Kategorie
Dziecko Trudne emocje

Niegrzeczne dzieci nie istnieją. Ale co wobec tego ma zrobić rodzic?

Moje dziecko jest niegrzeczne. Bije, krzyczy, obraża słownie. Rzuca zabawkami w ścianę. Kłamie. Skacze z kanapy na fotel pomimo naszych upomnień. Nie słucha. Trzaska drzwiami. Według twórcy Self-Reg nie ma niegrzecznych dzieci. Co wobec tego robić z takimi zachowaniami?

Niegrzeczne dzieci – czy istnieją?

Dzieci zachowują się źle, kiedy czują się źle. W takich chwilach potrzebujemy zrozumieć, co się z nimi dzieje, i użyczyć im własnego spokoju. Autor książki Self-Reg i podejścia o tej samej nazwie, Stuart Shanker, zwraca uwagę na to, że pod przeróżnymi zachowaniami, które moglibyśmy określić jako „niegrzeczne” kryje się często podwyższony poziom pobudzenia – czyli stan fizjologiczny. Ten stan wywołuje stres, związany m.in z przytłoczeniem bodźcami zmysłowymi, emocjami, wielością informacji docierających do dziecka oraz z innymi ludźmi. 

Wtedy dziecko nie ma wyboru swojej reakcji. Nie robi tego celowo. Nie jest w stanie się „uspokoić” na żądanie. Potrzebuje w tym naszej pomocy. To wszystko, co się z nim wtedy dzieje, nie odbywa się na poziomie racjonalnym, ale tym niższym, cielesnym, bardziej instynktownym. Potrzebujemy więc przede wszystkim odczytywać te „niegrzeczne” zachowania jako sygnały. Sygnały, które mówią nam, że dziecku potrzeba pomocy w samoregulacji, czyli w tym wypadku w obniżeniu pobudzenia. Nie zaś naszych kar, nagród, upomnień czy wyjaśnień.

Niegrzeczne Książeczki

Pakiet Niegrzeczne Książeczki

126 PLN
Emocje i granice

Seria Niegrzeczne Książeczki to opowieści dla małych i dużych, które rozprawiają się z mitami dotyczącymi dzieciństwa. Czy dziecko zawsze powinno być posłuszne, zjadać wszystko z talerza i dzielić się swoimi rzeczami? 

Walka

Niestety, w takich momentach i nasze pobudzenie rośnie – w takim stanie sięgamy nieraz po strategie rodzicielskie, które nie pomagają, a wręcz szkodzą. Krzyk, straszenie, kary, nagrody, wychodzenie z pokoju i ignorowanie dziecka bowiem zwiększają u dziecka stres i pobudzenie. Przyparte do muru dziecko dziecko wybucha lub pozornie się uspokaja, ale wewnątrz przeżywa nadal olbrzymi stres. To, jak widzi całą sytuację jego mózg i układ nerwowy, to walka z własnym rodzicem

Przy dużym pobudzeniu uruchamia się tzw. reakcja walki lub ucieczki – stan, w którym zmienia się postrzeganie, bowiem wszyscy są wrogami, z którymi należy walczyć. Ten stan pojawia się automatycznie w momencie przeciążenia stresem. Wtedy znika świadomość tego, co się dzieje. Człowiek przechodzi na „automat”, a kontrolę przejmują niższe partie mózgu. To pierwotna reakcja, która pomagała nam przetrwać w czasach jaskiniowych, i nadal jej doświadczamy. Cały organizm szykuje się do bitwy – napinają się mięśnie, krew zaczyna szybciej krążyć, oddech staje się szybszy, a mózg zalewa adrenalina. 

Zamrożenie – pozorny spokój

Kiedy rodzic dołącza do dziecka na tym poziomie, krzycząc czy nawet groźnie spoglądając, bo jest rozzłoszczony, przerywa relację. Potwierdza niejako, że jest wrogiem, z którym trzeba walczyć. Przestaje być kimś, w pobliżu kogo dziecko czuje się bezpiecznie. Staje z dzieckiem na ringu. Kiedy jesteśmy rozzłoszczeni czy poirytowani, sami znajdujemy się w reakcji walki lub ucieczki. Dzieci bardzo mocno wyczuwają to, co się z nami dzieje. To niestety sprawia, że dziecko czuje się w relacji z nami mniej bezpiecznie, a więc jego stres jest większy. Paradoksalnie, tzw. „niegrzeczne” zachowania mogą się wtedy nasilić – dziecko bowiem cały czas przeżywa wtedy napięcie, które je uruchamia. Z każdej takiej sytuacji ich układy nerwowe zapamiętują, czy można czuć się w pobliżu kogoś bezpiecznym. 

