kochają nas bezwarunkowo, takich, jakimi jesteśmy. Im są mniejsze – tym bardziej są podatne na takie przypisywanie sobie winy. W ich budzącej się samoświadomości rodzic jest gwarantem życia i przetrwania, nie może być jednocześnie krzywdzicielem. Otwarta komunikacja – wzięcie odpowiedzialności przez dorosłego za to, co się stało, bez przerzucania jej na dziecko, np. „musiałam krzyczeć, bo mnie nie słuchałeś, bo ty…”- uwalnia dzieci i przywraca ich światu równowagę. Kiedy potrafimy z nimi rozmawiać na trudne tematy – także o naszej ludzkiej kruchości, bólu i naszych błędach – one dorastają w zaufaniu do nas i w mądrości.

Czy rodzic, który ma trudne doświadczenia z dzieciństwa, może być dobrym przywódcą dla swoich dzieci?

Oczywiście, że tak! Wszyscy mamy trudne doświadczenia z dzieciństwa, bo to jeden z najtrudniejszych okresów w życiu. Myślę, że źródłem dużych nieporozumień z naszymi dziećmi i naszej nieumiejętności bycia dla nich przewodnikami, są relacje z naszymi rodzicami, które nieświadomie odtwarzamy. Nawet drobne niezadowolenie dzieci wyzwala u nas wiele nieprzyjemnych uczuć – wspomnień, kiedy sami jako dzieci byliśmy smutni i niebrani pod uwagę. Chcąc chronić przed tym doświadczeniem swoje dzieci, wplątujemy się w błędne koło – chronimy dzieci przed najmniejszą frustracją, stajemy się teraz ofiarami swoich dzieci i pozwalamy im na znacznie więcej niż faktycznie chcemy pozwolić. Kiedy nie potrafimy poradzić sobie z naszym rozregulowaniem, gdy nasze dzieci czują się źle, odbieramy im szansę na przeżycie trudnych uczuć w naszym towarzystwie. Juul mówi, że dzieci, które nie mają okazji doświadczyć frustracji, mają trudność z zauważeniem cierpienia u innych i okazywaniem empatii. Można polemizować z tym, czy tak jest, czy nie, bo każde dziecko jest inne. Moim zdaniem dialog, otwarta i uważna komunikacja z dziećmi i w całej rodzinie może naprawić, zmienić wszystko. Pracuję od wielu lat z rodzicami, którzy nie mają łatwo. Wiem, jak wiele się zmienia, kiedy zmienia się nasza komunikacja, kiedy łapiemy kontakt i równowagę w relacjach. Kiedy zaczynamy słyszeć i uczyć się od naszych dzieci – tego, czego one mogą i chcą nas uczyć – czyli właśnie dialogu i relacji. Kiedy dzieci wyrażają emocje, mówią o sobie i o tym, jak się mają – lepiej radzą sobie z trudnościami. Rodzice też tego potrzebują.


Magdalena Trzewik

Psycholog, trenerka Familylab, doradca Noszenia Clauwi. Ukończyła intensywny trening NVC w Szkole Empatii i Dialogu. Założycielka bliskościowego przedszkola i żłobka NVC Zielona Wieża w Wilanowie. Współtworzy Fundację Edukacja Przygodowa. Mama dwójki dzieci. Wspiera rodziców i wychowawców w nawiązywaniu relacji z dziećmi poprzez warsztaty i konsultacje.
Odwiedź stronę autorki/autora: https://www.edukacjaprzygodowa.pl


Przeczytaj więcej:

natuli.pl
8 książek o Porozumieniu bez Przemocy (NVC)

POLECAMY
6 (udowodnionych naukowo) leczniczych właściwości octu jabłkowego

naturopatia
“Coś na odporność, poproszę!”, czyli jak ustrzec przedszkolaka przed częstym chorowaniem?

André Stern
Stern na piątek, cz. 2 – Jak dziecko, które nie chodzi do szkoły może się rozwijać społecznie?

edukacja alternatywna
Jak szkoła wpływa na życie rodziny, czyli co jest dla nas ważne?

naturopatia
7 naturalnych sposobów na wzmocnienie odporności dziecka

edukacja alternatywna
Bycie uczniem to tylko jedna z ról w życiu

rodzina
Dziecięcy pokój w stylu Montessori

wychowanie
Hejt, bullying i cyberprzemoc – ten problem dotyczy nas wszystkich!

ciąża i poród
Poronienie to strata, która zasługuje na żałobę

olini
Oleje z pestek dyni i czarnuszki chronią przed pasożytami