Być może dziecko, przeciążone stresem i bezsilne wobec większego od niego rodzica, zrezygnuje z walki. Pozornie się uspokoi. Jednak ten „spokój” to reakcja zamrożenia – jeszcze głębsza reakcja stresowa pozostawiająca w układzie nerwowym pamięć zdarzenia jako bardzo trudnego, a czasem nawet traumatycznego, zwłaszcza jeśli pojawi się przemoc.Warto pamiętać, że w tym stanie dziecko widzi nieco inaczej – pojawia się tzw. negatywne zniekształcenie poznawcze. Nawet jeśli nie krzyczymy, ale lekko podnosimy głos czy cedzimy przez zęby w ostatnich próbach samokontroli, dziecko może odnieść wrażenie, że krzyczymy. Nie musimy zresztą krzyczeć – nasz wyraz twarzy i mowa ciała również są wtedy odbierane bardzo intensywnie. Dzieje się tak dlatego, że w takich momentach zwiększa się wyczulenie na zagrożenie. Układ nerwowy nastawia się wtedy na najdrobniejsze sygnały każące mu walczyć, uciekać lub pozostać w bezruchu. 

Jesteś kimś wyjątkowym. Relaksacje dla dzieci 
35,11 PLN
Co robić gdy się złościsz
32,50 PLN
Self-regulation
35,19 PLN

Powrót do relacji

Mamy jednak w takich momentach wybór. Możemy spróbować zawrócić z tej drogi i pomóc również dziecku z niej zawrócić. Potrzebujemy jednak najpierw sami odzyskać równowagę i wyjść z automatu, z własnej reakcji walki lub ucieczki. Czasem to potrwa nieco dłużej, niż byśmy oczekiwali – układ nerwowy bowiem potrzebuje czasu, aby pobudzenie i napięcie opadło. Można porównać to temperatury – jeśli w pomieszczeniu jest 30 stopni, nie oczekujemy, że w sekundę obniży się do 15 stopni. 

Jednak o wiele łatwiej jest dorosłemu z tej drogi zawrócić niż dziecku – ma już dojrzały układ nerwowy i mózg oraz mnóstwo narzędzi, których dziecko jeszcze nie posiada. Ma też silniejszą niż dzieci samokontrolę. Czasem może ona pomóc i wstrzymać np. krzyk na dziecko. Pamiętajmy jednak, że taki „spokój” na samokontroli jest pozorny – dziecko wyczuje, że w środku w nas kipi. Dajmy więc sobie i dziecku czas, aby opadło napięcie. Oczywiście jeśli dzieje się coś niebezpiecznego, najpierw musimy po prostu zadbać o bezpieczeństwo. Na przykład kiedy dziecko wbiega beztrosko na ulicę czy kiedy rodzeństwo przeszło do rękoczynów zagrażających ich zdrowiu, nie mamy czasu, by powoli wyprowadzić ich z tego stanu. Wtedy musimy zareagować szybko. Niektórzy nazywają takie działanie „siłą ochronną”. Jednak i w takich wypadkach, po tym jak zareagujemy mocno i zdecydowanie, przychodzi czas na to, by przywrócić relację i krok po kroku pomóc dziecku obniżyć napięcie i pobudzenie.

Siła rodzicielskiego spokoju

W takich momentach warto przede wszystkim wziąć głęboki oddech i dłuuuuugi wydech. To właśnie ten wydech, podobny do dmuchania balonika, może nas samych uspokoić. A potem, kiedy już trochę wrócimy do siebie, a nadal trochę w nas kipi, przypomnijmy sobie, że nasze dziecko NIE jest naszym wrogiem. Jest młodszym człowiekiem, który nie radzi sobie ze stresem i własnym pobudzeniem, bo jeszcze nie umie

Przykucnijmy, by nie górować nad dzieckiem. Być może dotknijmy lekko jego ręki, aby nawiązać kontakt, zwłaszcza jeśli nas nie słyszy lub nie słucha. Być może przez chwilę nic nie mówmy. W reakcji walki lub ucieczki mózg często nie przetwarza mowy, a nawet faktycznie jej nie słyszy, bo słuch przełącza się w takich momentach na wyszukiwanie zagrożeń w naszym tonie głosu i dźwiękach z otoczenia (szumy, trzaski). Poczekajmy z rozmową do momentu, kiedy dziecko będzie już w pełni w kontakcie z nami i na tyle spokojne, aby zrozumieć. Najważniejsze jest, by dawać dziecku sygnały, że jest z nami bezpieczne.

Nawiążmy kontakt emocjonalny. Przypomnijmy sobie chwile, kiedy nasz kilkulatek czy nawet nastolatek (tak, nastolatki też mają dokładnie te same reakcje stresowe, mamy je zresztą i my) był niemowlakiem. Przypomnijmy sobie nasze spojrzenie z tamtego okresu pełne miłości i czułości. Nasze miękkie gesty i delikatny ton głosu. Oczywiście każdy z nas jest inny – i dziecko, i rodzic, więc warto przede wszystkim nastawić się na odzyskanie prawdziwego spokoju przez siebie i zapewnianie poczucia bezpieczeństwa w relacji. Spokój rodzi spokój, jak mawia Shanker. Przywołaj więc swojego wewnętrznego Yodę i użycz dziecku spokoju. Albo pójdźcie w stronę spokoju razem, krok po kroku wyciszając się coraz bardziej – w reakcji na obniżenie pobudzenia dziecka, obniży się i twoje. 

Jesteś ważny, Pinku!
34,90 PLN
Selfi Regulation: Szkolne wyzwania
39,60 PLN

Mindfulness dla dzieci
26,31 PLN

„Niegrzeczne” zachowania, które nie wynikają ze stresu

Na koniec warto też wspomnieć tu o tym, że jest pewna grupa zachowań, które być może nie wynikają z nadmiernego napięcia i pobudzenia oraz reakcji stresowych. Mówię tu o zachowaniach, które traktujemy jako takie, bo chcielibyśmy, żeby dziecko robiło inaczej. Na przykład, jeśli dziecko skacze w kałuży w najnowszych ubraniach czy śpiewa z radości na cały głos – być może czuje się dobrze i nie ma w tym stresu. Jest natomiast potrzeba ekspresji, eksploracji, bycia dzieckiem po prostu. To, że nie jest to reakcja stresowa, rozpoznamy po szerokim, błogim uśmiechu na twarzy i jaśniejących oczach

W takich razach warto się zastanowić – dlaczego to zachowanie mi przeszkadza? A potem pomyśleć nad sposobem pogodzenia naszych potrzeb (spokoju, łatwości, odpoczynku, równowagi, piękna) z potrzebami dziecka (zabawy, kreatywności, ruchu, autonomii, bycia widzianym i słyszanym). Być może na spacer tuż po deszczu zabierajmy starsze ubrania, których nie szkoda, a zamiast uciszać dziecko, załóżmy sobie stopery do uszu lub słuchawki, w których dotrze do nas mniej decybeli? Być może zaproponujmy dziecku inną, atrakcyjną dla niego zabawę. Każdy z nas jest inny, więc warto znaleźć własny sposób na to, by dać dziecku poczucie bezpieczeństwa – fizycznego i emocjonalnego. Warto jednak szukać takich sposobów i strategii, które nie dodadzą stresu i nie sprawią, że walczymy z naszymi dziećmi, a one z nami. Pamiętajmy też, że każda strategia może dać inne rezultaty, zależnie od naszej intencji, poziomu pobudzenia i samej sytuacji. Jeśli dziecko pod tą strategią wyczuje złość, frustrację, chęć szybkiego zakończenia całej sytuacji czy zmuszenia go do czegoś, a nie empatię i miłość rodzica – samo to może oznaczać, że nasza strategia chybi.

Autor/ka: Natalia Fedan

– anglistka i psycholożka. Potrójna mama “weteranka” – najstarszy syn ma 19 lat, córka 17, a najmłodszy syn 6 lat. Facylitatorka Self-Reg i pierwsza w Polsce propagatorka tego podejścia. Wciąż w drodze i w poszukiwaniach, w ciągłej pracy nad sobą, by być coraz lepszą wersją siebie. Jej miłością oprócz rodziny są książki i nauka. Wysoko wrażliwa, wysoko empatyczna i wysoko refleksyjna, wykorzystuje te cechy, by pomagać rodzicom w ich rodzicielskich ścieżkach. Redaktor prowadząca Natuli dzieci są ważne.


Bestsellery księgarni NATULI

Tematy, którymi się zajmujemy:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *